Jak sprawić, by poranne wstawanie było łatwiejsze?

Jak wstawać wcześnie

Kiedy pojawia się temat wczesnego wstawania, wszyscy lubimy dzielić się na nocne sowy i ranne ptaszki. Zakładamy, że los z góry przyporządkował nas do określonego typu zachowań i nie jesteśmy w stanic nic z tym zrobić. To dość wygodne, być może nawet jest w tym trochę racji, ale ja lubię myśleć, że nasze przyzwyczajenia nie są niezmienne i wprowadzając do swojej codzienności pewne schematy, jesteśmy w stanie udoskonalić nasz proces wstawania.

Wkraczając w dorosłość, niemal nigdy nie kładłam się spać przed północą. Zdarzało mi się nawet zalegać przed komputerem do wczesnych godzin porannych, po to by potem obudzić się koło południa i spędzić resztę dnia w stanie pewnego rodzaju otępienia. Próbowałam tłumaczyć wszystkim (choć tak naprawdę to chyba głównie sobie), że wolę realizować obowiązki w nocy, bo mam wtedy ciszę i spokój. Kompletnie pomijałam fakt, że nie mogłam wtedy do nikogo napisać, czy zadzwonić, gdy miałam jakieś pytanie. Odpadało również robienie czegokolwiek, co generowało hałas, bo przecież nie mogłam zapominać o domownikach, którzy smacznie spali.

Z czasem coraz trudniej było zaprzeczyć stwierdzeniu, że produktywny dzień oznacza dla mnie rozpoczęcie go skoro świt. Nie mogłam nie zauważyć, że moje dni są o wiele bardziej efektywne i naładowane energią, gdy przestawiam się na ten „poranny” tryb życia. Taka próba zmiany nawyków dla wielu osób nie jest łatwa, ale z pomocą dobrych praktyk na pewno jest możliwa. Nawet jeśli nie zrewolucjonizuje naszego trybu życia, może przynajmniej usprawnić sam moment pobudki.

W tej chwili zaczynam każdy dzień między godziną 6 a 7 rano. Jestem już na tyle przyzwyczajona do takiego wstawania, że nie ustawiam budzika. Stało się to moim naturalnym cyklem dnia. W tym wpisie zebrałam elementy strategii, które pomogły mi w osiągnięciu tego stanu. Czuję, że będzie to jeden z tych naprawdę długich wpisów, ale mam nadzieję, że okaże się przydatny.


Znajdź swój model

Wiele poradników radzi sztywne określenie nie tylko pory pobudki, ale również pory zasypiania. Na przykład: jeśli kładziesz się spać po północy i wstajesz około 9, ustal, że kładziesz się o 22 i wstajesz o 6. No tak, brzmi pięknie i całkiem logicznie, tylko czy ktoś naprawdę sądzi, że osoba, która chodzi spać po północy, bez problemu zacznie zasypiać dwie godziny wcześniej? Prawdopodobnie jedynie zmarnuje te dwie godziny, gapiąc się w sufit.

Dla mnie sens ma jedynie wstawanie o stałej porze. Porę zasypiania warto zostawić naturalnemu rytmowi i kłaść się dopiero, gdy jesteśmy naprawdę zmęczeni – szczególnie na początku zmagań z wczesnym wstawaniem. Nawet jeśli w jedną noc się nie wyśpimy, to następnego dnia będziemy bardziej senni i automatycznie położymy się wcześniej. Gdy nasz organizm będzie już wiedział, że niezależnie od wszystkiego czeka nas pobudka o konkretnej porze, z czasem i tak utrwali się w nas naturalna, w miarę stała pora zmęczenia.

Nie odpuszczaj w weekendy

Weekend to idealna pora, by powiedzieć sobie: „Okej, wstawanie szło mi tak dobrze przez cały tydzień, że nic się nie stanie, gdy teraz trochę odpuszczę”. Czasem faktycznie jest to potrzebne, ale kiedy zaczynamy wyrabiać sobie odpowiednie nawyki i odpuszczamy w weekendy, z góry skazujemy się na niepowodzenie. Nie ma zmiłuj, tu potrzeba stworzenia rutyny i nie ma innego sposobu, niż powtarzanie wszystkiego absolutnie każdego dnia.

wczesne wstawanie

Uwolnij się od technologii przed snem

Trudno oczekiwać, że przewijając Pinteresta do 2 w nocy, obudzimy się pełni energii o 6 rano, a jednak wielu z nas wpada w tę pułapkę. Bierzemy do ręki telefon lub tablet, by coś pooglądać zanim zrobimy się bardziej senni, ale im dłużej przeglądamy, tym mniej chce nam się spać i wpadamy w takie błędne koło. Okazuje się, że nie bez powodu. Badania dowiodły, że wystawianie się przed snem na sztuczne, niebieskie światło, które emitują nasze urządzenia, podnosi czujność i tłumi wydzielanie melatoniny, a tym samym utrudnia zasypianie.

