6 zakupowych zasad, które muszę zapamiętać

Upolowałaś na wyprzedaży kolejną świetną rzecz za połowę ceny. Twoje myśli wypełnia poczucie dumy – w końcu udało Ci się taniej kupić COŚ TAKIEGO! Masz ochotę posłać triumfalne spojrzenie wszystkim kobietom, które zapłaciły dwa razy więcej i zaczynasz zastanawiać się, dlaczego właściwie nikt jeszcze nie przyznał Ci jakiejś nagrody dla najwybitniejszych łowców okazji. Euforia po kilku dniach mija, a ubranie trzeba schować do szafy, po tym jak Twój facet trzeci raz pyta, czy otwierasz galerię sztuki i zdobyłaś właśnie pierwszy eksponat. Potem każda okazja wydaje się niewystarczająca dobra na założenie właśnie TEGO stroju, aż w końcu po pół roku znajdujesz go w szafie z nieoderwanymi metkami. Brzmi znajomo?

Jeśli zaglądacie tu trochę dłużej, pewnie wiecie, że staram się do zakupów podchodzić z dużą dawką rozsądku, ale nawet mi zdarza się czasem popłynąć. Promocje, zniżki, najnowsze trendy, blogi – wszystko to potrafi nieźle namieszać w głowie, nawet tym najtwardziej stąpającym po ziemi. Największym zagrożeniem dla mojego trzeźwego myślenia są najczęściej zakupy w sieci. To tam najczęściej ulegam rzeczom, które w sklepie stacjonarnym pewnie bym sobie odpuściła, dopuszczając do siebie magiczną myśl „Po co Ci to?”.

Po każdym zakupowym błędzie staram się wbijać sobie do głowy pewne zasady, ale często w czasie kolejnych łowów, o którejś z nich zapominam. Pomyślałam więc, że to chyba najwyższy czas, by je spisać i opublikować. Liczę, że pomoże mi to w końcu o nich pamiętać, a może przy okazji Wam również się to przyda.

1) Nie jestem Milą Kunis, ani Victorią Beckham

To niby oczywiste. Każda dorosła kobieta powinna zdawać sobie sprawę, że jeśli coś dobrze wygląda na modelce/aktorce/celebrytce czy jakiejkolwiek innej kobiecie, niekoniecznie musi równie dobrze wyglądać na niej. I przecież ja to wiem, doskonale wiem. A jednak nie dalej jak tydzień temu rozważałam zakup opaski ze złotymi liśćmi, którą – najwyraźniej doskonale znający mechanizm kobiecych zakupów – sprzedawca promował zdjęciem Victorii Beckham. Całe szczęście w tym przypadku w porę się opamiętałam. Resztki trzeźwego osądu sytuacji przekonały mnie, że nawet jeśli Posh Spice wygląda w złotej opasce jak królowa elfów, to nie zmienia to faktu, że ja wyglądałabym w tym co najwyżej jak królowa balu przebierańców.

2) Jeśli źle w czymś wyglądam, dziesiąte podejście niczego nie zmieni

Mam ten problem z bluzkami bez rękawów. Wyglądam w nich tragicznie (choć w tym wypadku to chyba niewystarczająco negatywne słowo). Nie wiem czy to kwestia rozmiaru lub kształtu moich ramion, czy też niedopasowania do mojej sylwetki kija od szczotki, nie mam bladego pojęcia. Przymierzyłam już dziesiątki tego typu bluzek. Mniej więcej przy czwartej stwierdziłam, że to po prostu nie jest ubranie dla mnie, ale nie przeszkodziło mi to w mierzeniu kolejnych – niemal identycznych. Po każdej kolejnej przymiarce (i błyskawicznym ściąganiu owego fatałaszka po ujrzeniu swojego odbicia w lustrze), przeklinam swoją naiwność, ale jak nadarzy się okazja, pewnie znowu zrobię dokładnie to samo. Błędne koło, mówię Wam.

