Walczę z wymówkami i zmieniam swoje życie! Przyłączysz się?

Myślisz o spontanicznym wyjeździe w góry, planujesz pierwsze zagraniczne wakacje, obiecujesz sobie, że zrzucisz kilka kilogramów, snujesz wizję poszukiwań lepszej pracy, zastanawiasz się czy wybrać się na spotkanie sympatyków Twojej ulubionej książki, a kilka sekund później wszystko rujnują wymówki. Brak czasu, brak pieniędzy, obawa przed niepowodzeniem albo po prostu zwykłe „nie chce mi się”, znasz to? Ja znam doskonale i jakiś czas temu uznałam, że najwyższa pora z tym powalczyć. Dziś mam zamiar przekonać do tego również Ciebie.

Jeśli miałabym opisać Paulę sprzed kilku lat kilkoma słowami, pewnie pojawiłyby się w tym zbiorze określenia takie jak: tchórzliwa; bojąca się własnego cienia; unikająca wyzwań, nowych znajomości; przerażona każdą drobną zmianą w życiu; wiecznie szukająca wymówek. Każda propozycja wydarzenia psującego moją codzienną rutynę sprawiała, że w mojej głowie natychmiast pojawiał się wachlarz usprawiedliwień dla odmowy. Strasznie tego w sobie nie lubiłam, ale jednocześnie nie robiłam nic, by tę cechę zwalczyć.

Moimi największymi wrogami było lenistwo i obawa przed tym jak zostanę odebrana przez innych ludzi. To drugie zawsze wiązało się bezpośrednio z moją chorobą, która z czasem stała się wręcz idealną wymówką do unikania wszelkiego rodzaju wyzwań. Nie zliczę jak wiele fantastycznych wydarzeń ominęło mnie przez moje niczym nieuzasadnione obawy. Zaproszenia na wydarzenia związane z blogiem bardzo często odrzucałam, nawet nie doczytując ich treści do końca, bo w głowie natychmiast miałam myśl: „Przecież ja tam zupełnie nie pasuję, poza tym musiałabym dojechać, zrobić coś w włosami…”. Podobnie sprawa wyglądała z weekendowymi wyjazdami, z tym, że tutaj moją ulubioną wymówką były finanse. Każdy wyjazd przeliczałam na rzeczy materialne, które moglibyśmy za to kupić, a których i tak zwykle nie kupowaliśmy.

Przyszedł jednak w moim życiu taki moment, w którym uświadomiłam sobie, że jeśli czegoś z tym nie zrobię, to za trzydzieści lat będę zgorzkniałą kobietą, która zamiast pięknych wspomnień, będzie mieć jedynie wielki żal do siebie z powodu straconych okazji. Podjęłam wyzwanie i dziś widzę ogromną zmianę w moim podejściu do życia. Oczywiście skłamałabym pisząc, że wyleczyłam się z wymówek, bo ciągle gdzieś tam w głowie siedzą (czasem nawet daję im dojść do głosu), ale coraz częściej udaje mi się je od siebie odsuwać. Jak do tego podeszłam?

1) Wybrałam konkretny moment

Powtarzanie sobie w kółko „Muszę się zmienić” było równie motywujące, co bijący rekordy popularności filmik z chłopakiem wyglądającym jak wystraszone zwierzę i powtarzającym „Jesteś zwycięzcą”. Musiałam wybrać konkretny moment, by w końcu wcielić ten plan w życie. W moim przypadku był to początek roku i zbliżające się spotkanie śląskich blogerów. Dawniej myśl o tego typu wydarzeniu sprawiała, że od razu myślałam: „Zapomnij”. Tym razem jednak postanowiłam, że pójdę choćby nie wiem co i przełamię w końcu lody. Udało się. To był mój początek zmian.