Najlepszą opcją byłoby wyeliminowanie technologii na pół godziny przed snem, ale wszyscy wiemy, jak trudno wdrożyć tę zasadę. Warto jednak zastosować przynajmniej jakieś półśrodki. Jakiś czas temu, we wpisie o sposobach na przyjemniejsze korzystanie z komputera polecałam kilka programów i aplikacji, które pomogą lepiej kontrolować podświetlenie urządzeń. Polecam zajrzeć.

Nie zalegaj w łóżku

Jedyna myśl, z którą się budzimy, powinna brzmieć: „Wstaję, pora zmierzyć się z zadaniami!”. Warto wyrobić sobie umiejętność odsuwania wszystkich innych refleksji, które przychodzą do głowy zaraz po przebudzeniu. Kiedy się budzę, doskonale wiem, że jeśli pozwolę na gonitwę myśli, błyskawicznie przekonam samą siebie mocnymi i bardzo logicznymi argumentami, że właściwie nic się nie stanie, gdy pozostanę w łóżku jeszcze chwilę. Wymyślę tuzin korzyści i usprawiedliwień, zasnę na kolejną godzinę, albo będę się wylegiwać, a później zaleją mnie wyrzuty sumienia.

Warto ćwiczyć nawyk natychmiastowego wstawania. Według mnie to właśnie o tę czynność rozbijają się wszelkie próby zmiany trybu życia. Nie potrzeba tu ustawiania kilku budzików, magicznych metod, badań poświęconym sowom, rannym ptaszków, potrzeba jedynie odrobiny samodyscypliny. Nauka wstawania z łóżka może wydawać się trochę dziwna, ale jeśli będziemy robić to odpowiednio długo, na pewno przyniesie efekty.

Trzeba również uświadomić sobie, że decydując się na natychmiastowe wstawanie, nie odbieramy sobie pewnej przyjemnej części dnia (a wiele osób właśnie tak to postrzega). Zrywanie się z łóżka nie oznacza, że w tej samej chwili musimy zająć się mailami, obowiązkami, telefonami. Przeciwnie. Można stworzyć sobie o wiele przyjemniejszą rutynę pozałóżkową – o swojej pisałam we wpisie Jak dobrze zacząć dzień, by spędzić go produktywnie?

Zapomnij o funkcji drzemki

Punkt powiązany dość mocno z poprzednim akapitem. Drzemka to paskudny rozleniwiacz, który zabija całą wypracowaną przez nas samodyscyplinę. Nie ma absolutnie nic wspólnego z wdrażaniem dobrych nawyków, wręcz przeciwnie – przynosi same negatywne skutki. Od pierwszych chwil zmienia nasze nastawienie na: „Nie chce mi się. Chcę odwlec obowiązki w czasie”, a dodatkowo sprawia, że jesteśmy jeszcze bardziej senni i zamroczeni. Stąd już tylko krok do rozpoczęcia słabego dnia. Co nam daje to dodatkowe 10 czy 15 minut? Czy nie lepiej od razu nastawić budzik na godzinę oznaczającą dla nas nieodwoływalną konieczność wstania?

Zaplanuj kolejny dzień i nastaw się pozytywnie

O wiele trudniej jest wyrwać się z łóżka, kiedy myślimy tylko o tym, jak wiele mamy na głowie, jak trudno będzie nam to ogarnąć i jak wiele czasu zajmie nam rozprawienie się z tym wszystkim. A kiedy w dodatku budzimy się z nastawieniem: „O nie, znowu to samo, tak mi się nie chce”, już od samego rana nakręcamy spiralę negatywnego myślenia i zaczynamy kojarzyć początek dnia z istną katorgą. A gdyby tak podejść do tego inaczej?

Zaplanować strój na następny dzień i przygotować drugie śniadanie, jeśli pracujemy na etacie. Rozpisać zadania do wykonania i stworzyć harmonogram, który pozwoli nam rozprawić się z jak największą ilością obowiązków, gdy pracujemy w domu. Wychodzenie z łóżka jest o wiele łatwiejsze, kiedy wiemy, że mamy jakiś plan i nad wszystkim panujemy. Wtedy również o wiele łatwiej wykrzeszemy z siebie pozytywne nastawienie.

