Dlaczego warto zachować dystans?

Przyszło nam funkcjonować w czasach, w których wymiana informacji stała się łatwiejsza od skorzystania z toalety. Fora internetowe, porównywarki cenowe, serwisy z recenzjami produktów i usług mnożą się jak wirusy wczesną jesienią, a my zewsząd jesteśmy zasypywani opiniami. Wszyscy próbują nam wmówić, że nic lepszego przytrafić nam się nie mogło i w pewnym sensie trudno byłoby się z tym nie zgodzić, ale w czasie tego lawirowania pomiędzy opiniami warto posiąść jedną, bardzo ważną cechę – umiejętność zachowania dystansu.

Marzec 2012 roku. Intensywnie szukamy miejsca idealnego do spędzenia Wielkanocy pod palmą. W zbiorowisku hoteli przeróżnej budowy i klasy trafiamy na ten wymarzony, odpowiadający nam pod każdym względem. Pojawia się jednak pewien szczegół – oferuje go tylko małe, nieznane biuro podróży. Odpalam wyszukiwarkę, trafiam na stronę z opiniami na temat biur podróży i czytam mnóstwo opinii w klimacie: „Zmienili nam hotel na gorszy”, „Odradzam, fatalna opieka rezydenta”. Myślę sobie: „O nie, nie ma opcji żebym się na takie atrakcje zdecydowała.”.

Nie przespałam tamtej nocy, cały czas biłam się z myślami. W końcu weszłam na tę stronę ponownie, tym razem jednak wybierając opinie o najpopularniejszym touroperatorze. Tu ocena wyglądała jeszcze gorzej. Po chwili czytania opinii, w których najczęściej występującymi słowami było „beznadziejna” i „masakra”, postawiłam wszystko na jedną kartę i wykupiłam ten wyjazd.

Dlaczego? Bo o negatywach zawsze będziemy mówić więcej, niż o pozytywach. Pomyśl, jak często mówisz komuś znajomemu: „Wiesz, dziś kierowca autobusu przyjechał na czas, nie spóźniłem się do pracy, nawet miałem wolne miejsce siedzące”? Pewnie rzadko, o ile w ogóle. Za to „Autobus spóźnił się dziś godzinę/nie przyjechał wcale/przyjechał tak zapchany, że nie mogłem wsiąść.” zdarzyło Ci się powiedzieć pewnie nie raz. Podobnie sprawa wyglądała w moim przypadku, po udanych wakacjach rzadko myślimy o tym, żeby opisać pracę biura podróży, co innego, gdy coś pójdzie nie po naszej myśli.Jak skończyła się tamta historia? Spędziliśmy najcudowniejsze wakacje w życiu i nawet gdybyśmy bardzo chcieli doszukać się jakichś wad, nie znaleźlibyśmy ani jednego powodu do narzekań.Inny przykład? Opinie na temat hoteli, restauracji i tym podobnych miejsc. Internet jest pełen osób, które potrafią skutecznie zniechęcić do miejsc, w których być może spędzilibyśmy miło czas. Jako nieuleczalna perfekcjonistka wertuję setki opinii o hotelach przed każdym wyjazdem i sama tworzę długaśne poematy na temat każdego odwiedzonego miejsca. To, co czasem widzę na tego typu portalach sprawia, że włos mi się na głowie jeży. Ludzie potrafią odejmować oceny za odrobinę kurzu na stoliku, krzywą deskę klozetową, czy nieodpowiednie fugi w łazience, oczywiście okraszając opinię sesją zdjęciową wyżej wymienionych. Myślę sobie wtedy: „Poważnie? Nie szkoda Wam czasu na bieganie z aparatem i fotografowanie fug obok toalety?”. Nie wspomnę już o osobach, które z własnej, nieprzymuszonej woli decydują się na hotel na odludziu, a potem narzekają, że wszędzie daleko i niewiele się dzieje. Doświadczenie nauczyło mnie już odsiewania opinii kompletnie bezwartościowych i nie sugerowania się wyłącznie ogólną oceną.Dystans to również odpowiednie nastawienie podczas przeglądania wszelkiego rodzaju rankingów. Zdajecie sobie sprawę, że większość okienek zatytułowanych „Najpopularniejsze” czy „Najczęściej kupowane” wcale nie przedstawia produktów najchętniej wybieranych przez klientów, a te, które najbardziej opłaca się sprzedawcy promować? A czy wiecie, że strony prezentujące rankingi i oceny lekarzy umożliwiają im odsiewanie negatywnych opinii po zapłaceniu odpowiednio wysokiego abonamentu?

