Rzeczy, których nikt ci nie powie o pracy w domu

Rzeczy, których nikt ci nie powie o pracy w domu

Pracuję w domu od kilku lat. Na studiach zdobywałam za własnym biurkiem umowy o dzieło, od półtora roku prowadzę w ten sposób własną działalność. Kiedy ktoś nowo poznany dowiaduje się o moim sposobie na życie, z reguły stwierdza, że jestem szczęściarą. Praca w domu wielu osobom jawi się jako spełnienie snu, w którym wstajesz o dowolnej porze, robisz co chcesz i dostajesz pieniądze za coś, co nie sprawia ci najmniejszego wysiłku.

Ten wizerunek umacniają media, a szczególnie my, blogerzy. Kiedy oglądamy zdjęcia na Instagramie, możemy odnieść wrażenie, że freelancing to głównie popijanie kawy z pięknego kubka przy designerskim biurku, ozdobionym kwiatami i beztroskie zajmowanie się zleceniami, których przecież każdy ma na pęczki. Oczywiście w tych fotografiach nie ma nic złego, nie można oczekiwać, że wszyscy zaczną pokazywać, że coś im nie wychodzi, ale kiedy nie mamy świadomości jak to naprawdę wygląda, można łatwo dać się zwieść pozorom.

„Hej, jestem Basia, od kilku lat pracuję na etacie w banku, ale ta praca mnie frustruje, dlatego ostatnio postanowiłam, że rzucę wszystko i zacznę prowadzić bloga/zajmować się grafiką/robić rękodzieło.”

Nie uwierzylibyście, jak często spływają na moją skrzynkę tego typu wiadomości. Naczytaliśmy się haseł z cyklu: „Rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu” i wydaje nam się, że decyzją o pracy w domu pozbędziemy się wszelkich problemów i frustracji.

To nie tak, że mam zamiar demonizować decyzję o rozpoczęciu pracy we własnych czterech kątach, absolutnie nie. Nie zamieniłabym drogi, którą wybrałam na żadną inną, ale z drugiej strony przechodziłam przez niejeden kryzys z nią związany i doskonale wiem, że uwielbienie przeplata się tu regularnie z niechęcią. Trzeba dobrze przemyśleć nasze predyspozycje do tego typu sposobu zarabiania. Zanim uznamy pracę w domu za spełnienie marzeń i szczyt satysfakcji, warto pamiętać, że ma ona również drugie – mniej kolorowe oblicze.

Rozpraszacze są dosłownie wszędzie

Idziesz po kawę, rzuca ci się w oczy sterta naczyń do pozmywania. Wchodzisz na Facebooka, masz trzy wiadomości, na które musisz odpisać. Po chwili uznajesz, że trzeba również opróżnić skrzynkę mailową i sprawdzić co nowego na Instagramie. Zaczynasz pracę, dzwoni mama, a kiedy kończysz rozmowę, odzywa się pusty żołądek i stwierdzasz, że w sumie wypadałoby zrobić jakiś obiad. To niestety nie jest opis przerysowany na potrzeby wpisu – moje dni przerażająco często tak wyglądają. Oczywiście cały czas z tym walczę, stosując zasady, o których wspominałam we wpisie o sposobach na efektywność i koncentrację, ale po perfekcyjnym tygodniu zawsze przychodzi spadek formy i większa podatność na rozproszenie.

Plusy i minusy pracy w domu

Ustalenie harmonogramu bywa trudne

Wszelkie poradniki dotyczące pracy na własny rachunek mówią o ustalaniu sobie godzin pracy, zupełnie jak na etacie. Postanawiamy, że zajmujemy się swoimi zadaniami na przykład od 9 do 17 i po tym czasie odcinamy się od wszystkiego. Brzmi jak genialny i całkiem prosty w realizacji pomysł, prawda? Z wykonaniem jest niestety dużo gorzej. Czasem okazuje się, że zadanie, na które wystarczyłoby poświęcić 4-5 godzin, zajmuje nam cały dzień, a czasem praca idzie tak dobrze, że zanim się obejrzymy, jest już dwudziesta. Moje ustalanie harmonogramu ma wzloty i upadki. Mam takie tygodnie, kiedy trzymam się wszystkich swoich założeń i pękam z dumy, kiedy wyłączam komputer równo o 18, ale jest również mnóstwo takich, po zakończeniu których jestem na siebie wściekła za totalny brak produktywności, pomimo spędzenia długich godzin przed komputerem.

Musisz nauczyć się odpoczywania

Sprawa powiązana odrobinę z wcześniejszym punktem. O ile po wyjściu z pracy w miarę automatycznie zamykasz związane z nią sprawy i przestawiasz się na tryb domowy, tak w przypadku pracy w domu, wymaga to ćwiczenia. Moim problemem jest wieczna dostępność – odbieram maile w weekend, wieczorem, rano zaraz po przebudzeniu, a potem zamiast się odprężyć, myślę o ich treści. Miałam już kilka momentów, w których wydawało mi się, że nad tym panuję, cały czas pracuję nad porannymi rytuałami, ale nadal nie zwalczyłam tego w stu procentach. Jakiś czas temu ustaliłam zasadę, że po godzinie 19 staram się unikać wszelkich ekranów (komputera, telefonu, tabletu), ale to nie zawsze wychodzi.

Bałagan rośnie dwa razy szybciej, kiedy praca dobrze ci idzie

Oczywiście nie mam na to żadnych dowodów, ale będę się upierać, że to prawda! U mnie to takie trochę błędne koło. Kiedy wpadam w ciąg produktywności i praca idzie mi dobrze, zapominam o sprzątaniu. Kiedy z kolei w ciągu dnia skupiam się na zmywaniu lub jakiejkolwiek innej domowej czynności, pociąga ona za sobą lawinę innych obowiązków z tej kategorii i zaniedbuję pracę. Od jakiegoś czasu staram się poświęcać przerwy w pracy na szybkie umycie naczyń (o wiele łatwiej jest umyć kilka naczyń codziennie, zamiast stosu co kilka dni) albo wstawienie prania.

Czasem doskwiera ci samotność

Mam wiele cech introwertyczki i nie mam problemu z przebywaniem we własnym towarzystwie, a nawet lubię taką chwilową samotność. Są jednak momenty, w których stwierdzam, że strasznie brakuje mi interakcji z ludźmi, która jest stałym elementem pracy na etacie. Spędzanie większości dnia bez żadnego towarzystwa bywa przytłaczające. Co więcej, z tego powodu pozwalam sobie czasem na długie rozmowy na Facebooku, które są zabójcze dla mojej efektywności. Na szczęście w kryzysowych sytuacjach mogę dać sobie dzień wolnego na nadrabianie towarzyskich zaległości – z reguły pomaga. Zawsze można również rozważyć przeniesienie się na jeden dzień do kawiarni, czy biblioteki, a w ostateczności przemyśleć wynajęcie biura coworkingowego.