Stwórz rutynę

Możemy próbować wdrożyć nawet najlepsze metody, modele, schematy, ale kiedy nie będziemy ich pielęgnować i regularnie przestrzegać, łatwiej będzie po prostu stwierdzić: „Jestem sową i nic na to nie poradzę”. Dobre nawyki nie pojawiają się po wypowiedzeniu magicznego zaklęcia, trzeba poświęcić sporo czasu, by znaleźć rozwiązanie dopasowane do własnych potrzeb i sprawić, by stało się częścią naszego życia.

Dobrym pomysłem może być stworzenie schematu, według którego przebiegają nasze poranki. Na przykład: budzę się, natychmiast wstaję z łóżka, idę do łazienki, biorę prysznic, jem śniadanie itd. Z czasem zaczynamy to wszystko robić bez zastanowienia. Warto dorzucić do tych czynności coś przyjemnego, co będzie sprawiało, że chętniej będziemy zrywać się z łóżka – pyszną kawę z ekspresu lub starannie przygotowane śniadanie.

skuteczne polecane budziki

Budziki, które warto wypróbować:

  • Alarmy. Sleep If U Can (iOS – płatny, Android – darmowy)

    Ten budzik ma kilka trybów, ale zdecydowanie najciekawszym jest tryb fotografowania. Najpierw rejestrujemy wybrane przedmioty w różnych częściach mieszkania: umywalkę, toaletę, czajnik. Potem, by wyłączyć alarm, musimy zrobić zdjęcie wybranej rzeczy. Świetna opcja dla osób, które mają problem z zaleganiem pod kołdrą.

  • Sleep Cycle (iOS – darmowy, Android – płatny)

    Aplikacja, która śledzi cykl naszego snu. Ustawiamy najpóźniejszą godzinę, o której możemy wstać, a budzik, wyłapując nasze ruchy, włącza się w momencie, gdy jesteśmy w fazie lekkiego snu. Dzięki temu łatwiej jest nam się wybudzić. Niestety, sprawdzi się jedynie, gdy śpimy sami, ponieważ ruchy innej osoby mogą uniemożliwiać zbieranie danych.

  • Wake N Shake (iOS  – płatny) i Shake-it Alarm (Android – darmowy)

    Dwie aplikacje, które wyłączają alarm, gdy energicznie potrząsamy telefonem. Opcja dość ryzykowna dla osób, którym często coś leci z rąk (czyli między innymi dla mnie), ale nie mam wątpliwości, że potrafi rozbudzić. Ten drugi budzik ma również trochę dziwny, choć być może skuteczny tryb wyłączania… krzykiem.

  • I Can’t Wake Up! (Android – darmowy)

    Budzik, który daje wiele możliwości dopasowania do własnych preferencji. Mamy tu między innymi tryb wyłączania budzika po rozwiązaniu zadania matematycznego, po zagraniu w Memory, po powtórzeniu zdania, po zeskanowaniu kodu QR umieszczonego w kuchni lub w łazience, po połączeniu słów w pary. Całkiem sporo możliwości.


Dzisiejsza pogoda ani trochę nie zgrała się z moim wpisem – nastraja jedynie do drzemki, ale mimo wszystko mam nadzieję, że rady okażą się przydatne i pomogą wprowadzić dobre zmiany do Waszych poranków. Miłego dnia!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Potrafisz motywować do zmiany nawyku :) I faktycznie, kluczem jest wczesne położenie się spać, i to w rozsądny sposób (a nie w trybie zombiaka komputerowego). Bez tego ani rusz – i od tego zacznę :)

    • Małgorzata

      Yyyy… tylko, że tu nie ma nic o wczesnym chodzeniu spać :D

  • Idealnie trafiłaś z tym postem, bo właśnie zaczynam pracę nad porannym wstawaniem. Póki co jestem na etapie 8 rano, więc jest źle, ale z drugiej strony właśnie należę do osób przeglądających Pinteresta czy Instagrama do 1 w nocy :D Pora wziąć się w garść, dzięki za motywację ;)

    • Pozostaje mi życzyć powodzenia! :)

  • Akurat nie mam problemów ze wstawaniem. Szkolny rygor zmusza mnie do chodzenia spać o 23 i wstawania o 6 i potrafię się do tego przyzwyczaić. Zawsze wstaję po pierwszym budziku, myśląc sobie „kawa”. Gdybym pomyślała o tym, co muszę dzisiaj zrobić, bym się natychmiast załamała i nigdy nie wstała :P Kawa jest przyjemna i daje nadzieję na przyszłość,a po kawie czuję się już całkiem dobrze.
    Gdy skończy się szkoła będę musiała przemyśleć swoje wstawanie, dostosować je do pracy dorywczej, zdawania prawa jazdy i tak dalej, ale nie zamierzam wyrabiać sobie rutyny poranka. Nie lubię nic robić rutynowo. Moje życie jest zbyt nieuporządkowane. Nauczę się codziennie pić kawę, a potem wyląduję na tydzień w górach bez czajnika i będę cierpieć.Grunt to spać chociaż te 8 godzin na dobę.
    Ekrany strasznie przeszkadzają w spaniu. Ja staram się przed spaniem czytać książkę, a w ekstremalnym przypadku bezsenności słuchać muzyki. Niestety, książki są strasznie wciągające, i to nigdy nie jest „tylko” pół godzinki czytania…

