Jak dobrze zacząć dzień, by spędzić go produktywnie?

Produktywny dzień porady

Produktywny dzień poradySą takie dni, kiedy mimo szczerych chęci, nie jesteśmy w stanie wykrzesać z siebie odrobiny energii. Budzimy się z mnóstwem planów i teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, by je zrealizować, ale praca nad każdą rzeczą, za którą się zabieramy, wydaje się przeciekać nam przez palce. Czas biegnie, każda kolejna godzina wzmaga frustrację, w końcu kończymy dzień, mogąc pochwalić się jedynie szczegółową znajomością ślubnej galerii koleżanki z Facebooka.

Odkąd podjęłam decyzję o pracy na własny rachunek, zmagałam się z tego typu sytuacjami nieustannie. Po pewnym czasie odkryłam, że ogromną rolę w scenariuszu całego dnia odgrywa poranek i sposób w jaki go spędzam. Odpowiednio zorganizowany, potrafi pozytywnie nastroić na cały nadchodzący dzień i pozwala uniknąć marnowania czasu. Zaczęłam stopniowo wdrażać w swoje poranki pewne rytuały, które miały pomóc unikać bezproduktywności. Nie jest łatwo – pokusy związane z lenistwem czają się wszędzie, a zwyczaje ciężko się zmienia, ale już po kilku pierwszych próbach widziałam, że warto. Dziś kilka słów o składnikach porannej rutyny, które wprowadzam od kilkunastu tygodni.

Planuję zadania dzień wcześniej

Długo nie doceniałam zalet planowania. „W końcu zawsze mniej więcej wiem, co mam do zrobienia, zapisanie tego w żaden sposób mi nie pomoże” – moje standardowe wytłumaczenie. Tymczasem zaplanowanie konkretnych zadań i umiejscowienie ich w czasie to nieoceniona pomoc. To taka rama, trzymająca w ryzach cały plan dnia i przypominająca o priorytetach. Dodatkowo, zapisywanie to również oczyszczenie umysłu. Pozbywamy się tych wszystkich krążących po głowie myśli, uniemożliwiających skupienie się na konkretnym zadaniu. Cały czas pracuję nad regularnym zapisywaniem. Kiedy moja produktywność zaczyna wchodzić na zadowalający poziom, z reguły zaczynam odpuszczać sobie planowanie, sądząc, że to stan permanentny, a potem potulnie wracam do notatników.

8 godzin snu

Czytałam całe mnóstwo teorii zaprzeczających potrzebie ośmiu godzin wypoczynku, ale obserwując własne potrzeby, nie potrafię się z tym zgodzić. Kiedyś pewnie bym im przytaknęła – w czasach szkolno-studenckich potrafiłam kłaść się spać o piątej rano i około godziny dziewiątej być znowu na nogach. Dziś jednak widzę, że brak pełnego wypoczynku pociąga za sobą przygnębienie, problemy z koncentracją, a to w żaden sposób nie sprzyja produktywności. Porcja solidnej dawki snu (lub relaksu) zawsze pozytywnie wpływa na nasze nastawienie do pokonywania zadań.

Unikam funkcji „drzemki”

Drzemka to rozleniwiacz. Od pierwszych chwil zmienia nasze nastawienie na: „Nie chce mi się. Chcę odwlec obowiązki w czasie”. Stąd już tylko krok do rozpoczęcia słabego dnia. Co nam daje to dodatkowe 15 minut? Czy nie lepiej od razu nastawić budzik na godzinę oznaczającą dla nas nieodwoływalną konieczność wstania? Praktykuję wstawanie od razu po usłyszeniu budzika już bardzo długo i widzę, że zaczynanie dnia z myślą: „Okej, wstaję, pora zmierzyć się z zadaniami”, gwarantuje o wiele lepsze samopoczucie.

Woda z cytryną

Piję gorącą wodę z cytryną

Wiele czytałam o zaletach porannego picia wody z cytryną, ale moje poranki zazwyczaj wiązały się z piciem kawy. Kilka tygodni temu, w czasie fali upałów, szukałam po przebudzeniu czegoś orzeźwiającego i pomyślałam, że to dobra okazja, by w końcu przekonać się do nowego zwyczaju. O właściwościach cytryny mówi się głównie w kontekście tych związanych z odchudzaniem i odpornością, ale dla mnie to przede wszystkim ogromny zastrzyk energii. Często dodaję również kilka plasterków imbiru i po takiej mieszance mogę wszystko.