Internet daje ogromne pole do popisu dla marketingu szeptanego, nie zawsze odpowiednio stosowanego. Warto czasem zastanowić się na ile to, co czytamy powinno wpłynąć na naszą decyzję. Zanim stwierdzisz „Nigdy tam nie pójdę/nie kupię tego”, pomyśl na ile powinieneś się tą opinią sugerować. Warto zachować trzeźwość umysłu i nie wierzyć ślepo opiniom tłumu, bo być może za ich sprawą ominą Cię najcudowniejsze wakacje w życiu albo trafisz do lekarza, który dobrą ocenę sobie po prostu kupił.

  • Popieram w stu procentach. ;*

    • I sama staram się zachować dystans…

  • Z jednej strony oczywiście masz świętą rację, ale zdrugiej strony ja sama często korzystam z tego typu portali. Porównuję, wyszukuję najlepszą ofertę, czytam recenzje… Może to właśnie dystans, a może wprowadzenie filozofii „przezorny zawsze ubezpieczony” i oszczędność pieniędzy, chociaż przyznaję – często pozorna. :)

    • Ale mi absolutnie nie chodzi o to, żeby z tych portali nie korzystać, a o to by robić to z głową ;)

  • Bardzo fajny post :) uwielbiam czytać takie szczere przemyślenia pisane przez kogoś ze zdrowym spojrzeniem :P

  • świetny wpis!!!!podpisuję się rekami i nogami….dobrze zauważyłaś, że głównie mówi się o tym co złe i niedobre – to tak jak w TV trąbią tylko o złych wiadomościach, sensacyjnych, kontrowersyjnych, wypadkach, wpadkach, kłótniach, księdzach pedofilach /nie mówię, że powinno się o tym nie mówić), ale które media i które wiadomości pokazują dobro, szczęście, spokój, miłość, które pokazują jak misje a Afryce pomagają jak moga ludziom……to się nie sprzedaje. Tam samo ludzie właśnie działają też i w sieci, gdy jest ok nie pisze się i nie mówi o tym, gdy tylko coś nie tak jest to od razu trzeba wysmarować z góry na dół. Wiesz, pracowałam w restauracjach to wim jak ludzie potrafią zdziwiać. Najlepszy przykład to byli tzw. goście niedzielni, czyli rodziny z dziećmi w niedziele. Tragedia. Miałam wrażenie,że przychodzili za karę, zachowywali się jakby odbębniali obowiązek i czepiali się wszystkiego – zamiast się zrelaksować i odpocząc, bo chyba po to się wychodzi? Najważniejszy jest dystans i troche luzu w życiu :)

  • Anonymous

    Nie miałam pojęcia, że te rankingi lekarzy mają taką opcję. A nawet zastanawiałam się ostatnio na czym oni zarabiają. No pięknie…

    • no przyznam,że o tych lekarzach też nie wiedziałam….. hm ;/

    • To mnie zszokowało, teraz już niczego nie można być pewnym :P

  • To racja, ale ciężko zachować dystans w dzisiejszych czasach. I to nie tylko do opinii publicznej, ale też do samych siebie. Wiele osób też nie wie, co to ten dystans i jak szeroki bądź wąski ma zasięg ;)

  • Przyznam, że często zdarza mi się przeglądać wszelkie porównywarki czy opinie, ale zawsze kieruję się własnym rozsądkiem i swoimi potrzebami. Dzisiaj niczego nie można być pewnym. Dobre opinie firma można sobie wystawić sama, złe konkurencja albo czepialski konsument. Nie ma reguły. Bardziej ufam podpowiedziom bliskich czy znajomych, bo wiem czym się kierowali wybierając dany przedmiot/miejsce czy firmę.