3) Tańsze zamienniki rzadko się sprawdzają

W tym przypadku chodzi głównie o rzeczy, które bardzo mi się podobają, do których wzdycham tygodniami, miesiącami, ale które w końcu postanawiam zastąpić czymś podobnym, lecz tańszym. Kilka ładnych lat temu wzdychałam do bluz marki Hollister, ale wizja wydania 160zł była dla mnie w tamtych czasach niemal szalona. Kupiłam więc w sieciówce coś podobnego, co po kilku wyjściach z domu, wylądowało na dnie szafy. Jakiś czas później zamówiłam swoją wymarzoną bluzę w sklepie internetowym Hollistera i choć od tamtej pory minęło sporo czasu, nadal jest moim ulubionym „ocieplaczem” na dni takie jak dziś. Wpajam sobie, że jeśli wiem, że to nie chwilowa moda i chcę kupić coś, co będzie służyć mi przez lata, to nie powinnam na tym oszczędzać. Realizacja tego pięknie brzmiącego planu wychodzi mi różnie, ale i tak jest coraz lepiej.

4) Darmowa dostawa i 20% zniżki? Super, ale mam pełną szafę

To moja największa bolączka. Zdarza mi się ulegać tego typu promocjom z myślą: „No przecież i tak kiedyś bym to kupiła, żal przegapić taką okazję”. Pół biedy jeśli to faktycznie jest tylko to, co i tak zamierzałam kupić. Niestety zazwyczaj do koszyka wpada mi wtedy również coś totalnie nieplanowanego (bo przecież promocja!), a ja kończę z wyrzutami sumienia. Często płynę w ten sposób nie tylko na zakupach ubraniowych, ale również na takich codziennych, domowych. Swego czasu mieliśmy zapas trzech litrowych płynów do mycia naczyń! Całe szczęście ostatnio ulegam coraz mniej i jestem z tego powodu niesamowicie dumna.

5) Jeśli myślę: „Śliczne, ale z czym ja to będę nosić?” – pora uciekać

Swego czasu kupiłam w H&M przepiękną tunikę. Pudrowy róż, szyfon, cudo nad cudami. Spędziłam w przymierzalni chyba ze dwadzieścia minut, bijąc się z myślami czy ją kupić. Była przepiękna, ale po głowie cały czas chodziła mi myśl „Gdzie ja ją ubiorę i do czego właściwie ona będzie pasować?”. Odsunęłam jednak od siebie wszystkie wątpliwości i ją kupiłam. Nie wyszłam w niej z domu do dziś. Do zakładania na co dzień jest zdecydowanie zbyt odświętna, z kolei na wyjątkowe okazje do niczego nie pasuje i tak sobie leży już kilka ładnych lat. Staram się pamiętać o tej nieszczęsnej tunice, jak tylko nachodzą mnie wątpliwości w przymierzalni. Nie zawsze działa, ale kilka razy wybawiła mnie od podobnego zakupu.

6) Jeśli bluzka na modelce jest wciągnięta w spodnie, prawdopodobnie źle leży

Chodzi tu oczywiście o sklepy internetowe. Nie wiem skąd wziął się pomysł, by pokazywać w ofercie bluzki w połowie znajdujące się w spodniach modelki, ale ani trochę mi się to nie podoba. Pół biedy, jeśli na innym zdjęciu bluzka jest wyciągnięta, ale niestety często okazuje się, że nikt nie wpadł na to, by pokazywać sprzedawaną rzecz w całości (lub chociaż podawać jej wymiary). Kiedyś już kupiłam takiego kota w worku, który okazał się rozciągniętą bluzką z trenem i więcej nie dam się na to nabrać.