Wszyscy miewają kryzysy

Czasem wydaje nam się, że wszyscy dookoła świetnie sobie radzą, mają jasno określone cele, nie spotykają na swojej drodze żadnych przeszkód i wszystko udaje im się zupełnie jakby wystarczyło im pstryknąć palcami, by odnieść sukces. To złudzenie. „A może powinnam rzucić to wszystko i przyjąć ofertę pracy, którą ostatnio dostałam?”, „A może ja się po prostu do tego nie nadaję?”. Takie dylematy miewają wszyscy. Kiedy dopada mnie taki stan, wyobrażam sobie jak wyglądałby mój dzień, gdybym musiała zwijać się z łóżka o 5 rano, niezależnie od pogody i samopoczucia. To dla mnie takie ostrzegawcze potrząśnięcie sobą z przesłaniem: „Naprawdę sądzisz, że powinnaś na cokolwiek narzekać?”. Często pojawiają się również kryzysy twórcze. Te z kolei zwalczam kilkoma sposobami, o których wspominałam we wpisie Jak pokonać kryzys twórczy i pobudzić kreatywność.

Wdrażanie dobrych rozwiązań to ciągły proces

Te wszystkie złote rady na temat efektywnej pracy świetnie się czyta, ale prawda jest taka, że dopóki sami nie dojdziemy do pewnych spostrzeżeń, niewiele nam da ich czytanie. Praca w domu to nieustanne poszukiwanie dobrych nawyków, rozwiązań i ocena jak sprawdzają się w praktyce. Nikt nie poda nam na tacy przepisu na produktywność, zależy ona wyłącznie od naszych predyspozycji, doświadczeń a nawet od tak przyziemnych spraw jak nastrój w danym dniu. Często miałam złudne wrażenie, że osiągnęłam stan, w którym zaczynam wszystko ogarniać dokładnie tak jak powinnam, miałam za sobą kilkanaście świetnych dni, a potem wszystko się psuło. Tu chyba nie da się osiągnąć permanentnego stanu doskonałości, grunt, by cały czas nad sobą pracować.

Możesz stać się człowiekiem-niedźwiedziem

W miesiącach jesienno-zimowych zaczynam łapać się na tym, że totalnie nie chce mi się wychodzić z domu, ani w ogóle ruszać gdziekolwiek. Zaszywam się w swojej niedźwiedziej norze, opuszczając ją jedynie, gdy naprawdę muszę. To pociąga za sobą kolejną słabą rzecz – rzadziej o siebie dbam, prawie się nie maluję, bo przecież po co, skoro i tak nie wychodzę. Na szczęście moja druga połowa skutecznie wyrywa mnie z tego stanu, ale nadal zdarza mi się wpadać w takie okresy.

Otoczenie sądzi, że masz czas na wszystko

Wiele osób uznaje, że skoro pracujesz w domu, możesz w ciągu dnia wyskoczyć na zakupy, posiedzieć w kawiarni, pomóc w remoncie, bo przecież MASZ CZAS. Ich zachowanie można wytłumaczyć niewiedzą, gorsze jest jednak to, jak łatwo w tej sytuacji można zachłysnąć się niezależnością i ulec myśli: „mam przecież cały dzień, zajmę się swoimi sprawami trochę później”. Chyba nie muszę pisać, że to „trochę później” bardzo rzadko ma miejsce jeszcze tego samego dnia.

Nie myślcie sobie, że praca w domu to istna katorga, nic z tych rzeczy. Przy odrobinie samozaparcia to świetne i dla wielu osób również szalenie satysfakcjonujące rozwiązanie, ale jak każda forma pracy, wymaga odpowiednich predyspozycji. Praca na etacie często niesłusznie jest przedstawiana jest jako zło konieczne – zwłaszcza przez osoby, które miały styczność z pracą w domu jedynie poprzez wspomniane we wstępie zdjęcia na Instagramie. Wszystko ma swoje plusy i minusy, nie ma tu rozwiązań jednoznacznie dobrych i złych. Podstawą jest wybór najbardziej dopasowany do naszych osobistych potrzeb. A jak to jest u Was? Próbowaliście pracy w domu? Z jakimi efektami? A może dopiero zamierzacie spróbować?

  • Myśląc o pracy w domu, od razu pojawia mi się przed oczami punkt, który nazwałaś „wdrażanie dobrych rozwiązań to ciągły proces” – myślę, że to jest właśnie najważniejsze, gdy ktoś decyduje się na pracę w domowym zaciszu. Sama pracuję na etacie, ale widzę na przykładzie mojego chłopaka, który ma pracę zdalną, że proces znalezienia swoich najlepszych rozwiązań jest rozłożony w czasie. Metodą prób i błędów organizuje swoją pracę, coś zmieniając, coś eliminując czy coś dodając. Trochę mu tego zazdroszczę i jestem bardzo ciekawa jak sama bym sobie z tym poradziła. Szczególnie, że w biurze jestem uporządkowana i dobrze zorganizowana – przenosząc się do domu nie wiem jakby to było ;) Myślę, że już wprowadzone dobre nawyki zaprocentowałyby efektami, ale może to tylko słowa …a w praktyce wygląda to inaczej?

    • Tego chyba nikt nie jest w stanie powiedzieć bez podjęcia próby :) Myślę, że grunt to mieć realne pojęcie o tym jak to wszystko wygląda i pracować nad sobą, a cała reszta nie powinna być problemem :)

  • Gdybym miała pracować w domu, to chyba nigdy bym z niego nie wyszła, chyba że po jedzenie xD
    I dobrze, że mój przyszły zawód się nie nadaje do domu.

  • Docelowo marzy mi się praca w domu, bo choć wiem, że to rozwiązanie ma wiele pułapek, najbardziej lubię takie rozwiązanie. Sposób pracy freelancera jest ostatnio bardzo wychwalany, a to wcale nie takie łatwe ;)

  • Koczilla

    Kiedyś pracowałam w domu regularnie, teraz kilka razy w miesiącu, ale w obu przypadkach wyznaczono mi godziny dyżurowania oraz maksymalny czas obsługi klienta. Także moje zarobki zależały/zależą bezpośrednio od tempa pracy, więc na rozpraszacze nie pozostawało wiele czasu ani uwagi. Obecnie moim głównym źródłem dochodu jest etat i muszę codziennie wychodzić z domu. Ma to ten plus, że…. nie dziczeję. Po kilku tygodniach siedzenia w domu faktycznie można odwyknąć od ruchu miejskiego i od widoku ludzi.

    W pracy „na swoim” największej trudności upatruję w pozyskiwaniu zleceń. Mogłabyś o tym więcej napisać? Pozdrawiam.

    • Większość moich zleceń zdobywam dzięki pisaniu bloga, więc niestety nie mam zbyt dużego doświadczenia w ich poszukiwaniu.

  • ania

    A ja jestem bardzo świadoma, że do pracy w domu nie mam predyspozycji – cenię sobie ciepełko umowy o pracę z benefitami w korpo.

