Uwielbiam milczących fryzjerów

Mój fryzjer ma pewną fantastyczną cechę. Wbrew pozorom nie są to jakieś pozaziemskie moce, umożliwiające tworzenie fryzur rodem z czerwonego dywanu na włosach przypominających stóg siana (choć w tym niewątpliwie też jest dobry). Co więcej, zdecydowana większość kobiet prawdopodobnie obróciłaby ten fakt na jego niekorzyść, bo on po prostu… milczy.

Nie milczy jednak tak po prostu, zwyczajnie. Nie jest to milczenie pełne ukradkowych spojrzeń, krzyczących: “Przerwijmy wreszcie tę niezręczną ciszę?”. Milczy bowiem w taki sposób, że nie czuję się skrępowana, ani zobowiązana do rozpoczęcia lakonicznej pogawędki. On po prostu wykonuje swoją pracę, poświęcając jej pełną uwagę.

Od zawsze dziwiła mnie potrzeba zwierzania się fryzjerom. I wbrew pozorom nie chodzi o to, że jestem aspołeczna, czy niezdolna do sensownego dialogu (znaczy, chyba, ręczyć za to nie będę). Po prostu zawsze czułam się skrępowana tego typu pogaduszkami. Ilekroć odwiedzałam jakiś salon i przysłuchiwałam się toczącym się w nim rozmowom, dochodziłam do wniosku, że niektóre z nich przypominają odrobinę wizytę u terapeuty. Zauważyłyście, że bardzo często toczą się wokół kilku podstawowych schematów?

Jeden z nich to pogawędki krążące wokół wszelkiego rodzaju wakacyjnych wyjazdów (przy czym dobrze byłoby mieć w zanadrzu przynajmniej Egipt). Jest też grupa zwierzająca się z problemów. Mąż dużo pracuje, dzieci nie pozwalają wyrwać się z domu, coś strzyka w kolanie, teściowa się wtrąca, żadnych perspektyw na dłuższy urlop, mama za tydzień ma operację. Fryzjer zrozumie to wszystko najlepiej, przecież słucha takich historii codziennie.

Trzecia, moja ulubiona grupa to obgadywanie koleżanek. Przy dłuższej wizycie tematy szybko potrafią się skończyć (nawet te o pogodzie), a rozmawiać o czymś przecież trzeba – wiadomo, bez tego się nie liczy. I tu zaczyna się: “Mam taką znajomą, która…”. Co więcej, często tego typu rozmów nie inicjują klienci. Moja mama po każdej wizycie przynosi jakieś świeże ploteczki krążące po mieście. Ktoś się zabił, ktoś miał wypadek, ktoś wygrał w totka. Można też wyróżnić tradycyjne: “A słyszała Pani o… (tu wstawić wałkowany w mediach temat)?”. W końcu rozmowę zacząć jakoś trzeba, a nic nie działa tu lepiej niż sensacja.

Czasem kątem oka widzę, że ci biedni fryzjerzy muszą po kilka razy wyłączać dopiero co włączoną suszarkę, by wysłuchać co ma do dodania klientka. Tak sobie myślę, że na ich miejscu doliczałabym sobie stawkę za seans terapeutyczny (a oni może właśnie to robią i stąd tak wysokie ceny?). Na szczęście mam swojego fryzjera-milczka i nawet jeśli to aspołeczne, to przynajmniej nie jestem w tym sama.

  • Oj ja uwielbiam chodzić do mojej fryzjerki na plotki. Paula, ja jestem taką gadułą, że sytuacja z włączaniem suszarki, którą opisujesz jest niczym, przy tym, co się dzieje, kiedy idę do dentysty. Moja lekarka biedna co jakiś czas musi wyłączać wiertło, bo przecież muszę jej na jakiś ważny temat zawrócić głowę :D Na szczęście jest kochana i lubi plotkować ze mną :))))

    • OOO ja też uwielbiam plotkować z moja fryzjerką i nawet włączona suszarka nam nie przeszkadza :d :))))))

  • M.