  • Lou

    no to i ja sobie je wbijam, swietne napisane:)

  • Ika

    haha, świetny post :) ja mam problemy zakupowe akurat w przypadku kosmetyków (promocja?! gdzie?! piętnasty balsam do kolekcji, ale za 50% ceny?! DAWAĆ GO!), chociaż z ubraniami bywa podobnie :D

  • Jeśli chodzi o zapasowe zakupy do domu (tak jak ten Twój płyn do mycia naczyń ;)) to staram się mieć na liście to co się kończy i ulubione i sprawdzone produkty uzupełniać przy promocji, ale tylko wtedy, kiedy wiem, że niedługo będę musiała to coś kupić.
    A jeśli chodzi o ubrania to próbuję, naprawdę próbuję z „ilości” przejść na „jakość”. Mój PW jest niesamowity, bo w szafie ma niewiele rzeczy, ale wszystkie mają to coś. Wprawdzie kosztowały więcej niż cała moja szafa, ale ma je od lat i ciągle są ŚWIETNE!
    Dodatkowym atutem tych porządnych rzeczy jest długa gwarancja i pewność, że gdy dżinsy Ci pękną to w czasie gwarancji na pewno oddadzą CI pieniądze.

  • Magda

    Królowa balu przebierańców made my day!!

    Uśmiałam się. Wyszedł Ci ten wpis, nie powiem :D

  • Cenne uwagi :) Ja od siebie dorzuciłabym ‚zasadę 1 dnia’. Jeśli nie jestem przekonana do danej rzeczy odkładam ją w kasie do następnego dnia. Jeden dzień do wystarczająco czasu jak dla mnie, aby zakup rozważyć na chłodno. Jeśli nadal jestem w fazie ‚chcę to’- śmiało kupuję. Moim zdaniem naszym największym wrogiem są zakupy pod wpływem impulsu. Coś mierzymy, spodoba się nam i prosto do kasy. Dopiero potem przypominamy sobie, że właściwie nie mamy z czym tego nosić… Moja siostra uważa, że zbyt poważnie podchodzę do zakupów i dumam nad zakupem byle zwykłej bluzki. Ja uważam, że to zdrowy rozsądek ;) Dzięki temu temu nie przypominam sobie kiedy ostatni raz kupiłam coś czego żałowałam lub nie założyłam.

    • A ja właśnie pod wpływem impulsu zawsze robię najlepsze zakupy. W ciągu ostatnich kilku lat tylko dwa razy udało mi się kupić to, co zaplanowałam idąc na zakupy ciuchowe, tak, żebym była z tego nadal zadowolona. Natomiast niemal wszystkie rzeczy kupione na spontanie i totalnie przypakniem noszę aż do zdarcia ;)

    • Fakt, cenna zasada, chyba zacznę stosować!

    • Anonymous

      odkladasz w kasie do nastepnego dnia i jak jednak rezygnujesz to co? olewasz i nie idziesz po nia? bez sensu, przeciez w ten sposob szkodzisz i sklepom i innym klientom, sprzedawca idzie ci na reke i odklada ciuchy a ty robisz to po co by sie zastanowic. mowie to jako sprzedawca majacy swoj butik. pamietaj, ze sieciowki w wielu przypadkach dzialaja na zasadzie franczyzny czyli zwykly kowalski moze zostac wlascicielem sklepu danej marki, wiec nie tylko bogaty szef sieci traci ale przede wszystkim zwykly czlowiek. szkoda, ze takie osoby jak ty nie pomysla nad tym stawiajac sie na miejsce wlascicieli sklepow.

  • Ja jestem mistrzynią szafy ubrań nie do założenia. Dokładając do tego swój solidny rozmiar… masakra!
    Może wpoję kilka Twoich zasad, szczególniie tą – gdzie ja w tym wyjdę!

  • Swego czasu zrobiłam ogromne zapasy kosmetyków, tak, że w szafce w łazience przestały się mieścić. A najgorsze było to, że z czasem zaczęły się kończyć ich daty ważności. Teraz po prostu nałożyłam sobie zakaz wchodzenia do drogerii. Chyba, że po coś co się skończyło!