2) Powiedziałam o swojej walce znajomym

Publiczna deklaracja chęci zmiany ma ogromną moc, bo o ile sami z łatwością przekonamy siebie, że „Przecież to nie dla mnie”, tak z oszukaniem kogoś, kto zna nas dość dobrze jest już ciężej. O moich próbach przełamywania lodów wie kilka osób i bardzo się cieszę, że im o tym powiedziałam, bo bardzo możliwe, że gdyby nie oni, już dawno odpuściłabym tę walkę. Nie byłabym na fantastycznym wyjeździe w Warszawie, gdyby nie stojąca na straży Alina, nie zrezygnowałabym z podjęcia pracy na etacie, gdyby nie mój chłopak, nie zaliczyłabym pierwszej od czasów podstawówki wizyty w teatrze, gdyby nie moja przyjaciółka. Czasem ich wypominanie mnie irytowało, ale gdy wspominam wszystkie te wydarzenia, jestem im ogromnie wdzięczna, że nie dali mi odpuścić.

3) Zaczęłam tłumaczyć sobie bezsens moich wymówek

Być może uznacie, że rozmawianie z samym sobą zakrawa na jakieś początki choroby psychicznej, ale jest bardzo pomocne przy walce z wymówkami. Kiedy zaczęłam rozkładać swoje wymówki na czynniki pierwsze, w większości przypadków okazywało się, że tak naprawdę nie ma w nich głębszego sensu. Ilekroć od wyjazdu na weekend powstrzymuje mnie myśl w klimacie: „Przecież powinniśmy odkładać ile się da na własne mieszkanie”, zaraz potem zadaję sobie pytanie: „Czy będę w nim szczęśliwa nie mając żadnych pięknych wspomnień”. Czytałam kiedyś świetny tekst o tym, by nie kupować przedmiotów, a wspomnienia, bo to właśnie one dają szczęście i staram się o tym myśleć w takich sytuacjach. Kiedy z kolei coś powstrzymuje mnie przed spotkaniem z nowymi osobami, myślę o tym jak wiele fantastycznych ludzi poznałam właśnie przez moje przełamanie się i jak wiele rozmowy z nimi wniosły do mojego życia. Zawsze staram się wytrącić samej sobie argument „na nie” i zastąpić go czymś pozytywnym.

4) Inspiruję się

Gdy tylko włącza mi się tryb użalania się nad sobą, staram się znaleźć motywację do zmiany tego stanu. Bardzo inspirują mnie historie innych ludzi, którzy mimo przeciwności losu prowadzą życie, którego niejedna osoba mogłaby im pozazdrościć. Wśród nich jest miedzy innymi Nick Vujicic, o którym kiedyś wspominałam przy okazji książkowej wishlisty. Gdy tylko przypominam sobie jego historię, stwierdzam, że moje ograniczenia, które dla innych mogą wydawać się duże, są w porównaniu do jego problemów niczym. To bardzo pomaga zmienić użalanie się nad własnymi przeciwnościami losu we wdzięczność, że dostało się od niego jednak całkiem sporo.

5) Przynajmniej raz w tygodniu staram się wyjść ze strefy komfortu

Nie ma tu znaczenia, czy jest to zwykły spacer, na który zawsze ciężko mnie wyciągnąć, ugotowanie obiadu, którego wizja przygotowania wywołuje we mnie myśl: „O nie, nie mam czasu na spędzenie dwóch godzin w kuchni”, czy spotkanie z osobą poznaną za pośrednictwem bloga. Czasem idzie mi to bardzo opornie, ale staram się zbudować w sobie nawyk nieulegania usprawiedliwieniom. Myślę, że te małe rzeczy mogą być dobrym początkiem do walki z wymówkami pojawiającymi się przy innych, poważniejszych okazjach.

To tyle. Tylko tyle, a może aż tyle, zależy jak do tego podejdziesz. Mam nadzieję, że uda mi się zmotywować choć kilka osób do chęci walki z wymówkami. Jeśli masz wrażenie, że życie przelatuje Ci między palcami, to być może właśnie początek lata jest dobrym momentem, by w końcu to zmienić. Ja ani trochę nie żałuję, że zapoczątkowałam w sobie tę zmianę. To jak wiele dzięki temu zmieniło się w moim życiu sprawia, że czasem nie potrafię w to uwierzyć. Obawy i wymówki zawsze będą się pojawiać, Twoim zadaniem jest odsunięcie ich od siebie i pozwolenie sobie na budowanie pięknych wspomnień.

