6 mitów, w które wierzyłam przed założeniem firmy

własna-dzialanosc-mity

W połowie lipca minęły dwa lata od momentu, w którym drżącą ręką podałam pani w okienku wniosek o wpis do ewidencji działalności gospodarczej. Już na długo przed tym momentem byłam pełna obaw, a kolejne rozterki piętrzyły się z szybkością przyprawiającą o zawrót głowy.

Nie miałam pojęcia o prowadzeniu firmy, kompletnie się na tym nie znałam. Do tego miałam wrażenie, że im więcej o tym czytam i im więcej wiem, tym trudniej mi nad tym wszystkim zapanować. Z tego powodu dałam się wpuścić w wiele pułapek myślenia, które czyhają na początkujących przedsiębiorców.

Pomyślałam sobie, że pewnie nie tylko ja im uległam i pewnie jeszcze wiele innych osób da się na nie złapać. Postanowiłam więc zebrać wszystkie te przekonania, które okazały się zdradliwe. Jest wśród nich sporo mitów, o których teoretycznie powinniśmy od początku wiedzieć, a jednak co rusz ktoś daje się złapać w ich sidła. Mam nadzieję, że będą przydatne. Liczę również, że zechcecie opowiedzieć o Waszych doświadczeniach i uzupełnicie ten zbiór swoimi komentarzami (ale także pytaniami – nie bójcie się ich zadawać).

MIT 1: Muszę poczekać na lepszy moment

Oczekiwanie na idealny moment to chyba najczęstszy powód odkładania decyzji o rozpoczęciu działalności. Sama nosiłam się z tą myślą dobre dwa lata. Najpierw wymówką były studia, potem brak doświadczenia, jeszcze później poczucie, że powinnam wszystko doskonale zaplanować w każdym najdrobniejszym calu. Tak naprawdę, gdyby nie kończący się termin przyjmowania wniosków o dotację, zastanawiałabym się pewnie jeszcze dłużej.

Łudzimy się, że kiedyś nadejdzie taki czas, kiedy pozbędziemy się wszystkich powstrzymujących nas problemów i rozterek, ale to nigdy się nie stanie. Zresztą, historie wielu biznesów pokazują, że sukces można osiągnąć nawet zakładając firmę w momencie, który wydaje się najgorszym z możliwych. Spójrzcie chociażby na Pata Flynna – popularnego blogera i podcastera. Jego pierwszy biznes powstał, gdy Pat został zwolniony z pracy, a jego żona była w ciąży z ich pierwszym dzieckiem. Czy można sobie wyobrazić mniej sprzyjające okoliczności? A jednak Pat odniósł sukces, którego można mu pozazdrościć.

Czas nigdy nie będzie odpowiedni, a my nigdy nie będziemy stuprocentowo gotowi. Odkładanie tej decyzji w przyszłość może przynieść co najwyżej zniechęcenie.

MIT 2: Dwa lata preferencyjnego ZUSu to mnóstwo czasu

Przedsiębiorcy, którzy nie prowadzili wcześniej działalności, mogą skorzystać z preferencyjnych stawek ZUS. Oznacza to, że zamiast ponad 1000zł miesięcznie, mogą płacić połowę tej kwoty przez dokładnie dwa lata. To duże ułatwienie, kiedy próbujemy rozwijać działalność, ale także mała pułapka, w którą wiele osób wpada.

Dlaczego? Ponieważ cały czas gdzieś tam z tyłu głowy mamy świadomość, że wydatki związane z firmą w pewnym momencie drastycznie wzrosną i trzeba zrobić wszystko, by zarobki były wtedy na odpowiednio wysokim i stabilnym poziomie, ale jednocześnie ten termin wydaje się strasznie odległy. Przez to przesuwamy te bardziej śmiałe plany o kolejne miesiące, a w pewnym momencie okazuje się, że dwa lata minęły szybciej niż ktokolwiek by się spodziewał.

wlasna-firma-mity

MIT 3: Po co mi księgowa? Ogarnę to sama w 10 minut

Wiele osób podpowiadało mi, że księgowa to strata pieniędzy, bo w jednoosobowej firmie wszystko można policzyć samodzielnie. I faktycznie, można. Tyle że już w pierwszym miesiącu poświęciłam co najmniej kilka dni, by dowiedzieć się, jak rozliczyć poszczególne zlecenia, jak ujmować przychody bezrachunkowe i z jakich ulg mam szansę skorzystać.

A kiedy uznałam, że większość rzeczy ogarnęłam i to wcale nie takie trudne, przyszedł kolejny miesiąc, a z nim zagraniczny przelew od Google, wątpliwości dotyczące kosztów i zlecenie od firmy z innego kraju. Miałam do wyboru dwie opcje: Znowu poświęcić mnóstwo czasu na szukanie, pytanie i doczytywanie, albo powierzyć to komuś, kto zna się na tym lepiej ode mnie. Wybrałam to drugie i z perspektywy czasu ani trochę nie żałuję.