Kilka pozytywnych myśli

Staram się unikać negatywnych myśli i zastępować je pozytywami. Zamiast zaczynać dzień z myślą: „O nie, znowu ten upierdliwy klient będzie chciał coś poprawiać, mam już tego dość”, staram się pomyśleć o tym jak dobrze będę się czuła, jeśli w końcu skończę tę sprawę. Myślę o miłych komentarzach, które ostatnio przeczytałam, przypominam sobie o napawającym mnie energią wpisie, który planuję. Staram się pielęgnować wdzięczność za to, co mam. To jeden z najtrudniejszych elementów mojej porannej rutyny. Bywają dni, że bardzo trudno jest przestawić się na takie pozytywne myślenie, ale na pewno warto próbować!

Porządne śniadanie

Poranek to taka pora, kiedy człowiek zupełnie nie ma ochoty na wykazywanie się kulinarnymi umiejętnościami, zwłaszcza takimi, które zajmują więcej, niż 10 minut. Czasem, leżąc jeszcze w łóżku marzę o kuchni z funkcją all-inclusive, a potem okrutnie się rozczarowuję wchodząc do własnej. Takie poranne lenistwo towarzyszyło mi kiedyś niemal codziennie. Z tego powodu sięgałam po śniadania typu: serek brzoskwiniowy + bułka z masłem. W końcu otwieranie wieczka i posmarowanie bułki to góra dwie minuty. Po takiej „uczcie”, już w okolicach godziny dziesiątej, łapał mnie potężny głód i zamiast skupiać się na zadaniach, myślałam tylko o tym, jak się go pozbyć. Teraz staram się celebrować śniadania – przekonałam się do owsianek z owocami i często serwuję sobie taką poranną porcję energii. Ciągle jeszcze ulegam pokusie szybkiego i nędznego zaspokojenia głodu, ale staram się zmieniać ten zwyczaj.

Jak byc produktywnym

Zwlekam z włączeniem komputera

Bardzo często włączałam komputer zaraz po przebudzeniu. Sprawdzałam maile, przeglądałam Facebooka, czytałam nowe wpisy na czytniku RSS. Potem szłam zrobić sobie śniadanie, z nim wracałam przed monitor i wpadałam w ten sam wir od nowa. „Bo przecież to tak tylko do śniadania”. Po dwóch godzinach orientowałam się, że totalnie zmarnowałam te pierwsze godziny dnia (które często są najbardziej efektywne) na przeglądanie głupot i zła na siebie zabierałam się do pracy. Niestety, te początkowe działania z reguły rozleniwiały mnie tak bardzo, że nic już potem nie szło tak, jak powinno. Dałam sobie szlaban na włączanie komputera przed śniadaniem. Zyskałam dzięki temu chwilę na poukładanie myśli, przypomnienie sobie zadań, które na mnie czekają, rozważenie najlepszych sposobów na ich realizację. Maile sprawdzam w międzyczasie na telefonie – tu ryzyko porwania przez bardzo ważne treści jest o wiele mniejsze. Staram się siadać przed monitorem z nastawieniem na pracę, nie na luźne surfowanie przed jej rozpoczęciem.

Rozprawiam się z rozpraszaczami

Wspominałam o tym we wpisie o moich zasadach produktywności. Rozpraszacze to łatwe do zrealizowania obowiązki, które spokojnie mogę odłożyć na później, ale wiem, że będą przypominać o sobie przez cały dzień. Sterta prania w łazience, konieczność umówienia się do fryzjera, wystawienie faktury. Uporanie się z nimi nie tylko pozwoli lepiej się skupić – to również świetny początek do rozprawiania się z kolejnymi zadaniami. Jeśli pokonamy taką małą sprawę, będziemy z siebie zadowoleni – w końcu mamy to już za sobą, a dzięki temu chętniej podejmiemy się realizacji kolejnych.

Ustawiam timer

Rozpoczęcie dnia od obowiązków jest dobre, pod warunkiem, że się w nich nie zatracamy. Często, gdy już zabierałam się za realizację jakiegoś zadania i dobrze mi to szło, zatracałam się tak bardzo, że w ciągu kilku godzin, od komputera odrywała mnie jedynie pilna potrzeba fizjologiczna. Przez to w połowie dnia byłam już tak wykończona, że nie dawałam sobie rady z pozostałymi planami. Rozwiązanie znalazłam w programie, o którym wspominałam we wpisie o tanich gadżetach pomagających mi w pracy. Dzieli on moją pracę na dwudziestominutowe bloki, które oddziela pięciominutowymi przerwami, komunikowanymi przez wygaszenie podświetlenia ekranu. Mogę w tym czasie oderwać myśli i na przykład trochę się porozciągać. Staram się zaczynać pracę od jego włączenia, inaczej o nim zapominam i przepadam.