    • ja też zdecydowanie bardziej ufam opiniom „prawdziwych” ludzi, obojętnie czy to ktoś znajomy, czy jedna z nielicznych blogerek, do których mam zaufanie.

    • Dokładnie. Sama o wiele cześciej kieruję się opinią znajomych, blogerów, czy serwisów, które testują produkty. Zawsze trzeba zachować zdrowy rozsądek, nierzadko przecież zdarza się tak, że to co nie pasuje komuś sprawdzi się u nas. W końcu nie kupujemy czegoś na zawsze i nic nie jest idealne. Wszystko ma wady i zalety, to jak to odbierzemy zależy od tego na czym bardziej się skupiamy.

  • Bardzo mi się ten post podoba. Zgadzam się z Tobą w 100 %. I od dzisiaj zaczynam pisać pozytywne opinie o pozytywnych miejscach :)

  • Ja i moj partner wybieralismy sie na wczasy. Kupilismy wycieczke doslownie na miesiac przed wylotem, bo cena zwalala z nod- Last M. Wczesniej czytalam opinie w necie na temat hotelu i ogolnie miejsca. Opinie nie byly dobre, wrecz niektore przerazajace. Na szczescie nie przejelam ie (moze odrobine). Wyjazd udany i jak do tej pory najlepsze miejsce, holtel i atrakcje. Czytajac opinie zauwazylam, ze wiekszosc to Brytyjczycy, ktorzy niestety, ale jada nad morze i spedzaja caly czas nad basenem. Koniecznie musza miec calodobowy bar z darmowym piwem, blisko na bilard, i fasolke w sosie pomidorowym na sniadanie. Nie korzystaja z plazy i morza, nie zwiedzaja, nie lubia lokalnych przysmakow. Nie wszyscy oczywiscie sa tacy, ale jezdze na wczasy z biur w uk, rozmawiam ze znajomymi w pracy i znaczna wiekszosc tak wlasnie odpowiada. Takie osoby pozniej pisza na forum, ze jedzenie zle, bar kiepski, i za malo wind (taki wlasnie komentarz znalazlam dot. mojego hotelu, ktory mial wystarczajaca ilosc wind). Wszystko dla ludzi, opinie sa wazne, ale nigdy nie wiemy kto pisze, wiec zawsze musimy dwa razy przeczytac i dwa razy conajmniej sie zastanowic :)

    • Ostatnie zdanie – nic dodać, nic ująć.

    • Martyna

      Przed zimowym wylotem na Cypr miałam podobnie-naczytałam się w internecie Bóg wie jakich opinii, że plac budowy za oknem, okropne pokoje, cuda wianki! Wcześniej wspominany „plac budowy” okazał się ruinami wpisanymi na listę UNESCO!!! Pokój był świetny, obsługa profesjonalna, bez dopłaty dostaliśmy pokój z widokiem na morze i balkonem… I to też był mój najlepszy wyjazd w życiu!:)

  • „Ludzie potrafią odejmować oceny za odrobinę kurzu na stoliku, krzywą deskę klozetową, czy nieodpowiednie fugi w łazience, oczywiście okraszając opinię sesją zdjęciową wyżej wymienionych.”
    dokładnie tak jest…
    aleeeee tak myśląc tymi kategoriami kazda z nas pisząc negatywne opinie może być podciągnięta pod „narzekaczy”

    • moim zdaniem czymś innym jest negatywna opinia dotycząca merytorycznych rzeczy, a czymś innym zwykłe czepianie się szczegółów ;)

