Jak przestać czuć się przytłoczonym i lepiej podejmować decyzje?

jak-przestac-czuc-sie-przytloczonym-podejmowanie-decyzji

Jakiś czas temu zepsuł się mój blender. Używam go prawie codziennie, więc jeszcze tego samego dnia zaczęłam szukać zastępstwa. Cel był prosty: znaleźć coś o podobnej mocy i używać przez kilka kolejnych lat. Bułka z masłem! Odpaliłam dwie porównywarki cenowe, kilka blogów z recenzjami, strony porównujące przeróżne produkty i… po dwóch godzinach czułam się jak zombie. Miałam straszny mętlik w głowie, a jedyną sensowną decyzją wydawało się wyłączenie przeglądarki.

„Ręczny czy kielichowy?”, „Moc 600 czy 800W?”, „A może w ogóle lepiej trochę dołożyć i kupić coś wielofunkcyjnego?”, „Czy aby na pewno nie będę żałowała, jeśli wybiorę ten model, zamiast tego?” no i: „Jakie właściwie znaczenie ma funkcja pulsacyjna?”. Te wątpliwości nie miały końca, a ja spędzałam kolejne godziny na przeglądaniu oferty sklepów i czytaniu opinii. Jak to się stało, że decyzja, która miała być tak prosta, stała się tak przytłaczająca?

Po tej sytuacji zaczęłam się przyglądać swoim wyborom. Wnioski, do jakich doszłam, wprawiły mnie w konsternację. Każdy wyjazd oznaczał długie godziny przeglądania ofert noclegowych, każde wyjście do restauracji wiązało się z poszukiwaniami najbardziej odpowiedniego miejsca, a każdy zakup przedmiotu wartego więcej niż 100zł poprzedzało kilkudniowe szukanie alternatyw i opinii, po których odechciewało mi się wybierania czegokolwiek. Owszem, dzięki temu z reguły wybierałam dobrze, co więcej, miałam poczucie, że jestem szalenie rozsądna, ale jednocześnie miałam też ogromne wyrzuty sumienia z powodu wielu zmarnowanych godzin i niepotrzebnych rozterek, których sobie napędziłam.

podejmowanie-decyzji-niezdecydowanie

 

Zmęczenie decyzyjne

W ten sposób trafiłam na pojęcie zmęczenia decyzyjnego. Najprościej rzecz ujmując, pojawia się ono wtedy, gdy czujemy się wyczerpani koniecznością ciągłego podejmowania decyzji i brania pod uwagę wielu opcji. Termin ten odnosi się również do coraz gorszej jakości podejmowanych przez nas decyzji, spowodowanej zbyt wieloma możliwościami wyboru i zbyt długim czasem, jaki poświęcamy na ich przemyślenie. To pewnego rodzaju paradoks, że dążymy, by mieć coraz więcej opcji, informacji, opinii, niezależnie od tego, czy akurat zamawiamy projekt logo, kupujemy nową parę dżinsów, czy wybieramy kolor ścian w mieszkaniu, a kiedy już mamy ich naprawdę wiele, jesteśmy sparaliżowani tą różnorodnością i nie potrafimy podjąć żadnej decyzji.

„Nie ma wątpliwości, że możliwość wyboru jest lepsza od jej braku,
ale nie należy z tego wnioskować, że duży wybór jest lepszy niż mały.”
Barry Schwartz, autor książki „Paradoks wyboru”

Dodatkowo, to przytłoczenie nadmiarem bodźców sprawia, że nawet jeśli uda nam się podjąć decyzję, mając zbyt wiele opcji do wyboru, będziemy z niej o wiele mniej zadowoleni, niż gdybyśmy wybierali spośród niewielkiej ilości możliwości. Dlaczego? Ponieważ nasze myśli zaczynają krążyć wokół pytań: „A może powinienem wybrać coś innego?”, „A co jeśli mój wybór wcale nie był najlepszą opcją?”, „A może przeczesując kolejny sklep, znalazłabym coś tańszego?”.

Wyobrażania na temat alternatyw, które porzuciliśmy potrafią zrujnować całą radość z podjętej decyzji. Im wię­cej mamy opcji, zalewających nas informacji, tym bar­dziej praw­do­po­dobne jest, że będziemy odczu­wać żal. Część z nas boi się dokonać jakiegokolwiek wyboru, by uniknąć negatywnych uczuć związanych z podjęciem złej decyzji.

„Nic nie paraliżuje tak jak świadomość bezliku możliwości.
Myśl, że możesz zrobić wszystko, jest przerażająca”
Austin Kleon

Jeśli urodziliście się po 1989 roku, pewnie często słyszeliście od starszego pokolenia, że ta rosnąca ilość dostępnych wyborów jest najlepszym, co mogło nas spotkać. Z jednej strony bardzo trudno z tym polemizować, z drugiej zaś, coraz częściej dociera do nas, że ta lawina możliwości, zalewających nas informacji, opinii, sprawia, że jesteśmy nimi przeciążeni, a to nikomu nie wychodzi na dobre.

Jak z tym walczyć?

jak-podejmowac-decyzje

1. Uświadom sobie, że „Wystarczająco dobre” jest lepsze niż „Idealne”

Sztuka zado­walania się „zale­d­wie” dobrym jest bardzo trudna (coś o tym wiem), ale nie ma wątpliwości, że warto próbować. Jeśli czujemy się przytłoczeni możliwościami wyboru, w pierwszej kolejności powinniśmy uświadomić sobie, że nie znajdziemy ideału, bo te zwyczajnie nie istnieją. Szukanie najlepszej z możliwych opcji jest szalenie frustrujące, bo zawsze wiąże się z przeglądaniem setek stron, sklepów i wszystkich możliwych opcji jakie oferują. A na końcu często i tak zostajemy jedynie z myślą, że mogło nam umknąć coś jeszcze lepszego.

Wracając do przykładu z blenderem: Zaczęłam szukać najzwyklejszego narzędzia, które będzie odpowiadało moim podstawowym potrzebom, a skończyłam z poczuciem, że kupowanie modelu bez wszystkich tych dodatkowych funkcji, akcesoriów (których prawdopodobnie w ogóle bym nie używała), pozbawi mnie czegoś cennego. Sprawi, że ten wybór nie będzie już tak dobry.

„Kiedy masz mały wybór, masz też małe wymagania. Ale kiedy liczba opcji wzrasta, to i wymagania zaczynają rosnąć. Bo nabierasz przekonania, że jedna z tych opcji musi być idealna.”
Barry Schwartz, autor książki „Paradoks wyboru”

W jednym z wywiadów Barry Schwartz, autor książki „Paradoks wyboru”, powiedział: Żyjemy w kulturze, która promuje maksymalizm. Wybieranie tego, co „wystarczająco dobre”, kojarzy się z lenistwem, brakiem standardów, a czasem wręcz z ograniczeniem umysłowym. Wielu ludzi nie czuje, ile taka strategia oszczędza zmartwień, czasu i energii, które maksymaliści poświęcają na podejmowanie decyzji nieistotnych. Zgoda na „wystarczająco dobre” nie oznacza wcale, że decydujemy się na byle co. Lepiej bym tego nie ujęła.

2. Ogranicz ilość opcji

Łatwiej będzie nam zadbać o pielęgnację skóry, jeśli na naszej półce będzie stał dopasowany krem i peeling, a nie cały arsenał kosmetyków kupionych pod wpływem impulsu. Szybciej wybierzemy się na zakupy spożywcze, jeśli pozbawimy się kolejnej decyzji do podjęcia i zawsze będziemy robić je w jednym miejscu. Sprawniej zdecydujemy, w czym pójść do pracy, jeśli w naszej szafie będzie wisiało 10 dopasowanych ubrań, zamiast 80 przypadkowych. Przykłady można mnożyć bez końca.

Jakiś czas temu świat obiegło zdjęcie zawartości szafy Marka Zuckerberga – kilka identycznych t-shirtów i bluz. Mark, zapytany o to, dlaczego nosi te same rzeczy każdego dnia, odpowiedział, że chce oczyścić swoje życie z niepotrzebnych decyzji i skupić się na tym, co naprawdę ważne. Podobną odpowiedź usłyszeli dziennikarze pytający Baracka Obamę, dlaczego nosi wyłącznie szare garnitury. Z naszej perspektywy to oczywiście dość daleko posunięte ograniczenia, ale nie ma wątpliwości, że w mniejszym lub większym stopniu, wszyscy ich potrzebujemy.

tolpa-off

Tu najbardziej cieszy fakt, że rośnie liczba marek świadomych tego problemu i skupiających swoje marketingowe cele m.in. na uświadamianiu konsumentów. Jedną z nich jest nasza polska tołpa – marka, która oferuje nie tylko kosmetyki, ale również określony, powiązany z nimi styl życia. Jej filozofii przyświeca hasło „Mała wielka pielęgnacja”. Kryją się pod nim postulaty, które najłatwiej można streścić następującymi słowami:

ŚWIADOMOŚĆ        UMIAR        JAKOŚĆ        MĄDRE DECYZJE        UŻYTECZNOŚĆ

W manifeście marki przeczytamy: Z tysięcy rzeczy wybieramy kolejne, a potem odstawiamy na półkę. A przecież tylko kupowanie tego, co naprawdę potrzebne, ma sens. Kosmetyki nie są tutaj żadnym wyjątkiem. W czasach, kiedy wszystko jest pozornie przydatne, najważniejszą umiejętnością okazuje się zdolność mądrego wybierania. Właśnie wystartował pojekt tołpa:off, w którym pojawią się interesujące artykuły związane z filozofią marki i myślę, że warto będzie mieć ten link w zakładkach.

jak-walczyc-z-rozpraszaczami

3. Odkryj magię list-ściągawek

Pisałam na ten temat odrobinę więcej we wpisie o tym, jak ułatwić i zorganizować złożone obowiązki. Metoda ta polega na rozpisywaniu w formie instrukcji wszystkich czynności, które:

  • wykonujemy często, ale są one na tyle złożone, że łatwo zapomnieć o szczegółach,
  • wykonujemy regularnie, ale nie na tyle często, by pamiętać cały schemat działania.

Może to być schemat wypełniania PIT-u, tworzenia prezentacji, wyprawiania dzieci do szkoły, publikowania wpisu, porządkowania szafy, czyszczenia łazienki, organizowania domówki, można tak wymieniać bez końca. Listy pozbawiają nas konieczności podejmowania kolejnych decyzji. Sprawiają, że nie musimy zastanawiać się nad następnym krokiem, decydować, co zrobić w pierwszej kolejności. Zyskujemy poczucie kontrolowania sytuacji i pewność, że o niczym nie zapomnieliśmy.