MIT 4: Nie powinnam rezygnować z żadnych propozycji

Praca na własny rachunek bardzo często oznacza nieregularne zarobki, ale również wrażenie, że skoro jesteśmy początkujący, musimy coś udowodnić sobie i światu. To z kolei pociąga za sobą poczucie, że kiedy nie mamy na horyzoncie żadnego większego zlecenia, powinniśmy przyjmować wszystkie propozycje, niezależnie od tego, jak bardzo nam odpowiadają. Stad już prosta droga do frustracji, zmęczenia i zniechęcenia.

Sztukę odmawiania musiałam opanować dość szybko, ale zanim to się stało, zaliczyłam dziesiątki sytuacji, w których byłam potwornie zła na samą siebie. Przyjmowałam oferty, których realizacja pochłaniała wiele dni, a nawet tygodni. Za wynagrodzenie, które otrzymywałam, nie byłabym w stanie opłacić nawet czynszu, a jednocześnie wszystkie sprawy związane z moimi celami stały w miejscu. Warto już na samym początku określić swoje priorytety, a przede wszystkim nie przyjmować zleceń, gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że będziemy tego żałować.

praca-na-wlasny-rachunek

MIT 5: Im dłużej będę pracowała na początku, tym lepiej

Przez pierwsze miesiące siadałam do komputera około godziny 7 rano, a wyłączałam go, gdy za oknem było już ciemno. Wiedziałam, że tak nie powinnam, czytałam tyle mądrych książek, które radziły ustalanie harmonogramu, ale jednocześnie ciągle żyłam w poczuciu, że mnie to tak do końca nie dotyczy, bo przecież DOPIERO ZACZYNAM!

Kiedy wyłączałam się z życia online, nie miałam już siły na nic poza zjedzeniem kolacji i położeniem się do łóżka. Z czasem zorientowałam się również, jak niewielka część tego mojego przesiadywania przed monitorem to faktyczna, przybliżająca mnie do celu praca. Dopiero po kilku miesiącach uznałam, że coś tu nie gra i wcale nie tak powinno to wyglądać. Ustalanie harmonogramu dnia jest piekielnie trudne, ale bez niego łatwo się pogubić.


>> Zobacz też: Rzeczy, których nikt Ci nie powie o pracy w domu


MIT 6: Robię to, co lubię, więc wszystko powinno iść jak z płatka

Nie będę Wam przytaczała tego cytatu o robieniu tego, co się kocha, bo chyba wszyscy zdążyliśmy się nim już zachłysnąć. Czytając wszystkie podobne zdania i historie sukcesów, kompletnie zapominałam o tym, że zarabianie na pasji to nie tylko ta przyjemna część, ale też (w znacznej części) wszystkie związane z tym obowiązki, które są już dużo mniej ciekawe.

Czasem miałam wrażenie, że jeśli chwilami mam dość, jeśli nic nie idzie tak, jak powinno, to znak, że kompletnie nie nadaję się do tego, co robię. Przecież miało być tak pięknie! Warto odpowiednio wcześnie uświadomić sobie, że pasja nie wystarczy, a sytuacje, które sprawiają, że uciekają nam chęci do wszystkiego są równie częste jak momenty dumy i satysfakcji.


Strasznie mnie ciekawi, jak wyglądają Wasze doświadczenia z pracą na własny rachunek. Czy było coś, co w praktyce wyglądało zupełnie inaczej niż w teorii? A może jesteście na tym etapie, na którym ja byłam, wierząc we wszystkie te mity i dopiero zamierzacie postawić swoje pierwsze kroki? Liczę, że rozwieję przynajmniej część wątpliwości. A jeśli chcielibyście zgłębić temat nieco bardziej, poszukajcie książki „Zostań freelancerem” Agnieszki Skupieńskiej z bloga Biznesowe Info. Strasznie żałuję, że nie mogłam przeczytać takiego przewodnika dwa lata temu.

Mam nadzieję, że mity, którymi się z Wami podzieliłam, okażą się przydatne. Jeśli uznacie je za warte uwagi, będzie mi szalenie miło, gdy podzielicie się nimi ze swoimi znajomymi.

Zapisz

Zapisz

  • Ach, na początku rozliczałam się sama na podstawie rad kolegi prowadzącego działalność plus jakiejś księgowej mojej znajomej (rady przechodził przez kilka osób). Ba, nawet dzwoniłam do znajomego z Urzędu Skarbowego, który niby powiedział, co i jak. Po kilku miesiącach zatrudniłam księgową i nagle okazało się, że tamci źle wszystko powyliczali, dobrze, że robiłam nadpłaty, a nie w druga stronę:)

    • Iwona

      Jestem księgową i prowadzę własne biuro. Nie raz i nie dwa poprawiałam cudze błędy. Niektórym wciąż wydaje się, że księgowa to zbędny wydatek i poradzą sobie sami. Pewnie, że można przy małej działalności. Można też zatrudnić mamę, ciocię, wujka bo taniej, Tylko potem wychodzą różne kwiatki z tej taniości :)

      • Najgorsze, że nawet niektórym księgowym nie można ufać, ja kopiowałam błędy koleżanki, która księgową miała:) A wtedy wystawiałam jedną FV miesięcznie;)