  • Zaczne jak kilka komentarzy wyżej:)…z jednej strony masz rację:)… Ale z drugiej strony ja też się podzielę swoją historią. Pewnego razu spontanicznie, bo wyjazd za granicę również był spontaniczny wybraliśmy z teżetem hotel. Po przyjściu do domu dopiero miałam czas na zagłębienie się w temat. Komentarze z całego świata opisywały istny koszmar. I nawet my,którzy nie szukamy luksusów i spędzamy w hotelach zazwyczaj tyle co prysznic po plaży i noce, byliśmy przerażeni. Na drugi dzień pomimo dopłaty 200zł od łebka zmieniliśmy zameldowanie na inny hotel. I to była mądra decyzja,gdyż odwiedziliśmy z ciekawości ów poprzedni koszmarek, który wyglądał jeszcze gorzej niż w internetowych komentarzach i na zdjęciach z folderu. Jednak te 400zł warto było dopłacić za „luksus”w postaci dobrych, pożywnych posiłków, moskitier, braku pleśni, braku niebezpiecznych instalacji elektrycznych:) ot tyle i aż tyle. Ja zawsze poszukuję opinii nt. niemalże wszystkiego ale też czytam wnikliwie i analizuję czy dany komentarz jest dla mnie przydatny. W wielu przypadkach możemy uniknąć oszustów i naciągaczy. Uważam się też za osobę, która owszem lubi ulegnąć wpływom i np zakupić polecany kosmetyk(o zgrozo!:):)) ale zawsze w tych moich wyborach wybieram moją własną drogę mimo wszystko:)

  • Ja się ostatnio dowiedziałam, że za niemałą roczną opłatą można sobie kupić tytuł „rzetelnego sprzedawcy”… ręce aż opadają:(

  • Przeczytałam jednym tchem, kocham Cię czytać w takich trochę bardziej, hmmm, rozbudowanych wpisach :) Wiesz, że rzadko kiedy cokolwiek komentuję… :)

    Jestem przekonana, że wielu osobom dałaś tym wpisem do myślenia…
    W knajpce, którą klienci oceniali w superlatywach zaserwowano mi coś absolutnie niejadalnego. Krem oceniany jako zły, zapychający i wogóle najgorszy jest moim kosmetykiem wszech czasów. Nie ma reguły! Ale zgadzam się w 100% odnośnie kierowania się ogólnym poziomem opinii.

    • Dziękuję, ja z kolei uwielbiam takie wpisy tworzyć, tylko jakoś tak rzadko nachodzi mnie wena. Ale postaram się ją pielęgnować ;)

    • O tak, więcej takich wpisów! :)

  • Niestety są ludzie, którzy nie potrafią spojrzeć pozytywnie nawet na proste rzeczy. Narzekają i nie potrafią się cieszyć ani chwilą ani tym co mają. Uczmy się żyć pozytywnie!

  • Paula, ten wpis to strzał w 10tkę. W dobie Internetu dystans i rozumne myślenie to podstawa! To, co mnie przypadło do gustu, nie koniecznie musi przypasować Tobie i na odwrót… Zawsze podkreślam to w swoich opiniach nt. super kosmetyków, czy bubli…
    Co do wyszukiwarek cen, to też warto mieć rozeznanie co w trawie piszczy. Na moim przykładzie – w zeszłym roku szukałam gry na ps3 dla lubego, oczywiście sklep online (bo gdzie ja znajdę taniej…). W ostatecznym rozrachunku wybrałam sklep i zaplanowałam zakupy, jako, że przechodziłam obok Saturna weszłam sprawdzić cenę w stacjonarnym sklepie, by sprawdzić, ile to sklep sobie zarabia (skoro ja znalazłam taką superokazję w sieci)… okazało się, że gra była 9 zł tańsza stacjonarnie, niż w konkurencyjnym, rzekomo tańszym sklepie… Wystarczy wykonać parę telefonów i mieć rozeznanie, a przede wszystkim tytułowy dystans do tego, co sprzedają Nam w sieci.

  • Bo dystans jest potrzebny chyba w każdej sferze życia. Mądrze piszesz! :)

  • Dobrze powiedziane.

  • Słuszny post :)
    Co do opinii o hotelach – zawsze wystawiam. W dodatku często dołączam zdjęcia, bo szlag mnie trafia od wyssanych z palca opinii (przykład z zeszłego roku, hotel w Turcji, malkontent pisze: do plaży ruchliwa droga o wielu pasach ruchu, nie da się przejść! Rzeczywistość – po jednym pasie w każdą stronę, dość ruchliwa ale z wysepką dla pieszych pośrodku :P ).