  • Ewa

    Na studiach zasmakowałam pracy w domu, a od lipca jestem na etacie. Oczywiście męczące bywa wstawanie codziennie i tej samej porze, teraz, gdy jest ciemno za oknem, w dodatku bywają dni, że w pracy dzieje się mało, więc pojawia się 10 myśli na minutę na lepsze spędzenie tych 8h, które spędzasz za biurkiem, niekoniecznie produktywnie. Jednak zauważyłam jedno – pracując w domu, mimo, że obowiązków miałam mniej, niż obecnie, czułam się ciągle w pracy – maile non-stop (choć nie sprawdzałam ich nigdy po godzinie 20tej i w weekendy), co chwilę rozpraszacze, cały dzień z pocztą włączoną na zakładce. To bardzo męczyło. Teraz wiem, że jestem dostępna od 8 do 16, a potem zamykam komputer służbowy i mogę mieć wszystko w nosie. W końcu! Podoba mi się bardzo ta wyraźna gruba krecha oddzielająca pracę od życia prywatnego, choć oczywiście zdarza mi się myśleć o pracy po godzinach.
    Nawet, jak wypracuje się najtwardsze zasady co do pracy w domu, to jeśli jest się szefem samemu sobie, to jest się w pracy 24h na dobę, niezależnie od tego, czy mamy włączony czy wyłączony komputer.
    No i jest jeszcze jeden duży atut pracy na etat, który przynajmniej ja odczułam – stały dzień wypłaty. Niezależnie od tego, czy mam za sobą na maksa produktywny, czy może spokojniejszy miesiąc, wiem, że tego a tego dnia na moje konto wpłynie tyle a tyle pieniędzy. To daje duży komfort, choć z drugiej strony, w porównaniu do freelancerów, może doskwierać brak większych zastrzyków gotówki, bądź co bądź, pensja jest stała, a nie zależna od zleceń ;)
    Poza tym, tak jak piszesz, jestem introwertyczką i mimo, że w pracy nie odzywam się za dużo, to jednak samo codzienne malowanie się czy wyjście do ludzi bardzo dobrze na mnie wpływa. Pracując w domu chyba jedyne kontakty, jakie bym miała, to te z paniami w sklepach/bankach/poczcie…

  • mogę się pod wszystkim podpisać. Nic dodać nic ując…

  • Agu

    Jakie to prawdziwe. ;)

  • Ja pracuję na pełen etat i dodatkowo pracuję w domu, więc można sobie wyobrazić, jak wygląda mój dzień. Oczywiście wiem, że nie da się robić dwóch rzeczy dobrze, ale na dzień dzisiejszy sytuacja finansowa zmusza mnie to łączenia tych dwóch spraw. Freelance traktuję na razie jako dodatkowe zajęcie, dodatkowy gratis, który sprawia mi satysfakcję. Mam oczywiście nadzieję, że w przyszłości stanie się to moim głównym zajęciem, ponieważ bardzo lubię tworzyć i pisać ;)

    • Identycznie jak u mnie!

      • Ania K

        I jak u mnie :-). Przyznaję, że czasami padam na pysk; obrazu dopełnia mój mały syn ;-), więc bywa ciężko, ale na etacie chyba się wypaliłam.

        • I ja również się wypalam.

          • Ania K

            Oj, to dokładnie jak u mnie. Samą siebie zadziwiam, ale także mentalnie zaczynam odcinać się od etatowej pracy a, póki co, brak mi odwagi, by ją porzucić.

          • Mam dokładnie to samo! Dziewczyny, czas wziąć sprawy w swoje ręce! Ja dzisiaj zmotywowałam się do szukania nowych zleceń. Daję sobie czas do końca roku na zmianę pracy! ;)

  • Ja jestem na etapie pisania na umowie o dzieło i pierwszy akapit, ten o rozpraszaczach to idealne ujęcie tego jak czasem właśnie wygląda mój dzień! Bardzo fajny artykuł i zgadzam się ze wszystkim co napisałaś, choć podsumowując też lubię swoją pracę :)

  • Ja od kilku lat o tym marzę, ale obecnie pracuję na etacie. Mam jednak plany, że może kiedyś uda mi się pracować w domu i zarabiać tak jak teraz na umowie o pracę. Rozpraszacze sa wszędzie i wiem, że mnie samej (pracuje również zdalnie po godzinach pracy) czasami ciężko jest się skupić i robić to co powinnam. Zazdroszczę Ci odwagi w podjęciu tej decyzji. Ja wciąż się do niej przymierzam. Obecnie nie mam możliwości zrezygnowania z umowy o prace — bo to mój stały dochód praca zdalna nie daje mi nawet połowy zarobku z tego co an etacie ale jeśli mój plan się powiedzie za jakiś czas chciałabym spróbować swoich sił właśnie dlatego,że też jestem indywidualistką (introwertyczką). Przebywanie z ludźmi czasami mnie drażni. Najlepiej pracuje mi się w ciszy gdy jestem sama ze sobą.

  • Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami :) Doskonale rozumiem, co chciałaś przekazać i wiem, jak to jest pracować w domu… Zwłaszcza mając własną firmę. To nie takie słodkie, jak się z boku wydaje…

  • Od lipca pracuje wyłącznie w domu, ale wcześniej kilka lat pracowałam zarówno w domu, jak i w pracy i chyba jestem jakimś człowiekiem – wyjątkiem. Musiałam w zasadzie oduczyć się tylko robienia prania i gotowania w trakcie godzin pracy w domu (zwłaszcza gotowanie mnie korciło) i ani nie śpię do południa, ani się nie rozpraszam byle czym, ani nie mam problemów z odpoczywaniem. Natomiast największy problem jaki mam od lipca, to faktycznie to, że otoczenia sądzi, że MAM MNÓSTWO WOLNEGO CZASU. Na rozmowy w ciągu dnia, wspólne lunche i tego typu atrakcje. Naprawdę niektórzy moi znajomi są bardzo zdziwieni, że nie umówię się z nimi na obiad w środku dnia i kilka razy próbowali to nawet obśmiewać, ale przyjęłam zasadę, że za kilka lat ja ich obśmieję tym, że mam genialnie rozwinięty biznes :D

    • Ja z kolei gotuję codziennie – to wymusza oderwanie się na dłuższą chwilę od komputera. Około godziny 12-13 mam już za sobą dobre cztery godziny przed monitorem i to dla mnie idealny moment na przerwę. Bez tego ciężko mi się oderwać, zwłaszcza, gdy dobrze mi idzie, a potem na koniec dnia wyglądam jak zombie ;)

  • Kornelia Nuszel

    Popieram wpis w 100%. Praca w domu nie jest taka fajna, jak się wydaje. Pracujesz cały czas, z biura wychodzisz i masz luz. A tu ciągle praca jest obok jak wyrzut sumienia. Dla mnie najgorszym rozpraszaczem są dzieci, które co jakiś czas coś ode mnie chcą i totalnie rozwalają mi koncepcję pracy. I pensja nie zawsze pewna i zależna tylko od własnych osiągnięć. Praca w domu jest chyba trudniejsza i bardziej wymagająca od zwykłego etatu. I dlatego warto dobrze sobie przemyśleć rezygnację i przejście na własne.
    Ale są też i plusy: kiedy mam jakąś totalnie odmóżdżającą pracę (a często się zdarza) można nadrobić zaległości serialowe i filmowe.

    • Plusów jest całe mnóstwo – potrafią wiele wynagrodzić :)

  • Choć organizacji sobie pracy faktycznie trzeba się nauczyć, to jednak za nic w świecie nie wróciłabym na etat. Za nic. Teraz mam ten komfort, że jeśli potrzebuję wyciszenia, zostaję w domu. Jak dziś. Ale na dłuższą metę zaczęłabym rozmawiać ze ścianą. Dlatego mam też biurko i przyjaciół w biurze coworkingowym. Tu mam dużo łatwiej, bo jestem też jego współwłaścicielką. Łączę przyjemne z pożytecznym ;).

