Czy warto przeczytać „Kurs szczęścia”?

Jeśli zaglądacie tutaj regularnie, pewnie pamiętacie moją książkową wishlistę, którą opublikowałam kilka tygodni temu. Znalazła się na niej między innymi książka Pani Beaty Pawlikowskiej o wiele obiecującym tytule – „Kurs szczęścia”. Miałam wrażenie, że to pozycja, którą albo się kocha, albo nienawidzi i nie ukrywam, że właśnie przez to chciałam po nią sięgnąć, by wyrobić sobie własną opinię. Okazja nadarzyła się bardzo szybko – Merlin.pl zrobił mi niespodziankę i przysłał powyższy tytuł w prezencie. Skończyłam ją czytać trzy dni temu i to chyba najwyższa pora, by po zebraniu refleksji, podzielić się z Wami moją opinią.

Właściwie muszę przyznać, że mam spory problem z oceną tej książki. Z jednej strony mam ochotę stwierdzić, że spodziewałam się czegoś mniej… banalnego. Z drugiej zaś mam wrażenie, że zaraz nad moją głową pojawi się twarz autorki, kręcąca z dezaprobatą głową i mówiąca: „Nie wykonywałaś moich ćwiczeń, nie dałaś szansy na zapisanie nowych kodów podświadomości na swoich żelaznych tabliczkach. Dałaś się zniewolić fałszywym kodom, więc co możesz powiedzieć o mojej książce?”.

A właśnie, skoro już o żelaznych tabliczkach, fałszywych kodach podświadomości i tym podobnych mowa: Zwariować można od ilości powtórzeń tych słów w książce! Ja wiem, że to celowo, by zapamiętać, by utrwalić, by wiedzieć, ale już po kilkudziesięciu stronach miałam wrażenie, że czytam cały czas te same zdania, z wplecionymi na różne sposoby słowami-kluczami. „Wewnętrzna bogini” z „50 twarzy Greya” przy tym wymięka, uwierzcie.

Ale wracając do sedna: Pierwsze spotkanie z „Kursem Szczęścia” było w moim przypadku zniechęcające. Pierwsze strony sprawiły, że zaczęłam się zastanawiać nad sensem dalszego czytania. Nie przepadam za poradnikami, w czasie czytania których czuję się jak na spotkaniu jakiejś sekty, a w tym przypadku tak właśnie było (zdanie o konieczności zapisywania ćwiczeń piórem lub ołówkiem, bo tylko one mają duszę, pobiło wszystko). Całe szczęście nie zniechęciłam się zbyt łatwo i później było już trochę lepiej.

Na pewno nie można odmówić Pani Beacie umiejętności ubierania w słowa własnych myśli i tworzenia świetnych metafor. To bez wątpienia przemawia do wyobraźni o wiele bardziej, niż suche fakty. Niestety do wykonywania ćwiczeń nie zdołały przekonać mnie nawet te zgrabne historie, porównujące mnie do wiewiórki. Cała ta otoczka wydawała mi się nieco infantylna, a fakt narzucania przez autorkę odpowiedzi na pytania jakoś mnie odrzucał.

Nie zrozumcie mnie źle – sądzę, że w tym co pisze Pani Beata jest całe mnóstwo racji, wierzę w potęgę podświadomości, ale niekoniecznie podaną w taki sposób. Chwilami miałam wrażenie, że wszystko, co jest napisane w tej książce można by streścić na maksymalnie 5 stronach, pomijając liczne powtórzenia i miejsca na odpowiedzi na pytania. Rozumiem ideę tych powtórzeń, które mają służyć zapamiętaniu treści, ale lubię konkret, zamiast lania wody.