Ale listy sprawdzą się nie tylko przy realizacji obowiązków, to również genialne rozwiązanie, gdy chodzi o upraszczanie codzienności. Kilka moich najlepszych przykładów:

  • Lista kultowych filmów, których nie miałam okazji obejrzeć
    Większość z nas ma dostęp do wszystkich największych dzieł kinematografii, świetnych programów edukacyjnych, genialnych, darmowych kursów, a mimo to nadal tak często dajemy się wciągnąć w oglądanie w telewizji nieciekawych, ogłupiających programów. Dlaczego? Bo przeraża nas mnogość tego, co czeka na nas w sieci i zamiast wybrać, co chcielibyśmy obejrzeć spośród niezliczonej ilości opcji, wolimy, by ktoś zrobił to za nas i oglądamy jak leci to, co nadają stacje telewizyjne.Świetnym rozwiązaniem tego problemu może być stworzenie takiej listy filmów/seriali, które chcielibyśmy kiedyś obejrzeć i dopisywanie do niej pozycji, o których gdzieś po drodze słyszymy. Kiedy mamy chwilę wolnego czasu, wystarczy do niej zerknąć i mamy gotową receptę na relaks. Przy tworzeniu swoich list możecie wesprzeć się np. rankingami 100 najlepszych filmów portali związanych z tą tematyką.
  • Lista zakupów
    Pewnie nie pomylę się zbyt mocno, jeśli stwierdzę, że nasze listy zakupów pokrywają się z tygodnia na tydzień w około 80%. Oczywiście trzeba je regularnie uzupełniać produktami, które kupujemy rzadziej, ale cała reszta się powtarza. Wystarczy więc zapisać gdzieś tę „bazową” listę (polecam aplikację Listsonic) i część regularnych dylematów mamy z głowy.
  • Tygodniowe menu – lista szybkich obiadów
    Decydowanie o tym, co ugotować danego dnia, zabierało mi często nawet pół godziny dziennie. Teraz staram się zaplanować wszystko w dniu, w którym wybieram się na zakupy, tak, by od razu kupić potrzebne produkty. Aby jeszcze bardziej usprawnić ten proces, gorąco polecam narzucanie sobie tematycznych ograniczeń na każdy dzień. Przykład? Włoskie poniedziałki, kurczakowe piątki, warzywne środy itd. To znacznie usprawnia proces poszukiwania przepisu na dany dzień.

DSC_0231a

4. Uporządkuj życie online

Na ten temat przydałby się osobny wpis, ale poniżej podrzucam kilka podstawowych kroków, które warto podjąć, by walczyć z uczuciem przytłoczenia:

5. Ucz się delegowania decyzji i zadań

Czasem lepiej jest oddać podjęcie decyzji lub wykonanie zadania w ręce eksperta lub znajomego. Wiem, jak to brzmi dla perfekcjonisty – istny koszmar, ale w wielu przypadkach to najlepsze, co możemy dla siebie zrobić i warto się do tego przekonać. Jeśli szukamy nowego telefonu, możemy oczywiście spędzić dwa miesiące, przeglądając oferty, fora, opinie i zastanawiając się, na czym polega różnica między tymi wszystkimi technologiami, ale możemy też zadzwonić po radę do przyjaciela, którego uważamy za eksperta w tej dziedzinie. Możemy szukać tygodniami wzorów umowy dzieło i sklejać ze znalezionych szczątków, ale możemy też zapłacić za jej profesjonalne przygotowanie i spać spokojnie. Wiecie do czego zmierzam, co nie?

6. Zamieniaj porównywanie się na wdzięczność

Trudno dziś uciec od porównywania się. Świetnie mówi o tym Barry Schwartz w wywiadzie z Agnieszką Jucewicz (swoją drogą gorąco Wam ten wywiad polecam!): Kiedyś mogliśmy porównywać się z sąsiadem, z kolegą z pracy czy ze studiów, dzisiaj porównujemy się z całym światem. Co gorsza, zwykle mamy skłonność, by porównywać się do tych, którzy mają lepiej. I coraz więcej ludzi gorzej to znosi.

To wszystko sprawia, że czujemy się przytłoczeni, a decyzje częściej podejmujemy pod wpływem aspiracji do prowadzenia czyjegoś stylu życia, zamiast na skutek własnych pragnień. Warto się czasem nad tym zastanowić, spojrzeć na swoje wybory z pewnej perspektywy. Jak sobie pomóc? Autor, o którym wspominam wyżej poleca praktykowanie wdzięczności – kończenie dnia wypisaniem kilku rzeczy, za które warto podziękować. Dzięki temu skupiamy się na tym, co w naszym życiu dobre, a nie na jego niedostatkach.

KONKURS

konkurs-tolpa

Wraz z marką tołpa, partnerem tego wpisu, przygotowaliśmy konkurs. Spośród osób, które zostawią pod tym wpisem komentarz, w którym zdradzą swój sposób na sprawniejsze podejmowanie decyzji, wybierzemy 30 tych, do których trafi zestaw kosmetyków z linii tołpa:® specialist. To linia, która powstała z myślą przewodnią: Nadmiar składników może obciążać skórę, a jej wystarczy to, co niezbędne. Bo mniej znaczy więcej. Za to codziennie.

Komentarze można zostawiać do 10 lipca. W ciągu pięciu dni roboczych od tego terminu, pojawi się aktualizacja tego wpisu z listą zwycięzców. Będę o niej informować na Facebooku. Ważna kwestia: Upewnijcie się, że zostawiając komentarz, macie w Disqusie wpisany aktualny adres e-mail. Odbiór nagrody będzie wiązał się z przesłaniem danych adresowych z dokładnie tego samego adresu, jak ten pod którym pisaliście komentarz. Przed zgłoszeniem, zapoznajcie się z regulaminem.

Regulamin konkursu

Lista autorów zwycięskich komentarzy:

1. CossetteZielonyKorekolga
11.
12. 
13.
14. Agata (agata.szurman)
15.
16.
17.
18. Paulina (paulina.rabel)
19. Ania (annaka1996)
20.
21.
22. Martyna (martyna.skalska1)
23. kasia_surowiec
24.
25.
26.
27.
28.
29. (magdalena_1117)
30.
Przypominam, że aby otrzymać nagrodę, w ciągu 5 dni roboczych należy przesłać swoje dane adresowe na adres e-mail: kontakt@onelittlesmile.pl

Uwaga: Dane należy przesłać z takiego samego adresu e-mail, jak ten pod którym zostawiliście komentarz w systemie Disqus. Nagrody nieodebrane w ciągu 5 dni roboczych, przepadają.
  • Martyna Kusa

    Umiejętność podejmowania decyzji jest bardzo ważna, ponieważ niejednokrotnie dostarczają one emocji i stresu. Wychodzę z założenia, że czas nie jest tutaj dobrym doradcą szczególnie wtedy, kiedy mamy go bardzo mało. Jak wówczas zadbać o sprawniejsze podejmowanie decyzji? Moim zdaniem ważne jest, aby odpowiednio selekcjonować swoje sprawy i nie podejmować kilku decyzji w jednym momencie, ustalić pewne priorytety. Ja staram się skupiać na tych najważniejszych, a te, które mogą poczekać zostawiam na później. Chociaż często w podejmowaniu decyzji kieruję się swoją intuicją, ważne są dla mnie również fakty i obiektywne spojrzenie na sytuację, której dotyczy moja decyzja. Nie ukrywam, że kiedy mam spore dylematy, proszę o pomoc osoby bliskie, jednak nigdy nie zrzucam na nie odpowiedzialności za powzięte postanowienie, nie mam żalu, jeśli decyzja okaże się nietrafną. Jasne jest, że kiedy dokonuję wyboru mam nadzieję, że moja decyzja jest właściwa, a nawet jeśli okaże się zła to i tak zazwyczaj jestem z niej dumna, bo podjęłam ją w zgodzie ze sobą ;)

  • Iga

    muszę przyznać, że masz wyjątkowy dar przyciągania tekstem (i grafiką, i estetyką, i kolorami, kształtami, i…:) chyba pierwszy raz od dawna udało mi się przeczytać tekst tak skupiając się na treści (co jest wyjątkowym wyczynem po miesiącu zaliczeń w sesji) uwielbiam to jak piszesz i co tworzysz, naprawdę świetna robota! dziękuję :))
    Iga

    • Wow, ale miło to czytać! Dziękuję, Iga! :)

  • Ewelina

    Dziękuję za ten post! Dawno już chciałam „ogarnąć” życie w sieci i ciągle to odkładałam bo… nie wiedziałam, że można zrobić to w jednym miejscu! ;)
    Co pomaga mi podjąć decyzję w życiu codziennym? Priorytety i jakość produktu. Jestem na etapie wyboru telefonu, porównałam tylko trzy modele i wybrałam zwycięzcę. Odkąd ograniczam swój wybór, odtąd życie jest łatwiejsze! ;) A kosmetyki to inna bajka, kiedyś kupowałam jak leci, bo ładnie pachnie, bo w promocji, bo się przyda. A teraz robię w domu inwentaryzację, sprawdzam czego mi brakuje i kieruję się składem, aby jak najlepiej dbać o skórę :)

    • Ja w przypadku kosmetyków za bardzo skupiałam się na opiniach, mimo, że w swojej kosmetyczce miałam co najmniej kilka takich, które uwielbiałam, mimo, że na blogach i stronach z opiniami uchodziły za totalne buble. Na szczęście w porę się z tego wyleczyłam :)

  • Ja uważam siebie za najszczęśliwszą kobietę pod słońcem, bo podejście do zakupów mam jak mężczyzna :) nie spędzam w sklepie więcej niż 10 minut, chyba że mam ochotę sobie pospacerować po innych działach co zdarza się bardzo rzadko. Nieczęsto też żałuję podjętej decyzji i jestem odporna na reklamy i sugestie. Kupuję tylko to co muszę, na co mam miejsce i na co mnie stać i ewentualnie, ale nie zawsze, to, co mi się najbardziej podoba. Polecam „machanie ręką” na zachęty, super dodatki i gratisy. Bardziej „olewcze” podejście daje więcej wolnego czasu :)

  • Ostatnio też szukałam blendera… i nie kupiłam. Mąż zgłosił wątpliwości. Jest perfekcjonistą i nie mógł uwierzyć, że tak szybko się zdecydowałam. A jak to zrobiłam?
    Ustaliłam na początku co jest dla mnie ważne odnośnie blendera, czyli ma mieć dużą moc, bo chcę, żeby mielił mi na gładko, żeby dał radę skruszyć lód, żeby był kielichowy, żeby można łatwo go wyczyścić. Nie chciałam dodatkowych elementów, bo mam już zwykły mikser. Oczywiście miałam założenia cenowe.
    Cały proces zajął mi ok godziny, gdy wybrałam dwa egzemplarze, które ostatecznie dałam mężowi do akceptacji. Jak wspomniałam na początku, blendera jeszcze nie mam… On ciągle szuka tego naj, naj…
    Coś czuję, że po powrocie z wakacji sama podejmę decyzję, a on będzie szczęśliwy! ;)

    • Albo po prostu podrzuć mu ten wpis ;)

      • Nie zadziała. On uważa swoją dociekliwość za mega zaletę! ;)

  • Ania

    Podejmując decyzję zakupową staram się postępować według trzech kroków:
    1. wybieram kryteria, które są dla mnie istotne, ale nie więcej niż 5. Zazwyczaj ograniczam się do 3.
    2. kontaktuję się z osobą obeznaną z tematem/specjalistą, od którego oczekują polecenia 3 wariantów.
    3. weryfikuję w internecie i dokonuję zakupu.