    • U mnie najlepszą opcją byłyby biura coworkingowe, które można wynająć na jeden dzień, bo tego typu kryzysy są u mnie totalnie przejściowe ;)

      • Pewnie, że można na jeden dzień :). Mam też kilka osób, które przychodzą raz w tygodniu. Zwłaszcza w pracy twórczej taka zmiana otoczenia może być odświeżająca. Widzę to mocno u siebie.

        • A to nawet nie wiedziałam! Muszę się rozejrzeć :)

  • Godzina 19, ja dopiero rozkręcam się z dzisiejszą pracą. Pewnie znowu wyłączę komputer o 22. Ale przecież w międzyczasie musiałam zrobić obiad, odpowiedzieć na wiadomości na Facebooku i zebrać na nowo myśli. Za to jutro, jeśli dobrze pójdzie, robię sobie pół dnia tylko dla siebie.

    Czasami nie cierpię tego mojego freelansu, ale mając porównanie – za żadne skarby nie chcę wracać na etat. Dla tego poczucia wolności mogę znieść dużo.

  • Chochlik

    Ja jestem z tych, którzy woleliby pracować w domu ;) nie mam niestety żadnych umiejętności, które by mi na to pozwoliły. I to nie jest tak, ze nie „doceniam” wysiłku, ale widze to dalej jako nieco łatwiejsze. Nie jest to przede wszystkim praca pod dyktando typu „musze wstać o 5:20, zjeść śniadanie, zdążyć na autobus, odwalić 8h a pózniej jak wrócę o 17, to i tak nie mam na nic czasu”. I tak 5 dni w tyg, niezależnie od tego czy zle sie czujesz, czy Ci sie chce, czy masz dobry humor, czy chciałabyś zaczac 2h pózniej albo zrobic sobie wolne. Teraz, na studiach, po części żyje tak, ze wstaje, odwalam swoje, a pózniej wracam do mieszkania, robie obiad, obejrzę pare filmików na yt i w sumie trzeba juz sie kłaść.. Chyba nie tak chciałabym spędzić czas do 67 roku życia.

  • aleksa

    Nie mogłabym pracować w domu, w przeciwieństwie do większości takie rozwiązanie wcale nie wydaje mi się idealne:) Przede wszystkim dlatego, że znam siebie i wiem, że przy takiej pracy nigdy bym nie odpoczęła, bo zawsze będąc w domu byłabym mimo wszystko w trybie ‚praca’. A teraz kiedy wychodzę z firmy o 16:00 i wracam do domu, to fizycznie i psychicznie odpoczywam od pracy.

  • Nadine Lu

    Próbowałam pracować „na etacie”. Niestety – nie umiem :( Po kilku tygodniach dostaję szału.
    Dużo lepiej pracuje mi się w domu i poza krótkimi „biurowymi” epizodami, przez całe studia pracowałam ze swojego biurka.
    Dopiero teraz, kiedy mam na stanie 3miesięcznego dzieciaka, widzę jak bardzo marnotrawiłam czas. Pracowałam „cały dzień”, a mogłam to streścić w 4 godziny. Eh.
    Teraz cały dzień mam dla niego, w czasie drzemek ogarniam dom, gotuję, albo z braku laku robię coś mało absorbującego „do pracy”. Dopiero kiedy uśnie, mam czas popracować. I pisać pracę magisterską.

    • Chyba jednak sporo prawdy jest w stwierdzeniu, że im więcej mamy na głowie, tym bardziej potrafimy się zmobilizować :)

  • W mojej pracy akurat praca zdalna nie jest żadnym problemem i… zasadniczo mogłabym to robić codziennie. Jest tylko jedno ale. Po co. W pracy mam ludzi, pomysły, interakcje, albo święty spokój. Poza tym wiele rzeczy po prostu łatwiej osiągnąć jeśli widzisz ludzi. Zdalnie nikt z Tobą nie pożartuje z debaty przedwyborczej albo nie przeczyta horoskopu z Metra. W praktyce faktycznie korzystam z tego home office dość rzadko. W domu przecież kuchnia jest zbyt blisko, fejsbók za łatwo się włącza, monitor jest za mały, a znajomi jakoś tak myślą, że „skoro dziś jesteś w domu to wpadnę o 14:00 a nie o 17:00”. No.. ale to tak nie działa! Przecież w domu czy w pracy – ja pracuję, nie mam dla Ciebie czasu o 14:00, droga osobo, bo nawet tylko „zastanowienie się i poszukanie rozwiązania dla problemu X” to tez moja praca! Ok… choć, może ja nie rozumiem słowo „ETAT” – mam nienormowany czas pracy i jeśli chcę mogę pracować 4h, mogę i 10h w razie potrzeby, jeśli to coś waznego… Ludzie mają różne etaty – taki jest „mój etat” – zdalno-biurowy – dla każdego coś miłego. Niemnie – nawet uparci home-officowicze wracają z chęcią do biura, a dziewczyna po 3mc na zwolnieniu i pracy zdalnej narzekała na ogromną alienację i wracała szczęśliwa. No – to nie taki ideał jak się myśli :). Aczkolwiek – miło, że odczarowujesz ten mit :). Generalnie – u sąsiada trawa jest zawsze zieleńsza, ale to tylko jeden punkt widzenia :) Pozdrawiam!

    • „Generalnie – u sąsiada trawa jest zawsze zieleńsza, ale to tylko jeden punkt widzenia” – sedno :)

  • Zgadzam się ze wszystkim :) Również pracuję w domu, w moim wypadku największym problemem w szczęściu jednocześnie jest względna możliwość wyboru godzin pracy, bo często kończy to się robieniem wszystkiego na raz przez dłuższy czas zamiast rozłożeniem pracy w czasie. Mimo wszystko nie chciałabym zamienić jednak pracy w domu na pracę na etacie. Próbowałam i uważam, że to trochę marnowanie czasu. Na dojazdy, na siedzenie w pracy określoną ilość godzin mimo skończenia zadań. Plus oczywiście pewne uwarunkowania ze względu na określony charakter Zosi Samosi :)

    Do otoczenia myślącego, że masz dużo czasu, dopisałabym jeszcze drugi problem, czyli wyciąganie z domu z różnych powodów bo nie tyle „masz czas” ale „przecież możesz zrobić to później”. :)

  • Ojjj znam to: sama pracowałam przez pewien czas w domu i Mama sądziła że nic nie robię więc wymyślała mi przeróżne kosmiczne obowiązki domowe :) I nie cierpię rozpraszaczy nadal!!! Nawet gdy pracuję już w biurze :)

    • No tak, przecież siedzenie przed komputerem to nie praca. Przechodziłam przez ten etap ;)

  • Świetny tekst ;) Mam trochę inną sytuację, ale i tak spotykają mnie owe wkurzające opinie otoczenia, z których wynika, że bez etatu nie ma prawdziwego życia ;)

  • Nigdy nie próbowałam takiej pracy w domu, choć od pewnego czasu mnie kusi. Może nie na zarabianjie na pełnym etacie, ale tak dorywczo… problem w tym, że kompletnie nie mam pomysłu jak zacząć, jak złapać pierwsze zlecenia… to nie takie łatwe :)