Być może podeszłam do „Kursu” ze zbyt negatywnym nastawieniem, być może to wina pominięcia ćwiczeń, które w większości wydawały mi się niepotrzebne, być może to kwestia zaczynania od trzeciego tomu, tego nie wiem, w każdym razie chyba liczyłam na coś więcej. Rozumiem jednak w pełni osoby, którym ta pozycja przyniosła wiele motywacji i chęci do zmian w życiu i przyznam, że nawet im trochę zazdroszczę.
  • Czytam juz kolejna opinię w tym samym tonie… juz nie jestem taka pewna ze jest mi potrzebna :-)

    • Opinię najlepiej wyrobić sobie samemu, nie ma uniwersalnych sposobów na motywację :)

    • Niby tak, ale z drugiej strony – tyle osób nie może się mylić :)
      Podziwiam wszystkich, którzy dobrnęli do końca! Dla mnie ta książka (inna część) jest absolutnie nie do przejścia. Utknęłam gdzieś w połowie i czuję, że ten czas totalnie zmarnowałam. Lepiej za dyszkę kupić magazyn COACHING, więcej się człowiek nauczy.

    • U mnie to samo, co u Natalii, absolutnie nie mogę tego przebrnąć, jakkolwiek głodna motywacji bym nie była.

    • Dwie pierwsze części jakoś łyknęłam, pierwsza była dość ciekawa, ponieważ autorka wstawiała dużo porównań i przykładów. Po raz setny pisząc to samo w „Kursie szczęścia” naszło mnie zniecierpliwienie i przeczytam ten tom tylko dlatego, że nie lubię nie dokończyć. Nie polecam, choć pierwsze tomy zaczynające się „W dżungli…” są dość dobre. :]

  • Ostatnio także napisałam kilka słów po jej przeczytaniu. Cóż… Mamy takie samo zdanie i odczucia co do tej książki :)

  • Nie czytałam, nie zamierzam, mimo że stale poszukuję jakiejś iskierki, która zaszczepiłaby we mnie umiejętność doceniania małych rzeczy. Obserwuję Autorkę na FB i czasem mdli mnie na widok niektórych jej wpisów. Żółte karteczki są do zniesienia, ale te wpisy na temat zdrowego żywienia, mięsa, leków… nie, nie, nie.

  • Uwielbiam książki o rozwoju duchowym, osobistym, ale ta autorka do mnie nie przemawia. Pisze jak dla dzieci. Taka jest moja opinia. Mam wrażenie, że w kółko powtarza słowa klucze a cała książke można streścić w kilku zdaniach.

  • Dlatego nie kupuje „poradnikow psychologicznych” napisanych przez celebrytow. Fakt, ze pani Beata, taka sciankowa celebrytka nie jest, ale jak przeczytalam o tym „olowku z dusza”, to parsknelam smiechem.
    To wyglada troche jak ksiazka dla 15 latek, ktorym takie cos, bedzie sie wydawalo poetyczne i glebokie.

  • Nie lubię tego typu książek, zdecydowanie bardziej zmotywuje mnie filmik ulubionej vlogerki niż takie pranie mózgu :P

  • Pawlikowkiej zaczęłam czytać ‚Dżunglę Życia’ męczyłam męczyłam i męczyłam tę książkę… Denerwowały mnie właśnie ciągłe powtórzenia „to Ty kreujesz swoje życie, tylko Ty nad nim panujesz, nikt nie wydepcze Ci ścieżki”… i tak ciągle i ciągle i cała książka tak :/ serio – Pawlikowska mogłaby pisać książki-poradniki dla sekt, które jak mantrę wbijają hasło do głowy :/

  • Byłam bardzo ciekawa tej książki :) Kiedyś przeczytałam „W dżungli życia” i byłam zachwycona. Myślałam, że ta książka będzie podobna i również mnie zachwyci, ale twoja opinia nieco mnie zniechęciła, bo nie chcę się zawieść. Ale kiedyś na pewno do niej sięgnę, tylko nie musi to być w najbliższej przyszłości ;)

  • Dlatego ja czytam tylko jej językowe i podróżnicze książki :D
    Miałam podobnie…niby ok…ale po połowie męczyła mnie okrrropnie. Może dlatego, że nie narzekam na braki w szczęściu i życiowym spełnieniu xd

  • Bardzo lubię słuchać programu Beaty Pawlikowskiej w niedziele w Radio Z – zawsze jej wypowiedzi są zwięzłe i konkretne, dlatego nie spodziewałam się po jej książce „lania wody”. Zaciekawiłaś mnie, mam nadzieję, że niedługo będę miała okazję sama przeczytać tę publikację.