Jeśli masz ochotę się przyłączyć, to już połowa sukcesu. Żeby trochę wzmocnić chęć zmian, mam dla Ciebie grafikę, którą możesz wydrukować, wstawić na swoją stronę, bloga lub przykleić w widocznym miejscu. Mam nadzieję, że będzie pomocna w przypominaniu o celu. Pobrać ją można tutaj: Link do pobrania. Oczywiście nie ma przymusu pobierania, ale wiem, że na wielu wzrokowców to działa. Pozostaje mi więc trzymać mocno kciuki i życzyć Ci powodzenia. Nie daj się wymówkom i koniecznie pochwal się, gdy uda Ci się zrobić im na przekór! Życie jest zbyt krótkie i zbyt nieprzewidywalne, by najfajniejsze jego momenty ciągle odkładać na później!

  • Odkąd trafiłam na Twojego bloga, nie mogę się oderwać szczególnie od takich właśnie motywujących postów! Mimo, że są dosyć długie, bardzo lekko się je czyta i przede wszystkim przyjemnie.
    Mam wrażenie jakbyś w tym poście opisała moją osobę, szczególnie w opisie Twojej osoby sprzed lat – może nie aż w takim stopniu, bo też ze sobą walczę ale jeszcze rok temu byłam dokładnie taką bojącą się wszystkiego, wstydliwą Olą, która najchętniej nie wychodziłaby z domu ( przecież poza domem można spotkać inne żywe istoty, z gatunku Homo sapiens, jeszcze trzeba będzie się do kogoś odezwać ). Przyłączam się do akcji i wielkie dzięki za tą kupę motywacji ! :)

  • Agu

    Paula, jakie to prawdziwe… Jakbym czytała o sobie. Cały czas walczę ze sobą bo jestem mistrzem w szukaniu sobie wymówek, usprawiedliwień. Jest coraz lepiej, ale grafikę sobie drukuję i przypinam nad miejscem pracy oraz wklejam do kalendarza. No i biorę się do roboty! ;)

  • Dziękuję za motywację!

  • Oj ja bardzo często stosowałam wymówki, chociażby jeśli chodzi o poprawę własnej sylwetki. Patrzyłam na inne szczupłe dziewczyny i mówiłam „jej, też bym chciała mieć taki płaski brzuszek, taką kondycję” i nic z tym nie robiłam. Do czasu. W końcu się zmotywowałam i to tak porządnie. Od 11 dni ćwiczę a6w dzień w dzień i dokładam sobie inne wyzwania. Może mniejsze, ale to zawsze coś. I odkąd przełamałam swoje lenistwo i swój opór to ćwiczę, jestem pełna energii i mega z siebie zadowolona, że mi się w końcu udało! :) To samo z innymi sprawami, ale do nich znów muszę się zmotywować… ;)

    • Super! Prawda, że kiedy już zdecydujemy się coś zrobić wbrew wymówkom, wydaje się to takie proste i oczywiste, że zastanawiamy się czemu tak długo zwlekaliśmy? ;)

  • Od kilku miesięcy staram się walczyć z wiecznym rezygnowaniem z czegoś. Ciągle zastanawiałam się co sobie ktoś pomyśli, jak będę odebrana itp, więc przez to wile rzeczy mnie omijało. Teraz wiem jakie to było bezmyślne z mojej strony. Moje wielkie przełamanie miało miejsce w marcu, kiedy to pierwszy raz w życiu wyszłam sama na koncert. Zawsze na tego typu wyjściach musiałam mieć kogoś do towarzystwa, bo przecież nie mogłam stać sama jak przysłowiowa świeca. Wróciłam cała, zdrowa i szczęśliwa, bo okazało się, że nie tylko ja byłam tam sama. Teraz już nie sprawia mi większego problemu samotne wyjście do kina, na spacer czy właśnie na koncert. Dzięki temu, że wtedy powiedziałam sobie, że nie mogę przegapić takiej okazji zaszło wiele pozytywnych zmian w moim życiu i poznałam sporo osób, których inaczej pewnie nie miałabym okazji spotkać. Z miłą chęcią przyłączam się do akcji i dziękuję, że wlałaś wie mnie i na pewno w wiele innych osób masę motywacji :)

    • W takim razie ogromny szacun! Ja pewnie miałabym wielki problem by wybrać się na koncert czy do kina zupełnie sama. Człowiek jakoś tak głupio przyzwyczaja się do obecności drugiej osoby, a przecież taki samotny wypad może być równie fajny (a może nawet fajniejszy) ;)

    • aż muszę spróbować takiego samotnego wypadu.