        • Iwona

          To prawda bo księgowe też są różne. Zwłaszcza, że ten zawód został uwolniony i teraz biuro rachunkowe może mieć każdy. Niestety klienci zaczynają rozmowę od „za ile” zamiast „jakie ma pani doświadczenie i kwalifikacje” :(

  • Założyłam firmę w 2012 r., również korzystając z dotacji. Zamknęłam ją po dwóch latach, bo w tamtym czasie nie opłacało mi się przechodzić na „duży ZUS” – krótko mówiąc, nie udało mi się rozkręcić na tyle, żeby temu podołać. Byłam młoda, a o robieniu biznesów nie wiedziałam kompletnie nic. Było to jednak jedno z najcenniejszych doświadczeń zawodowych. Sporo się nauczyłam. Dzisiaj wiele rzeczy zrobiłabym zupełnie inaczej. Korzystałam na maksa z opcji szkoleń dla mikroprzedsiębiorców i w ramach dofinansowanych przez UE projektów udało mi się odbyć roczne szkolenie z projektowania i udać się na konsultacje związane z zakładaniem organizacji pozarządowej – zupełnie za darmo. Księgową od razu sobie ogarnęłam – kompletnie nie potrafię liczyć i wizja skarbówki, która mnie przetrzepie o 5 gr spędzała mi sen z powiek :D Bardzo możliwe, że niebawem wrócę do własnej firmy, bo obecny pracodawca chciałby się rozliczać na FV. W sumie mi to na rękę, bo od czasu zamknięcia poprzedniej, zrodził mi się w głowie zarys tego, co właściwie chciałabym robić.

    Mój mit, który chciałabym obalić? Nazwa firmy, którą się rejestruje. Kompletnie do niczego nie jest potrzebna, jeżeli pracuje się na różnych projektach. No, tylko do wystawiania FV. Myślę, że gdy będę rejestrować się kolejny raz pozostanę po prostu przy imieniu i nazwisku, które traktuję jako własną markę.

    • Ja również wychodzę z założenia, że warto próbować. Początkowo wizja tego, że mi nie wyjdzie była totalnie przerażająca i jawiła się w mojej wyobraźni jako potworna tragedia. Dopiero kiedy zaczęłam analizować to na chłodno, pojawiło się to kluczowe pytanie: „Co najgorszego może się stać?” i wyszło na to, że tak naprawdę nie ma się czego obawiać – zwłaszcza jeśli nie inwestuję jakiejś ogromnej sumy na start. To niezła szkoła życia, niezależnie od tego, czy wychodzi, czy nie :)

      A co do nazwy: Zgadzam się! Nie dość, że pochłania to mnóstwo czasu i totalnie niczego nie wnosi, to dodatkowo dostarcza pewnie jedynie problemów z kategorii „Jak się to pisze?” przy podawaniu danych do faktury :)

  • Weronika

    Akurat planuję założyć w najbliższym czasie działalność, więc Twój wpis spadł mi z nieba :D. Na pewno skorzystam z Twoich rad :)

  • Własną działalność mam od kilku miesięcy, ale mój mąż miał wcześniej swoją. Miałam ten komfort, że nie musiałam szukać księgowej. Też na początku wydawało mi się, że muszę pracować 24 godziny na dobę, ale z czasem wypracowałam sobie system. Do większości rzeczy trzeba czasu, szczególnie jeśli chodzi o kwestie organizacyjne.

  • Chochlik

    Zawsze mega zazdroszczę ludziom, którzy pracują na własny rachunek i we własnym „trybie”/harmonogramie dnia ;)

    • Też zawsze tego innym zazdrościłam. Postanowiłam jednak przestać zazdrościć i zrobić tak, żeby to mi zazdroszczono ;). Więc nic straconego :).

      • Chochlik

        Gdybym umiała robic cos na tyle dobrze, ze mogłoby być to moim źrodłem utrzymania, to na pewno bym taka firmę miała ;)

        • A ja odpowiem Ci trochę przewrotnie: Często okazuje się, że to fajnie wygląda tylko, gdy patrzy się na to z boku. Takie klasyczne: „Wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma”. Jest mnóstwo osób, które kompletnie nie potrafią się wbić w ten tryb życia, trudno idzie im motywowanie się do pracy, gdy szef nie stoi nad głową i szybko rezygnują. Warto pamiętać, że każdy sposób na życie ma dwie strony medalu i przypominać sobie o tym, kiedy wydaje nam się, że wolelibyśmy robić coś innego :)

          • Chochlik

            Ja wiem, że nie zawsze jest kolorowo (a czy na etacie jest?) i wszystko ma swoje plusy i minusy ;) Po prostu widząc swoje preferencje/godziny w których jestem najbardziej produktywna/to że jestem typowo domowym stworzeniem, myślę, że taka praca dużo bardziej by mi się spodobała. Na razie (mniej lub bardziej) po cichu zazdroszczę takim osobom, może kiedyś sama znajdę jakieś ukryte umiejętności, z których mogłabym ukręcić jakiś biznes :D

          • W takim razie trzymam kciuki, byś miała okazję spróbować! :)

          • Chochlik

            dzieki! ;)

  • Uwielbiam Twoje wpisy – są takie życiowe. Chętnie powitałabym wpis o freelance. Nigdy za wiele!