  • Obecnie jestem w połowie książki i odczucie mam bardzo podobne. Bardziej dotarła do mnie Regina Brett i z całego serca polecam,szczególnie pierwszą książkę „Bóg nigdy nie mruga”.

  • L.

    „(…) te zgrabne historie, porównujące mnie do wiewiórki.”
    Czy mogłabyś uchylić rąbek tajemnicy? Pięknie proszę.

    • Właśnie tez mnie to zaciekawiło, podłączam się do prośby :)

    • W dużym uproszczeniu: autorka porównuje czytelnika do wiewiórki, która mieszka w ciemnym lesie i boi się go opuścić.

  • Ja z racji na skończone studia jestem szczególnie wyczulana na tego typu poradniki. Myślę, że każdy z nas powinien po swojemu odpowiedzieć sobie na pytanie jak być szczęśliwym, jak żyć i samemu wypracować swoje sposoby na życie w pełni, a nie oczekiwać gotowych rozwiązań. Tego typu pozycje można traktować co najwyżej w kategoriach inspiracji :)

  • Anonymous

    na Pawlikowską mam alergię, lub jje audycję w radiu zet i nic więcej. Pisze tak sekciarsko i oceniająco, że zraziła mnie do całego gatunku. Ostatnio zrobiłam wyjątek dla poradnika Animaluje (tylko dlatego, że był darmowy okres na czytanie) i odetchnęłam z ulgą, że można inaczej.
    Nie czytałam Kursu Szczęścia tylko jakąś inną książkę, ale one wszystkie są o tym samym. I chociaż cenię historię pani Beaty, książki mnie drażnią. Porównanie do Greya bardzo trafne.

  • Mam podobne zdanie do Ciebie, utknęłam przy niektórych ćwiczeniach, a wprowadzenie „wyprowadzania siebie na spacer” rano, by dobrze zacząć dzień, gdy chodzi się do pracy na 7, jest niestety dla mnie nierealne, ale może kiedyś się uda :)

  • Miałam styczność z tą książką i szczerze mówiąc dokładnie te same odczucia.

  • Tak to bywa z poradnikami – dla jednym są odkrywcze, a dla innych to po prostu cały czas powtarzane banały. Nie miałam przyjemności jeszcze czytać książek Pawlikowskiej z tej serii, ale może to nadrobię przy najbliższej wizycie w bibliotece (bo ja z takich, co nie kupują książek, a wypożyczają :D). Chociaż nie zaprzeczę, że mam dosyć wysokie oczekiwania co do Pawlikowskiej – pamiętam, że słuchałam jej zawsze w niedzielę w Radiu Zet (ciekawe czy jej audycja jeszcze tam leci).
    Pozdrawiam :)

  • Nie przepadam za poradnikami, dlatego raczej po tą książkę sięgać nie zamieram..

  • Uwielbiam podróżnicze książki Beaty Pawlikowskiej (chociaż może to za dużo powiedziane, bo jak na razie czytałam tylko jedną, ale zrobiła na mnie duże wrażenie). Nie jestem przekonana do jej książek o podświadomości, ale mam na swojej półce „W dżungli zdrowia”, bo chciałabym się przekonać, czy mi się spodoba.