  • Bardzo mądrze napisane :) Jednak część z tego o czym piszesz odnosi się również do pracy na etacie. Gorsze dni, zniechęcenie, snucie się między komputerem, a pracowniczą kuchnią. Pracując na własny rachunek można wtedy sobie odpuścić i iść na spacer/poczytać, a na etacie trzeba siedzieć te osiem godzin,nawet jeśli w głowie pusto, a prawdziwej inspiracji dostanie się wieczorem :) Ale poza tym się zgadzam: nie każdy nadaje się do pracy na własny rachunek, etat pod wieloma względami jest prostszy :)

  • Vandrer ma ogromne problemy z zarządzaniem swoim czasem w domu. Choć stara się to zmienić i szuka idealnych dla siebie nawyków o których piszesz. Tobie natomiast życzy aby tych produktywnych dni było zawsze więcej niż bezproduktywnych:)

  • Doskonale się z Tobą zgadzam. Zwłaszcza w kwestii rozpraszaczy i dostępności 24h. Ostatni rok pracowałam z domu i najgorsze jest ciągłe bycie online. Teraz przeniosłam sie do własnej pracowni w inkubatorze przedsiębiorczości i gdy zamykam drzwi do biura, jestem offline. Pozwalam sobie tylko na jednorazowe wieczorne sprawdzenie poczty :)

    • Masz cierpliwość do Inkubatorów? Ja dość szybko odpuściłam :)

      • A do czego powinnam mieć cierpliwość? U mnie jest super :)

  • 100% prawda. Chociaż ja czasem lubię być człowiekiem niedźwiedziem (tzn. dres i brak makijażu, mój chłopak nawet mnie nie wyrywa z tego stanu, bo wie, że lubię, dobrze się tak czuję i że nie oznacza to żadnej depresji ani nic ;)

  • Justyna

    Pracuję w domu od 3 lat. Co prawda nie na własny rachunek, a na umowie. Praca ta spadła mi jak manna z nieba. Siedząc w domu z dzieckiem bez prawa do zasiłku, bez możliwości podjęcia standardowej pracy na etacie. Była tym czego właśnie potrzebowałam. Z początku dostawałam mało zleceń i były w miarę szybkie do ogarnięcia bo i mała miała raptem 2,5 roku. Jak miała 3 latka od września poszła do przedszkola i zleceń zaczęło przybywać bo i czasu miałam więcej. Wszystko co napisałaś w 100% się sprawdza. Mam problem z tym właśnie, że często nie mam motywacji by w ciągu dnia siąść i zrobić wszystko co muszę na raz. Często sama się rozpraszam tak po prostu… Kawa, telefon, kanapka… I tak cały czas dokładnie to co opisałaś. Choćby teraz zamiast robić zestawienie z którymi jestem do tyłu daje komentarz do wpisu :P Pierwsze co robię po włączeniu laptopa to zaglądam na facebooka, w między czasie loguję się do programu pocztowego i komunikatora którym łączę się z resztą firmy. A potem ( gdzieś po godzinie) biorę się rzeczywiście za to co muszę. A i tak co trochę jakaś przerwa i często wychodzi tak że 20 ja dopiero kończę bo w między czasie robiłam milion innych rzeczy… Oczywiście nie wspominając o tym że w między czasie muszę odtransportować małą do szkoły, przytransportować zrobić obiad itp.. Te piękne zdjęcia z laptopem, kawką i jednym notesikiem… Heh u mnie obok laptopa i służbowego telefonu jest jeden wielki pierdolnik papierów firmowych, kubków po kawie, zabawek małej i innych szpargałów które po sprzątnięciu i tak po chwili tam wracają… Bo gdzie najlepiej się bawić koło mamy… Kubki po kawie regularnie się zapełniają i opróżniają… etc… Masz może jakiś złoty środek motywacyjny?

    • Aprrove

    • Justyna, zajrzyj do wpisu o sposobach na efektywność i koncentrację:
      http://onelittlesmile.pl/2015/03/jak-sie-skupic-sekrety-efektywnosci-i.html
      Rozwiązania, o których tam pisałam często ratują z opresji :)

      • Justyna

        Planuje od dwóch dni. Uh. Chociaż ja wiem. Nie nazwalabym tego planowaniem. Raczej notuje co MUSZE zrobić. Wczoraj się udało zrobić wszystko. Dziś nie zrobiłam jednej rzeczy. Uświadomienie mi koleżanki poniżej o istnieniu prokrastynacji. Zagłębienie sie edukacyjne w problem… I hm… Chyba to to. Psychologiem nie jestem. Ale wiele, zbyt wiele rzeczy się zgadza.

  • Bardzo mądry wpis, dziękuję za niego. Kiedyś się zastanawiałam nad pracą w domu, ale wydaje mi się, że u mnie by to nie przeszło. Jestem bardzo podatna na wszelkiego rodzaju rozpraszacze jak Facebook (nie daj Boże zacznie się ciekawa rozmowa) i odkładanie sprawy na później, bo złudnie myślę, że będzie mi się chciało za coś brać o 20, bo przecież mam czas. Z drugiej strony jesienią i zimą nie chce mi się wychodzić z domu i faza niedźwiedzia jak najbardziej jest aktywna… ale wtedy też z reguły mam ochotę czytać albo oglądać filmy/seriale, a nie robić coś produktywnego. Już na sam koniec dodam, że ostatecznie chcę pracować od tej do tamtej godziny i po powrocie do domu… pracować nad tekstem. Tak właśnie widzę połączenie studiów z zawodem, którego się dodatkowo uczę. Życie…
    Pozdrawiam :)

  • Iza

    Nie znam tego problemu, ale po samej próbie blogowania „na poważnie” widzę, że do pracy w domu trzeba mieć odpowiednie predyspozycje. Może pomaga świadomość obowiązku (dla mnie blog to rozrywka, mogę, ale nie muszę), świadomość, że to jest nasza praca. Mnie dom tak rozprasza, że chyba lepsza by już była kawiarnia czy inne zatłoczone miejsce. ;) Podziwiam osoby, które potrafią efektywnie pracować z domu. Wiem, że są wady i zalety poszczególnych rozwiązań, ale samodyscyplina w przypadku pracy w domu, to chyba największe wyzwanie. Gratuluję i podziwiam, że Tobie się udaje. :)

  • Tak, to jest ta strona pracy w domu, o której niechętnie się pisze. Wszystko PRAWDA!