  • Co racja to racja.. Trzeba być uważnym i brać poprawkę na to, co w internecie. Ważne jest to by słuchać intuicji :)

  • Bardzo często sprawdzam opinie w sieci, ale weryfikuję je na różnych stronach w miarę możliwości.
    Najlepszy, nie raz już przytaczany przykład z hotelami. Owszem przeczytam, ale później zawsze szukam real zdjęć czy oglądam filmiki na youtubie z danego hotelu. I też jak już wspominano, od razu odrzucam opinie gdzie ktoś czepia się, że fuga w łazience była nierówno położona czy basen zbyt mały (a wymiary basenu jak wół stoją zapisane w ofercie).
    Mam też podlajkowany profil na FB „Nie polecam w …”, ale jak czytam te wyrażane anonimowo opinie gdzie problem sprowadza się do „nie polecam sklepu x bo pani się do mnie nie uśmiechnęła” to już traktuję go bardziej jako dobrą zabawę.
    Przyczepić się można zawsze i do wszystkiego, bo zły dzień i bo gusta są po prostu różne. Grunt to zachować dystans.

  • A propos sklepów internetowych i rankingów produktów. Nie sugerowałabym się też proponowanymi przez sklep gotowymi zestawami. 2 miesiące temu kupowałam lustrzankę. Sklep od razu „podpowiedział mi” na stronie, które produkty najchętniej kupowali inni i że cena zestawu będzie niższa. Szał. Coś mnie tknęło. Wyszukałam wszystkie produkty osobno i nie dość, że wyszło mnie to wszystko jeszcze taniej (+ załapałam się na 50zł rabatu z jakiejś tam okazji), to moja karta pamięci ma o wiele lepsze parametry niż ta proponowana.

    A o restauracjach i ich recenzjach na forach itp. można godzinami opowiadać. Przestałam się nimi sugerować w ogóle i jeszcze nigdy się nie rozczarowałam.

  • Bardzo trafny post, korzystając z internetu trzeba mieć dystans do zawartych w nim informacji, a prowadząc bloga dodatkowo – do samego siebie ;) Wszystko warto wypróbować na własnej skórze, moim zdaniem i na podstawie własnych doświadczeń konstruować opinię ;)

  • Faktycznie masz rację z zachowaniem dystansu…ludzie chętniej opisują negatywy…a pozytywy nie…wtedy nie pisza wcale opinii w necie;) Choć ja jadąc na wakacje w 100% opinie się zgadzaly…jedzenie powtarzalo się, pokoje średnie…miałam nadzieje ze opinie się nie sparwdza…a się sprawdzily…ale faktycznie nie można ufac bezgranicznie wszystkiemu w necie! ciekawy post. pozdrawiam. decolikeswhite.blogspot.com

  • Z tymi lekarzami – trafiłam do ortopedy ręki – w internecie – same genialne opinie o nim. Ze ciepły, ludzki, ze najlepszy, rewelacyjny i w ogóle oh i ah. Pomyślałam sobie… dobra, polecił mi go inny ortopeda, chyba nie będzie tak źle. I miałam szczęście, bo w internecie były to informacje prawdziwe :) Zwykle też nie kieruję się KWC – bo co dla jednego jest idealne, dla mnie wcale być nie musi. I tak – ludzie psioczą na produkt, dla mnie jest świetny. Znowu odwrotnie – KWC, dla mnie porażka. Już lepiej spytać fachowca, niż pomocną dłoń w postaci for w internecie. Wszędzie znajdziemy jakąś marudę :)

  • Dokładnie tak! Dwa lata temu byliśmy w Egipcie na wczasach all inclusive. Jedzenie było naprawdę smaczne, świeże i różnorodne, ale niektóre komentarze w internecie zupełnie temu przeczyły. Moim hitem był pan, któremu jedzenie nie smakowało tak bardzo, że codziennie stołował się w kfc…