  • Mogę chyba nawet powiedzieć, że książki Beaty Pawlikowskiej odmieniły moje życie, moje myślenie, postrzeganie. Jestem jeszcze w trakcie drogi, wiem, że jeszcze muszę nad tym pracować, ale ogromnie mi pomogły. Bez sensu czytać serię od trzeciej części, polecam od początku. Styl Beaty jest prosty, żeby trafiał do każdego. Przyjemnie, szybko się czyta, do tego jej autorskie rysunki. Powtórzenia służą utrwalaniu, sama autorka o tym wspomina, jeżeli streściłaby to na 5 stronach, przeczytałabym i zaraz zapomniała. Tak samo ćwiczenia są potrzebne i musi jakoś do nich motywować, bo wiadomo, że nikomu nie zechciałoby się ich robić. Jej myślenie pod względem psychologicznym jest tak logiczne, że nie sposób nie uwierzyć w jej rady. Zwłaszcza, że duża przeżyła i próbowała wszystko na sobie.

  • Przeczytałam kilka pierwszych stron i stwierdziłam, że to nie dla mnie, bo JA NIE CHCĘ NIC ZMIENIAĆ! Jestem szczęśliwa i dobrze mi jest tak jak jest ;-) dlatego zostawiłam książkę na boku i mam nadzieję, że do niej nie wrócę…

  • Nie mogę się przekonać do kupna jednego z poradników, bo styl Beaty Pawlikowskiej do mnie nie przemawia. Nawet książeczki podróżnicze ciężko mi się czytało – wolałam Martynę Wojciechowską. Ale jaki by nie był styl Autorki, to z motywacją mam podobnie, jak Ty – nie pomoże nawet najmądrzejsza książka, jeśli sama się nie przemogę.

  • Ja też byłam bardzo pełna nadziei tej książki i rozczarowałam się. Nie była na szczęście droga, ale muszę przyznać, że moje oczy nie widziały więcej niż 20 stron… Nie mogłam w to brnąć dalej, pisana jak dla nastolatki, te ćwiczenia… Swojej córce (gdybym ją miała) na pewno podsunęłabym do przeczytania, ale dla dużych dziewczynek to raczej się nie sprawdzi. ;-)

  • Nie czytałam tej książki. Gdy zobaczyłam ten post pomyślałam o mojej mamie- to mógłby być dla niej ładny prezent. Jednak po tym poście stwierdzam, że niekoniecznie :D Chyba niewielu osobom przypadają do gustu takie dziwne metafory i sformuowania…

  • A ja mimo tych czasem infantylności lubię te książki, Dają jakiegoś kopa, napisane prostym językiem – może trafią do większej ilości osób. Lektura taka na wolne popołudnie, nic szczególnego , ale poprawia nastrój ;)

  • Anonymous

    Nieważne czy czytamy tę serię poradników od pierwszego tomu czy trzeciego… one są takie same… 5 tomów, których treść można by zamknąć w jednej stustronicowej książce, to tylko marnotrawstwo papieru. Nie wiem, co się stało z panią Beatą, ale czuć tutaj komercję… Bardzo pomogły mi w życiu jej wcześniejsze poradniki, w „Dżungli życia” i w „Dżungli miłości”. Kiedy szukałam pomocy w psychiatrach, psychologach i poradnikach psychologicznych, które przemawiały do mnie niezrozumiałymi, górnolotnymi sformułowaniami, znalazłam źródła swoich problemów, dzięki napisanym prostym językiem poradnikom pani Beaty… odnalazłam w nich dużo analogii do swoich zachowań, swojego życia… Odnoszę wrażenie, że od ich napisania Pawlikowska nie nabyła żadnej nowej wiedzy na te tematy i teraz już w kółko się powtarza. Poza tym pani Beata stała się specjalistką od zbyt wielu spraw.