  • Ojeja, świetny post i taki prawdziwy! Ileż to razy zdarzało mi się wyskakiwać z łóżka z myślą „to jest mój dzień, przeniosę góry, zrobię projekty, napiszę 100 stron książki, mogę wszystkooooo” a o godzinie 22 myślałam „cholera, znowu nic nie zrobiłam…” :D Dobra, trochę się z tego teraz śmieję, chociaż ogólnie to nic śmiesznego. Też cierpię na takie huśtawki produktywności i lenistwa, chociaż ostatnio nie buja mnie już tak mocno. I też niesamowicie wkurza mnie myślenie „skoro siedzisz w domu przed kompem znaczy, że nic nie robisz”. Momentami już nie mam ochoty tłumaczyć, tylko w milczeniu rzucić takiemu delikwentowi w twarz poduszką, kopnąć w kostkę i wrócić do swoich spraw…

  • Pracuję w domu od prawie dwóch lat i niestety masz rację, że ludziom wydaje się bardzo wiele rzeczy. Patrzą z zewnątrz i wiecznie twierdzą, jak to ja mam sielsko i anielsko, a nie jest to prawda. Dzień pracy wygląda bardzo różnie – raz mogę sobie pozwolić na wolniejszy poranek, a raz na wolniejsze popołudnie, ALE tak jak piszesz: dookoła jest multum rozpraszaczy i trzeba naprawdę dobrze zorganizować się, żeby w ogóle efektywnie przeżyć ten dzień. Na szczęście prowadzę kalendarz i planuję każdy dzień, bo inaczej nie dałabym rady. Zresztą to świetna motywacja odhaczać kolejne wykonane zadania i satysfakcja, jeżeli uda się wykonać wszystkie założenia. Mimo wszystko nie zamieniłabym pracy w domu na nic innego, chociaż czasem marzy mi się własne biuro do którego będę przychodzić w określonych godzinach, jednak wiem również jaka jest specyfika mojego zawodu (jestem architektem wnętrz) i wiem, że nie wytrzymałabym długo w jednym miejscu.

  • Powiem nawet, że pracować w domu jest trudniej, masz do czynienia z ogromną liczbą rozpraszaczy i ciężko się zabrać za coś konstruktywnego. Praca poza domem na etacie od razu stawia Cię do pionu i wracasz do rytmu. Jedyne czego mi brak, to możliwości wstawania o dowolnej porze i robienia przerw w dowolnym momencie.

  • To tak trochę jak z nauką w domu, teoretycznie jest cały dzień, a w praktyce – no właśnie. Ja na pewno stałabym się 100% człowiekiem niedźwiedziem, ale i tak wolałabym być swoim własnym szefem.

    • To prawda, bardzo trafne porównanie z tą nauką – teoretycznie cały dzień za zakuwanie, w praktyce milion rozpraszaczy i pretekstów do odwlekania :)

  • Bardzo dobry wpis. Uwielbiam pracować w domu. Lubię samotność – własne towarzystwo i szmer radia to dla mnie wymarzone okoliczności do pracy. No i robię to, co naprawdę kocham. Nie mam patentów, nie jestem efektywna w takim stopniu, w jakim bym chciała, raczej po prostu spinam się w kryzysowych momentach. Jestem jednak na takim etapie, że wiem, że bez dobrego planu nie dam rady, więc jeśli chcę osiągnąć pewne cele – muszę stać się Boginią Organizacji. Podstawowym dobrodziejstwem pracy w domu jest dla mnie to, że dziecko nie musi siedzieć w świetlicy przed i po lekcjach. No i jestem dla córki na wyciągnięcie ręki, co ma plusy i minusy :)

    • Jeśli już staniesz się boginią organizacji – koniecznie podziel się swoimi patentami :)

      • Właściwie już mogę podać patent, co nie znaczy, że jest przyswojony i zastosowany : trzeba bardziej chcieć być zorganizowanym, niż nie chcieć ;)

  • Mika

    Ja miałam regularnie kryzys pod tytułem: „w kółko jestem w tej samej przestrzeni – jem, śpię, pracuję, bawię się, odpoczywam, żyję w tym samym pomieszczeniu”, dochodziło do tego, że szukałam pretekstu wyjścia z domu i rzucenia roboty w kąt. Po pewnych zawirowaniach życiowych musiałam wrócić na etat, ale broni nie złożyłam. Gdy jednak moment powrotu na własne włości ponownie nadejdzie, postaram się oddzielić sferę życia od tej pracowej, korzystając z miejsc coworkingowych. To ważne po to by zachować pewną równowagę. Przynajmniej w moim przypadku, inaczej ciągle miałam poczucie, że jestem w pracy, nawet jak nie pracowałam.

    • To prawda, też przechodzę przez te stany :) Idealnie byłoby mieć własne, osobne pomieszczenie wyłącznie do pracy!

      • Ja już łapię się nawet na tym, że najchętniej miałabym dwa laptopy ;) żeby w pracy nie rozpraszać się prywatnymi zajęciami. Dlatego dobrym rozwiązaniem są dwa pulpity, na jakiś czas takie rozwiązanie jest nawet satysfakcjonujące :)

  • Asia

    Zastanawiam się nad pracą w domu, nie teraz ale chciałabym kiedyś w swoim życiu mieć własną firmę i sama decydować o sobie. Bardzo pomagają mi takie wpisy, bo zdaję sobie sprawę z rzeczy które mogą mnie wtedy spotkać i wiem że moja decyzja będzie dzięki temu bardziej świadoma.
    Dziękuję :)

    • Miło to czytać, dzięki!

  • xyz

    Jeśli można wiedzieć, gdzie dostałaś taki notes z czystymi kartkami? :)

    • Mój chłopak dostaje je w pracy. Niestety nie wiem, czy można je gdzieś kupić.

  • Umiem sobie to wyobrazić chociaż nie miałam nigdy z Tym styczności. Tak naprawde to trochę jak siedzenia nad nauką. Tyyyyle rozpraszaczy, nawet sprzątanie wydaje się ważniejsze. A czasem kiedy wpadniesz w rytm zaś bałagan nagle pojawia się jak po pstryknięciu palcem. Oczywiście jeśli w międzyczasie jednak dasz sobie ułyszeć burczenie własnego brzucha. Praca w domu chyba nie jest dla mnie.

    • Zgadza się, te dwie czynności mają ze sobą bardzo wiele wspólnego :)

  • Bardzo fajne tekst. Dobrze, że mówisz o takich rzeczach, bo są one prawie zawsze pomijane, a praca w domu jest idealizowana. Jasne, że jest świetna, ale niestety nie dla wszystkich i nie przez cały czas.
    Jeśli chodzi o mnie to praca w domu dopiero przede mną, ale mój Narzeczony obecnie pracuje w taki sposób, więc wiem jak to jest. W jego przypadku najtrudniejsze jest odcięcie się od pracy, bo przecież jakby cały czas jest w biurze. Wydaje mi się że dobrym rozwiązaniem jest wyznaczenie pokoju, w którym się pracuje i niewchodzenie do niego po godzinach pracy. Jasne, nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić, ale my szukaliśmy mieszkania właśnie pod tym kątem.

  • A ja np. łączę jedno z drugim, tj pracuję w biurze („samoztrudnienie”) a po godzinach łapię pojedyncze projekty na strony, logotypy i tym podobne sprawy. Niestety w praktyce wygląda to w ten sposób, że nie ma opcji, żebym mógł utrzymać się tylko z designu. Musisz chyba zrobić jakiś tutorial „jak znaleźć klienta” ew. „jak promować firmę” :) pozdrawiam,świetny blog!

  • A ja np. łączę jedno z drugim, tj pracuję w biurze („samoztrudnienie”) a po godzinach łapię pojedyncze projekty na strony, logotypy i tym podobne sprawy. Niestety w praktyce wygląda to w ten sposób, że nie ma opcji, żebym mógł utrzymać się tylko z designu. Musisz chyba zrobić jakiś tutorial „jak znaleźć klienta” ew. „jak promować firmę w internecie” :) pozdrawiam,świetny blog!