    W pracy decyzję podejmuję dużo szybciej, bo zwyczajnie nie ma na nie czasu. Tu muszą być spełnione dwa warunki – budżet i merytoryka. Jeżeli oba elementy się zgadzają, decyzja jest na tak od razu. Jeżeli chociaż jeden nie jest spełniony, to nie poświęcam czasu na analizę.

  • Cossette

    Też przez to przechodziłam. Każdy zakup (nawet kredki do oczu!) był poprzedzony tygodniem rozważań za i przeciw, czytaniem niezliczonych opinii, pytania znajomych, czy uważają mój wybór za słuszny. Kiedy 2 lata temu kupowałam telefon, zmęczona poszukiwaniami i rozważaniami, powiedziałam sobie „to tylko telefon”. Nie decyzja, która zaważy na moim dalszym życiu. Zwykły przedmiot, towarzysz codzienności. Ustaliłam, jakie parametry są mi potrzebne i wybrałam po prostu najładniejszy. Służy mi nadal i jestem z niego bardzo zadowolona. Jak kupuje kosmetyk to wybieram ładne opakowanie i jak skład zgadza się z moimi potrzebami to biorę. Bez czytania wszystkich opinii jakie zostały napisane w internecie. W końcu to tylko kosmetyk. :D

  • Też miałam problem z podejmowaniem decyzji, nawet kupno batonika w sklepie mogło zająć mi 5 minut. Teraz pierwsze pytanie jakie sobie zadaję przed podjęciem decyzji – czy będzie to miało znaczący wpływ na moje życie. I tutaj większość rzeczy odpada, bo pomimo tego, że moja głowa próbuje mnie przekonać, że nowe buty zmienią wszystko w moim życiu, to potrafię patrzeć realistycznie. A o sprawach, które wpływają na życie nie decyduje się na co dzień. Dzięki temu poświęcam czas temu, żeby żyć tak jak lubię :)

  • Dlatego tak ważne jest budowanie marki, firma rozpoznawalna pozytywnie sama może ograniczyć liczbę swych modeli do wyboru, żeby klient unikał tego problemu z podjęciem decyzji.

  • Na niezbyt ważne decyzje ustalam sobie limit czasowy (1 min na decyzje co dzisiaj ubieram), a w ważnych ustalam termin w którym podejmę decyzję i pozwalam sobie nie wiedzieć co zrobię do tego terminu :)

  • ZielonyKorek

    Świetny post!! Podejmowanie decyzji to umiejętność, z którą cały czas mam problem. I nie chodzi tu tylko o podjęcie najlepszej decyzji, ale o podjęcie decyzji w ogóle ;) na szczęście radzę sobie na swój sposób. Kiedy idę do kosmetyczki ( i wszędzie, gdzie ktoś może mu ograniczyć ilość produktów do wyboru) proszę o wstępną weryfikację i wybranie dwóch kolorów. Jeśli nie ma takiej osoby… Kieruję się zasadą jakość-cena. Szukam produktów z najlepszymi parametrami i wybieram z nich ten najtańszy. A jeśli chodzi o zakupy spożywcze- im zdrowiej tym lepiej :) I zostaje garderoba… Na to nie mam rady, dlatego teraz, zainspirowana postem, lecę odpowiedzieć sobie na mnóstwo pytań typu „czy już na pewno nigdy nie założę tej bluzki?”
    Pozdrawiam :)

  • Klaudia N.

    Tak się właśnie czuję, szukając noclegu na wyjazd przez kilka godzin dziennie przez kilka dni :/ bardzo ciężko się ograniczyć do tych nieidealnych, ale też dobrych opcji.

  • Z reguły kieruję się myślą, czy po prostu nie będę żałować. Przez ponad dwa lata uczyłam się jak odróżnić zachciankę od rzeczy potrzebnej. Taki trening jest bardzo ważny. Trzeba sobie zadać pytanie czego potrzebujemy by niczego nam nie brakowało. Mimo wszystko nie możemy być swoimi katami i odmawiać sobie wszystkiego jak leci, bo nie spełnia jednego z wymogów, który sprawia, że już nie są idealne i „zdatne do zakupu”. Co do innych decyzji (bo przecież życie to nie tylko zakupy) to warto też ustalić sobie gdzie chcemy się znaleźć za 30-40 lat i przed każdą decyzją pomyśleć, czy jest to krok w tym kierunku. A w wielu przypadkach warto się zdać na intuicję ;)

  • olga

    Mniej znaczy więcej – trafne spostrzeżenie wśród otaczających nas możliwości, szans, wyborów pomiędzy lepszym a lepszym, czego wynikiem jest mętlik w głowie i niezdecydowanie. Sprawniej podejmuję decyzje życiowe, kiedy zadam sobie te pytania – co w tym momencie jest dla mnie ważne, jak czułabym się wybierając taką opcje oraz co ona zmieni.
    Kwestie zakupowe – nigdy pod wpływem impulsu czy emocji :) Przemyślany wybór, który poprzedzony jest pytaniem czy naprawdę tego potrzebuję.

  • Ja miałam podobną sytuację z kupnem nowego telefonu. Kompletnie się nie znam na tych nowinkach technologicznych, co z czym, co jest lepsze, co gorsze. Poprosiłam narzeczonego aby to wybrał dla mnie i kupił mi telefon. Włożyłam pieniądze w dłonie i powiedziałam jakie funkcje będą mi potrzebne i tyle. Po kilku dniach cieszyłam się z nowego sprzętu i nie miałam wyrzutów, że mogłam mieć coś lepszego bo po prostu nie siedziałam na necie tygodniami, że porównywać. Kiedyś też oglądałam program o wychowywaniu dzieci. Główna bohaterka miała problem z kilkuletnia córką codziennie rano. Pozwalała jej bowiem wybrać w co chce się ubrać otwierając szafę pełną ubrań. Młoda wpadała w skołowanie i wyciągała po kolei całe stosy, ale nie mogła się zdecydować na jedno. Ranki przeradzały się małe koszmarki. Niania zaproponowała aby zamiast otwierać szafę pokazywać dziecku tylko dwa ubranka i wtedy dać mu wybrać. Sprawdziło się.

    Jeśli chodzi o mnie to dobrze sobie dać deadline na wybór. Zaplanować, że wybiorę np. nocleg na wycieczkę do tego i tego dnia albo poświęcę na poszukiwania tylko jedno popołudnie. Potem muszę zarezerwować. Dobrze też działać metodą studzenia emocji. Jeśli przeszukujemy oferty o co jedna wydaje nam się coraz lepsza. Wybierzmy chociażby z 5, a wyboru z nich dokonajmy następnego dnia jak już emocje opadną. Stosuję także metodę zawężania preferencji. Najpierw wypisuję na kartce czego oczekuję np. od nowego odkurzacza, telewizora czy telewizora, jaką ilość pieniędzy chcę na to przeznaczyć itp. Potem dopiero szukam, ale dokładnie według tych kryteriów korzystając z różnego rodzaju porównywarek.

  • Aby sprawnie podjąć decyzję np. zakupową zadaję sobie parę bazowych pytań: Czy naprawdę tego potrzebuje? Jakie emocje teraz mną kierują (rzeczywista potrzeba, reklama, polecenie)? Czy stać mnie na to? Czy kupując daną rzecz jestem nadal w zgodzie ze swoją ideą np. minimalizmu? W przypadku drogich ubrań, rzeczy czy sprzętów czekam kilka dni, aż potrzeba się utrwali.
    W przypadku decyzji w pracy czy w relacjach najczęściej zadaje sobie pytanie: jakie będą konsekwencje mojej decyzji? Czy dana decyzja/rozmowa ulepszy naszą pracę/relację.

  • aaaa

    Ja, humanistka, w procesie podejmowania decyzji stosuję… algorytm :)

    Doskonalony latami i wciąż szlifowany obecnie wygląda tak:
    Identyfikacja potrzeby – określenie zasobów, miejsca i czasu – przegląd rynku – uściślenie – typowanie – przegląd opinii – zakup.

    Na przykład zepsuł się ekspres do kawy i trzeba kupić nowy, więc zgodnie z algorytmem:
    – określam jaki ekspres potrzebujemy (ciśnieniowy, przelewowy, na kapsułki?),
    – określam budżet (ile max możemy wydać), miejsce zakupu (internet bo większy wybór i niższe ceny) oraz czas (szukam w czwartek rano, muszę się zmieścić w dwie godziny),
    – zbieram informacje na specjalistycznych blogach, forach oraz sklepach (jakie funkcje
    mają ekspresy, czym się różnią, na co zwrócić uwagę),
    – uściślam (chcemy ekspres przelewowy, z funkcją spieniania mleka, bez młynka, wolnostojący, czarny),
    – typuję konkretne modele,
    – sprawdzam opinie o nich (niezawodność, eksploatacja, opinie o danym sklepie internetowym),
    – kupuję.