  • brawo Paula! Trzymam kciuki, sama staram się nie szukać wymówek tylko rozwiązań, do odważnych świat należy! Życie jest zbyt piękne, żeby zamykać się w strefie komfortu!

  • Przyłączam się. Jesteś wielka i bardzo motywująca!:)

  • Bardzo to prawdziwe. Dla mnie również ogromnym kopniakiem są historie innych ludzi. I to nawet niekoniecznie te pozytywne. Wielką motywacją (i to całkiem niedawno) było dla mnie, kiedy zobaczyłam, że ktoś, kto zajmuje się tym samym co ja robi „karierę”, a ja siedzę i czekam. Stwierdziłam, że to koniec siedzenia ta tyłku. Nic nie stanie się samo. Wzięłam się w garść i staram się robić jak najwięcej. Z różnymi efektami, ale działam :) I czerpię z tego dużo energii, szczęścia i motywacji. Trzymam za nas wszystkie kciuki! :)

  • Bardzo się cieszę z Twojego wyjścia ze strefy komfortu, bo dzięki temu Cię poznałam osobiście :-)

  • Wyjście ze strefy komfortu bardzo opornie mi idzie…

  • Wprawdzie ja też bywam mistrzem wymówek, ale również staram się z tym walczyć, a już najlepszym motywatorem jest dla mnie mój facet! Ten to dopiero nie boi się żadnych nowości! No prawie… Zawsze się z niego śmieję, że jeśli zaproponować mu nową, lepszą pracę, to decyzję podejmie bez wahania, choćby nie wiem jak lubił tę obecną, ale nowe wyzwania tylko go nakręcają, więc lubi uczyć się nowych rzeczy. Ale jeśli zaproponuję mu nowy obiad, to biedy potrzebuje kilku godzin, jak nie dni, żeby przemyśleć wszelkie obawy. Na szczęście magiczne hasło „jest w tym mięso” często przechyla szalę na moją korzyść :)

    Jakby zgrabnie ująć wnioski – przy takiej osobie, dla której spontan nie jest żadnym wyzwaniem, ja jako osoba bardzo ceniąca sobie swoją strefę komfortu i swój raczej spokojny tryb życia, uczę się większej elastyczności, a on? no cóż, chyba uczy się większej wyrozumiałości dla mojej zachowawczości :) Czasami ja wcisnę hamulec, kiedy jego zapędy nie uwzględniają naprawdę racjonalnych argumentów przeciwko jakiemuś działaniu, a czasami on nakręca mnie, kiedy za długo zastanawiam się nad czymś, co po prostu warto zrobić :) Czasami myślę, że gdyby nie jego doping, to nigdy w życiu nie zrobiłabym chociażby prawa jazdy ;)

    • My pod względem charakterów dobraliśmy się bardzo podobnie, choć jego pokłady spontaniczności zdecydowanie biją na głowę moje ;)

  • Jakie to prawdziwe, ja jestem mistrzynią wymówek. W tym poście otworzyłaś mi oczy. Czas na zmiany, oby poszło mi tak dobrze jak Tobie :) Grafikę oczywiście pobiorę i będzie moją motywacją :)

  • Kochana trzymam za Ciebie kciuki i przyłączam się, najwyższy czas pewne rzeczy zmienić w swoim życiu, dzięki za rady i motywację. Buziaki.

  • Anonymous

    rany, jak ja lubię Twojego bloga :) szkoda,ze go nie odkryłam wcześniej.

    przyłączam się ;)

  • To bardzo pozytywny post! :) Przeczytałam go z wielką uwagą i gdybym nie miała w mieszka niu 35 stopni, na pewno napisałaym coś twórczego.