    U mojego fryzjera nie da rady milczeń, bo moim fryzjerem jest… moja kuzynka, gaduła nie z tej ziemi :P
    Pracuję w sklepie odzieżowym i niestety, ale wiele klientek przychodzi właśnie na sesję terapeutyczną a nie coś kupić, cholera :P Chyba faktycznie wywieszę cennik!

  • Widzę, że mamy podobnie. Strasznie nie lubię paplaniny u fryzjera – z reguły odpowiadam, jak mnie zagadają, ale temat szybko się urywa. Czuję co prawda pewnie napięcie wynikające z tego, że “wypada gadać”, ale nauczyłam się już z tym żyć, że nienawidzę paplać z obcymi. I tak, w moim przypadku jest to pewna aspołeczność.

  • Anonymous

    Paula, siostro! :D Mam dokładnie to samo, pogaduszki u fryzjera mnie zwyczajnie męczą, ale ja nie miałam jeszcze tyle szczęścia by trafić na równie aspołecznego fryzjera, bo zawsze mnie zagadują. Chyba poproszę Cię o namiary na Twojego :D

  • Ja plotkuję z fryzjerką tylko na tematy włosowe – o pielęgnacji i kosmetykach do włosów :)

  • Gdyby mój fryzjer chciał nie rozmawiać byłabym mu niezmiernie wdzięczna!

  • Ewa

    Byłam u fryzjera w poniedziałek. U fryzjerki właściwie – pani Eweliny. Dziewczyna młoda, miła, zagadała na początku, ale po szybkim skończeniu tematu nie wdawałyśmy się w sztuczne rozmowy czy plotki. Ja nie musiałam wymyślać jakichś historyjek czy odpowiednich do kontekstu odpowiedzi, a pani Ewelina mogła skupić się na pracy i swoich myślach. Lubię to :) W odróżnieniu od jednego incydentu z bardzo gadatliwą panią masażystką, którą, mam wrażenie, musiałam zajmować rozmową, a przynajmniej potakiwaniem. A po masażu wyszłam zmęczona wymuszoną rozmową i bez odczucia miłego relaksu. Moje mięśnie nie zauważyły, że coś dobrego dla nich zostało zrobione, bo ja tak byłam skupiona na rozmowie.

    • Nie rozumiem jak w takiej sytuacji można niro zwrócić uwagi i grzecznie poprosić czy zasugerować, że oczekuje się spokoju i relaksu na wizycie, jak się zrobi to taktownie i uprzejmie to nikt się nie obrazi, a Ty będziesz zadowolona z usługi :)

  • O, znam to z drugiej strony. Poszłam kilka razy do fryzjerki, która przez bite dwie godziny opowiadała o geniuszu swoich córek, jakie to one są piękne, utalentowane i wybitne. Na kolejne wizyty nie starczyło mi cierpliwości… Z kolei u innego fryzjera, Pani z fotela obok opowiedziała kompletną historię swojego patologicznego związku :D Zdecydowanie wolę milczącą wersję :)))

  • ja jeszcze wciąż szukam swojego milczącego fryzjera/fryzjerki, nie lubię rozmawiać z obcymi osobami i zawsze trafiam na ludzi, którzy bardzo chcą ze mną gadać, a ja nie do końca wiem o czym i jak ;)

  • Ja też nienawidzę gadających fryzjerów, czy ogólnie ludzi, do których idę w jakiejś konkretnej sprawie.
    Przykład? Poszłam oddać krew na badania alergiczne, a doktorka przez dobre 15 minut wyżalała mi się jaki ma ciasny gabinet. Od gadających z klientem fryzjerek są gorsze chyba fryzjerki gadające między sobą. Są dwie w gabinecie, jedna zajmuje się włosami, druga pije kawę i opowiada o tym jak jej koleżanka zdradziła chłopaka z kimś przypadkowym i nabawiła się choroby wenerycznej… Ogólnie męczą mnie takie sytuacje, ale ja to jestem aspołeczna :P

  • A ja uwielbiam mojego fryzjera za to, że mamy bardzo podobne poczucie humoru. Nawet kiedy jestem spięta to ona potrafi rozładować atmosferę. Pomijam oczywiście fakt, że wygląda jak Rumcajs, bo ma dłuższą brodę niż Św. Mikołaj, ale to jak strzyże jest totalną magią. Właściwie mógłby nic nie mówić. Byle by jego ręce nigdy nie straciły tej precyzji :D

  • Ja też lubię milczących fryzjerów. Zdecydowanie.