    Działa doskonale na takiego roztrzepańca jak ja i wybitnie wspomaga w sprawnym organizowaniu życia rodzinnego – od zakupu spodni dla syna, poprzez meble do sypialni czy organizację wakacji aż do kupna mieszkania :)

  • Jolka

    Najlepszą receptą na takie dylematy jest przeczytanie książki Daniela Kahnemana „Pułapki Myślenia”. Tak naprawdę najlepsze decyzję, podejmujemy szybko i rzeczowo. Nic nowego nie wymyślimy nadmiernie analizując wszystko i tracąc czas który jest przecież najcenniejszy. Wystarczy rzucić monetą i już w locie wiemy w głębi serca tak naprawde co chcemy żeby zostało wylosowane :))))

  • Agata

    Przeczytałam ten wpis i od samego początku uśmiechałam się pod nosem… Sytuacja z blenderem. Końcem zeszłego roku miałam podobny problem – spalony blender, nowy niezbędny. Szukanie nowego sprzętu na studencką kieszeń ograniczało pole wyboru, a jednak ogrom opcji tak mnie przytłoczył, że zostawiłam podjęcie decyzji i rozciągałam w czasie. Nie zamykałam 15 kart z różnymi ofertami przez miesiąc, żeby przypadkiem nic nie stracić.
    Koniec końców od tamtego czasu wypracowałam z moim chłopakiem system podejmowania decyzji, który stosujemy niemal zawsze. Jedno z nas wybiera 3 opcje, które po pierwszym zapoznaniu z tematem wydają się interesujące (dla nas obojga oczywiście ;) ), a drugie z nas wybiera spośród tych 3. I w sumie każda z tych decyzji póki co wychodzi nam na dobre :D. Czy chodzi o wybór filmu, pizzy, kupna koszuli, czy gdzie jedziemy na zakupy ;)
    Schemat można powielać do skutku – np. kategoria filmu (akcja, thiller, horror), z każdej kategorii po jednym filmie (A, B i C) i wybieranie ostateczne filmu (B). Polecam takie konsultacje :)

  • Wstęp tego wpisu to tak jakbym czytała o sobie! Często spotykam się z tym problemem, ale wiem, że każdemu dobrze znane „mniej znaczy więcej” jest najlepszym rozwiązaniem. Super wpis! :)

  • Byłam kiedyś na wykładzie na ten temat i naprawdę byłam zaskoczona, że wcześniej sama nie zauważyłam, jak za duży wybór utrudnia mi życie… Teraz widzę to codziennie- np. nie chodzę do Auchan, gdzie jest duży wybór, tylko do osiedlowych sklepów, chociaż są droższe. Jak już idę do supermarketu, to kupuję zawsze te same produkty. Teraz rozkminiam konieczność kupienia czarnego plecaka-kartoflaka i chociaż mogłabym poszukać jakiś fajniejszy wzór, których jest miliony, zamierzam kupić czarny, prosty i używany, bo chodzenie po sklepach przynosi mi nie zyski, a ból głowy. Kupuję zawsze pierwszą rzecz, która mi się spodoba, jest tania i praktyczna, i to naprawdę działa. Na inne podobne rzeczy potem nawet nie patrzę, żeby nie być rozczarowana, gdy znajdę lepszą…

  • Kiedyś robiłam zakupy w ten sam sposób: długie tygodnie czytania, porównywania, czytania for -mętlik w głowie. Teraz przed zakupami zadaje sobie kilka pytań i potem dopiero wybieram. Najpierw określam swój budżet (ile max mogę wydać), potem do czego będzie mi potrzebna dana rzecz i jakich funkcji na pewno potrzebuję. Pytania są na tyle szczegółowe, że zazwyczaj zostaje mi tylko kilka modeli do wyboru – najczęściej wybieram po prostu najładniejszy :D

    Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz: w pewnym momencie zrozumiałam, że nie muszę się na wszystkim znać. Nauczyłam się ufać bardziej doinformowanych znajomych, których proszę o pomoc: określam, co za ile i do czego potrzebuję i kupuję to, co mi doradzą.

    Życie stało się o wiele łatwiejsze i mam czas na rzeczy, które naprawdę mnie interesują i sprawiają mi przyjemność :)

  • Marianna Ewa Różyczkowiak

    Mój proces decyzyjny jest prosty: wybieram najtańsze urządzenie spełniające wymagane kryteria :) Najpierw określam jakie parametry użytkowe ma mieć dana rzecz, potem wyszukuje rzeczy o tych parametrach a na koniec wybieram najtańszą (czasami mogę dopłacić kilka zł za ładny wygląd danej rzeczy, byle nie za dużo ;)

  • Ja bardzo często mam problem z podejmowaniem decyzji, szczególnie jeśli chodzi o jakieś przedmioty. Zawsze czytam opinie na temat danego przedmiotu, ale w Internecie zazwyczaj jest tyle opinii, co i ludzi, a często są też one nieobiektywne. Największym moim dylematem jest więc, czy kierować się opiniami, czy swoją intuicją. Najczęściej jednak wybierz e am to drugie i muszę przyznać, że chyba jestem szczęściarą, bo jeszcze nigdy mnie nie zawiodła.

  • Gdy mam problem z podjęciem decyzji co wybrać, najczęściej staram się poprosić kogoś bezstronnego, lecz w miarę możliwości bliskiemu mojemu sercu o pomoc. Biorę wtedy kartkę i wypisuje wszystkie za i przeciw jednemu i drugiemu wariantowi, druga osoba też wrąca swoje trzy grosze, aby lista była bardziej obiektywna (sami często nie dostrzegamy wszystkich za i przeciw oraz różnic). Później najczęściej idę spać a w głowie wszystko na spokojnie się układa. Rano czasem albo zerknę jeszcze na kartkę i podejmę decyzję albo wiem już nawet bez patrzenia na wcześniejsze zapiski. ;)

  • rdzawiutka

    Najlepszym sposobem na przyspieszenie „procesu decyzjnego” jest zadawanie sobie takich pytań, na które można udzelić jednoznacznej, krótkiej odpowiedzi. Wydaje się „za proste” i „podstawowe”, ale to o podstawach najczęściej i najszybciej zapominamy 😉.

  • Anna Potuczko

    Szybkie podejmowanie decyzji sponsorują u mnie:
    – ograniczenie budżetu – zakładam, że wydam określoną ilość pieniędzy i małe widełki „plus/minus”;
    – ograniczenie ilości – nie przeglądam wszystkich dostepnych opcji, a raczej kilka marek/miejsc, które mają dobrą reputację, lub do których jestem przekonana;
    – pytam o opinię niekoniecznie ekspertów, ale ludzi, ktorych wymagania pokrywają się z moimi – wiadomo, że każdy lubi co innego;
    – sprawdzam opinie internautów i skupiam się przede wszystkim na opisywanych wadach – ideałów próżno szukać, a produkt lub usługa ma być jak najmniej uciążliwy/a.

    Tak wybrałam między innymi ortodontę i aparat, żelazko, laptopa czy smartfona, a w planach mam m.in. lustrzankę i ekspres.
    Podobnie wybieram restauracje, książki, wyjscia do kina i seriale na leniwe dni.

  • Jutka

    Oto moje 4 złote zasady sprawnego podejmowania decyzji:
    1. zrób listę konkretów – wypisz czego potrzebujesz,co chcesz osiągnąć, co musi posiadać rzecz którą planujesz kupić. Zrób to nie wchodząc do internetu, nie szukając i zaśmiecając sobie głowy, po prostu spisz to co podpowiada Ci Twoje doświadczenie.
    2. mając wypisane cechy Twojego idealnego produktu, celu który chcesz osiągnąć itd., zadaj szybkie, konkretne pytanie osobie trzeciej. Zapytaj ją o radę, może zna się na rzeczy albo po prostu znajdzie coś o czym nie pomyślałaś tworząc swoją listę. Rozwiej swoje wątpliwości i poznaj inny punkt widzenia, ale…
    3. podejmij decyzję, ale tę własną – samodzielną i zgodną z Twoim przekonaniem, zgodną z tym co podpowiada Ci serce, rozum lub Twoja intuicja (nie zapominaj o niej).
    4. no i najważniejsze, jeśli coś jest dobre to po co to zmieniać? Jeśli zepsuła Ci się rzecz, która się sprawdzała i odpowiadała Twoim potrzebom to omiń pkt 1-3 i po prostu kup ją po raz kolejny! 

  • Mój mąż ma tak jak Ty! Gdy kupimy cokolwiek – w każdym innym sklepie, w jakim jesteśmy przez okres miesiąca po zakupie, sprawdza te same/podobne produkty. Żeby sprawdzić, czy na pewno wybrał najlepsze/najtańsze/najbardziej opłacalne. Zawsze go wtedy pytam czy za innymi kobietami też się ogląda, żeby sprawdzić czy podjął dobrą decyzję z tym ślubem. Wtedy się uspokaja :)
    Ja z kolei nie mam problemu ze sprawnym podejmowaniem decyzji, paradoksalnie dlatego, że jestem wybredna. I cierpliwość też pomaga :).
    Wygląda to mniej więcej w ten sposób: chcę kupić coś konkretnego, na przykład buty na obcasie, o określonym czubku, fasonie itd. Idę do sklepu i sprawdzam. Jeśli takie buty znajdę, a cena jest rozsądna – biorę. Jeśli nie – nie biorę. Ale nie latam jak głupia po sklepach i nie szukam, bo po prostu kupię jak kiedyś trafię, a jak nie, to trudno, poczekam :). Jedyne wyjątki od tej reguły to były: kiecka na studniówkę i na ślub. Ale z tą pierwszą uwinęłam się w trzy dni (a szukałam tylko w sklepach stacjonarnych). Tę na ślub znalazłam w jeden dzień, choć wcześniej przejrzałam masę Internetu, ale żadna nie była taka, jak chciałam :).
    Jeżeli chodzi o sprzęt kuchenny to sprawdza się zasada – tylko to, co chcę. Np. mikser kupiłam normalny, ręczny, ograniczyłam sobie firmy, które chciałam i życzyłam sobie dostawki blendującej :). Znalazłam – kupiłam, bo cena była przystępna. Nie jestem jak mój mąż i nie sprawdzam potem ile przepłaciłam, więc sumienie mam czyste, a głowę spokojną :)
    A jeśli się na czymś nie znam – pytam kogoś, kto się zna, ewentualnie czytam w Internecie, ale ograniczam się do trzech stron. Jak w matematyce – teoria potwierdzona obliczeniami trzy razy jest trafna ;)
    Także wybredność chyba sprawdza się najlepiej. Nie przytłacza Cię mnogość wyboru, bo sama sobie ten wybór ograniczasz, poprzez określone oczekiwania co do produktu.