    • Dzięki! Miło to czytać :)
      Jest coś konkretnego, czego chciałabyś się dowiedzieć na temat pracy na własny rachunek?

      • Najchętniej o początkach – o szukaniu swojej drogi i pomysłu na biznes.

  • Anka B

    Nie prowadzę własnej działalności, ale te rady są przydatne dla wszystkich, a punkt 1 nieźle dał mi popalić. Fajnie czytać taki backstage osób, które mnie inspirują :-)
    A z czystej ciekawości, mogłabyś napisać czym konkretnie zajmujesz się zawodowo?

    • Utrzymuję się głównie z blogowania, ale również z projektowania grafiki :)

      • Anka B

        Dzięki za odpowiedź ;-))

  • Ciekawy post! Chętnie poczytałabym więcej o Twojej pracy i konkretnych projektach. A tak na marginesie, cudowne włosy w tytułowym zdjęciu ;)

  • Aaaaaa, genialne rady! Sama myślę o własnej firmie więc takie teksty będą dla mnie wtedy nieocenone. Ale na razie obrona! :)

  • Małgorzata

    Ja właśnie jestem jedną z tych osób odkładających w nieskończoność. Przemyślałam już wszystko co powinnam, również setki scenariuszy, które pewnie nigdy się nie wydarzą i ciągle czekam. Ale muszę przyznać, że Twój wpis dał mi małego kopniaka motywującego :) Bardzo lubię u Ciebie takie wpisy. Nie są pełne banałów, mają sporo przykładów „z życia” i przyjemnie się je czyta :)

    • Ale miło! Bardzo się cieszę, że tak je odbierasz :)
      Przesyłam motywującego kopniaka!

  • Prowadziłam własną działalność kilka lat temu jako freelancer i wróciłam do pracy w czyjejś firmie na etacie. Dlaczego? Nie potrafiłam, za żadne skarby tak się zmobilizować i zorganizować, żeby ogarnąć życie „poza” zleceniami i same zlecenia. W ciągu dnia tak mi się to zazębiało, że bywało że siedziałam do późnej nocy sfrustrowana i zła na siebie, albo że sama gubiłam się w tym, co powinnam robić.
    Jakoś tak mi się w mózgu utarło, że jednak praca to praca, a dom to dom = odpoczynek.
    Przyznaję się też bez bicia, że nie przyszło mi wtedy do głowy czytanie jakiś mądrych książek, czy takich jak Twój motywujących blogów. (Baa, w 2012 to nie wiem czy nawet takowe bym znalazła ;) )
    Teraz z kolei, pracując na etat i usiłując prowadzić bloga nie zawsze udaje mi się to drugie zwłaszcza, ale… nie żałuję. Praca w firmie (nie, nie jest to korpo) daje mi poczucie stabilności, czego jednak przy zleceniach nie miałam.
    Ot tak, z drugiego końca kija napisałam ;-)
    pozdrawiam!

    • Jak ja cię rozumiem :D
      Przed pracą na etacie (też nie korpo na szczęście) też freelansiłam (na zlecenia), ale to było tak nieregularne i stresogenne i chujowe w organizacji, że teraz na tym etacie „odpoczywam” zanim zbiorę się z powrotem do samozatrudnienia. Fakt, etat jest wygodny, leżysz brzuchem do góry a forsa spływa, dodatkowo ma się opiekę medyczną za free i inne cuda, ale wiadomo, po pewnym czasie chce się czegoś więcej ;p mi zaczyna się chcieć i jestem pomiędzy młotem a kowadłem :D

      • Dlatego ja prowadzę bloga :P
        Ale na serio: jasne, że tu i tu są za i przeciw, miliony wątpliwości i rozterek. Będąc na garnuszku mamusi, mogłam się ‚pobawić’ we własną firmę bez groźby że w razie niepowodzenia wyląduję pod mostem. Obecnie jedyne czego mi trzeba to po prostu stabilność i płynność finansowa.
        Nie twierdzę, że teraz po kilku latach, będąc mądrzejszą o jakieś doświadczenia bym nie odniosła sukcesu sama, jednak… jak to mówią, nie można łapać za wielu srok za ogon ;)

        • Też prowadzę :P piona! Widzę, że kolejna osoba kreatywna, a ja takich szukam i lubię podglądać. Już lajk poszedł ode mnie :) Zapraszam też do siebie – tylko ja bardziej w ilustracje idę.