  • Jak ja bym chciała umieć przestać się tak przejmować wszystkim.. na naszych ostatnich wakacjach byłam taka marudna, ze nawet piasek i wiatr nad morzem mi przeszkadzał.. zepsułam cały wyjazd :(

  • ostatnio doszłam do identycznych wniosków po naszych wakacjach w Turcji :) miałam podobnie nieprzespaną noc jak Twoja jak przed wyjazdem zaczęłam czytać opinie o hotelu do którego się wybieraliśmy. Ludzie narzekają po prostu na wszystko :D nie wiem może ja jestem jakaś dziwna, ale jak jadę na wakacje to nie po to by oglądać telewizję czy oceniać stan techniczny hotelu, a po to, żeby dobrze się bawić :)) na złość temu wszystkiemu napisałam po powrocie na portalu swoja opinię jak najbardziej szczerą, a przy tym pozytywną ;)

  • Nareszcie ktoś napisał o tym wprost! Rzeczywiście, internet jest pełen ludzi narzekających na każdy szczegół, a jeśli chodzi o wakacje, tym bardziej nie należy ufać komentarzom. Najbardziej denerwują mnie osoby, które żyją skromnie, ale jak jadą na wakacje do hotelu, to ‚gwiazdorzą’ i oczekują nie wiadomo jak wysokiego standardu. A później opowiadają, jakie mieli nieudane wakacje… Ależ ten temat wzbudza we mnie emocje! ;)

  • Zgadzam się całkowicie! niestety w dzisiejszych czasas ludzi nie wiem czemu nastawieni są jednie na negatywne strony! Nawet w szkole narzekają ile to pracy mają w 3 gimnazujm, ile testów i kartkówek, a nikt nie pomyśli, że może w innych szkołach jest tego jeszce więc etc…, ja staram się zachowywać do siebie dystans, wiec jak coś śmiesznego mi się przydarzy starma się smiac z innymi! :)

  • Napisze krótko ..trafnie i w punkt Paula :D

  • Świetnie napisany tekst. Mam bardzo podobne odczucia do Twoich.

  • Zgadzam się, najczęściej osoby które narzekają najwięcej to zwykłe chamy którym słoma z butów wystaje, nie chcę nikogo obrażać, ale mi też już cierpliwość skończyła się do kolegów Polaków. Parę razy zdarzyło mi się być na wakacjach z innymi Polakami, i jakie było moje zdziwienie, gdy ja wracałam zadowolona z tysiącem miłych wspomnień, a od innych (przebywających w tym samym hotelu, na tej samej wycieczce) słyszałam że było beznadziejnie, syf, niedobre jedzenie itd. Pominę już burackie zachowanie w stosunku do obsługi hotelowej, albo rzucanie się na wszystko co darmowe. Zaznaczę tylko, że z mężem rzadko wybieramy drogie wycieczki do najbardziej luksusowych kurortów, raczej chodzi mi o wygodny hotel, w miarę dobrej lokalizacji (bo praktycznie cały dzień i tak spędza się poza domem).

  • Ja już tak mam że bardzo często piszę opinie miejscom, biurom podróży, hotelom czy restauracjom. I negatywne i pozytywne, wychodząc z założenia że skoro ja skorzystałam to podzielę sie doświadczeniem, natomiast znam masę ludzi którzy w internecie wpisują tylko opinie złe, zapominając o tym że to co dobre, zdecydowanie bardziej warte jest opisania :)

  • O tych rankingach akurat nie wiedziałam, ale dobrze wiedzieć :) Wydaje mi się, że pisałaś pracę na temat marketingu… Czy polecasz jakieś książki z których można dowiedzieć się o takich „przekrętach”? ;) Pytam, ponieważ interesuje mnie marketing ;)

    • Marketing to bardzo szeroka dziedzina, zależy co konkretnie masz na myśli ;) Ja pisałam o promocji w social media, ale jeśli chodzi Ci o temat technik wywierania wpływu na ludzi, o który trochę zahacza mój wpis, to polecam Ci gorąco „Wywieranie wpływu na ludzi” Cialdiniego ;)

  • Wszystko co napisałaś jest prawdą, zgadzam się z tym w zupełności :)