    • Moje zlecenia pojawiają się właśnie dzięki temu, że prowadzę bloga, nie zdarzyło mi się jeszcze nigdzie reklamować. Blogowanie ma moc :)

      • cóż…pora nauczyć się pisać i zakładać bloga :)

  • Hehe, dzięki Tobie wiem, że aktualnie staję się człowiekiem-niedźwiedziem :D
    Zawsze są jakieś plusy i minusy. Najlepiej byłoby, gdyby wszyscy zdawali sobie z nich sprawę, ale świat nie jest idealny. Coś jest w tym, że ludziom się wydaje, że praca w domu to nie praca :/

  • Pracuję w domu od ponad 4 lat, z czego połowę tego czasu jako freelancer… Kiedy pracowałam zdalnie w agencji jednak było nieco prościej, bo trzymałam się godzin 9-17 i traktowałam to jak normalną etatową pracę, więc była to dla mnie świętość. Nie było mowy o zmywaniu, spacerach z psem czy gadaniu z kimś na fejsie… Teraz sama jestem panią całego swojego dnia i czasu i… Dobrze mi z tym. Początkowo próbowałam trzymać się tych sztywnych godzin tak jak na etacie i zupełnie mi to nie wychodziło, budziło to tylko frustrację. Aktualnie nie ma dla mnie żadnego znaczenia czy wykonuję swoją pracę o 8 rano czy o 22. Jest idealnie :). Ale jak najbardziej zgadzam się, że ten rodzaj pracy nie jest dla każdego.

  • Wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, jakby to było, gdybym pracowała w domu po skończeniu studiów. Z jednej strony jest to obiecująca perspektywa, jednak wizja ograniczonej interakcji z ludźmi mnie trochę przytłacza. Również jestem introwertyczką i boję się, że bym się już całkowicie zamknęła. Nawet z drugą połówką obok. :)

  • ten brak kontaktu z ludźmi oraz pozyskiwanie klientów, które jest megatrudne – to dwie rzeczy, które wciąż powstrzymują mnie przed próbą pracowania na własny rachunek. Choć to pierwsze zawsze można rozwiązać pracą w przestrzeni coworkingowej od czasu do czasu :)

  • Mam tę przyjemność pracowania w domu. Z każdym akapitem w 100% się zgadzam! Na początku myślałam, że będzie pięknie, kolorowo i będę miała czas na wszystko… A tu taka niespodzianka :D Potwierdzam, że bałagan ZAWSZE jest efektem ubocznym efektywnej pracy i pomału zmierzam w kierunku człowieka-niedźwiedzia. A propos rozpraszaczy… właśnie jestem w pracy :D Pozdrawiam!

  • Skąd ja to znam! Okazjonalnie robię prezenty na zamówienie (obrazy, szaliki, kubki i inne takie duperele), i właściwie wszystko, co opisałaś jest mi niezwykle dobrze znane. I zazwyczaj tak jest, że jak już się zabiorę do pracy, to ktoś wpada na kawę, okazuje się, że gdzieś na mieście jest wernisaż… Jak tu żyć? ;)

  • ja bym chciała pracować w domu, ale najlepiej mieć na to osobny pokój
    podejrzewam,że z kwestią organizacji problemu by nie było, ja nawet normalnie po 19-20 telefonu już nie odbieram,chyba,że to mama czy mąż,reszta jest nieważna :P
    ale na razie to trzeba pomyśleć o jakiejkolwiek pracy

  • Zdarzyło mi się pracować w domu i bardzo to sobie ceniłam – chociaż wszystkie rzeczy o których piszesz, w tym zimowy niedźwiedź i mnie się tyczyły, to lubiłam taki tryb i myślę, że jeszcze kiedyś do niego wrócę. To co mnie wrzuciło z powrotem do etatu to brak regularnych zleceń i brak odwagi na własną działalność.
    Pozdrawiam w tę ładną niedzielę :)

  • brzmi jak prokrastynacja!

  • Kaśka

    W sumie to porusze dwie rzeczy- są różne typy ludzi i niektórzy znajdują ambicję i motywację w sobie i to dla nich jest praca freelancera w domu, bo sa w stniae się zmobilizować, a są też ludzie, którzy potrzebują bata z zewnatrz- szefa, terminu, deadlajnu i to oni znajdują się w pracy etatowej/ kontrolowanej.

    Druga rzecz jest taka, że jestem zdecydowanie drugim typem, ale w moim zawodzie nie ma etatów, biur i tylko czasem szef się znajdzie (kocham mój zawód ponad wszystko, żeby nie było, chciałam to robić od dziecka nawet nie widząc, że istnieje taki zawód, ale…), więc nie mając wiele wyboru muszę pracować sama sobie zdalnie. Moim rozwiązaniem tego problemu jest „emulacja” pracy na etat. jak leCorbusier ubieram się „do pracy” (on ubierał fartuch laboratoryjny” i wychodzę do mojej pracowni (on przechodził korytarzem do oddzielnej części domu) i zamykam drzwi. Jak jestem w mojej pracowni, to jestem w pracy i mogę się odciąć. Nie zawsze się to udaje, są wzloty i upadki i znajomi, którzy są upierdliwi w godzinach mojego urzędowania. Na szczęście musze się kontaktować ze zleceniodawcami raz na jakiś czas i bez wielkiej spinki, więc rozpraszacz internetowy odpada sam z siebie. No i do tego prowadzenie kont na facebookach i twitterach i innych takich uznaję za część mojej pracy i promocję (marketing!), więc mam wymówkę, żeby posiedzieć codziennie na facebooku ;)

    I tak z jednej strony taki układ mi odpowiada, bo daje szansę iść do urzędu w czasie, kiedy jej wysokość biurwa jest obecna, ale z drugiej storny tęsknie za etatem i prostym układem, kiedy po prostu musiałam, bo musiałam, a nie muszę, bo powinnam.

    PS. co do bałaganu- mam listę drobnych porząków poniżej 20 minut, które wykonuję codziennie w okolicach odgrzewania obiadu i to u mnie działa. (np. poniedziałek, czawrtek ogarniam biurko, wtorek ogarniam łazienkę, środa, piątek – pranie. Kolejność i ilość zależy od stanu mieszkania, ale zawsze staram się wydzielić te 20 minut. Pomaga.)

  • Kasia

    Praca w domu brzmi świetnie ale nie wiem czy byłabym w stanie to ogarnąć. Gdy mam jakiś dzień wolny, nie muszę iść na uczelnie i siedzę cały dzień w domu to ciężko mi się do czegoś zabrać. Jestem niezdyscyplinowana i trochę leniwa więc to kolejne utrudnienie. W przyszłości planuję spróbować i formy pracy na etacie i tej w domu. Ta druga brzmi świetnie ale nie wiem czy by się u mnie przyjęła. Oczywiście znam wszystkie argumenty za i przeciw a żeby u mnie to zadziałało potrzebuje trochę nad sobą popracować.