          Ja się na razie wolę nie rzucać i sobie na spokój zbierać oszczędności z pensji, żeby móc przeżyć parę miesięcy bez pracy :P u mnie problemem jest, że mam za dużo pomysłów na siebie i nie wiem w którą stronę iść :D

    • Dobrze, że o tym wspominasz. Moim zdaniem powinno się pisać o pracy na własny rachunek oraz pracy na etacie również z tej perspektywy. Mam wrażenie, że wykreował się taki wizerunek freelancingu jako zajęcia wyzwalającego, pozbawiającego wszelkich trosk i mającego jedynie dobre strony. Tymczasem prawda jest taka, że naprawdę trudno jest sobie to wszystko ogarnąć i na pewno nie jest to zajęcie dla każdego. W pełni rozumiem przywiązanie do etatu, wręcz jestem przekonana, że u większości osób sprawdzi się o wiele lepiej. Niezależność i szefowanie samemu sobie brzmią świetnie, ale wiele osób zapomina, że za tym stoi również całe mnóstwo o wiele mniej przyjemnych czynności, od których etat nas wyzwala. Wspominałam o tym nieco szerzej we wpisie, do którego odsyłam przed mitem numer 6 :)

  • Gratuluję i podziwiam ! Prowadzenie własnej działalności nie jest łatwe. Mi się marzy ale coraz częściej nie jestem pewna czy to dobry pomysł. Własny biznes przy dziecku ? To chyba nie możliwe, no ale nie dowiem się kiedy nie spróbuje!

    • Myślę, że jak najbardziej możliwe :) Byłoby trudniej, ale na pewno nie jest to nie do zrobienia :)

  • O tak, z częścią tych mitów sama się zmagałam. Przede wszystkim na początku podejmowałam się wszystkich zleceń, jak leci. Dodatkowo zdarzało mi się celowo obniżać swoją stawkę, żeby potencjalny klient przypadkiem się nie rozmyślił. Na szczęście szybko zmądrzałam i teraz przed wzięciem jakiegokolwiek projektu dwa razy się zastanawiam, czy aby na pewno jest on dla mnie opłacalny (czasowo i finansowo).

  • Ja jestem jeszcze w fazie – fajnie by było ale nie teraz. Problem leży też w tym, że od początku miałabym duży zus, gdyż pracuję w firmie jako grafik (obecnie na etat) już 3 lata i przeskakując na FV dalej pracując dla tej firmy (którą lubie) zostałabym pozbawiona tej ulgi, więc po prostu na razie mi się to nie opłaca.
    Po chłopaku widzę (pracuje w tej samej firmie ale od początku na FV), że nie są to takie straszne rzeczy (prócz podatków – tak jak się śmiejemy – „dwie wypłaty dla siebie, trzecia na podatek” ;P ). Ja nie będę wiecznie pracować w jednej firmie, głównie ze względu na monotonie i chęć dalszego rozwoju, więc pewnie jak moje drogi z firmą się rozejdą przyjdzie czas na działalność, trochę czekam na to z ekscytacją ze szczyptą strachu, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije :)

    • Basia

      Z jakiej racji musiałabyś płacić duży ZUS? O ile mi wiadomo, będąc zatrudnionym na podstawie umowy o pracę za min. najniższe wynagrodzenie, a prowadząc własną działalność, opłaca się jedynie składkę zdrowotną. Chyba, że piszesz o jakimś szczególnym typie zatrudnienia, zasadniczo nie do końca rozumiem skrót FV – możesz rozwinąć swoją myśl? Dzięki i pozdrawiam

      • bo wystawialabym faktury firmie gdzie jestem juz stażem ponad 2 lata. Znajoma właśnie musiała przejsc na firmę ostatnio to udało jej się wynegocjować ileś złotych więcej do wyrównania z racji tej sytuacji.

        • Basia

          FV- tak myślałam, nie rozumiałam sformułowania „pracować na FV” ;), nie spotkałam się w swojej pracy z takim określeniem. Jeśli chodzi o kwestię, którą poruszyłaś – wszystko się zgadza, ale tylko wówczas, gdy nie będziesz równocześnie zatrudniona przez swojego pracodawcę. Ale i to da się „obejść” – wystarczy mieć jeszcze jednego odbiorcę swoich usług – nawet takiego na fikcyjne 50 zł. Pozdrawiam :)

          • Być może to tez kwestia umowy. Z tym pracować na FV to my mamy tak, że przychodzimy normalnie do pracy jak na etat i siedzimy te 7-9 godzin i co miesiąc zamiast wypłaty po prostu wystawiamy fakturę firmie do zapłaty. Wiem, że znajoma z mojego działu własnie cośtam jeszcze osobno rozlicza z freelansu, ale i tak placi duży zus. Więc może albo zależy, albo nie jest wystarczająco doinformowana ( chociaż dowiadywała się dużo) Przydałaby się wypowiedź kogoś kto się na tym zna, bo głupie to jak nie wiem.

          • agrafka

            Możesz miec prawo do mniejszego ZUSu, tylko musisz mieć inny kod PKD i zakres usług w umowie i na fakturze. Prawo do małego ZUSu nie przysługuje wtedy, gdy zamierzasz świadczyć takie same usługi dla byłego pracodawcy. Więc jesli kod PKD Twojej firmy i zapisy na umowie/fakturach bedą wskazywały na inny zakres usług, niż te, które świadczyłaś wcześniej, to możesz skorzystać z preferencyjnych stawek.

  • Michalina

    Czym zajmuje się twoja firma? Sama prowadzilam przez 1,5 roku działalność gospodarczą pracując jednocześnie na etacie. Każda z tych form zatrudnienia ma swoje plusy jak i minusy, mysle jednak, że prowadzenie własnej firmy może dać naprawdę dużo satysfakcji.