    • Na ubrania nie mam sposobu. Mam dużo rzeczy w szafie z metką…i wiem, że nigdy ich nie założę. Za to zdarzyło mi się kupić 2 razy w życiu tak wygodne i odpowiadające mi obuwie, że żałowałam po czasie, że nie kupiłam od razu 2 par..

    • Z butami miałam to samo! Trzy lata temu kupiłam kozaki idealne i teraz nigdzie nie potrafię takich znaleźć…

  • Z 6 zgadzam się w całej rozciągłości. Jeśli na stronie jest zdjęcie bluzki, to chcę zobaczyć jak wygląda BLUZKA, a nie pół bluzki wciśnięte w spodnie, zasłonięte chustą i nie wiadomo co jeszcze. Tak samo wszelkie kiecki bez paska pokazywane z paskiem itp.

  • O ile zakupów stacjonarnych nie cierpię, to z zakupami internetowymi zdarza mi się popłynąć. Najlepsze jest też to, że robiac porządki, znajduję w szafie jakiegoś ciucha (nienoszonego), o którym na śmierć zapomniałam. :/

  • wbijam sobie do głowy :)
    no ja bym jeszcze dorzuciła zasadę, że nic na siłę! nie kupujmy czegoś tylko dlatego,że jest tanie,a nie chcemy wrócić z pustymi rękami do domu bo się nastawiałyśmy na zakupy!

  • ona

    Zapomniałaś napisać, o czarodziejskich lustrach i oświetleniu w przymierzalniach, tam to się dopiero wygląda jak gwiazda :). Ja więcej kupuję w lumpkach, niż w galeriach i internecie, bo wiem, że mam coś taniego i oryginalnego ;).

    • Anonymous

      taaaa strasznie oryginalnego, wiekszosc rzeczy w lumpkach pochodzi z poprzednich/starszych kolekcji sieciowek :D:D:D:D znam wiele osob kupujacych w lumpkach, baa nawet sama w nich kupuje i ogladam sporo blogow osob ktore sie tam w duzym stopniu zaopatruja i zadna z nich nie wyglada inaczej niz te ubierajace sie w galeriach, ale kazda uparcie twierdzi, ze ubierajac sie w lumpeksach wyglada sie oryginalnie :D:D:D

  • z 5 poradziłam sobie w ten sposób, że przestałam odkładać rzeczy na specjalne okazje :) jeśli coś mi się podoba/dobrze się w tym czuję to noszę nawet na co dzień niezależnie od tego czy jest ‚zbyt eleganckie’ czy nie :)) w końcu kto powiedział, że nie możemy się odstroić i bez okazji? a przynajmniej te ciuchy które wcześniej wisiały w szafie teraz mi się nie marnują, a ja czuję się bardziej kobieca i zadbana :)

    • Tej zasady też się trzymam, ale ta tunika była zdecydowanie zbyt odświętna na absolutnie każdą okazję. Ciężko mi to wytłumaczyć, po prostu czułam się jak przebieraniec ;)

  • Ach, jakie to wszystko prawdziwe. I jak bardzo łatwo nas, kobietki, nabrać na piękne zdjęcia i „jedyne w swoim rodzaju” oferty.

  • Mnie pasjonuje szperanie w second handach ale i tutaj mam żelazne zasady. Idę w najtańszy dzień i misja trwa ponad godzinę. Wybieram tylko spośród dobrego rozmiaru, ulubionych kolorów. Starannie wszystko oglądam. A w samym sklepie zauważam że niektóre kobiety wpadają w taki szał , który nazywam pawiem bulimiczki. Bez opamiętania zdzierają ciuchy z wieszaków i całe sterty niosą do kasy , bo tanio- więc można.

    A puk puk w głowę – wcale nie tanio jak masz kupę śmieci za 50 zł.