    • Jakiś czas temu czytałam o metodzie na zmuszenia się do robienia czynności, na które nie mamy ochoty. Nazywała się „reward substitution” (nie jestem pewna, jak brzmiałoby w pełni poprawne polskie tłumaczenie). Chodziło mniej więcej o sytuację, gdy robimy odpowiednie rzeczy z nieodpowiednich powodów i wstawanie z powodu kawy jest tu idealnym przykładem :D

  • Na mnie najlepiej działa tworzenie planów na następny dzień, bo chociaż jestem śpiochem dam radę wtedy wstać nawet o 5 rano! Rytuały są bardzo ważne i warto się ich trzymać. Wstaję codziennie o 7:30 i całkiem dobrze się z tym czuję ;)

  • Z tą drzemką to prawda – ja zawsze wstaję po pierwszym budziku. Przeciąganie tego w nieskończoność u mnie skutkuje straszliwym zaspaniem :D

  • Karolina Nocoń

    Właśnie instaluję aplikację I Can’t Wake Up! :) Bardzo Ci dziękuję i mocno ściskam za ten wpis :)

    • Koniecznie daj znać, czy się sprawdziła :)

  • BonnieCameron

    Dzięki za ten wpis! Ja zmagam się ze wstawaniem odkąd mam elastyczne godziny pracy. Mój szef jest w Stanach, więc często pojawia się wymówka, że jeśli pójdę do pracy na 10, to w sumie po południu będę miała więcej czasu żeby omówić z nim ten ważny projekt. I wtedy od razu przedstawiam budzik… Ale od niedawna walczę i staram się wstawać od razu, więc Twój wpis natchnął mnie nadzieją :)

  • Fajny, bardzo przydatny wpis. Niby „to się wszystko wie”, ale… Takie oderwane wiadomości zebrane w konkretną pigułkę i uzupełnione pozornie oczywistymi, ale bardzo istotnymi trikami potrafią bardzo wiele dać.
    Krótko pisząc, po lekturze prosta decyzja: wiedza do natychmiastowego zastosowania. No OK, może od poniedziałku… ;-)

    • Najlepiej od zaraz :)

      • „Od zaraz” nie dało rady, choć i tak wstałem o wiele wcześniej niż zwykle w niedzielę. :)
        Od poniedziałku dlatego, że nowy tydzień. Tu dochodzi do głosu tendencja do wyznaczania pewnych granic, etapów i tak dalej. Na przykład: nowy tydzień, wdrożenie nowego planu na siebie (albo chociaż próba zastosowania nowych metod działania). Stąd już tylko krok do postanowień świątecznych, noworocznych, urodzinowych i tak dalej. Co prawda od dawna staram się sam siebie przekonać, że takie sztuczne podziały niespecjalnie zdają egzamin, ale okazałem się zbyt opornym dyskutantem. Albo za słabo argumentowałem. :)
        A tak nieco poważniej, bez dzielenia włosa na czworo czy nawet szesnaście – dałaś kopa do przemyślenia paru spraw i poukładania sobie tego w łepetynie. Jutro rano crash-test wymyślonych rozwiązań. :)

  • Świetne aplikacje, muszę wypróbować. Niestety czasem muszę iść do pracy na noc i wiem, że po takiej „rozrywce” kilka następnych dni mam zmarnowanych, a wszystkie wypracowane rytuały idą się kochać. Mimo to staram się!

    • Wyobrażam sobie jak takie „nocki” muszą rozregulowywać. Podziwiam, że mimo wszystko dajesz radę :)

  • Dobrym budzikiem jest też kot do nakarmienia ;)
    Ja się wciąż borykam i chciałabym się na „tryb poranny” przestawić, tym bardziej że ech praca, wiecznie niewyspana jestem. Dziękuję za rady, szczególnie mi się podoba ta o nieodpuszczaniu sobie weekendy. Bo faktycznie trzeba od nowa zaczynać.

    • Wierzę, że kot musi być niezłym budzikiem. A dziecko pewnie jeszcze lepszym! Ale mimo wszystko to chyba jednak słaby powód do podjęcia decyzji o posiadaniu zwierzęcia lub potomstwa :D

  • Karolina

    Świetny post, w sam raz dla mnie! Od paru tygodni próbuję przestawić się właśnie na taki tryb wstawania, bo wiem, że w ten sposób zyskam więcej czasu w ciągu dnia. Jak na razie wychodzi mi ze zmiennym skutkiem, ale staram się. ;) Na pewno skorzystam z którejś z podanych przez Ciebie aplikacji.