    O proszę – wymówka! :D

  • Bardzo fajna akcja! I bardzo popieram, szczególnie to wychodzenie ze strefy komfortu. Jakiś czas temu miałam na drugim blogu wpis o tym jak magiczne rzeczy dzieją się kiedy wychodzimy ze strefy komfortu (nie wiem czy znasz tę grafikę z ‚your comfort zone’ i ‚where magic happens’) i ostatnio niesamowicie doświadczam prawdziwości tego małego obrazka…

  • Magda

    Od dawna chciałam Ci to napisać i chyba ten wpis będzie najlepszą okazją. Podziwiam Cię za tę pogodę ducha, za optymizm bijący z Twojego bloga, za to jak wiele pracy i serca w niego wkładasz. Głupio mi o tym pisać, ale kiedyś miałam Cię za jedną z tych blogerek, którym wszystko przychodzi w życiu na skinienie palca, które żyją życiem o którym ja mogę tylko pomarzyć. Spotkałam Cię jednak kiedyś w Galerii Katowickiej i wtedy zmieniłam zdanie. Chciałam wtedy podejść i się przywitać, ale pomyślałam sobie, że głupio tak trochę i do dziś tego żałuję!! Podziwiam to jak świetnie sobie radzisz mimo przeciwności losu, jesteś moim dowodem na to, że się da :)))

    • Rzadko rumienię się podczas czytania komentarzy, ale tym razem policzki mi płoną. Dziękuję ;)

  • Anonymous

    Paula, jesteś wielka! Dziękuję za ten post :* Wkleję sobie twój motywacyjny obrazek do kalendarza i zabieram się do roboty :)

  • Podoba mi się postanowienie dotyczące wychodzenia poza swoją strefę komfortu, chętnie sama wcielę u siebie coś takiego zwłaszcza w sferze zawodowej :)

  • Bardzo chętnie się przyłączę bo za długo tkwię w mojej strefie komfortu.

  • Kiedy opisywałaś dawną siebie, miałam wrażenie, że czytam o sobie. Od dawna planuję coś z tym zrobić, ale nigdy nie potrafiłam zebrać się na tak długi okres czasu, żeby faktycznie było widać jakieś efekty. Chyba będę musiała powiesić sobie zaproponowaną przez ciebie grafikę nad biurkiem, żeby przypominała mi o tym, co powinnam robić :)

  • I takiej motywacji było mi właśnie dziś potrzeba! Dziękuję!

  • Chętnie przyłączę się do Ciebie, choć dla mnie byłby to bardziej powrót do tego jaka byłam kiedyś. Ale przecież chodzi o pokonywanie swoich słabości i pracę nad sobą :) Pozdrawiam i życzę jeszcze więcej pozytywnego!!

  • Jakie to motywujące, od razu chcę ruszyć do działania!

  • walczę cały czas zeby codziennie motywować się do walki! każdego rodzaju :D

  • Brawo dla Ciebie, na blogu już od jakiegoś czasu widać efekty tej walki ;) Ja już sobie postanowiłam, że wakacje będą okresem produktywności, czyli właściwie zmagam się z czymś podobnym, ale w inny sposób. Życzę wytrwałości!

  • Bardzo motywujący post :) trzymam kciuki za Ciebie i wszystkich, którzy przyłączą się do codziennej walki :)

  • Zdecydowanie przyłączam się! Mam czasem wrażenie, że w jestem najmniej spontaniczną osobą w swoim środowisku i – podobnie do Ciebie – wszelkie weekendowe wypady przeliczam na to, ile rzeczy mogłabym za to kupić ;)

  • Dzięki za ten post!