  • Paulina

    Także bardzo często wpadam w wir poszukiwań idealnego rozwiązania. Kiedy jednak zaczynam panikować przypominam sobie, że to tylko jedna w wielu decyzji w moim życiu i szkoda zdrowia na takie nerwy. Nie zagłębiam się więc we wszystkie możliwości. Wiem, że prędzej, czy później będę mogła wybrać ponownie, jeśli moja decyzja okaże się niezadawalająca (a przecież jest MOJA, co oznacza, że wybrałam dla siebie najlepiej w danym momencie!).
    Miłego dnia!

  • Karolina K

    A ja od jakiegoś czasu po prostu… nie myślę o tym, co kupuję! Zawsze analizowałam, czy ta bluzka mnie nie pogrubia? Czy będę miała do czego ją założyć? Czy nie jest za droga/zbyt (podejrzanie) tania? Teraz wchodzę do sklepu, nie cierpię zakupów, i jeżeli coś mi się podoba to mierzę – jest ok, podobam się sobie w danym ciuchu? BIORĘ! Nie kalkuluję, raz na jakiś czas można zaszaleć, a co! Kosmetyki – zasada jest taka, że dopóki nie „wykończę” tych, które mam – nie kupuję. Nie szaleję z nowościami, biorę to co mam sprawdzone :) Generalnie nienawidzę podejmować decyzji, ale z wiekiem (o matko, mam dopiero 23 lata!) dochodzę do wniosku, że jeżeli czegoś chcę i wiem, że mogę sobie na to pozwolić – zarobiłam na to, zasłużyłam, to po prostu kupuję ;) Pod warunkiem, że wiem, żeeee będę z tego korzystała/nosiła etc. :)

  • Ania

    Moim sposobem na szybsze podejmowanie decyzji jest wzięcie białej kartki papieru i czarnego długopisu – wypisuje maksymalnie 3 podpunkty według których dokonam wyboru, następnie dopisuje po dwa plusy i dwa minusy danej rzeczy czy sytuacji w danym podpunkcie i po 15 min mam jasny obraz tego, co jest korzystniejsze :)

    Oczywiście, jeśli chodzi o zasadę mniej znaczy więcej trzeba wbić sobie do głowy : „Nie kupuje pierdół i czegoś, czego totalnie nie potrzebuje, mimo że świetnie na mnie leży”.

    Możemy sobie ustalić jaka część swojego dochodu przeznaczymy na przyjemności i zawsze trzymać się tej wyznaczonej kwoty. Dla przykładu, idąc na zakupy z potrzebą kupienia białej bluzki trzymamy się planu i nie dokupujemy do niej granatowych szortów i pudrowej marynarki, mając w domu pięć par krótkich spodenek i co najmniej trzy marynarki ;).

    To wiele ułatwia – nie dość, że zaoszczędzimy pieniążki to zaprowadzimy porządek i w domu, i w życiu.

  • Mi konieczność wyboru rzeczy idealnych przyspiesza podejmowanie decyzji. Po prostu na tyle szybko odrzucam rzeczy nieidealne, że na końcu mam tylko jedną. Np. niedawno chciałam kupić dużą, czarną torbę. Nie czarne – odrzucamy. Z elementami metalowymi inne niż srebrne – odrzucamy. Za małe – odrzucamy. Była już tylko jedna torba, którą mogłabym kupić :D Gdybym nie określiła szybko dość wygórowanych wymagań pewnie nadal zastanawiałabym się nad jakąś granatową torbą ze srebrnymi elementami. Niby nieidealna, ale to przecież tylko granat, granat też jest fajny, może się jeszcze nad tym zastanowię, a przy okazji obejrzę nieidealną czarną torbę ze złotymi elementami. Po co tracić czas na coś, co nie pasuje?

  • Tekst bardzo bliski mojemu sercu:) jestem maniaczką list, przestałam w ogóle robić zakupy w inny sposób. Pozbyłam się z domu nadmiaru wszystkiego, a z głowy nadmiaru obowiązków. I jestem zachwycona efektem:) czy to w pracy, czy prywatnie – mniej na prawdę znaczy lepiej! Żeby sprawnie podejmować decyzje – zawsze wracam do pytania „co jest moim celem”. To zazwyczaj rozjaśnia mi w głowie.

  • olkaparasolka

    Bardzo bliski mi temat ;). Sposobów na podejmowanie LEPSZYCH decyzji stosuję mnóstwo, stosuję też techniki ułatwiające życie opisane w poście. Natomiast aby SPRAWNIEJ podejmować decyzje (i nie być przytłoczoną ich ilością), paradoksalnie decyduję się czasem ich nie podejmować. Oczywiście w sprawach ważnych zawsze świadomie wybieram, jednak w przypadku codziennych małych decyzji lub okazjonalnych, ale nie wpływających bardzo na moje życie (np. pójście na film puszczany na świeżym powietrzu lub nie) często zdaję się na przeczucie, przypadek lub innych. Uważam, że warto uwolnić głowę z całej masy niepotrzebnych problemów i zająć się sprawami ważnymi. Kluczowe jest przy tym nie wracanie do już podjętej decyzji – o ile nie jest to sprawa ważna, co do której decyzję można jeszcze zmienić, to decyzja podjęta jest ostateczna.

  • EwaSk

    Mi podejmowanie decyzji znacznie ułatwia ustalenie priorytetów, czyli opcji na których zależy mi najbardziej. Na przykład, w przypadku kosmetyków może być to 1) skład 2) pozytywne opinie w sieci 3) stosunek ceny do jakości.W znacznym stopniu zawęża to kryteria wyboru. Nastepnie biorę pod uwagę trochę mniej istotne preferencje, typu zapach czy wygląd opakowania. To pomaga mi podjąć dobrą decyzję jednocześnie nie tracąc na to za dużo czasu.

  • Jak mam jakiś problem i muszę podjąć jakieś konkretne kroki to pomaga mi woda. Po prostu zwykła woda. Siadam przy oknie, patrzę na świat i piję kilka szklanek wody. Cudownie oczyszcza umysł, a na dodatek jest najzdrowsza i najnaturalniejsza na świecie! Polecam ten sposób :)

  • Popełniłaś bardzo przydatny i ciekawy post. :) Z wielu haczyków, które gdzieś tam kryją się w umyśle (czy z drugiej strony: w marketingu) nie zdawałam sobie sprawy.

    Co do mojej metody na szybkie i bezbolesne podejmowanie decyzji to… Jestem dość spontaniczna. Najpierw robię mały research czy to w Internecie czy wśród znajomych, a potem po prostu wybieram coś co jest okej. Kiedyś bałam się tego co tu opisujesz: WYSTARCZAJĄCO dobrego, ale w porę zrozumiałam, że roztkliwianie się nad decyzjami szczególnie czysto materialnymi jest dla mnie niesamowicie męczące. I teraz często idę na spontana decydując się na to co jest moim zdaniem okej. Po prostu. Nie obwiniam potem o to nikogo. Ani siebie, ani innych. Mam świadomość, że decyzje, które póki co podejmuje nie oscylują w ramach życia i śmierci, więc mogę się czasami i pomylić, i zdecydować na to co nie do końca jest dobre, by potem to zrozumieć i zmienić :) I przede wszystkim nauczyć się na swoim błędzie. A ma większego niż ten, który powstrzymuje nas przed fajnym życiem, bo boimy się podjęcia decyzji. :)

    Pozdrawiam ciepło!

  • Anna Markiewicz

    Ja mam dwa sposoby na podejmowanie decyzji, obydwa zależą całkowicie ode mnie, chociaż czasami radzę się bliskich, co nie zawsze biorę pod uwagę przy ostatecznej decyzji.
    Gdy mam pewien dylemat czasami podejmuję decyzję spontanicznie. Oczywiście nie zawsze ona następnego dnia okazuje się dobra, dlatego w większości przypadków postanawiam się z decyzją przespać. Gdy na przykład nie jestem pewna czy kupić sobie daną rzecz, a wstanę następnego dnia z pełnym przekonaniem, że nadal chcę, że mimo bardzo wielu obowiązków w ciągu dnia, chcę udać się do sklepu aby tę rzecz zakupić, to znaczy, że jest tego warta.
    Polecam serdecznie przespać się z decyzją, gdy na spokojnie, bez sugerowania się opiniami innych można samemu zdecydować.

  • Przeczytałam genialną książkę D. Allena o organizacji pracy, czasu itp „Getting things done” i stosuję sie do jej zasad. Codziennie tworzę małe listy z planem zadań na każdy dzień :)

  • Katarzyna K.

    Sposób na sprawne podejmowanie decyzji, to w moim wydaniu świadomy wybór minimalistycznej ideologii postępowania w każdej sytuacji. Jak najszybciej podjąć właściwą decyzję? Usunąć strach. Strach bowiem jest źródłem wszelkiego niepowodzenia oraz rozczarowania. Nauczyłam się obezwładniać strach, który pojawia się w momencie, gdy zdaję sobie sprawę, że KIMŚ nie jestem, że CZEGOŚ nie posiadam, że nie wybrałam czegoś odpowiedniego. I w tym momencie decyzja sama przychodzi. Bo przecież cokolwiek nie nadejdzie i tak zawsze można przekuć to na coś pozytywnego! :)

  • Elżbieta Łyczkowska

    czytam i oczom nie wierzę… mam odpowiedź na dręczące mnie ostatnio pytanie! :D Dziękuję! :D Świetny tekst i mnóstwo inspiracji! Przyznam się szczerze, że ja kompletnie sobie nie radzę ze SPRAWNYM podejmowaniem decyzji, wszelkie próby kończą sie fiaskiem, ale się nie poddaję :) Myślę, że dobrym kierunkiem jest minimalizm, nie tylko w kwstii materialnej. W świecie, w którym króluje konsumpcjonizm zaczyna być też za dużo sposobów na to jak coś robić lepiej. Kiedy czuję, że sobie nie radzę, z pomocą przychodzą te najprostsze rzeczy – wyłączenie laptopa i długi spacer, mam wtedy czas żeby wszystko przemyśleć, czy coś jest mi naprawdę potrzebne, itd. Odpowiedzi przychodzą same, właśnie wtedy kiedy najmniej ich się spodziewam. I najczęściej okazuje się, że niewiele mi do szczęścia potrzeba :D Pozdrawiam i ślę wielki uśmiech! :D