    • Koniecznie spróbuj :) Powodzenia!

  • Te aplikacje są świetne, dzięki za podzielenie się! Muszę wypróbować na sobie… :)

  • Sama mam straszmy problem z porannym wstawaniem. Nie ważne czy położę się spać o 22 czy po północy to i tak gdy muszę wstać przed 8 czuję się jakby ktoś przed chwilą mnie przeżuł i wypluł.

    • To pewnie kwestia wyrobionych przyzwyczajeń. Gdybym teraz zaczęła spać do 10, pewnie też czułabym się fatalnie przez większość dnia :)

  • Ja jestem przypadkiem klinicznym, jeśli chodzi o wstawanie, więc rady typu „zapomnij o funkcji drzemki” mogę sobie, za przeproszeniem, o kant tyłka potłuc. Budziki z cyklem snu były spoko, dopóki nie dorobiłam się kota, a potem chłopaka. Jednego już się pozbyłam, no ale kot pozostał ;) I can’t wake up w pewnym momencie użytkowania doprowadzał mnie do takiej frustracji, że wstawałam wkurwiona i miałam tragiczny dzień. Ale czuję, że ten z robieniem zdjęć, to może być strzał w dziesiątkę! Bankowo wypróbuję! :)

  • W tamtym roku wyrobiłam sobie nawyk wstawania o 6, teraz bliżej 7;) ale uwielbiam wstawać rano, jest wtedy tyle czasu do ogarnięcia spraw, a potem jeszcze czas dla siebie:)

  • Mam podobnie! Najlepiej pracuje mi się po 20, ale jeśli wstanę później niż o 8, to mam wrażenie, że zmarnowałam mnóstwo czasu…
    Próbuję stopniowo przestawić się na wcześniejsze wstawanie (ideałem byłoby 6:30!), ale nie jestem w stanie… O 7:20 dzwoni budzik, wyłączam go, mam otwarte oczy i nagle jest 9 :/

    Teraz będę próbować zostawiać go gdzieś dalej w pokoju, żebym musiała wstać, by go wyłączyć.

    • Dobry pomysł! Pamiętaj tylko, bo nie wstawać tylko po to, by wyłączyć budzik, bo to pewnie będzie się kończyło powrotem do łóżka. Ważne, by tę decyzję o wstaniu podjąć świadomie :)

      • Jeśli już wstanę, to nie wracam do łóżka (:

      • Ha, działa! Do budzika nie-przy-łóżku dodałam też listę czynności, które muszę wykonać zaraz po wstaniu i… udaje mi się wstawać o 7:20 bez problemu. Zniknął problem „obudziłam się icoteras?!”, wstaję, bo wiem, że mam do zrobienia wodę z cytryną itp. Drobne rzeczy, ale nie muszę się nad nimi zastanawiać, a organizm się dobudza (:
        Teraz pozostało mi stopniowe przestawianie budzika coraz wcześniej! (:

  • Sama zupełnie nie mam problemu z porannym wstawaniem – od dziecka budzę się o 6-7, ale te wszystkie budziki muszę koniecznie posciagac mojemu chłopakowi :D notorycznie wyłącza budzik przez sen i potem o tym nie pamięta :o
    Buziaki
    Brunetka
    PS: wybierasz się może do Kielc na blogotok :D?

  • Z budzików polecam jeszcze Timely – nie dość, że skutecznie budzi, to jeszcze pięknie wygląda :)

    • Dzięki! Faktycznie, ładny :)

  • Ja bym do tego jeszcze dodała wypicie szklani wody z miodem cytryną zaraz po przebudzeniu. Dzięki temu nasz organizm zostaje nawodniony i od razu zyskujemy więcej energii. Najlepiej przygotować ją już dzień wcześniej, wieczorem i postawić przy łóżku, tak by móc sięgnąć po nią możliwie jak najszybciej :)
    Kinga

    • Dobra opcja na jeden z elementów porannej rutyny :)

  • śpiąca królewna

    Challenge accepted. Jak dam radę, to Cię ozłocę. Miliardy dobrych rad w stylu „Wstań z myślą: To będzie wspaniały dzień”, kończyły się frustracją, że przespałam pół tego „wspaniałego” dnia i giga wyrzutami sumienia.
    Ale aplikacje rewelacje brzmią dobrze, pn-pt muszę wstawać o 7:00, więc nawyk zrobi się sam jak tylko łaskawie ruszę 4litery w weekendy.