 

Moje poranne zwyczaje cały czas ewoluują – tu chyba nie da się osiągnąć stanu idealnego. Chętnie czytam o rytuałach innych osób, szukam w nich czegoś dla siebie. Czasem stwierdzam, że sposób, który sobie wypracowałam wymaga usprawnień, czasem widzę, że pomysły wydające się wybawieniem dla innych, nie są dla mnie. Nie ma rozwiązań, które sprawdzą się u każdego, trzeba próbować na własnej skórze, ale gwarantuję, że warto.

  • Super porady, do paru z nich się już stosuję :) CUDNY KUBECZEK!

  • TropiMy Przygody

    Jakbym czytała o sobie :P Z tym, że moje wszelkie próby dotychczas kończyły się niepowodzeniem. Nawet teraz czytam ten wpis mimo, że powinnam pracować… Ale może uda mi się spróbować kilku Twoich rad! Dzięki!

  • Małgorzata

    Też powinnam wdrożyć tę zasadę zwlekania z włączaniem komputera. Jestem tłumaczem i często siadam do pracy z myślą, że nic się nie stanie jak na początku trochę pobuszuję po Faceboooku. To przerażające ile czasu i energii potrafię zmarnować przez coś takiego.

    • To prawda, czasem trudno się oprzeć, a potem czas ucieka nieubłaganie!

  • Fajnym Urozmaiceniem dla wody z cytryną są kostki lodu z zamrozonymi w nich owocaminp. Malinami czy jagodami i listkami mięty :)

    • Słyszałam o tym już setki razy i zawsze odkładam wypróbowanie. Akurat mam porzeczki, chyba w końcu się zmobilizuję :)

  • „O nie, znowu ten upierdliwy klient będzie chciał coś poprawiać, mam już tego dość” – skąd ja to znam?
    Sama odkładałam planowanie, ale ostatnio wracałam myślami do czasów, gdy zajmowałam się wieloma rzeczami. Teoretycznie nie powinnam już na nic nie mieć czasu, a jednak miałam na wszystko. Sekret? Wszystko zapisywałam w kalendarzu….:)

    • To właśnie jest paradoks – im więcej mamy na głowie, tym lepiej potrafimy wykorzystać czas ;)

  • Ja zawsze rano staram się mieć te 10-15 minut dla siebie. Siadam wtedy przy oknie albo na balkonie popijam wodę z cytryną i przygotuję się mentalnie na cały dzień. Te 10 minut wydaje się, że to dużo rano, ale naprawdę daje kopa i energii na resztę dnia, także polecam :)

    • Zgadzam się, taki poranek bez pośpiechu ma ogromną moc! Wiele razy przekonywałam się na własnej skórze, że lepiej pospać te 10 minut krócej, ale wszystko zrobić na spokojnie :)

  • U mnie sprawdzilo sie skasowanie konta na facebooku. Nic ciekawego tam nie bylo. Czasy, kiedy pisalo sie ze znajomymi minely. Teraz jest tam duzo spamu i beznadziejnych zdjec. Kolejna rzecza jest u mnie wieczorne sprzatanie. Nie nawidze tego stanu, kiedy po przebudzeniu widze sterte naczyn w zlewie, w salonie porozwalane rzeczy, kubki i papierki. Sprzatam wiec wieczorem i przed spaniem. Budzac sie rano widze ladnie posprzatane, harmonijne mieszkanie.

    Przestalam tez rano pic mocna kawe i zastapilam ja rowniez woda z cytryna. Na zmiane dodaje lyzke miodu z mniszka lekarskiego, miety, imbiru. Dostaje w takim koktajlu wiecej witamin i energii. Da sie odstawic poranna kawe bez bolu.

    Rano, ale i rowniez po pracy, zanim wlacze tv lub komputer puszczam muzyke. Daje wiecej pozytywnej energii i nastawia do dzialania, jednoczesnie nie ma obawy, ze zapatrze sie w monitor.

    Jestem z tych, co dzialaja produktywnie wtedy, kiedy maja najbardziej zawalony dzien. Wtedy szybko sie mobilizuje i robie jedno po drugim. Jak mam kilka rzeczy w ciagu dnia, to odkladam „na potem”.