  • miśka m

    Jeśli chcę się pozbyć napięcia związanego z podejmowaną decyzją, to po prostu mówię sobie, że cokolwiek bym nie wybrała, to będzie dla mnie dobre :) przecież staram się być dla siebie jak najlepsza, dlaczego nie miałabym ufać własnym wyborom? ;)

  • Martyna

    Zasada 2 minut.
    Jeśli mogę podjąć decyzje w 2 minuty to ją podejmuję i jednocześnie od razu po podjęciu decyzji przechodzę do wykonywania tej czynności. Nie zapisuje na kartce, nie wrzucam na kolejny dzień do kalendarza, nie robię kolejnej listy gdzie wpisuje setny pkt do zrobienia.
    Oczyszczam siebie z decyzji i czynności.
    Przykładowo: powiadomienie smsowe o niezapłaconym rachunku – od razu przechodzę do bankowości elektronicznej i płacę; odpowiedź na maila o terminie spotkania – patrzę na kalendarz, decyduje o terminie i potwierdzam; nowy zakup koszuli – idę na zakupy z myślą, że chcę kupić tylko koszule (przed zakupem wiem jakie sklepy odwiedzam i jaki fason oraz kolor ma mieć koszula)

  • kasia_surowiec

    W swoich wyborach kieruję się prostotą, unikam udziwnień, nie podążam za modą, nie interesują mnie ciągle zmieniające się trendy, lubię klasykę i dobrze mi z tym. Na prezent dla koleżanki wybieram filiżankę z białej porcelany i to się sprawdza. Mi wystarcza gdy dana rzecz spełnia dobrze jedną funkcję. Wtedy jestem kupiona ;)

  • Alicja

    Mi podejmowanie decyzji ułatwia zasada prostoty. Jeśli potrzebuje kupić komuś prezent wybieram tradycyjne rozwiązania: czerwony lakier do paznokci, gładki szal, biały wazon – tak aby szanse na to że prezent jak najbardziej dopasuje się do gustu odbiorcy i innych czesci jego garderoby lub preferencji stylistycznych. Podobnie funkcjonowałam wyposazajac niedawno wlasne mieszkanie – wszystkie elementy bazowe typu podłoga drzwi,sciany, meble bazuja w odcieniach bieli i szarosci – natomiast dodatki urozmaicaja wnetrze calkowicie przeroznymi kolorami – wtedy duzo latwiej je zmienic gdy sie znudza i nie powoduje to rozgoryczenia bo ich cena nie byla szczegolnie wysoka. I jeszcze jedno. Jesli dochodzi u mnie do zmeczenia decyzyjnego, usmiecham sie do niego jak do nieproszonej cioci na imieninach. Tego by tylko brakowalo żeby poza tym ze zmarnowałam czas, miałabym się jeszcze tym trapić. Cóż to zmieni po fakcie? Widocznie taki dzisiaj był dzien – a jutro spróbuje zrobić to inaczej;)

  • Bee

    Kiedyś miałam ogromny problem z podejmowaniem decyzji, często nie mogłam się zdecydować nawet jaki kolor bluzki wybrać i potrafiłam stać w przymierzalni 30 minut, przymierzać je po 10 razy i porównywać. Potem trochę dojrzałam i doszłam do wniosku, że niektóre decyzje naprawdę nie mają znaczącego wpływu na moje życie i nie muszę poświęcać im całego dnia. Za to są takie wybory, które są bardzo istotne, więc zyskałam więcej czasu na dogłębne zastanowienie się właśnie nad tymi znaczącymi, zamiast całymi dniami roztrząsać pierdoły. A w większości spraw i tak lepszym wyborem okazuje się ten podjęty pod wpływem impulsu lub intuicji. ;)

  • Jedno słowo: minimalizm. Mniej decyzji, mniej stresu, mniej natłoku. Łatwiej wtedy podejmować decyzje, nawet te trudne.

  • Magdalena Deptuła

    Kiedyś na wykładzie z socjologii prowadzący powiedział, że „każdy problem da się rozwiązać, jeśli przeniesiemy go z płaszczyzny emocjonalnej na racjonalną”. Może wydawać się proste i banalne, jednak już nie raz te słowa pomogły mi w życiu, szczególnie kobiety często dają się ponieść emocjom, a gdyby odsunąć je na bok problem może okazać się zupełnie prosty.
    Jeśli utkniecie w kiedyś w miejscu, zapomnijcie na chwilę o uczuciach, które wam towarzyszą i spójrzcie na problem z boku, może z perspektywy osoby postronnej, taka wizja na pewno pomoże Wam w podjęciu decyzji! :)
    (Oczywiście zasady tej nie można odnieść do każdej sytuacji w życiu, ale na pewno będzie przydatna w niejednej).

  • Dzięki za ten wpis, super motywuje do przemyślenia swoich sposobów na podejmowanie decyzji. Dziś nieograniczony wybór często prowadzi do strasznej frustracji np. jeśli chodzi o wybór ścieżki kariery czy czas na założenie rodziny. Dawniej nikt tak nie rozkładał życia na czynniki pierwsze, ludzie po prostu żyli. Jasne, że super rozwiązaniem jest zmniejszenie ilości decyzji do minimum, ale próbując wprowadzić w życie zasady minimalizmu ja łapię się na tym, że jeszcze więcej czasu spędzam na wybieraniu, bo jeśli mam mieć 2 kremy i 5 bluzek to muszą być one właśnie najlepsze z możliwych. Najlepsze na jakie mnie stać… Ja żeby nie dać się zwariować stale prowadzę notatnik z listami różnego typu: ubrania, sprawy domowe, kosmetyki, wyjazdy – dzięki temu zawsze gdy zasiadam do podjęcia decyzji mam już notatki z tego co mi się w danej dziedzinie podoba i czego potrzebuje i nie zaczynam reaserchu od zera.
    Jeśli chodzi o decyzje zakupowe to po pierwsze w telefonie mam katalog wishlist i z niego czerpie inspiracje. Po drugie stworzylismy w domu kilka zasad robienia zakupow których staramy się trzymać. Zamieścilam je na swojej stronie By nie zwariować narzucamy sobie ramy czasowe i finansowe – oczywiście zależnie od rangi zakupu. Dobrze jest też korzystać z rad innych – blogi czy fora są doskonałym źródłem – ja tworząc swojego bloga korzystałam z wielu Twoich wpisów za co też bardzo dziękuję :)

  • Weronika Kwiatkowska

    Może i oldskulowa metoda, ale wciąż sprawdza się rewelacyjnie – drzewko decyzyjne! Zdumiewające jaką moc mają pomysły, które zostaną uwolnione z głowy na kartkę! A wtedy już tylko wystarczy pogrupować je na plusy i minusy – 3 minuty i każda decyzja podjęta :3

  • Julia Julia

    Mój sposób na podejmowanie decyzji…? Myślałam, że nie jest ze mną źle. Ale jednak jest. Ten wpis uświadomił mi z czym mam problem. Mój sposób: to ograniczenie ilości wyborów! No i co tu dużo mówić: czytanie Twoich wpisów, które są jakby pisane o mnie ( czuję jakbyśmy się znały wieki;-). Ponadto planuję ograniczyć ambicję i perfekcjonizm. A koniecznie chce o tym poczytać, myślę, że BARRY SCHWARTZ, którego przytoczyłaś powie mi coś o mnie więcej.

  • Doświadczyłam tego samego podczas wybierania sukni ślubnej, odwiedzanie każdego kolejnego salonu było błędem, bo wciąż nie mogłam się zdecydować na tę „jedyną” i miałam wrażenie, że w kolejnym znajdę jeszcze lepszą/ładniejszą. I tak właśnie dotarłam do „zmęczenia decyzyjnego”, co bardzo źle wspominam! Od tamtego momentu każdy poważniejszy wybór konsultuję z jedną, dwoma osobami, które mają w danym temacie jakieś pojęcie. Stwierdziłam, że nie sensu czytać opinii w Internecie, ponieważ po pierwsze – mogą być po prostu stare (sprzed kilku lat), a po drugie – tak na prawdę nie wiem kto je napisał i jakie ta osoba miała wymagania. Pytając kogoś (i to niekoniecznie znajomego, korzystam np. z grup na FB) wiem, że ta osoba nie ma interesu, żeby mi dany produkt polecić lub nie, tylko wyraża swoją opinię, a przy tym gdy mam więcej pytań to może mi na nie odpowiedzieć i znam konkrety, których potrzebuję :)
    Pozdrowionka!

  • Maria Głowacka

    Zawsze mi się wydaje, że jestem kiepska w podejmowaniu decyzji. Myślę, że bardzo dużym czynnikiem jest tutaj właśnie wielość możliwości wyboru. Na przykład: muszę kupić jeansy. Po prostu spodnie, takie jak mi się przetarły. Chcę dokładnie takie same, po czym wchodzę do sklepu i nagle: a może nie granatowe, tylko czarne? W zasadzie pudrowy róż też jest ładnym kolorem. Hmm, jasnoniebieskie też nie są złe. I już po chwili czuję się przytłoczona, nie wspominając jeszcze o tym, że zaraz zaczynam przeglądać jeszcze bluzki, bo przecież w sumie też się przydadzą. Wtedy po prostu daję sobie wewnętrznie kopa, i przypominam sobie, po co tu przyszłam. Pomaga też uświadamianie sobie co pięć minut „czy ja naprawdę tego potrzebuję”. Przestaję oglądać wszystkie spodnie po kolei, tylko idę do wieszaka z granatowymi jeansami, biorę rozmiar, przymierzam, jak są dobre – kupuję, i jak najszybciej wychodzę. Żeby nie kusiło. ;) Works every time. Do zadowolenia z dokonanego zakupu dochodzi satysfakcja, że udało mi się podjąć samodzielnie dobrą decyzję.