  • Anonymous

    A ja walczę z wymówkami już od jakiegoś czasu. Skończyłam z siedzeniem w domu i zamykaniem się przed światem. Podczas podejmowania tego wyzwania przeczytałam multum różnych blogów, między innymi Twój i… zadomowiłam się i zostałam na dłużej. Czytając ten post uświadomiłam sobie jak ogromną pracę nad sobą wykonałam w tak stosunkowo krótkim czasie. Kiedy moi znajomi mówią, że czegoś nie da się zrobić, ja zawsze mówię: a założycie się? Wyszłam z mojej strefy komfortu, zorganizowałam się, podjęłam się nowych wyzwań i projektów, a jutro debiutuję na sali sądowej uzbrojona w kodeks i siłę persfazji- i niesamowicie przerażona! Zmieniłam pracę, a naukę do sesji w tym roku wyjątkowo zaczęłam wcześniej, żeby mieć czas na konferencje i kilka innych wyjazdów. I tak właśnie sobie myślę, że będąc na pełnych obrotach dzień w dzień zaczynam być zmęczona, dlatego jutro wieczorem zamknę się w mojej strefie komfortu na parę godzin i odpocznę, a potem znowu wskoczę na pełne obroty i dalej będę się realizować! A Twoją grafikę przekornie wkleję do mojego zeszytu motywacyjno- postępowego, żebym w chwilach zwątpienia przypomniała sobie to wszystko co już osiągnęłam oraz że warto walczyć!
    Pozdrawiam
    Martyna

  • Cholerka trafiłam na Twojego bloga przypadkiem i zostaje na dłużej urzekłaś mnie ;))

  • Mnie zmotwowalas tylko musze tak trzymac na dluzszym dystansie. Po to chyba bede wracac do twojego wpisu

  • Motywujesz :) moją najgorsza wymówką jest chyba „a co sobie inni pomyślą”. Nie jestem gadułą i ciągle mam takie obawy, że zabraknie mi z kimś tematów do rozmowy, że mnie nie polubi, pomyśli że jestem jakimś gburem. Pewnie mnóstwo fajnych znajomości mnie przez to ominęło. Walczę z tym jak mogę, m. in. pisząc na blogu… a kiedyś może podobnie jak Ty odważę się na jakieś blogowe spotkanie :)

  • Ja nadal mam jestem tą Paulą sprzed kilku lat :/ Ciągle mam wymówki, ale nie tylko żeby czegoś nie zrobić, ale też żeby niczego nie zmieniać. Ciągle myślę co inni powiedzą itp. Założyłam bloga i teraz się martwię co powiedzą znajomi jeśli go zobaczą.. Paranoja..
    Muszę się w końcu zmienić bo sama ze sobą zwariuję.
    Pozdrawiam
    Agnieszka

  • Zajrzałam na Twoją wishlistę i zobaczyłam „Zorkownię”, przeczytałaś już? Na mnie wywarła ogromne wrażenie, nigdy tyle nie płakałam nad książką. Dała mi ogromnego motywacyjnego kopa, bo tak jak w przypadku Nicka, tak i tutaj moje problemy były niczym przy problemach bohaterów „Zorkowni”. Ogromnie Ci ją polecam, podobnie jak „Chustkę” Joanny Sałygi

    • Niestety jeszcze nie miałam okazji jej przeczytać. Mała kolejka mi się zrobiła w książkach do przeczytania :)

  • Jestem mistrzem w wyszukiwaniu wymówek. Zawsze jakąś sobie znajdę, a później żałuję, że czegoś nie zrobiłam, gdzieś nie poszłam, z kimś się nie spotkałam. Bardzo chciałabym to zwalczyć. Mały postęp już zrobiłam, ale jeszcze wiele przede mną.

  • Bardzo motywujące (: Wyzwanie walki z wymówkami podjęłam, jest mi potrzebne, bo po miesiącu przerwy nie potrafię wrócić do diety i ćwiczeń. Ale banerek pobrałam (jest tu: http://malowanalalachudnie.blogspot.com/) i koniec tego dobrego – czas na lepsze! (;
    Dzisiaj poszłam biegać. Trasa ułożona na 30 minut, nie przebiegnięta za jednym zamachem, ale zaliczona :D

  • Od tego postu az bije dobra energia, ja rowniez walcze z wymowkami skutecznie od tego roku i mam nadzieje ze coraz wiecej takich walk wygram :)

  • Jestem z Tobą i się dołączam :)

  • Najtrudniej jest się przełamać i nie dopuszczać do siebie wymówek. Gdy odważymy się by coś zmienić i postąpić inaczej niż zawsze to zmotywuje nas do kolejnych działań. Gratuluję odwagi i życzę powodzenia.