  • Ja całe szczęście korzystam z usług fryzjerskich mojej koleżanki i albo “zabieg” przeprowadza u siebie w domu albo u mnie – jest kopalnią wiedzy jeśli chodzi o kosemtyki naturalne więc zwykłę strzyżenie przedłuża się zazwyczaj do dwóch czy trzech godzin bo tyle ma do powiedzenia a ja z chęcią jej słucham i prowokuje kolejne tematy, żeby dowiedzieć się czegoś nowego. Także taka wizyta u fryzjera jest dla mnie bardzo inspirująca i nie wyobrażam sobie zamienić jej na milczka ale sytuacja odorbinę inna – w końcu to koleżanka :)

  • Ja też nie lubię “sztucznych” rozmów u fryzjera. Wolę sobie w ciszy pomyśleć :)

  • Na każdego fryzjera na którego trafiam to wielka gaduls rzadko kiedy fryzjerzy milczą :) moja fryzjerka ma zawsze cos do powiedzenia :)

  • ja chyba też jestem aspołeczna i cieszyłabym się gdybym znalazła takiego milczącego fryzjera ;) i właśnie z powodu gadulstwa fryzjerów na których trafiam, nie lubię tych wizyt i chodzę tylko jak już naprawdę nie mam wyjścia :D
    fajnie, że Tobie udało się na takiego trafić :)))

  • Paula przybij piątkę! Też uwielbiam milczących fryzjerów :D

  • Moja fryzjerka rozmawia ze mną tylko na tematy włosów – i dobrze! Nie chodzę do niej zbyt często, nie mam takiej potrzeby, ale jeśli już, to albo milczymy, albo rozmawiamy o możliwości obcięcia. No i zacznijmy od tego, że jak mówię ile, to ona najpierw pokazuje mi na włosach ile to będzie i czy może być. Na dodatek spod spodu mam krótsze włosy i wie, że tam ścina mniej niż z wierzchu.

  • chodziłam kiedyś do fryzjerki, której usta się nie zamykały, wszystkie ploty z miasta znała, nawet więcej – dorabiała do tego swoje teorie, potrafiła nawet snuć historie na temat moich koleżanek, nie wiedząc ze je znam. Teraz moja fryzjerka jest idealna, mówi tylko na temat dot. włosów i fryzury, nie muszę już wysłuchiwać historii rodem z jakiejś telenoweli i udawać miłą :D

  • Ja nie chodzilam do fryzjerow kilka lat. Nie wyobrazam sobie rozmow na fotelu bo balabym sie ze przez nieuwagę zetnie mi wiecej wlosow niz chcialabym;)

  • Sama też wolę milczących fryzjerów, sama gadatliwa jestem tylko przy znajomych i idąc do fryzjera nie mam zazwyczaj ochoty na jakieś gatki szmatki.

  • Ja chyba jestem aspołeczna:( ostatnio na wizycie u fryzjera, siedząc grzecznie na swoim foteliku byłam mimowolnym słuchowym świadkiem rozmowy Pani fryzjerki ( drugiej, moja nie mówiła nic) z Panią klientką. Klientka opowiadała o znajomym, który prowadzi własną działalność, wymieniała nazwisko, nazwę firmy i … jak to ten jej znajomy nie ubezpiecza rodziny. Ale mniejsza z tym , okazało się ,że dziecko tego Pana wylądowało w szpitalu, brak ubezpieczenia koszty leczenia, itp. itd. No i… Pani z radosną miną opowiedziała, jak to ten jej znajomy przekupił urzędników, żeby sfałszowali dokumenty w celu potwierdzenia ubezpieczenia zdrowotnego dziecka. Opadło mi wszystko na tym fotelu, łącznie z grzywką. Radość Pani fryzjerki nie miała granic, nie mogła wyjść z podziwu, jaki to znajomy owej Pani jest przebiegły:( W salonie, na sofie siedziały jeszcze dwie klientki, niezłą reklamę wystawiła Pani swojemu znajomemu.