    • Blog i wszystkie związane z nim aktywności + projektowanie grafiki :)

  • Julia

    Tak trochę z innej beczki, można Twoją twórczość zobaczyć gdzieś poza blogiem? Chodzi mi głównie o grafikę czy ilustracje :)
    A propos tekstu to ja znajduję się jeszcze nawet nie na początku tej drogi, przeraża mnie założenie własnej działalności, obawa przed porażką jest ogromna. Dzięki temu postowi troszkę parę rzeczy mi się rozjaśniło i nie powiem, pocieszyłaś mnie, trochę w tych wszystkich słowach odnalazłam siebie :) teraz czeka na mnie lektura Agnieszki Skupińskiej w takim razie.
    Pozdrawiam, jestem tutaj nową czytelniczką, ale już sporo inspiracji odnalazłam w Twoich postach.

    • Hej Julia, fajnie, że się odezwałaś :)

      Niestety, w tej chwili nie ma takiego miejsca – zabieram się do tego już tyle czasu, a ciągle na horyzoncie pojawia się coś ważniejszego. Być może w przyszłości coś takiego się pojawi :)

      • Edyta

        Też czekam! :)

      • Julia

        Jak to się mówi: szewc bez butów chodzi :) trochę mam to samo.
        Czekam z niecierpliwością na Twoje portfolio :) i powodzenia w dalszej działalności.

  • Mi niedługo minie pół roku od założenia działalności i przyznaję, że póki co wydawało mi się, że te 2 lata preferencyjnego ZUSu to kupa czasu. Ale rzeczywiście, miesiące mijają szybko, więc chyba muszę się zmobilizować i myśleć bardziej perspektywicznie. :)

  • Praca non stop bez względu czy dotyczy własnej działalności, nauki itd. to faktycznie nie najlepszy pomysł, już dawno zauważyłam, że bez dobrego rozplanowania czasu praca nie jest efektywna. Nie zawsze jest łatwo, bo czasem kusi by posiedzieć jeszcze trochę, zrobić konkretną rzecz do końca, ale potem sił brak i kończy się na późnym, banalnym odpoczynku – wieczorze przed telewizorem

  • Ja wciąż mam wiele obaw jak pomyślę, że w przyszłości miałabym założyć własną działalność gospodarczą, chociaż bardzo bym chciała. Wydaje mi się. że tak wiele rzeczy jest przy tym do ogarnięcia, że nie wiedziałabym od czego w ogóle zacząć.
    Mam jeszcze pytanie, trochę mniej powiązane z tematem. Możesz mi powiedzieć, czy ukończyłaś jakiś kurs, szkołę związaną z grafiką, zanim przystąpiłaś do pracy w tej dziedzinie, czy raczej wystarczyły umiejętności i dobre portfolio?

  • Joanna eSz

    Mega fajny wpis, bardzo pomocny, nie tylko ludziom zaczynającym działalność, ale i zmieniającym swoje życie zawodowe w ogóle. Dzięki :)

  • podpisuję się pod tym rękami i nogami ;) u mnie już dawno minęły trzy lata, a przecież dopiero co zaczynałam! księgowość do tej pory prowadzę sobie sama (jest tyle fajnych i łatwych w obsłudze „biur” online), z niewielką pomocą brata – finansisty ;) nie jest źle!
    mam za to ochotę walczyć z tym stereotypem freelancingu jako spokojnego, wyzwalającego sposobu na pracę i życie! nie zgadzam się, bo to ile pracy i energii muszę włożyć w to żeby firma hulała od rana do wieczora przechodzi ludzkie pojęcie :D nie wiem czy wszyscy zdają sobie po prostu sprawę z ogromu rzeczy, które będąc na swoim trzeba ogarnąć – na bieżąco i przyszłościowo ;)

    Ps. teraz biegnę po kasę fiskalną, kolejny koszmarek na drodze przedsiębiorcy :D

    • Też nie podoba mi się to przedstawianie pracy na własny rachunek jako totalnej sielanki. Teraz jest już tego mniej, ale jeszcze całkiem niedawno co chwilę dostawałam maile od kobiet, które zniechęcone obecną pracą, uznały, że freelancing pozbawi je wszystkich zmartwień i frustracji. Czułam się paskudnie, rujnując im tę wizję, ale jednocześnie miałabym ogromne wyrzuty sumienia, pchając kogoś w kierunku, o którym nie miał pojęcia.

  • A ja slyszalam, ze te 2 lata preferencyjnego ZUSu sa traktowane jako okres nieskladkowy. Cos wiecie o tym?

    • Płacisz wtedy składki, więc czemu miałby to być okres nieskładkowy? :)

      • jasne, że jest składkowy :) ale płacąc mniej niestety dostajemy też mniej (to się tyczy m.in. zasiłków, w tym macierzyńskiego)

        • Moze placa zasilki, ale w przypadku obliczenia stazu pracy do renty czy emerytury ten okres traktowany jest jak nieskladkowy. Czytalam historie dziewczyn, ktorym odmowiono renty, poniewaz przez preferencyjne skladki mialy za krotki staz pracy. Oczywiscie to wiadomosc zaslyszana (przeczytana) dlatego pytam.