  • Najtrudniej jest chyba przełamać się i nie ulegać wymówkom. Gdy podejmiemy ryzyko i postąpimy inaczej niż zawsze, wyjdziemy ze strefy komfortu i to nas zmobilizuje do kolejnych działań. Gratuluję odwagi i życzę powodzenia.

  • dzięki za ten post ! akurat potrzebowałam motywacji żeby zacząc uczyć się do obrony :) na chwile podziała :D

  • Ja mam troszkę inaczej. Zawsze było mnie wszędzie pełno, wszystkiego się podejmowałam, wychodziłam, robiłam, planowałam, organizowałam, namawiałam innych. I wszystko było wspaniale dopóki blisko miałam podobnych ludzi, których zwykle udawało mi się porywać do realizacji moich pomysłów, którzy mnie wspierali, inspirowali i wręcz wypychali poza granice komfortu, bo we mnie wierzyli. Niestety przeprowadzka do nowego miasta i nietrafione pierwsze znajomości, uczucie wykorzystania, jakieś takie lenistwo, brak potrzeby zmiany czegokolwiek w swoim życiu i wszechogarniający hedonizm otaczających mnie ludzi sprawił, że się rozleniwiłam. Robiłam tylko to co muszę, moje minimum. Wolny czas spędzałam na czytaniu i oglądaniu seriali. Gdzieś zamknęłam się w sobie. I z pozytywnej osoby stałam się takim zatroskanym smutasem, pesymistą. Również jestem na drodze, żeby to zmienić, każdego dnia „rozmawiam ze sobą”. Nie chce mi się, ale robię, nie chce mi się, ale wstaję, nie chce mi się, ale idę. Za każdym razem staram się sobie przypominać to uczucie jak wygrywam z samą sobą…Myślę, że najgorsze, co człowiek może zrobić to przestać pracować nad sobą. Nikt z nas nie jest doskonały i nigdy nie będzie, ale trzeba się starać być lepszym człowiekiem, dla siebie i dla innych.

  • bardzo lubię tu zaglądać, inspiruje mnie to.

    Pozdrawiam,
    Czytelniczka
    Em

  • Pod względem walki z wymówkami 2014 jest dla mnie wyjątkowy. Od kiedy przestałam na wszystko mówić „nie”, czuję się dużo szczęśliwsza. Trzymam za Ciebie kciuki! :)

  • Ja się w końcu zebrałam w tym roku w sobie i zaczęłam dużo więcej biegać. Polecam na początek, połowa problemów z głowy :)

  • ona

    100% prawdy. Podejmuję walkę!

  • Ja na szczęście nie mam problemu z wymówkami, mimo że należę do osób nieśmiałych. Stosuję jedną prostą zasadę : lepiej żałować, że się coś zrobiła niż że się czegoś nie zrobiło. Naprawdę działa! ;) Dlatego uważam, że zawsze warto gdzieś pójść, spróbować, sprawdzić, nawet jak nie wyjdzie. Ale nie będziemy gdybać „co by było…”
    I świetne jest to o kupowaniu wspomnień a nie rzeczy! Ja sama nigdy nie żałuję kasy na koncerty, teatr czy wyjazdy. Za to zanim kupię jakiś ciuch czy kosmetyk to zastanawiam sie dłuuugo ;D
    W każdym razie życzę ci powodzenia, bo choć ‚opuszczanie strefy komfortu’ mnie też nie raz kosztuje dużo odwagi to naprawdę warto!!
    P.S Ja zamiast z wymówkami, zaczynam walkę z kilogramami haha, pozdrawiam Cię! ;)

  • Świetny post! Bardzo pomocny, pouczający i motywujący! Chyba sama muszę taką walkę wdrożyć bo ostatnio znowu mam milion wymówek na wszystko :/

  • No i jak tutaj znaleźć wymówkę, żeby się nie przyłączyć?! :D

  • bardzo fajny post. U mnie najczęstszą wymówką jest „nie mam z kim”. Bo niby samemu głupio… Staram się z tym walczyć, ale jakoś średnio mi wychodzi. Marta z Lusterka ostatnio pisała, że w chodzeniu samemu do kina nie ma nic złego i chyba aż też się wybiorę.