  • Monika

    Świetny tekst! Daje do myślenia i nazywa po imieniu wszystkie te niesielankowe momenty w życiu pracownika domowego :-) A tak w ogóle – weszłam tu przez link z newslettera – Ty nawet newsletter tak napiszesz, że się go całego chętnie przeczyta! :-)

  • No i pięknie to ujęłaś, szczególnie ostatni punkt – otoczenie sądzi, że masz czas na wszystko. Pfff. Też mi się tak wydawało, dopóki nie zaczęłam pracować w domu. Mam wrażenie, że czasu jest coraz mniej, a obowiązków coraz więcej i nie mają z tym nic wspólnego żadne rozpraszacze, lenistwo czy odkładanie spraw na później. Po prostu pracy jest więcej, bo kiedy dzień spędzałam w biurze wychodząc z domu o 8 rano, a wracając wieczorem do „ogarniętego” domu i dzieci, większość rzeczy załatwiała za mnie opiekunka. Teraz robię to sama z dodatkowymi zawodowymi zobowiązaniami na głowie. Ale i tak cenię sobie tę formę pracy ze względu na pewną elastyczność i możliwość modyfikacji zajęć w razie potrzeby.

  • Ola

    Witam! Bardzo ciekawy wpis, choć ja na niego patrzę niejako z zazdrością (ale nie zawistną:)) gdyż pracuję na etacie na dwie zmiany – albo od 07:00 do 15:00 albo od 13:00 do 21:00 i z chęcią bym się zamieniła :) Rzadko jest też tak (jak piszesz), że pracując na etat po wyjściu z pracy przestawiasz się na „tryb domowy”. Wiele osób po pracy odbiera jeszcze służbowe telefony czy wiadomości… Zazdroszczę również możliwości „nacieszenia się” swoim domem. Ja w moim spędzam bardzo mało czasu, nie mam czasu również na posprzątanie czy gotowanie tak, jakbym chciała. Ale jak to mówią „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”, dlatego musimy albo zaakceptować daną sytuację i się w niej odnaleźć, albo zmienić. Pozdrawiam! :)

  • Mam wrażenie Paula, że siedzisz w mojej głowie i przelewasz wszystko co znam i czego doświadczyłam na ekran komputera. Wciskasz „publikuj” i wszyscy wiedzą co u mnie nie gra :) Dobrze wiedzieć, że nie tylko u mnie i każdy ma swoje wzloty i upadki. Dziękuję za te szczere wpisy, w których dzielisz się tymi doświadczeniami. :)

  • kierka

    Bardzo ciekawy wpis. Od zawsze wiem, że muszę pracować w domu, na własny rachunek. Nie wyobrażam sobie pracy na etacie do emerytury, to nie dla mnie. Osiwiałabym jeszcze przed trzydziestką. Parę razy przymierzałam się do rozpoczęcia czegoś własnego (i tak kiedyś to zrobię), ale powstrzymały mnie głównie koszty prowadzenia działalności. Obawiam się, że zaczynając od zera trudno będzie pozyskać klienta i będę generować same straty :P .

  • Marta

    Przez dwa lata pracowałam w domu przy komputerze (pisanie artykułów, bazy danych, publikowanie itd. itp.), dodatkowo sama zajmując się maleńkim synkiem – to dopiero uczucie, gdy ktoś mi mówił: „ale masz dobrze,cały dzień nic nie robisz, jesteś przecież w domu”. Scyzoryk się w kieszeni otwierał :) Teraz mam synka w przedszkolu, a pracę na etacie i jestem przeszczęśliwa. NIgdy więcej pracy w domu :D Pozdrawiam Cię serdecznie, LENIU i NIEROBIE :D :D :D

  • Ja nie pracuję na etacie dopiero od niecałych dwóch miesięcy i muszę przyznać, że trudno idzie mi rozgraniczanie czasu wolnego i pracy w domu. Teoretycznie bez etatu powinnam mieć więcej czasu dla siebie, ale w praktyce różnie to bywa :-) Na pewno plusem pracy z domu jest oszczędność czasu potrzebnego na dojazdy do i z pracy.

  • Pingback: Wolny Strzelec - BLOG WEECASE #JestemNiezależny()

  • Jestem po pięciu (!!!)latach „siedzenia” w domu z dziećmi. Wcześniej pracowałam tylko na etat i marudzilam, bo nie mogłam decydować nie tylko o czasie pracy, ale jak ma być zrobiona. Wkrotce planuje zacząć swój mały biznes i niestety będę pracować w domu. Piszę niestety, bo wiem jak inni reagują – masz czas pracując w domu. Telefony od siostry , zlecenia męża na pocztę. .. w tej chwili inne rozwiązania nie wchodzą w grę, ale to czego nauczyłam się przy dzieciach to maksymalne wykorzystanie czasu. Jestem multizadaniowa. Całkiem dobrze mi to wychodzi – wiesz: dzieci rano myja zęby, ja nastawia pranie. Dzieci jedzą śniadanie ja ogarniam zmywarkę itp. Itd.
    Podoba mi się Twój wpis, bo przypomina mi o tym, że muszę być konsekwentna bo inaczej nie ogarnę interesu! 😉

  • Marzena

    Ooo tak! Np. szykując się do olimpiady z polskiego pani pozwoliła mi nie pójść do szkoły i cały dzień poświęcić na naukę. A ja jednak spałam do 12, a potem pomyslałam, że mam pełno czasu i zajęłam się tym, na co wcześniej go nie miałam: malowanie paznokci, sprzątanie itd. W końcu uczyłam się tyle, co i po przyjściu ze szkoły :D

  • Jestem jeszcze studentką od niedawna prowadzę bloga więc nie mam w tym temacie doświadczenia. Jednak mój tata pracuje w domu dla korporacji, mieli kiedyś oni siedziby w każdym większym mieście w Polsce ale okazało się, że home office jest tańszy i cóż mieli racje. Praca w domu to ciężki kawałek chleba jak się ma rodzinę, dzieci i zawsze coś do roboty, dodatkowym utrudnieniem jest to, że nie możesz zostawić problemów w pracy i z automatu chcąc czy nie chcąc wprowadzasz je na grunt domowy. Przyznam się, że początkowo nam wszystkim było ciężko przywyknąć do taty pracującego w domu, jednak teraz kiedy nauczyliśmy się z tym żyć jest to fajne rozwiązanie. Wymaga ono grafiku, słownej umowy, że kiedy on pracuje nie klaszczemy Rubika oraz tego, że praca zostaje w jednym pokoju a poza nim jest rodzina. Świetnie na tate wpłyneło uprawianie sportu np. jeśli ma telekonfernecje idzie na nordic walking czy spacreuje z psem dzięki temu pies, tata, szef i rodzina są szczęśliwi. Oczywiście opisuje to z boku i nie mogę wypowiedzieć się za tate, jednak widać po jego twarzy, że też woli pracę w domu.
    Blondynka

  • U mnie bardzo podobnie to wyglądało jak u Ciebie. Niemniej jednak ja bardzo sobie chwaliłam pracę w domu i z przyjemnością chciałabym do tego wrócić. To co najbardziej mi doskwierało to właśnie postrzeganie przez innych, że przecież mam czas, bo siedzę w domu oraz to, że łatwo pracować od bladego świtu do późnej nocy, co kończy się przemęczeniem, bólami pleców, stawów, oczu itd :) Pod tym względem praca na etacie jest fajna, bo kończymy o konkretnej godzinie i zapominamy o pracowych obowiązkach. Chociaż z tego, co obserwuję to coraz więcej ludzi chyba niestety przynosi pracę do domu.

  • Też pracuję dużo w domu. I to co piszesz to jest życiowa prawda. Zgadzam się z każdym podpunktem :-)