          • agrafka

            Po części tak jest, bo będąc na niepełnym – preferencyjnym – ZUSie, jak sama nazwa wskazuje, nie płacisz pełnych składek. W związku z tym odpada Ci możliwość skorzystania z niektórych pomocy finansowych od państwa. Np. nie dostaniesz zasiłku dla bezrobotnych, gdybyś po tych dwóch latach chciała zamknąć działalność i zarejestrować się w urzędzie pracy, bo wg przepisów prawo do zasiłku dla bezrobotnych przysługuje tylko tym, którzy przez konkretny czas (w tym przypadku: rok) odprowadzali pełne składki.

  • Ja dopiero zbieram się za założenie firmy, ale do końca miesiąca chciałbym to wszystko już ogarnąć. Na razie muszę przygotować kilka rzeczy, a potem działam :D Oby się udało :P

  • Punkt z księgową trzeba podkreślić na czerwono!
    Myślę, że wiele osób na swoim stara się wszystko zrobić samemu i nagle chcą być ekspertami od wszystkiego. Prawda jest jednak taka, że przez to tracimy wiele czasu, który po prostu moglibyśmy przeznaczyć na główną tematykę naszej branży. Uważam, że warto zdobywać nowe doświadczenia, ale czasem jednak po prostu trzeba odpuścić, bo nie ma ludzi wybitnych w każdej materii :)

    • To prawda – nie możemy robić wszystkiego i nie możemy być dobrzy we wszystkim. Ale dojście do tej myśli chyba też wymaga czasu :)

  • świetny tekst! bardzo pomocny, planuję „ten zabieg” na początek roku ;)

  • Świetne rady! Sama jestem teraz w takim punkcie, gdzie z jednej strony planuję założyć działalność, a z drugiej jestem zagubiona i grozi mi stchórzenie. ;) Czyli najpierw musze rozprawić się z punktem numer 1.

  • Dziękuję za tak pomocny wpis, który obala mity i pozwala trzeźwo myśleć! :)

  • Bardzo pomocny tekst, fantastycznie, że to opisałaś :)

  • Podpisuje się pod każdym mitem…poza tym dotyczącym księgowej. Wiedziałam, że z tym sobie nie poradzę i miałam rację ;) Dlatego księgowa to była pierwsza rzecz, o którą zadbałam :) Dodatkowo pomogła mi ona z formalnościami przy zakładaniu firmy, urlopem macierzyńskim i inną papierologią, dzięki czemu miałam spokój ducha.
    Prowadzę firmę od 16 miesięcy i czasem się łapię na tym, że nadal nie powinnam odmawiać żadnej współpracy (i nawet ostatnio popełniłam ten błąd), ale całe szczęście odwróciło się to trochę na moją korzyść. Jednak prawdą jest to, że strach jest najgorszy przy zakładaniu firmy i jej prowadzeniu. I jak dla mnie nigdy nie opuszcza ;)

  • Paulina, ja wciaz jestem przy punkcie pierwszym, czyli czekam na odpowiedni moment, nawet jezeli tyle osob to powtarza, by na cos takiego nie czekac. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Jeśli tylko wszystko dobrze przemyślałaś i masz perspektywy na pierwsze zlecenia, to nie ma na co czekać! :)

  • Ciągle się zastanawiam nad założeniem własnej firmy, jeszcze więcej obaw i stresów i chyba cały czas czekam i zbieram odwagę, mam nadzieję, że nie będzie za późno:)

  • Z tym lepszym momentem to tak jak z podjęciem decyzji o posiadaniu dziecka – niektórzy mówią, że nigdy nie ma najlepszego momentu, zawsze jest coś, co sprawia, że można odwlekać decyzję. Ale jak się naprawdę chce pracować na swoim, to nie ma co czekać w nieskończoność :)

    • To prawda, miałam nawet podobne skojarzenia, pisząc ten akapit. W kwestii ciąży mówi się, że czasem najlepsze, co może się przytrafić niezdecydowanym to wpadka. Niestety, w przypadku zakładania firmy nie da się tego zrobić przez przypadek :D

  • Miałam bardzo podobne przekonania, które zweryfikował czas :) Chwała Bogu za cudowne księgowe, ogarniające dobrą robotę :) Na początku wszystko było dla mnie nowe, nienawidzę matematyki, ale lata w liceum ekonomicznym zrobiły swoje i bardzo mi pomogły :) Księgową mam i jest dla mnie bardzo wyrozumiała :) Zaraz moja firma obchodzi pierwsze urodziny, a ja wciąż nie mogę uwierzyć, że to już rok! Bardzo dużo się nauczyłam – nie biorę wszystkiego jak leci, nie pracuję dłużej niż maksymalne 8 godzin + nie pracuję w weekendy (nawet gdyby było to zlecenie marzeń za grube miliony) i świat się nie zawali, jak czegoś na siebie nie wezmę, bo nie samą pracą człowiek żyje. Jednak nie ma nic cenniejszego niż wolne po 14, lubię zasuwać z samego rana, kiedy mózg jest gotowy do walki :)

  • Mnie za to dopadł punkt 2, czyli niby było tak duuużo czasu do „dużego” ZUSu, a w praktyce zostało mi kilka miesięcy do tej gilotyny ;)

  • Punkt 3 – ha! też się uczyłam księgowości ;) nie polecam! Do dziś nie do końca spokojnie śpię, bo 5 lat jeszcze nie minęło…
    Dodałabym jeszcze jeden punkt, bo też wylądowałam w Panoramie Firm, a później byli strasznie upierdliwi, kiedy już nie chciałam dłużej. W dodatku teraz przychodzą od razu po założeniu DG listy z konkretnymi kwotami do zapłaty za przeróżne wpisy. Nie płaćcie tego!
    A! A jeśli zakładasz spółkę – konkretnie określ zakresy odpowiedzialności i obowiązków.