    Ola

  • Dlatego ja czytam tylko i wyłącznie podrónicze książki pani Beaty. Pomysły na książki „psychologiczne” ma naprawde ciekawe,ale zbyt banalne i mają zazwyczaj przesłąnie dla nastolatek,bo dorosły człowiek wie już większość z tych rzeczy

  • ja najlepiej wspominam pierwszą książkę z tej serii ” W dżungli podświadomości” :)

  • nie jestem przekonana do poradników, bo i tak jakoś nic nie potrafię z nich wyciągnąć.Miałam już kiedyś w rękach tą książkę, ale nie kupiłam – i dobrze :D

  • Jak dla mnie to po przeczytaniu tej książki można zwariować. Bo jeśli wszystko co robisz jest podyktowane „złymi kodami podświadomości” i musisz je zmienić to człowiek przestaje ufać samemu sobie. Taki paradoks, bo w tym momencie okazuje się, że tylko Pani Beata ma pojęcie o tym jak żyć i jak to życie przeżyć. A upatrywanie trwałych zmian w osobości na podstawie pojedynczych zdarzeń z okresu dzieciństwa (historia chłopca, którego rodzice na kilka dni zostawili u Cioci, nie pamiętam w ktorej to było części) jest zdecydowanie naciągane.

  • nie przepadam za takimi książkami :)

  • Przeczytałam tą książkę w zeszłym tygodniu w ramach darmowego dostępu do Legimi. Masakra. Nie można odmówić Pawlikowskiej barwnego budowania opowiastek, które bardzo przyjemnie się czyta, ale całościowo banał na banale, Nie byłam w stanie dotrwać do końca.

  • przeczytałam tom drugi tej serii, na pewno nie sięgnę po inne, cieszę się, że wypożyczyłam tą książę z biblioteki, i nie wydałam na nią pieniędzy. tak, jest banalna, a ilość tomów jest jak dla mnie mnożeniem bytów i odcinaniem od nich kuponów. chociaż jeśli ten poradnik miałby w czymś pomóc choć jednej osobie- to już dobrze, a niech tam sobie ludzie czytają tą całą serię. ja na pewno nie sięgnę już po nic z niej.

  • Anonymous

    Uwielbiam książki Pawlikowskiej, które dotyczą jej podróży do odległych zakątków. Czasem jednak czytając je miałam wrażenie, że autorka jest troszkę zadufana w sobie… Niestety zarówno swym profilem na FB jak i „poradnikami życiowymi” bardzo zraziła mnie do siebie i czasem wydaje się przeczyć sama sobie. Niby nie liczą się dobra materialne, liczy się wnętrze, ale mam wrażenie, że autorka coraz bardziej się „sprzedaje”. Kalendarze Pawlikowskiej, książki do języków Pawlikowskiej, ostatnio widziałam też że wyszła jakaś książka dla dzieci i dorosłych + jeszcze ten troszkę nieudolny cykl poradników psychologicznych… Mogłaby skupić się na jednym, a nie udzielać rad w każdej dziedzinie życia, gdyż wg mnie wydają się one zbyt infantylne, pisane jakby tylko i wyłącznie dla zagubionych w życiu nastolatek…

    M.

  • Ja jakoś nie przepadam za p. Pawlikowską i jej twórczością. Niewątpliwie godna pozazdroszczenia jest jej łatwość posługiwania się słowem pisanym, ale treści, które przekazuje są dalkie od tego, w co wierzę i z czym się zgadzam :)

  • Właśnie dlatego odpuściłam sobie w połowie czytanie W dżungli podświadomości. Zaczełam się czuć jak idiotka, kiedy czytałam w kółko to samo. I zdecydowanie odmówiłam sobie robienie ćwiczeń.

  • Czesto „łapałam się” za książki z tej serii, ale po krótkim przeglądnięciu – rezygnowałam z kupna…

  • Pat

    Też miałam problem z przebrnięciem przez „Księgę Kodów Podświadomości”, stanęłam w połowie, bo jakoś nie mogłam się skupić na czytaniu, odrywałam się, bo powtórzenia, bo przemyślenia i czytanie nie szło. Po jakimś czasie wróciłam i dobrnęłam do końca.. fakt, książka zwraca uwagę na pewne rzeczy, daje trochę do myślenia, ale jednak coś w niej jest nie tak. Nie wiem czy to te powtórzenia, czy porównania, ale czytanie nie idzie łatwo, gładko i przyjemnie.