  • Anonymous

    i ja należę do tej grupy nielubiących faflunić z fryzjerem :D na szczęście mój najnowszy nabytek dobrze mnie wyczuł i jeśli już to rozmawiamy jedynie o moich włosach ;p

  • Moja fryzjerka na szczęście milczy i jest skupiona na obcinaniu, odzywa się tylko w momencie gdy chce się upewnić co do poprawnego obcięcia moich włosów :) Za to jak przyjdzie pan hydraulik to zamiast godziny siedzi 3 i opowiada co i jak u innych ;/ co gorsza czeka mnie wymiana kolejnego grzejnika i znów przyjdzie

  • Zazdroszczę fryzjera! Ile ja bym dała za takie milczenie bez krępacji przy wizycie u fryzjera… Tak samo mam, gdy kogoś maluję – wolałabym zupełną ciszę by móc się w pełni skoncentrować na wykonywaniu makijażu, ale jednak większość klientek woli pogawędzić, trochę się czuje jak taki nołlajfer no ale tak już mam xD

  • Ja przez kilka lat chodziłam do różnych fryzjerów silących się na rozmowy. Prawie zawsze byłam niezadowolona, ale taka była moda. Ładny salon, młoda obsługa, zaporowe ceny. W końcu postanowiłam wrócić do fryzjerki, która obcinała moje włosy, kiedy byłam w podstawówce. Bardzo ją lubię i teraz nie zamieniłabym jej na nikogo innego. Też milczy. Właśnie dziś od niej wróciłam i jestem mega zadowolona :)

  • Milczy czy nie – obojętne mi to, byle by fryzura była efektowna ;) Przez lata chodziłam do jednej fryzjerki, która już znała mnie i moją mamę, więc jakieś rozmowy były normalne. Często przychodzą do niej koleżanki, nie zawsze do strzyżenia, czasem po prostu przechodziły i wstępują ;) I wtedy zawsze było zabawnie kiedy zaczynały swoje ploty i opowieści o mężach, remontach itp. ;)

  • Ja obecnie raczej nie odwiedzam fryzjera, ale przyznaję, że wolę się zrelaksować w ciszy niż silić na rozmowę. Dla mnie niewybaczalnym zachowaniem (nie tylko fryzjerów) jest obgadywanie innych klientów.

  • Po raz kolejny idealnie piszesz o tym, co myślę. Co prawda u fryzjera dawno nie byłam, bo jeszcze nie trafiłam na dobrego i po każdej wizycie muszę leczyć traumę, ale gaduł nie lubię. A może to się ze sobą wiąże dobry fryzjer = milczący fryzjer?

  • Ja dobrze dogaduję się z moją fryzjerką, zawsze jest fajna atmosfera.

  • ja tez nic nie mówię u fryzjera, jakoś nie czuję potrzeby, ale czasami mi własnie głupio, Może myśli, że jestem niemiła.

  • zauważyłam to samo co Ty. i choć moja fryzjerka też za dużo ze mną nie rozmawia to muszę wysłuchiwać babki, która strzyże obok. na szczęście mnie nie wplątuje w tę rozmowę :D

  • Mam podobnie , wolę jak moja fryzjerka jest raczej milcząca.

  • Ja również nie cierpię rozmawiać u fryzjerów! Byłam już u paru i zawsze żenowały mnie tematy typu “jak tam na studiach?”, “co u mamy?” (bo ona chodzi do tego samego co ja). Aż w końcu pojawił się pan Łukasz. Strzał w dziesiątkę. Pierwsze pięć minut omówienie fryzury. Cisza. Omówienie zapłaty. Do widzenia.
    I życie staje się mniej irytujące ;)