    PS. Jakieś rady jak odkleić się o 7:00 od Chłopaka, który pracuje zmianowo, więc zasłużenie odpoczywa, jednocześnie demotywuje śpiąc sobie słodko, w momencie kiedy ja walczę z lenistwem? ;) Jest na to jakaś aplikacja? ;>

    • Obawiam się, że tu pomogłaby tylko aplikacja „Osobne łóżka”. Niestety, niedostępna na iOS ani Androinda, jedynie na prawdziwe życie, a wymagania instalacyjne ma baaardzo wysokie i zniechęcające ;)

  • To coś dla mnie, bo mimo iż wstaję raczej wcześnie- bez trybu drzemki ani rusz :( Ale aplikacje genialne! Muszę wypróbować!

  • ja chciałabym wstawać…później niż 5 rano, a często się niestety o tej porze budzę :(

  • Od siebie dodałabym jeszcze zakaz jakichkolwiek drzemek w ciągu dnia – może, że ktoś potrafi wstać po 20 minutach, u mnie niestety kończy się to zwykle tak, że przesypiam 3 godziny, a potem wieczorem nie mogę zasnąć :(

    • Ja od czasu do czasu urządzam sobie takie 15-20 minutowe drzemki. Takie szybkie podładowanie baterii. Ale zgadzam się, że dla wielu osób będzie to jedynie dodatkowe rozleniwienie. To już kwestia bardzo indywidualna :)

  • Sara

    Mój mózg działa w bardzo dziwny sposób. Jesli wie, ze ma wstac, bo np. mam zajecia to ok, ale jesli jest wolne, to zadne budziki, krzyki, czy inne pobudki mnie nie obudza. Dodatkowo czesto wiele rzeczy tobie jeszcze przez sen- po obudzeniu rozmawiam, wyłączam budziki i jestem strasznie humorzasta. Potrafię zwyzywac kogos ze mnie obudzil i kompletnie nie jestem tego świadoma nawet po obudzeniu. Wyprobowalam budzik z opcją zdjęcia, nic to nie dalo, ponoc zrobiłam zdjęcie i poszłam spać. Więc drugie podejście to zadania matematyczne. Ambitnie ustawilam ich 9 na trudny poziom. Jakie to było straszne! Kimpletnie zaspana próbowałam je rozwiązać a budzik dzwonił i dzwonił. Mina mojej wspollokatorki kiedy zobaczyla mnie zaspana i zaplakana nad budzikiem dzwoniacym, bezcenna 😂

    • Te zadania matematyczne chyba w ogóle u niewielu osób się sprawdzają. Trzeba mieć wysoki poziom odporności na tego typu frustrację ;)

      • Aga

        Od kilku lat budzą mnie zadania matematyczne. Na początku nawet coś tak oczywistego jak „5+8=?” wcześnie rano stanowiło nie lada wyzwanie. W tym momencie nawet te na poziomie trudnym rozwiązuję nieświadomie. Przestało działać, czas więc na coś nowego. Na pewno przetestuję Twoje propozycję, Dzięki!

  • Chyba sowa musi nad sobą nieco popracować:D Pomimo, iż budzi się reguralnie po siódmej to czasem poranne śniadanie w łóżku potrafi się niemiłosiernie przeciągnąć z telefonem przyklejonym do ręki. Ech..

  • Moi znajomi zawsze się dziwią, że o 7 jestem już na nogach. A mi po prostu szkoda dnia :) Mogę w tym czasie zrobić dobre śniadanie, poczytać książkę albo pobiegać :) Wieczorem zasypiam bardzo zmęczona, ale z satysfakcją, że spędziłam ten dzień produktywnie :D

    • Lubię to podejście do spędzania dnia :)

  • Świetny wpis dla każdego śpiocha! ;) Miałam kiedyś problem ze wstawaniem, ale wypracowanie rutyny i uświadomienie sobie, że szkoda czasu na długie spanie, skutecznie pomogło mi z tym problemem.