    • Masz rację, ilość spamu i listów wzywających do bezpodstawnych opłat jest na początku zatrważająca!

  • Dopisałbym punkt 7, który z resztą łączy się trochę z 6 – miliony ludzi prowadzi firmę to mi też się uda. Owszem jest to możliwe, ale statystyki są bezlitosne. Setki tysięcy firm zwijają się w pierwszych dwóch latach działalności i trzeba być przygotowanym, że nie zawsze pierwszy biznes się udaje.

    • To prawda. Powiedziałabym nawet, że warto być nie tylko przygotowanym na to, że się nie uda, ale i na to, że to nie koniec świata. Wielu przedsiębiorców, których marki odniosły sukces zaliczyło przed nimi wiele nieudanych pomysłów, ale o tym już tak często się nie mówi :)

  • Nie wiedziałem że Patt rozkręcał swój biznes kiedy jego żona była w ciąży, a on stracił pracę. Mogę jednak przyznać rację że to najlepszy moment na próbowanie czegoś swojego. Perspektywa dziecka albo innego istotnego wydarzenia niezwykle motywuje.
    Kilka miesięcy przed ślubem zrezygnowałem z bezpiecznego etatu i udałem się do urzędu założyć działalność. Oprócz oszczędności na ślub i wesele nie mieliśmy środków na wspólne życie. Nie wiedzieliśmy jak to będzie. Z perspektywy tych 4 lat mogę powiedzieć, że było warto :)

  • Tak, ja nabrałem się chyba najbardziej na 2 i 6. Teraz próbuje podejść do tematu bardziej systematycznie i z większym dystansem. Tym razem musi się udać:)

  • Przed założeniem firmy zbyt dużo nie zastanawiałam się nad konsekwencjami tej decyzji. Byłam młodziutka, dopiero po studiach, bez żadnych zobowiązań – po prostu poszłam po dotacje i ją założyłam. Bardzo cieszę się, że tak się stało, bo mam najlepszą pracę świata! :)

    Jednak zdaje sobie sprawę, że jeśli nie wykonałabym wtedy takiego kroku to teraz bym bardzo długo zastanawiała się nad tym co mnie czeka i nie wiadomo, czy moja firma by powstała…

  • Ja wprawdzie pracuję na własny rachunek i utrzymuję się z pracy zdalnej, ale jakoś wciąż boję się pójść do urzędu i założyć działalność. Szybko obaliłam mity 4 i 6 :)

  • Ja zastanawiam się nad założeniem własnej firmy od kiedy skończyłam studia. Przeraża mnie jednak ilość formalności oraz wszelkich opłat. Ta myśl, czy podołam, czy nie wyjdzie tak, że będę musiała pracować jeszcze więcej. Póki pracuję dla innej firmy odkładam to najdalej jak mogę, ale bardzo możliwe, że w końcu dojrzeję do tej decyzji :)

  • Strach przed zrobieniem tego pierwszego kroku jest najtrudniejszy do pokonania. Sama mam podobne obiekcje ;( i ciągle odkłada się na potem na jakiś lepszy moment.

  • Ja zastanawiałam się pewnie z cały aż 1 tydzień ;) No i księgową miałam od samego początku. Ale fakt, 2 lata niskiego ZUSu przelatują szybciutko. Ho, ho, kiedy to było :P – Dee

  • Ruda

    Może to nie mity, ale to są trzy rzeczy, które były i są w mojej firmie bardzo ważne (poza wiedzą merytoryczną):
    Najważniejsze przy zakładaniu firmy było to, że najpierw przez kilka lat miałam dodatkowe zlecenia, które po założeniu firmy przekształciły w kontakty biznesowe (i stałe dochody).
    Druga rzecz to – uśmiech. Pracuję w usługach i wiele osób chce ze mną współpracować, bo poza warstwą merytoryczną staram się być uprzejma, kulturalna i uśmiechnięta. Nie narzekam, tylko pomagam klientom, którzy tego potrzebują.
    Trzecia rzecz, która mnie samą bardzo zadziwiła, ale pomaga mi w utrzymaniu klientów: wiedza ogólna. To robi wrażenie na klientach, kiedy mam chociażby podstawową wiedzę merytoryczną z ich dziedziny, lub po prostu wiedzę spoza mojej prawniczej działki. To sprawia, że klienci czują, że powierzają swoje sprawy osobie, która poza paragrafami wie, o co w danej sprawie „chodzi”.