  • Zawsze miałem problem z podejmowaniem decyzji i należałem do ludzi, którzy tracą na to mnóstwo czasu. M. in. w trakcie zakupów – porównywanie wszystkich parametrów, stosunek cena/jakość itd.
    Od pół roku staram się wdrażać rozwiązania stosowane przez minimalistów, szczęśliwie jest to coraz popularniejszy kierunek, więc i informacji i gotowych rozwiązań sporo.
    Dlatego prawie nic w powyższym artykule nie było dla mnie nowością, choć na zrobienie stałej listy zakupów czy rzeczy, które zawsze biorę ze sobą na wyjazdy, nie wpadłem. Dzięki też za Listonic :)
    Upraszczanie decyzji zaczęło się od szafy, której zawartość ograniczyłem o połowę. Kilka ubrań bez problemu można ze sobą łączyć, prosty wygląd. Do tego ich przygotowanie przed pójściem spać, żeby o poranku nie musieć się tym zajmować kiedy głowa ciężka.
    Jeżeli chodzi o komputer, to porządki w folderach, wywalenie dużej ilości niepotrzebnych rzeczy. Na Facebooku nie tylko odlajkowałem strony, które mnie już nie interesują, ale przestałem obserwować większość znajomych. Na wallu pojawiają się tylko ci, z którymi mam regularny kontakt i faktycznie mnie interesuje co się u nich dzieje. Z Feedly również korzystam, jednak szybko ilość subskrybowanych stron urosła do takiej ilości, że byłem zasypywany wpisami i czułem się w obowiązku do ich choćby pobieżnego przejrzenia. Teraz zostało ich ledwie kilka, które uważam za najbardziej wartościowe.
    Wybieranie produktów czy sprzętu też staje się prostsze. Jak trafię na taki, który mi odpowiada i jest po prostu „wystarczająco dobry”, to się go trzymam i przestaję szukać lepszych alternatyw. Nie zamykam się na nie, czasem sprawdzę jak ktoś mi coś poleci, w ten sposób nie czuję, że może mogłem wybrać lepiej. Dotyczy to choćby serków, kosmetyków, ale też sprzętu elektronicznego.
    Przy decyzjach, gdzie szybka analiza za i przeciw nie daje jednoznacznej odpowiedzi, daję sobie trzy oddechy i wybieram to, co mi podpowiada serce/intuicja. I okazuje się, że to prawie zawsze dobry wybór, nawet kiedy zły ;)

  • adrianna

    Widzę, że nie ja jedna mam problem z podejmowaniem decyzji :) ‚paradoks wyboru’ trafił już na książkową listę na lato, a tymczasem – mój sposób na decyzje:
    zauważyłam, że dużo łatwiej jest udzielić rad innym, niż samej sobie. Jako że jestem osobą dość empatyczną, czasem mam taką okazję, a po przemyśleniu sprawy i dogłębnej analizie (ścisły, inżynierski umysł!) zawsze znajduję rozsądne rozwiązanie i racjonalne argumenty. Dlatego też, gdy nie umiem sobie z czym poradzić, odwracam sytuację i zastanawiam się, co powiedziałabym osobie która do mnie z takim problemem przyszła. Dystansuję się od sprawy, patrzę chłodnym okiem i podejmuję decyzję, dając sobie samej gotowe rozwiązanie. Polecam w sprawach ważniejszych i tych mniej ;)

  • bbika

    Staram się działać, zamiast nadmiernie szukać, przemyślać, analizować. Kurczę, chciałabym blender, taki fajny, z możliwością przeistoczenia w bidon, zabrania ze sobą, żeby zajmował mało miejsca. O, w sklepie A jest. A nie, tyle nie mam, kiedy indziej. Idę do sklepu B – o jest jakiś, połowę tańszy, biorę! Odwiedzane sklepy z ubraniami ograniczyłam do kilku, pomaga też chłopak-maruda: „ale po co ci to”, „głodny jestem”, „kobieto, wyjdź już stamtąd, ile można”. Wbrew pozorom pomaga, szybka akcja i do domu ;). W sumie nie tylko ubraniowe, każdy. Gdy reaserch wymagany – jak najszybsza akcja z wyszukiwarką, spisanie opcji i czekanie na możliwość działania. Pomaga też fakt, że najczęściej wybieram opcję najtańszą w porównaniu do jakości, a to często zawęża poszukiwania. Czasem przeszkadza mi fakt, że naprawdę lubię wyszukiwać różne inspiracje, porównywać, znajdywać nowe opcje. Tylko czasu często brak ;)

  • Angee

    Moje sposoby na podejmowanie decyzji:
    1. Nie podejmuję decyzji, gdy jestem głodna/zmęczona/zestresowana/w złym nastroju. W tych przypadkach staram się odłożyć decyzję na później, a jeśli to niemożliwe, dać sobie 5 minut na oczyszczenie się z emocji lub zjedzenie jabłka ;)
    2. Gdy mam mętlik w głowie, wypisuję na kartce plusy i minusy wyboru. Ale nie tworzę 20 punktowej listy – wypisuję tylko kilka (3-5) punktów. Zwykle te decydujące mamy już w głowie, a jak zobaczymy je na kartce, to wybór staje się oczywisty.
    3. Pozwalam sobie na nieidealne wybory. Większości z nich nie podejmuję do końca życia i mogę je zmienić w przyszłości. Te ‚nieodwołalne’ to nieco inna historia. Ale zwykle najbardziej obciążają nas te małe codzienne wybory i to tutaj moim zdaniem trzeba szukać sposobu na uproszczenie.
    4. Każdą pomyłkę traktuję jako doświadczenie i naukę na przyszłość. W końcu w życiu najwięcej uczymy się popełniając błędy. Wolę podjąć niesłuszną decyzję niż nie podjąć żadnej i przysparzać sobie dodatkowego dyskomfortu.

    Mam nadzieję, że komuś się przydadzą moje wskazówki :)
    Akcja marki Tołpa bardzo mi się podoba! Jej przekaz już wcześniej zwrócił moja uwagę na tyle, aby wypróbować ich produktów.
    Pozdrawiam serdecznie!

  • Ciesze się, że trafiłam na ten post bo mam wrażenie , że uświadomił mi, że mam problem:) zaczęłam sobie analizować pewne sytuacje i tak jak kiedyś zawsze uważałam moje przemyślane decyzję za powód do dumy tak teraz widzę ile kosztuje mnie podjecie czasem najprostszej decyzji. Od pół roku „kupuje” robót wielofunkcyjny. Mam wrażenie , że jestem już specjalistka w zakresie wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku a mimo to wciąż nie potrafię się zdecydować. Nie wiem czy ma mieć wyciskarka do soków czy sokowirówke, czy powinien mielic mięso czy nie chociaż jeśli użyje tej funkcji raz na trzy lata to będzie dobrze. Kiedy już znajduje model , który spełnia moje oczekiwania czytam opinie i nagle ktoś pisze, że plastik taki sobie, że coś skrzypi a komuś nie daj Boże sie zepsuł! i wszystko zaczyna się od nowa. Kupienie głupiego kremu do twarzy, dezodorantu do stop czy suszarki na pranie nabiera takich rozmiarów, że zanim podejmę decyzję jestem juz tak wykończona całym procesem, że uznaję, że może jednak lepiej tego nie kupować. I problem z głowy. Nie wiem czy mam jakiś plan jak z tym walczyć. Chyba zresztą jeszcze nie mam ale mam zamiar ograniczyć ilość czytanych opinii. Tyle opinii ile ludzi a czasem najlepiej przekonać się na własnej skórze czy coś nam będzie pasowało czy nie. Nie mowie oczywiscie o braniu pierwszej lepszej rzeczy ale rozsądku, tak żeby zakupy były przyjemnością a nie horrorem.

    • Chyba wszyscy z czasem dochodzimy do wniosku, że internetowe opinie najczęściej bardziej komplikują, niż ułatwiają wybór. Właściwie to dziś chyba strasznie trudno znaleźć przedmiot czy usługę, które miałyby same pozytywne recenzje. Zrażamy się już na wstępie, zapominając, że przecież wszyscy mamy inny gust, inne wymagania i to, co dla jednej osoby będzie ideałem, dla kolejnej może być totalnym bublem. Warto sobie od czasu do czasu o tym przypomnieć :)

    • Czasami zachowuję się bardzo podobnie. Ostatnio przy wyborze wózka. Długo zastanawiałam się nad modelem, wybierałam potrzebne opcje, a kiedy w końcu kupiłam, okazało się, że przegapiłam jego wadę fabryczną i musiałam od razu zwrócić do serwisu. Wózka nie ma już tydzień i nie wiem, co dalej.
      Lepiej zawęzić wybór, a później dokładnie sprawdzić, czy ten przedmiot odpowiada naszym oczekiwaniom. Niedawno pisałam o tym u siebie.

  • Katarzyna Kowalczyk

    Super wpis. Jeszcze tydz temu szukałam auta który będzie sie nadawał na lekcje nauki jazdy. Na wstępie miałam niezbyt duże wymagania, dobry silnik, auto miało być sprawne technicznie i z dobra klimatyzacja. Po kilku jazdach próbnych pomyslałam sobie, ze czemu by nie mieć zamiast tradycyjnej stacyjki te z opcja start button. Pózniej ze moze Bluetooth i do tego porty usb……. Lista zadziwiająco szybko sie powiększała a co za tym idzie cena auta wzrosła :( w tym wypadku kierowałam sie zdrowym rozsądkiem, co będzie mi potrzebne, niezbędne a co będzie jedynie dodatkiem. I tak trafiłam na mazdę 2 :) :)

    • Oby służyła jak najdłużej! :)

  • Magdalena

    Pożerani przez „sezonowe” metody organizacji życia, często ślepo za nimi podążamy. Maksymalizm? Bardzo proszę! Więcej, znaczy lepiej, o tak! Minimalizm? Oczywiście! 100 najpotrzebniejszych rzeczy w Twoim domu. Ani jednego więcej, pamiętaj… Ach, te obsesje XXI wieku. Każdy nurt egzystencji nosi ze sobą pewne obciążenia i, oczywiście, znamiona. Mówiąc bardzo prosto, że każdy jest inny, podkreślajmy, że każdy z nas ma własne potrzeby. Zarówno maksymalizm, jak i maksymalizm, mają swoje prawa, które staramy się stosować. Ale i tutaj MUSIMY wybierać.Chcemy być minimalistami, więc DECYDUJEMY, czego musimy pozbyć się z naszego życia. Wybory te mogą łączyć się z ogromnym wysiłkiem, szczególnie psychicznym.