  • joanna

    Zgadzam się w 100% z Twoimi radami. Dla organizmu najlepsza jest rutyna i wstawanie wcześnie również w weekendy to bardzo dobry pomysł :)

  • archistacja

    Jestem książkowym przykładem rannego ptaszka. Zawsze bardziej lubiłam pracować rano niż siedzieć po nocach. Nawet na studiach współlokatorki się ze mnie śmiały, bo wolałam położyć się przed północą, a wstać o 4 czy 5. Codzienne budzenie się o 6-tej musiałam sobie jednak wypracować (zwykle budziłam się ok 7). Zgodzę się w 100% z tym, że warto wyrobić sobie poranne rytuały, które po czasie zamienią się w nawyk. O wiele łatwiej wstaje się z łóżka mając ustalony wcześniej plan działania ;)

  • Ja praktycznie codziennie o 7 jestem już na nogach i wszyscy zawsze się dziwią jak ja tak w ogóle mogę :D Ale ja lubię szybko wstać i mieć cały dzień dla siebie. Jak mi się zdarza pospać do 9 to później mam wrażenie, jakbym cały dzień zmarnowała bo cała moja rutyna się sypie. No i druga sprawa, że wolę pracować rano niż wieczorem :)

  • Wstaję codziennie o 6 myję twarz zimną wodą potem śniadanie i obowiązkowo kawa i jestem gotowy do pracy. Kwestia przyzwyczajenia, nawet w weekend jest tak samo, budzika nie potrzebuję budzę się sam.

  • Najpierw tak ogólnie: całego bloga przejrzałem, przeczytałem wpisy, które mnie zainteresowały (a było ich bardzo dużo), nie obiecuję czytać regularnie, takie blogi to nie mój świat (zatrzymałem się w czasach 10-13 lat temu kiedy blogi to były tylko pamiętniki i nadal takie właśnie lubię), ale jednak Twój mi się bardzo podobał więc myślę, że zajrzę od czasu do czasu :)

    Teraz co do wpisu: masz dużo racji, wierzę że jednak większość ludzi naprawdę najlepiej funkcjonuje rano, ale… ja chyba nie ;) Tzn. też jest ok, miałem taki okres gdzie sobie wypracowałem (na pewien czas :D ) to chodzenie spać o 24:00 i wstawanie o 6:00 i działało (jakoś przez tydzień czy dwa :P ). Ale jednak nie na dłuższą metę, zwłaszcza jak się pracuje na zmiany ;) Z resztą ja nie jestem otępiały wstając późno, bardzo lubię np. mieć drugą zmianę w pracy (moja ulubiona zmiana), bo wtedy mogę wstać na spokojnie, często też bez budzika około 12:00, spokojnie przyszykować się do pracy, do której wychodzę o 13:30, po 22:00, wrócić do domu, coś zjeść, spokojnie posiedzieć sobie przy komputerze czy poczytać jak długo chcę – tzn. aż naturalnie nie zachce mi się spać, czyli do 4:00-5:00, a potem idę spać i znów śpię bez zrywania się z łóżka – czuję się wyspany i wypoczęty a do tego nie mam ciągłego wrażenia braku czasu. Natomiast kiedy mam pierwszą zmianę, to ledwie zwlekam się z łóżka po budziku o tej 5:00, w pracy jestem senny, potem cały dzień zlatuje mi właśnie w takim otępieniu (czasem się prześpię „godzinkę”, z której robią się trzy, w ogóle pół dnia zlatuje na czekaniu na wieczór, który lubię najbardziej), a kiedy następuje 23:00-24:00 jestem najżywszym człowiekiem na świecie i nagle chce mi się czytać, pisać, sprzątać nawet :D ale praca, trzeba się zmusić żeby iść spać… a rano znowu powtórka z „rozrywki” ;) I nie dość że nie jestem ani wyspany ani wypoczęty, to jeszcze mam to poczucie ciągłego braku czasu i spieszenia się (żeby wstać, żeby zdążyć do pracy, żeby pójść spać bo się nie wyśpię…). I drzemki bym też nie demonizował, zawsze ją ustawiam, tzn raczej ustawiam dwa budziki – w odstępie 10 minut :) Dlaczego? Ano bo lubię kiedy zadzwoni pierwszy mieć świadomość, że mogę jeszcze 10 minut bezkarnie sobie poleżeć :D zwykle już wtedy nie zasypiam i rozkoszuję się tymi kilkoma minutami w wygodnym łóżku jeszcze ;) ale jednocześnie przygotowuję się do wstania i jest mi chyba łatwiej niż zerwać się po prostu z łóżka na dźwięk budzika ;)
    No ale wiem, że jestem inny, nie polecałbym tego wszystkim :P

    • To prawda, praca na zmiany nie sprzyja budowaniu rutyny, ale myślę, że część rozwiązań na pewno dałoby się wdrożyć :)

  • miastozen.pl

    Bardzo fajny wpis! Ja najczęściej mam problemy „poweekendowe”, czyli w ciągu tygodnia uwielbiam wstawać przed 7 rano, aby jeszcze pozałatwiać sprawy przed pracą, albo po prostu mieć czas dla siebie, ale jeśli w weekend będzie spotkanie towarzyskie z późniejszym pójściem do łóżka – kaplica :(

    Tak… jutro poniedziałek, zobaczymy czy da radę wstać. Rytuały – jak najbardziej. I wygrzanie nóżek na termoforze, zawsze działa :)