  • Ja z moją fryzjerką również nigdy nie rozmawiałam, jedyne zdania jakie wymieniałyśmy były związane z tym co chce mieć na głowie. Na dodatek zawsze wychodząc od niej płaciłam niższą stawkę niż podaną w cenniku (być może dodatek terapeutyczny został odliczony?). Uważam, że z fryzjerem nie ma co wchodzić w bliższe relacje, ponieważ równie dobrze o takich pierdołach można rozmawiać z panią z kasy w Tesco.
    Teraz owszem zmieniłam fryzjera i już nie milczymy, ale to tylko dlatego, że moja najlepsza przyjaciółka wykształciła się w tym temacie i od zawsze spędzałyśmy wiele godzin przy kawie. Jednak jeśli przychodzę do niej do salonu to zachowuje się nieco inaczej niż jak robimy sobie seanse domowe:)

  • Uwielbiam milczących fryzjerów/kosmetyczki. Niestety rzadko kiedy na takich trafiam… Mam też wrażenie, że ulubioną zagrywką gadatliwych fryzjerów jest włączenie suszarki, suszenie tuż przy uchu i rozpoczęcie rozmowy :D

  • Nigdy nie rozmawiam z fryzjerami. Lubie milczec :) (pewnie wynik spedzania dziecinstwa z gluchoniemym siostrzencem;))
    Kiedys slyszalam, rozmowe fryzjerek, ze ma dosc tych zwierzajacych sie klientow. Ze to ja przerasta.
    Moze one wcale nie chca zagadywac, maja w nosie nasze wywody, ale z przyzwyczajenia zagaduja, zeby mniec to za soba. Moze trzeba tak na to spojrzec.

  • A ja właśnie wolę jak fryzjer zagaduje:) Dla mnie wizyta u fryzjera to mega stress i po prostu potrzebuje rozładowania tego napięcia w postaci rozmowy. Mój fryzjer niestety też jest milczący, ale na szczęście zaufany więc się go nie obawiam:)

  • Ja nigdy nie wdaje się w dłuższe rozmowy z fryzjerem. Mówię jak ma fryzura wyglądać i na tym koniec rozmowy :]

  • Mnie natomiast milczący fryzjer krepuje… a moze po prostu nie trafilam na takiego, ktory milczy odpowiednio :)

  • Też rozmawiam z fryzjerką, ale nie o koleżankach. Chodziłam do jednego pana i głównym naszym tematem były koty. :D Pan na moje nieszczęście jak dorwał się do nożyczek, niewiele mi zostawało. Z paniami fryzjerkami różnie bywa, ale przeważnie rozmawiamy o sprawach babskich, kosmetykach do włosów, moich córkach które są koleżankami fryzjerek jeszcze ze szkoły, czasami to one się zwierzają o swoich chorobach czy mężach. :))

  • Uwielbiam milczących fryzjerów, milczące makijażystki, milczących taksówkarzy, milczących ludzi w poczekalniach, milczących stomatologów (ich zacięcie do gadania, mimo, że na bank nic nie odpowiesz, bywa niesamowite!)… Bardzo nie lubię rozmów na siłę.

  • A już myślałam, że tylko ja pragnę aby fryzjer milczał. Moja fryzjerka jest świetna, ale ma jakąś dziwną potrzebę “smaltoku” na siłę. Odpowiadam z uprzejmości na zadane pytania, ale nie widzę konieczności wchodzenia w dłuższy dialog. Idę tam zrobić porządek na głowie i odpocząć, gdybym chciała się wygadać to poszłabym na kawę z koleżankami.

  • Moja fryzjerka wie wszystko, o wszystkich we wsi. No cóż taki zawód. Ostatnio jak byłam w kwiaciarni to stwierdziłam, że taki florysta jest bardzo podobny do fryzjera, tyle, że to on wysłuchuje na jaką okazję potrzebne są kwiaty. Faktem jest, że dokładnie wie, na jakie imprezy chodzimy, tak samo jak fryzjer, który nas wcześniej wyczesze :)

  • haha, ciekawy temat poruszyłaś :D ale masz niestety w wielu przypadkach rację
    a tak a propos to fajny blog ;*

  • Ach, skąd ja to znam. Obywam właśnie praktyki w salonie fryzjerskim i nieraz mi już uszy więdną. A jestem typem milczącego fryzjera :)