    Paula piekne zdjecia i fajny wpis. Pozdrawiam

    P.S. Od wczoraj zbieram sie, zeby posprzatac i posegregowac ubrania w szafach :p

    • Dzięki! Mam podobnie jeśli chodzi o produktywność w dni z cyklu: „Jak ja to wszystko ogarnę?”. Mając niewiele do zrobienia, naiwnie wierzymy, że nic się nie stanie, jeśli to odłożymy. A wiadomo jak takie odkładanie z reguły wygląda ;)

  • Czytam ten post w idealnym momencie! Przede mną wypełniony po brzegi obowiązkami dzień. Owsianka już zjedzona, nastawienie oceniam jako dobre :D Ale kilka nawyków niestety mam wciąż zbyt głęboko zakorzenionych by je wyplenić: np. drzemki, no i wciąż nie mogę się przekonać do wody z cytryną. Trzeba nad sobą nieustannie pracować :)

    • Daj znać jak poszło! :)

  • Konwenanse Blog

    To nie do końca jest tak, że teoria 8 godzin jest idealna. Każdy ma własną fazę REM i N-Rem. Faza REM trwa od 40 minut do 1,5h. Dla każdego to indywidualna kwestia. Jeśli obudzimy się w nieodpowiednim momencie, czyli REM, to będziemy zmęczeni. Nasz cykl snu trwa: REM, n- REM, REM, n-REM i tak całą noc. Jeśli natomiast pobudka nastąpi w N-REM, będziemy mieli dużo energii na nowy dzień. W Twoim przypadku jeśli 8 godzin to najlepsza opcja, prawdopodobnie Twoja faza REM trwa ok. 45 minut, po czym następuje n-REM i na nowo :)
    Pozdrawiam cieplutko :)

  • Od kilku tygodni staram się również wprowadzać niemal identyczne nawyki, ale poranna drzemka jest ode mnie cały czas silniejsza…. ale nie poddaję się, walczę :) Pozdrawiam!

  • Planowanie wszystkiego u mnie sprawdza się najlepiej, jestem jednak tradycjonalistką, wykreślanie zadań z kartki sprawia mi przyjemność :) Korzystam też z timera, ale w drugą stronę – jeśli mam zadanie za które trudno mi się zabrać, przeznaczam na nie 45 minut, potem zajmuję się czymś przyjemniejszym.
    Też lubię wypróbowywać coraz to nowe sposoby, od Ciebie „przygarnę” wodę z cytryną, zobaczymy czy zastąpi mi poranną kawę.

    • Ja też nie potrafię zrezygnować z zapisywania na papierze :)

  • Wszystkie Twoje wpisy są ostatnio megaciekawe! Dla mnie ważna jest też poranna toaleta – żeby tego nie odwlekać. Nawet jeśli zostanę dłużej w piżamie, ale wykąpana i wysmarowana czuję się bardziej rześko.

    • Dzięki, miło to czytać :)

    • Mam dokładnie tak samo!

  • robię podobnie :) tylko moje spanie zalezy od kota ;) – spię do 7-8 max :D

  • Aleksandra Cieplak

    widzę na biurku „Vogue. Za kulisami świata mody”… warte przeczytania?

  • DZIĘKI DZIĘKI DZIĘKI kochana za ten wpis!!! Opisałaś dokładnie to, z czym mam problem.
    Będę wracać do tego wpisu za każdym razem, gdy będę miała dużo do zrobienia :)
    <3

  • Meg Sheti

    Woda z cytryną jak najbardziej! :) Ja jeszcze młody jęczmień zamiast kawy ;)
    A drzemka to najgorsze co może być! Wtedy jestem całkowicie rozwalona…

  • Dobre rady :)

  • Ostatnio napisałam post o porannych rytuałach, mamy kilka wspólnych rzeczy! Cytrynka z rana bardzo pomaga, minutnik/timer tak samo ;) Wytrwanie online to też podstawa podstaw, bez tego byłoby bardzo ciężko.

  • Niestety ciągle mam problem z rozpraszaczami

  • Strasznie nie lubię poranków, ale staram się je jakoś oswoić i z listy ‚to do’ na każdy dzień zawsze najpierw robię te, które zajmują najmniej czasu. Zawsze łatwiej mi patrzeć na listę z której jest już skreślone kilka pozycji :)

  • Czytając pierwszy akapit zobaczyłem siebie, słowo w słowo, zdanie w zdanie! :)

  • Dariusz Głaz

    Najpierw energiczny spacer z psem! Potem śniadanko i tak dalej…. ;)

  • Widzę, że mam dość podobną rutynę poranną :D Trochę ciężko ostatnio z wstawaniem, ale niestety chwilowo nie mogę się bardziej przycisnąć i muszę pozwolić sobie na odstępstwa. Dla mnie takim rozpraszaczem okazał się niedawno bałagan w kuchni (moje biuro przeniosło się do salonu połączonego z kuchnią :P). W rutynę wieczorną wrzuciłam sobie kwadrans na porządki i muszę przyznać, że od razu się lepiej pracuje :D
    Mam dokładnie takie samo podejście: wszystkiego trzeba spróbować na sobie, coś co działa u jednej osoby może być totalnie nietrafione u kogoś innego ;)