    Pozdrawiam,
    Weronika

  • Już wiem co zainstaluję sobie na telefonie :) bardzo potrzebuję nauczyć się wcześniej wstawać. Aktualnie chodzimy spać około 23, czasem po. Mój R. musi wstać o 5:20, idzie pod prysznic, ja w tym czasie robię mu śniadanie, co zajmuję mi około 10 minut, później wracam do łóżka. I nie mogę wstać do 9. Chyba muszę się oduczyć tych powrotów do łóżka, bo dopóki razem nie mieszkaliśmy poranne wstawanie nie było problemem, szczególnie wiosną i latem. Pozdrawiam :)

    • Dokładnie – powroty do łóżka to zło! ;)

  • dorota p

    Swietny wpis, podziwiam ze udalo Ci sie wypracowac taki model, sprobuje pare trickow zastosowac u Ciebie! Dzieki za fajne apki!:)

  • Tekst idealny dla mojego kolegi, który uparcie uważa, że jest sową i nie jest w stanie tego zmienić ;)

  • Mnie chyba jednak nic i nikt nie przekona do tego, by z własnej woli wstawać wcześnie;) Nikt też mi nie powie, że można się do tego przyzwyczaić. Były lata szkoły, potem studia, praca, dziecko itp – i zawsze to jest wyzwanie i męczarnia gdy muszę wstać wcześniej niż bym chciała czyli 9-10. Uwielbiam chodzić późno spać i późno wstawać. Lepiej wtedy wszystko mi idzie i więcej zrobię, bo mam energię. Ja najlepiej funkcjonuję późnym popołudniem i wieczorami i godziny poranne absolutnie nie są dla mnie;)

  • Przeczytałam i jak najbardziej się zgadzam, super rady. :) Poranne wstawanie jest bezcenne.
    Swoją drogą, jakiś czas temu też pisałam o tym u siebie na blogu. :>

  • Piękna teoria, ale dla mnie ciągle nieosiągalna. Najbardziej nieszczęśliwa w życiu byłam, kiedy pracując na etacie musiałam stawiać się w pracy na 7:30. I przez pierwsze 2 godziny dochodziłam do siebie zastanawiając się, co ja takiego w życiu przeskrobałam, żeby się tak męczyć;) I też niby była rutyna poranna, wczesne chodzenie spać (siłą rzeczy), brak drzemek i zalegania w łóżku. Ale też wierzę, że są ludzie, którzy są stworzeni do wczesnego wstawania. Zazdroszczę im wschodów słońca, bo ja tylko kilka w życiu widziałam :) Za to zachodów- bez liku ;)

  • Nie wiedziałam, że są takie aplikacje. Przetestuję rano dwie :D Może to mi pomoże wstawać coraz wcześniej :)

  • Ewa

    Milion razy czytałam podobne poradniki i wiele razy obiecywałam sobie, że zacznę się stosować do tych zasad. W tygodniu wszystko idzie naprawdę dobrze: budzik nastawiam na konkretną godzinę, nie uznaję funkcji drzemki, poranek przebiega u mnie sprawnie według ustalonego co do minuty harmonogramu. Uwielbiam też dni, kiedy jakimś sposobem samoczynnie budzę się w wolny dzień wcześnie.
    A jednak co weekend zawalam ten schemat, siedząc 1-2 godziny dłużej, niż w dzień pracy, a wstając ok. 3 godziny później… Tłumaczę to sobie tym, że skoro w tygodniu sypiam po 7h, to dwa dni w tygodniu „dla zdrowia” będę spać 8-9h. To chyba marna wymówka ;) Tym bardziej, że w niedziele trudniej mi zasnąć, skoro pospałam dłużej, natomiast wczoraj zasypiając po pierwszym dniu pracy po urlopie z pewną ulgą i… przyjemnością przyjęłam zmęczenie i fakt, że zasnęłam w minutę.
    Zmotywowałaś mnie, żeby spróbować w weekendy również wstawać wcześnie. Nie wiem, czy będę miała na tyle samodyscypliny, żeby wstawać również o 6:15 (jak w tygodniu), ale myślę, że pobudka o 7:15 byłaby optymalna, zamiast o 9. Spróbuję w końcu podjąć się tego zadania, tym bardziej, że mój mąż ma to szczęście, że samoczynnie budzi się około ósmej, często przed ósmą, a ja śpię do oporu…

  • Sama mam straszny problem z porannym wstawaniem w szczególności że jak na razie sporo jeszcze się uczę na studiach ale jest raczej związane z mała ilością snu. Gdy się zasypia po 2 lub 3 to pobudka o 7 jest ciężka.