  • święta prawda! :)

  • zasady są super a jeszcze bardziej cieszy mnie to,że właściwie każdą z nich stosuje specjalnie się przy tym nie starając co zapewne ma związek z coraz poważniejszym wiekiem i „trzeźwym” spojrzeniem na wszelkie promocje i chwyty marketingowe oraz swoje potrzeby..

  • Ja wyznaje zasadę, że jeżeli w przymierzalni za długo się zastanawiam to nie biorę danej rzeczy :) Musi być ten „błysk” ! :) Często też biorę kilka wieszaków pod pachę i chodzę po sklepie i o dziwo połowę z nich odwieszam :)

  • To się wszystko tak łatwo mówi… gorzej z realizacją :P

  • mogę to jedynie podsumować tak- nie mam już miejsca w szafie, 3 reklamówy ubrań do oddania/sprzedania, w większości ubrań nie chodzę, leżą jeszcze takie z metkami, ALE! już mam upatrzone kolejne. No to jest chore po prostu :D

  • Ja od jakiegoś czasu kupuję bardzo klasyczne ubrania. kilka par najzwyklejszych rurek, bo tylko takie noszę. kilka lekkich, bawełnianych koszul, kilka sweterków….. wszystko w kolorach stonowanych, bo wiem, że neonowych w ciapki nigdzie nie ubiorę. Być może to nudne, ale pewien minimalizm w szafie ułatwia życie.

    • Ja również coraz częściej łapię się na tym, że stawiam na klasyczne kroje i kolory. Co prawda do pełnego minimalizmu jeszcze mi daleko, ale fakt, to znacząco ułatwia życie ;)

  • Na stronie mohito to chyba wszystkie bluzki są wciągnięte w spodnie. Albo w spódniczki:P

  • zazdroszcze Ci takiego podejscia i zdrowego rozsadku, mi tego brakuj e:)

  • Fajne porady, o niektórych nie słyszałam lub nie zdawałam sobei spracy (np. o ostatniej). Kiedyś przeczytałam jedną złotą zasadę, której kurczowo trzymam się kupując odzież: jeśli to, co przymierzam będzie pasowało do min. 3 rzeczy z mojej szafy, to mogę kupować. I tak np. spódnica w kwiaty dopasuje się do basicowej góry ale wzorzysty płaszcz czy zakiet, może słabo komponować się z ciuchami w mojej szafie. Ważne jest dla mnie również, aby kupować odzież w kolorach, które rzeczywiście pasują do mojego typu urody. Bardzo podobają mnie się pastelowe róże czy chłodne błękity, ale niestety nie jestem zimnym typem urody i wyglądałabym niekorzystnie.

    • Pastelowe róże i błękity jak najbardziej pasują do zimnego typu urody. Jeśli poczytasz o analizie kolorystycznej i dobrze dobierzesz swój typ urody, zobaczysz, że do zimnych typów (lato i zima) pasuje róż i niebieski. Do lata szczególnie w odcieniach pastelowych :)

  • Nie kupuję ciuchów, ale większość tych rad może się odnosić do każdych tego typów zakupów. ;)

  • Ostatnia porada najcenniejsza :))

  • Świetnie ugryzłaś temat. Też mam problem z bluzkami bez rękawów. Przeważnie w t-shirtach wszystkie rękawki są obcięte tak, że mam ramiona jak goryl. A później wszyscy dziwią się, że latem chodzę w rękawach 3/4 ;)

  • Chociaż komoda/szafa pełna to na szczęście nie musze rezygnować z żadnych zakupów (na razie), moje ubrania pochodzą jeszcze z czasów liceum i pora na wymianę więc kupuję i wyrzucam stare. Tak chyba można no nie hehhe Dla męża musze zmienić się z dziewczyny w kobietę ;) w końcu mam już swojelata ;) ale potem na pewno powiem stop kolejnym zakupom ;)

  • Dobry pomysł z wypisaniem tych zasad ;D Chyba je sobie przepiszę i do portfela schowam :)
    Ja zwykle mam problem z 5 zasadą. W szafie mam mnóstwo rzeczy, których nie noszę, bo nigdy nie pasują do okazji i/lub innych ubrań. A najgorzej, gdy na zakupy pójdę ze znajomymi, którzy zawsze mnie namówią na rzeczy, których zwykle bym nie kupiła.