    Ps. Przeczytałam ‚Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń” i jak dla mnie jest bardzo fajna. Daje motywacyjnego kopa i na prawdę zaczynasz wierzyć że możesz wszystko:) jeśli będziesz miała okazje, przeczytaj:)

    Pozdrawiam,
    Pat.

  • Czytałam tylko krótką książeczkę o Indiach i powiem szczerze byłam rozczarowana, co do samej treści nie mam większych zastrzeżeń, ale miałam wrażenie, że każdy podróżnik mógłby taką napiać, generalnie bez szału. Po Twojej recenzji może poprzeglądam kasiążkę, ale nie będę jej skrupulatnie czytać.

  • Próbowałam się kilka razy przekonać do tej książki, ale sposób pisania mnie zniechęca… To taki trochę dla mnie Coelho, czyli temat bardzo drażliwy. Może w chwili słabości i nawału wolnego czasu, oraz braku innej książki do czytania się skuszę :)
    pozdrawiam, A

  • Też tak mam, że wolę konkrety lub samodzielne kombinowanie (lub przez rozmowę, o tak jest najfajniej). No i nie lubię Pawlikowskiej, dlatego nawet nie będę się za tą książkę zabierać :)

  • przebrnęłam przed dwie książki Pani Pawlikowskiej gdzieś do 3/4 i za każdym razem zatrzymywałam się z dwoma myślami: ona ma rację, a jednocześnie: ile można się powtarzać

  • A

    Może i macie racje, że ciężko przebrnąć przez masę powtórzeń i banalny język, ale kiedyś jak błam w dołku, to znalazłam gdzieś temat afirmacji i okazało się, że jest to dość infantylna psychoterapeutyczna metoda pomagająca ludziom wyjść z problemów. Na mnie podziałała. Byłam wtedy nastolatką i zastosowałam tą metodę, choć nawet wtedy jak na mój wiek wydawała mi się dziecinnie głupia. Podziałała, choć najtrudniej było się przełamać i uwierzyć, że taka prosta metoda może pomóc. Niestety jest ona dość monotonna i wręcz wymaga ciągłych powtórzeń. Szkody nikomu nie wyrządzi, bo akurat Beata wpaja pozytywne wartości.

    Widzę, że Beata po prostu odkryła tą metodę samodzielnie i sprzedaje ją jako najnowszy cud :) Jest to piękne, że sprawdziła sposoby na sobie i chce się nią dzielić. Prosty język mogę wybaczyć. Domyślam się, że książka może pomóc wielu nastolatkom, którzy nie będą chcieli czytać książek psychologicznych tylko takie, a w tym wieku kształtuje się ich podświadomość, więc jest to ważny etap w życiu i dobrze obrać właściwą drogę i mieć wiarę we własne siły. Niestety nasze życie na ziemi tak funkcjonuje, że wiele mądrych prawd nie jest w ogóle skomplikowana. Są proste. Można zatem je prosto przedstawić.

    Btw. spotkałam ostatnio przypadkiem w samolocie dziewczynę, której opowiadałam, że czytam właśnie książke Beaty, a ona powiedziała mi, że dzięki niej zmieniła swoje życie.Pomyślałam wtedy, że kupię kolejny tom.

    Osoby szczęśliwe zachęcam do dzielenia się receptą na szczęście z innymi :) a osoby, które kupiły książkę a szczęśliwe nie są zachęcam jednak do przejścia przez pozostałe tomy i spróbowania takich ćwiczeń Beaty lub poczytania o afirmacji. Pozdro wszystkim!!