    Nie będąc jeszcze studentką i żyjąc w domu rodziców, próbowałam dostosować się do życia, które mi pokazali. Dużo rzeczy na półkach, dużo książek, które zupełnie mi się nie podobały. Mikrofala z opcjami, których nie rozumiałam, a co dopiero miałabym użyć. Superhiperekstra zestaw kuchenny. Dużo podręczników, dużo kwiatków na parapetach, dużo poduszek na łóżku, dużo.. dużo, dużo! Wprowadziłam się do mieszkania w innym mieście. Zrobiłam listę potrzebnych rzeczy. Była ona obłędnie długa. I wiecie co? Dałam ją do przejrzenia mojej mamie, siostrze, współlokatorce i chłopakowi. Każde z nich miało poskreślać rzeczy, które, ich zdaniem, były totalnie zbędne. Udało mi się zebrać listę rzeczy niezbędnych. Zaoszczędziłam czas, miejsce, pieniądze i teraz cieszę się stylowym mieszkaniem, gdzie mam miejsce przede wszystkim dla siebie i własnych myśli.

    Kieruję się zasadą TRZECH: 1. Czy to jest mi potrzebne tak naprawdę, naprawdę? 2. Czy stać mnie na to? 3. Czy posiadanie tego sprawi mi radość i satysfakcję?

    Robienie list zakupów jest świetne, ale pozwalam sobie na pewne odstępstwa. Ach, ten powiew szaleństwa! :) Pytanie osób dla mnie ważnych o zdanie. Pytanie samej siebie o zdanie – to najważniejsza sprawa.

    Nie dajmy się zwariować. Uczyńmy nasze życie lepszym. Ale nie w myśl modnych ideologii. W myśl życia, o którym zawsze marzyliśmy.

    Pozdrawiam Autorkę tekstu:

    „Jak przestać czuć się przytłoczonym i lepiej podejmować decyzje?”Jest Pani dla mnie ogromną inspiracją! :)
    Magdalena

  • hermiona158

    Tak, podejmowanie decyzji co kupić to faktycznie problem. Swój nowy telefon wybierałam chyba z pięć lat! Tak naprawdę to nie wybierałam bo slabo szukałam, zaztanawiałam się co bym chciała żeby miał i nie mogłam znaleźć odpowiedniego. Aż w końcu dwa lata temu stwierdziłam że potrzebuję smartfonu i poprosiłam chłopaka żeby mi poszukał jakichś dobrych. Określiłam co mi potrzeba i cenę (tak plus minus), no i okazało się że w takim przedziale cenowym i przy moich wymaganiach były trzy telefony – obejrzałam je, stwierdziłam, który mi się bardziej podoba i kupiłam. Także od tej pory jak potrzebuję jakiejś elektroniki to zwracam się do niego :)
    A jeśli chciałam kupić coś prostego jak ten blender i zaczynam się nagle zastanawiać nad czymś dużo bardziej skomplikowanym to po prostu się zatrzymuję i pytam czy ja naprawdę tego potrzebuję czy działają na mnie reklamy. No i często się okazuje, że nie potrzeba mi tego wszystkiego :)
    Fakt faktem najdłuzej mi schodzi określenie kryteriów danej rzeczy. Z drugiej strony, może lepiej zastanowić się przez parę dni czy faktycznie nam czegoś potrze a zamiast kupować coś czego potem nie będziemy używać i będzie leżeć i się kurzyć?

  • Paula! Jesteś genialna! Bardzo Ci dziękuję za ten tekst! Ostatnio na mojej głowie tyyyyle spraw. Organizacja wesela Brata, praca, praca magisterska, jeszcze blog i milion innych zobowiązań…. Naprawdę czuję się tym wszystkim przytłoczona. Dziękuję CI bardzo! :D Na pewno Twoje rady mi pomogą to wszystko ogarnąć! :)

  • Kasia Gdańsk

    Gdy muszę podjąć ważna decyzję spisuje na kartce wszystkie zalety i wady danego rozwiązania, kolejno wybieram 2-3 z największą liczbą zalet i kolejne etapy analizy dotyczą tylko tych zawężonych rozwiązań. Przeważnie wygrywa rozwiązanie, które wywołuje we mnie pozytywne emocje. Kolejny sposób dotyczy tylko decyzji zakupowych i polega na niekupowaniu/robieniu zakupów podczas przejedzenia oraz silnego głodu. Do koszyka potrafią wpaść wtedy nielubiane produkty oraz zbyt duże ilości produktów. Staram się też nie kupować niczego „z nudów” oraz przy smutnym/złym humorze.
    Aby podejmowanie decyzji szło sprawniej warto zasięgnąć się rady przyjaciół/współlokatorów/partnerów, którzy uświadomią nam REALNĄ potrzebę na dany produkt.

  • Joasia

    Mój sposób na szybkie decyzje? Patrzeć na świat z optymizmem.

  • Jurata

    Bardzo dziękuję za wartościowy wpis. Uświadomił mi, że naprawdę warto zacząć się zadowalać ‚wystarczająco dobrym’, chociaż na pewno nie we wszystkich kwestiach życiowych ;)
    Pewnie zaliczam się do perfekcjonistów, ponieważ czasami nawet wybór kolczyków (kupując przez Internet) zajmuje mi prawie tydzień, a co już mówić o poważniejszych zakupach.

    Mimo wszystko, moim sposobem za sprawniejsze podejmowanie decyzji jest, gdy już zawęziłam opcje wyboru do w miarę rozsądnej liczby, ostateczny wybór odkładam przynajmniej na drugi dzień, gdy głowa ochłonie z mętliku poszukiwawczego. Wtedy bez trudności, z jasnym, świeżym spojrzeniem, wybieram to, czego potrzebowałam. Na razie ta metoda nie zawodzi. Celem pozostaje tylko skrócenie czasu od początku poszukiwań do osiągnięcia zawężonej listy opcji do wyboru, co po Twoim artykule mam zamiar osiągnąć już przy najbliższej okazji. :)

  • angellovesdreams

    Super wpis. Szczególnie pomysł movie wish list mi się spodobał. Na pewno wprowadze ☺
    Mój sposob na sprawne podejmowanie decyzji – moja złota reguła X-5-3-1. Po pierwsze X, czyli okreslam kwote jaka zamierzam na zakup przeznaczyc. Po drugie staram sie określić 5 kluczowych parametrow czy funkcji. Tym samym eliminuje wszystkie super nowe i innowacyjne funkcje, których prawdopodobnie nigdy nie wykorzystam  a które zapewne będą kusily moja wyobraźnię. W kolejnym kroku staram się wybrać maksymalnie 3 modele urzadzen. I na koniec mam 1 godzinę na dokonanie wyboru. Tak przyjęty system naprawdę ułatwia dokonywanie zakupowych wyborów. A przy okazji uczę się podejmować rozsądne decyzje, nie nadwyrezając przy tym mojego portfela. Dzięki metodzie X-5-3-1 mogę sobie pozwolić na częstsze zakupy, ponieważ kupuję to czego naprawdę potrzebuje, tym samym odkladajac pieniadze na kolejny fajny zakup :-)

  • Uwielbiam tworzyć listy. Dzięki nim mam zawsze dopięty budżet domowy, nadwyżki finansowe rozsądnie ulokowane lub wydane. Wiem, co i kiedy należy zrobić, zapłacić. Mam zapisane pomysły na różne aktywności z dziećmi, listę filmów do obejrzenia i książek do przeczytania.

    A z zakupami zawsze robię tak, że muszą swoje „odleżeć” w koszyku. Zwłaszcza te internetowe. Jutro, po tygodniu prawie, jadę kupić spódnicę. Potrzebowałam kilku dni, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że to na pewno dobry wybór :)

  • Ola

    Proces decyzyjny w moim przypadku sprowadza się do tego, że po pierwsze nigdy nie podejmuję ważnych decyzji w szczęściu lub smutku, a po drugie korzystam z Wunderlist (listy zakupów, spraw studenckich, lista książek do przeczytania, filmów do obejrzenia, rzeczy których pragnę się nauczyć, lista rzeczy które mogę robić gdy mam wolny czas, lista moich małych rzeczy które sprawiają mi wielką radość oraz lista rzeczy za które jestem wdzięczna uzupełniania obficie codziennie). Właściwie trzymając się tego narzędzia moje życie zmieniło się diametralnie, czuję że uzyskałam kontrolę nad nim, nie spędzam 3h w internecie na wyborze książki do przeczytania gdy cierpię na kaca czytelniczego. Nie zastanawiam się co mogę ze sobą zrobić, bo akurat mam wolne popołudnie tylko sięgam w te listy:) Od paru dni wypisuję też swoje wydatki i przychody do małego notesika w portfelu. Świadome życie w 100%.

  • Ewelina

    Mój sposób na sprawniejsze podejmowanie decyzji jest prosty – nie bój się i daj sobie prawo do błędów. Od kiedy stosuje ten patent problemy typu – czerwona czy bordowa pomadka zniknęły bezpowrotnie. Dzięki takiemu podejściu oszczędzam czas, spełniam marzenia i jestem szczęśliwa.

  • Maria

    Małe decyzje podejmuję szybko. Kiedy potrzebuję nowej rzeczy, to kupuję pierwsza, która spełnia moje oczekiwania, a jeśli nie potrafię się zdecydować to rzut monetą zawsze działa. Wybór restauracji albo gry planszowej na wieczór staje się dużo prostszy :)

  • Kamil Dyluś

    Bardzo ciekawe rady które czas teraz wcielić w życie :)

  • i właśnie przez to od 2 lat kupuję laptopa :)
    I chyba nie kupię go jeszcze przez najbliższe 2 <3

  • markdottir

    Wow. też to mam. Ja w stopniu umiarkowanym, ale mój mąż to już w stopniu mega. Masakra.

  • Kora

    W końcu coś, co mnie nie dotyczy! :) Z wielu rzeczy, nad którymi muszę pracować decyzyjność wychodzi mi najlepiej. Zazwyczaj pierwszy wybór – określam czego potrzebuję i tego się trzymam. Nawet wybierając maszynę do szycia, która miała być dobra, droga i służyć mi do końca życia – decyzję podjęłam w 5 minut. Bhawo ja! :)

  • Pingback: materiały wygrzebane z sieci | Zorganizowani - Blog o organizacji, rozwoju osobistym i motywacji()

  • Też często mam problem z wyborem jednej rzeczy z wielu dziś dostępnych. Podoba mi się pomysł z ograniczeniem ilości opcji oraz list-ściągawek (częściowo już wprowadziłam je wcześniej). Bardzo przydatny post, podaję dalej.