  • Te zasady też muszę sobie wbić do głowy. Ostatnio caly czas powtarzam sobie, że nie potrzebuje nowych ubrań a czas wynosić to co mam. :)

  • Anonymous

    Lubię Cię czytać Paula, zwłaszcza w takich wpisach z przymrużeniem oka :)

    Ola

  • Myślę, że dobrą zasadą jest po prostu kierować się jakością. Ma to niewątpliwie dużo plusów, bo zwykle ubrania te dłużej na służą, są wykonane z lepszych materiałów, często je po prostu lubimy i pasują do nas. To trochę wynika z tego, że trzeba się mocno zastanowić czy aby na pewno chcemy wydać większą ilość pieniedzy na nie. A tak juz calkiem pobocznie to w szafie można wprowadzić deczko minimalizmu :) Pozdrawiam,
    Kamila

  • Anonymous

    Jak przeczytałam drugi akapit to aż się roześmiałam ;D Mam doookładnie tak samo z rozkloszowanymi sukienkami. Nie pasują mi, co wcale nie przeszkadza mi w mierzeniu coraz to nowych ciuszków i dochodzeniu wciąż to tego samego wniosku. Eh, eh, my kobiety ;p

    Pozdrawiam,
    Kasia

  • No cóż miejscami jakbym czytała o sobie:). Dobrze napisane trzeba jeszcze tyko zapamiętać :).

  • hmm…ja zawsze kupuję na instynkt…a potem cierpię :D

  • Dobrze, że realistycznie patrzysz na siebie :) Ja z zakupami raczej nie mam tak źle, ale czasami zdarzają mi się nieudane zakupy…

  • Anonymous

    Mi najtrudniej wychodzi 3 punkt, zwłaszcza w kwestii lakierów do paznokci. ;) Bo jak najdzie ochota i taki tani lakierek zerka i woła, że jest prawie za darmo, to aż żal nie wziąć. A potem pudło zbyt rzadkich, słabo kryjących lakierów z koślawymi pędzelkami, z których zrobiłoby się kilka solidnych essiaków albo opików.

  • Znam ten problem. Zwłaszcza tu w Anglii mnie to dopada. Kiedy Primark mam pod ręką. Kończy się na tym że kupuję 3 tańsze t shirty które po praniu wyglądają jak ściera do podłogi zamiast cierpliwie poczekać i odłożyć…

  • Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Szkoda tylko, że czasami trudno to przenieść do rzeczywistości. Te zakupowe emocje… Ehhh… :)

  • Oj najgorsze co może być to bluzka w spodniach w sklepie internetowym, nie lubię tego, nigdy nie wiem jak na prawdę ta bluzka wygląda :)

  • Bardzo fajny wpis :) ja od dłuższego czasu ograniczyłam zakupy do zbędnego minimum, szafę wietrzyłam z niepotrzebnych ubrań kilkukrotnie i jest mi o wiele lżej na duszy :D

  • Dobrze spisane. Ja mam tak z gadżetami do domu. Jak mam zamiar kupić następny wazonik albo świecznik, to otwieram szafki z bajerami i widzę, że już palca nie ma gdzie wcisnąć. Przechodzi mi ochota na zakupy.

  • No cóż, samo życie, że tak powiem ;)
    Ja staram się już od jakiegoś czasu zanim coś kupię pomyśleć z czym ja to właściwie zestawię. Bo to, że bluzka jest piękna, nie ulega wątpliwości. Tylko czy będę miała do czego ją nosić, bo jak nie to skończy z metką nieruszona nigdy.
    I staram się pogodzić z pewnymi faktami, np., że bardzo podobają mi się białe spodnie, ale na mojej sylwetce wyglądają po prostu źle i nie mogę ich nosić. Ostatnio znów zmierzyłam dwie pary, na szczęście nie kupiłam.