  • Mega motywujący wpis ;)
    Moja klasyczna wymówka,aby się nie ruszać z domu albo nie tworzyć kolejnego posta to to, że mam „tyle do sprzątania…”
    A zapominam, że z moim trzylatkiem to stan permanentny i nigdy nie osiągnę stanu „zero bałaganu”…
    A propos spotkań z blogerami … chyba widziałam Cię dzisiaj na Industriadzie w Fabryce Porcelany Śląskiej – i już miałam podejść i powiedzieć jak rewelacyjnego bloga prowadzisz, i że już długo go incognito podczytuje, ale … bałam się, że się zbłaźnię gdyby się okazało, że to nie TY… albo co gorsza, że to TY i weźmiesz mnie za jakąś psychofankę ;)
    W każdym bądź razie cieplutko pozdrawiam i biorę się w garść :)
    Pliszka

    • Szkoda, że nie podeszłaś, ale rozumiem, bo też pewnie miałabym opory ;) Może będzie jeszcze okazja się spotkać :)

  • mądrze napisane! Tak na prawdę zmiana w nas samych nie zacznie sie od zmiany stanu naszego konta ( tez niestety tak czasem myślę!) ale od zmiany mentalnej, zmiany myślenia! Ja zauwazylam, ze swietnie dziala na mnie bycie w ruchu, i mam tu na mysli chocby rower, czy jazde tramwajem ( no ok moze nie w godzinach szczytu po pracy ;) . ale generalnie ruch = sie u mnie kreatywne myslenie, energia, motywacja do dzialania i zmian. a rower to juz zdecydowanie dla mnie najlepszy sposob na przewietrzenie glowy jak ja to mowie i zdrowsze podejscie do zycia :)

  • Jak bym widziała siebie. Niedawno pisałam maturę a teraz szukam pracy. I owszem, szukam jej ale z gasnącym zapałem, niechęcią do dzwonienia w celu zapytania o stanowisko itd, itp. Chciałam zacząć jakiś wolontariat…ale jakoś tak nie wiem gdzie, i w sumie to może jednak znajdzie się jakaś praca…taka to ze mną robota. Chciałam założyć nowego bloga, który miałby dotyczyć ściśle języka polskiego, literatury itp, ale jakoś też się nie mogę zebrać. Książkę miałam poprawić, dokończyć- wciąż mam jakąś wymówkę, popatrzę na długie strony tekstu i nie mogę się za to zabrać. Chętnie dołączę do Twojego planu, choć sama nie bardzo wierzę, że jestem w stanie… :/ No, ale chcieć to móc !

  • W moim przypadku….wymówek było sporo, ale częściej też pomysłów, planów,chęci…a od chęci do realizacji jedno wielkie głębokie jezioro które mnie pochłaniało i w głowie miałam tylko: i tak nie będzie dobrze, po co Ci to. Często nadal tak jest, np w przypadku bloga. Chcę by był super, ale gdzieś w głowie mam: nie umiesz tworzyć świetnej grafiki, nie robisz super zdjęć, nigdy nie przyciągniesz do siebie ludzi…mam nadzieję, że kiedyś to minie, naprawdę.

  • Przeczytałam wszystko i jakbym czytała o sobie..ahh..te wymówki,a najlepsze jest uczucie jak się w końcu coś zrobi i nadchodzi myśli czemu ja tego wcześniej nie zrobiłam..:).Ja już pobieram tą aplikację i wstawiam ją na swojego bloga,powodzenia wszystkim. Dziękuje za tak motywujący post ;* !
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie ;*

  • Czegoś takiego potrzebowałam!!! Kopa w tyłek, która da siłę by walczyć o samą siebie, swoje życie i marzenia!
    Zapraszam do siebie http://wellspringofhappiness.wordpress.com

    Moja rewolucja właśnie się zaczęła… Jestem na początku swojej życiowej drogi, więc wszelakie rady i słowa, które zmotywują są dla mnie bardzo cenne! Bądź i inspiruj!