  • Ja bym jeszcze dodała: jeśli coś w sklepie wygląda jak szmata, to jest szmata. Wiem, że dobrze widzi się tylko sercem, ale ta zasada sprawdza się tylko w odniesieniu do ludzi ;-) W przypadku ubrań – metka jest bardzo ważna. Nie ma sensu wydawać kasy na szmaty, w których się zakochałyśmy, bo potem bardzo trudno się jest rozstać z czymś powyciąganym, skulczonym i zdefasonowanym.

    • Dokładnie, ja oprócz tego o czy,m napisałaś zwracam jeszcze uwagę czy do rzeczy nie kleją się „paprochy” nie cierpię spodni, bluzek, marynarek, które zbierają wszystko, a później wygląda się okropnie i nawet rolka co 5 minut nie pomaga… Jakość przede wszystkim i rozsądek, bo tak naprawdę nasze szafy pełne są ubrań i tylko nam się wmawia, źe potrzebujemy więcej…

  • W ogóle te zdjęcia w sklepach internetowych często prezentują ubrania dosyć dziwnie. Widziałam raz bluzkę, która na zdjeciach była pod żakietem i to właśnie bluzka była przedmiotem oferty ;)

  • ile prawdy w tym wpisie :D poprawiłaś mi humor… przed jutrzejszymi zakupami ;))

  • Jak ja znam je wszystkie (zwłaszcza punkt 5!) i oczywiście zakupy przez internet! ;)

  • Ja jakiś czas temu postanowiłam, że zakup nowego ciucha równa się pozbycie się jakiegoś starego, to czasami boli ale ma sens. Przed przeprowadzką z szaf wylewały mi się ciuchy, a teraz od ponad roku cały czas mam względny luz.

    • U mnie taki system by się nie sprawdził, bo lubię wracać do niektórych ciuchów po dłuższym czasie. Chodzę w czymś, potem na dłuuugi czas ląduje w szafie, a po wielu miesiącach, czasem nawet po roku wracam do danego ciucha i znowu chodzę w nim na okrągło. I nie mam tu na myśli ciuchów sezonowych.

  • Jeśli chodzi o punkt 3 to równie staram się do niego stosować. Głownie chodzi tutaj o buty. Lepiej kupić jedne droższe, które będą wygodne i będą mi służyły latami niż 3-4 pary tańszych, które za chwilę się rozpadną, albo chodzenie w nich będzie istną katorgą. No chyba, że kupujemy buty z myślą o jednym sezonie, po czym nam się nudzą i odstawiamy, wtedy bez sensu wydawać na nie krocie.

  • Nigdy nie miałam takiej sytuacji, że w mojej szafie były ubrania z metką, albo nigdy nie noszone. Staram się nosić wszystko, a zakupy ubraniowe robię bardzo przemyślane. Gorzej jest z kosmetykami ;) Jednak mimo wszystko fajne zasady i warto o nich pamiętać :)

  • Chybaa przykleje to na lodówce ;)

  • ja raczej rzadko robię spontaniczne zakupy, ale moją bolączką jest kupowanie rzeczy, które są ładne… tylko właśnie problem do czego je założyć? Jedna tunika też trochę sobie u mnie czeka na użycie dosyć długo…

  • Z tańszymi zamiennikami się nie zgodzę, były modne buty na koturnie i mega szpilce, wiązane na sznurówki – koszt w sklepach ok 100-200 zł bo modne, ja kupiłam za 29,99 w Centro na promocji. Były modne jeden sezon a teraz leżą w szafie bo żal wyrzucić. Tak samo baskinka, bufki na ramionach, sznurki na bluzkach, przeźroczyste bluzki- wszystko to co może być modne tylko jeden sezon kupuję jako tańszy zamiennik, bo szkoda mi wydawać 100 zł na coś na kilka miesięcy noszenia.

  • bardzp fajne zasady :) jesli chodzi o tańsze zmienniki to jednak da się je znaleźć :D

  • Bardzo dobre zasady! :)
    Ja będąc nastolatką miałam taki szał- jak tylko udało mi się zaoszczędzić, biegłam do sklepu i kupowałam jakiś mega imprezowy i seksowny ciuch. A że rodzice nie pozwalali mi chodzić na imprezy, to ubrania zalegały w szafie… Za to na co dzień miałam jakieś byle jakie ubrania… I potem przyszłam do rozum po głowy, albo raczej ten rozum przyszedł wraz z wiekiem- zrozumiałam, że lepiej inwestować w ubrania dzienne, czy takie, w których się często wychodzi :) I mimo, ze teraz na studiach mogę chodzić na ile imprez chcę, to jednak wolę przemyśleć każdy zakup i stawiam na dzienne ubrania niż te imprezowe :)

  • Ja na szczęście nie mam takiego problemu. Ciuchów kupować nie lubię i robię to bardziej z przymusu :D. Może to i dobrze? :)

  • Mój największy problem to wszelakie promocje, rabaty etc. Jak widzę -20% i darmową przesyłkę to wariuję. Mam obsesję na punkcie kupowania rzeczy w niższej cenie niż regularna. Po prostu wystarczy, ze zobaczę jakąś zniżkę, to już oglądam wszystkie produkty, ale dotyczy to tylko sklepów internetowych, bo po stacjonarnych nie chce mi się biegać.
    Jakiś czas temu zrobiłam zakupy na sztuczną biżuterię (jakieś 150zł), to były bardzo tanie reczy, kupiłam chyba z 8 naszyjników + mnóstwo innych głupot. A teraz noszę zaledwie 2 naszyjniki, bo reszta jakoś do mnie nie pasuje…

  • A ja po przeczytaniu migiem sprawdziłam cóż to za opaska VB i wcale Ci się nie dziwię, że korciło, bo Posh wyglądała w niej cudnie. Myślę, że na jakąś imprezę wesele, sylwestra mogłaby przejść ;)

    Bardzo ciekawy mądrze i zabawnie napisany tekst :)

  • Zasady świetne, tylko czasami mam wrażenie, że zostawiam swój zdrowy rozsądek przed sklepem i wchodzę do niego lekko ogłupiona wszystkimi zapachami, pełnymi wieszakami i kartkami z napisem „promocja”… Eh, trzeba się porządnie zaprzeć, żeby nie wpaść w pułapki marketingowców :) Przykład z VB był mega :D
    pozdrawiam, A

  • Ostatnio łapię się na tym, że przeglądam sklepy internetowe i powtarzam sobie w myślach: jeśli bluzka wciśnieta w spodnie – źle leży – nie kupuj. :D

  • jakoś rok temu usiadłam przed szafą wypchaną ciuchami po brzegi i pomyślałam, że po co mi tyle pięknych rzeczy, skoro nigdy nie mam się w co ubrać ;) myślałam dumałam i wydumałam, jak powinna moja szafa idealna wyglądać. Zdarzały mi się wpadki, pomylki, owszem. Ale jak dziś usiadłam, przejrzałam, poprasowałam, posegregowałam, poskładałam, to stwierdziłam, że warto było się trzymać planu. Mam teraz szafę, w której niemal każdy element mogę dowolnie łączyć. Nie mam (jak niegdyś) 40 par spodni, niekoniecznie super dobrze leżących, a kilka, ale naprawdę fajnych. Nie mam już miliona bluzek/ koszulek, których nigdy nie miałam do czego zakładać.
    Na dodatek teraz dokładnie wyklarowało mi się, czego w szafie mi brakuje i czego mogę jeszcze szukać :)

    także tego. Ja polecam najpierw dogłębną analizę potrzeb/ stylu/ wyobrażeń.