  • Anonymous

    Też nie przepadam za pogaduszkami u fryzjera, ale krótka wymiana informacji czy pytania dotyczące moich dzikich włosów mi nie przeszkadzają:) Dzisiaj właśnie byłam u fryzjera i jestem oczarowana, bo obcinała mnie Pani z bardzo podobnym podejściem do relacji klient- fryzjer (i w ogóle chyba do relacji z obcymi). Nie zagadywała niepotrzebnie, ale zadawała istotne pytania, jej milczenie nie oznaczało, że była niemiła bo gdy już nawiązywała rozmowę było “bez spiny” i z uśmiechem. No i przede wszystkim dogadała się z moimi włosami:) Niestety ta Pani w moim mieście jest tylko chwilowo więc dalej muszę poszukiwać idealnego fryzjera.
    Czasami zdarza mi się obcinać u fryzjerki na osiedlu, gdzie jestem zmuszona słuchać niekoniecznie śmiesznych anegdotek w stylu “bo ostatnio jak stałam na przystanku to…”, a przy tym obcinana jestem, hmm… niestarannie.

  • milczący fryzjer to skarb!

  • Mnie w ogóle nie interesuje, co się dzieje u innych a moja fryzjerka przyjeżdża do mnie do domu, więc zazwyczaj problem rozmowy rozwiązany jest w ten sposób, że rozmawia z nią moja mama a ja siedzę pod fartuchem i milczę. :).

  • Jak tylko przeczytałam tytuł w głowie powiedziałam sobie “oh ja też!” ;) Choć z mojego dotychczasowego doświadczenia wynika, że Ci milczący najwyraźniej bali się o coś zapytać albo byli niezbyt wprawieni w zawodzie – na ogół byłam niezadowolona co nie dobrze o nich świadczy bo jestem osobą, dla której włosy to tylko włosy – zawsze odrastają :]

  • Jak to mówią milczenie jest złotem! :)
    Ja zazwyczaj u fryzjera jestem tak zestresowana,że nie lubię w ogóle u niego rozmawiać. Wynika to ze strachu,że pewnie jak zawsze wyjdę niezadowolona ;)

  • nie bez powodu przyszli fryzjerzy w szkole mają psychologię :D też nieraz słyszałam ciekawe historie :) a moja teściowa fryzjerka często też opowiada mi o nowych rewelacjach, które usłyszała od klientów. Poruszyłaś ciekawy temat, nigdy głębiej się nad nim nie zastanawiałam. Choć przyznam, że ja tam też lubię czasem sobie pogawędzić ;)

  • Czasami fryzjerka jest miła, albo po prostu skądś ją znamy, wtedy całkiem miło jest pogadać na jakieś tematy o codziennych sprawach. Czasem można usłyszeć coś sensownego i korzystnego. Dla mnie osobiście całą wizytę przesiedzieć słuchając tylko radia nie jest zbyt ciekawie…

  • A mój fryzjer jest gadułą i za to, między innymi, go kocham! :) Jednak ani te rozmowy o wakacjach, ani to plotki, ani terapia… Raczej takie kumpelskie pogaduchy, tylko że nie przy lampce wina, a przy nożyczkach i suszarce. I że do tego ma talent w łapkach, to nie zamieniłabym go na innego nigdy!

  • Mam bardzo podobne odczucia jak Ty. Też nie lubię prowadzenia rozmów “na siłę”, byle tylko gadać. Mam szczęście, że mój fryzjer ma cudowne wyczucie, dlatego czasem rozmawiamy o głupotach cały czas, a niejednokrotnie obydwoje milczymy, ale nie jest to krępująca cisza. Mam nadzieję, że długo nie zamienię go na nikogo innego :)

  • Ja mam swoją stałą fryzjerkę i wiadomo, że jak do niej idę to się poplotkuje o tym i o tamtym. Jeszcze by tego brakowało, żeby fryzjer był niekomunikatywnym gburem…

  • Anonymous

    Moja fryzjerka też jest milcząca. Bardzo mi to odpowiada, bo mogę się po prostu zrelaksować na fotelu i obserwować z jaką dokładnością i skupieniem zajmuje się moimi włosami :)

  • Co kto lubi :) Ja jednak z fryzjerami się trochę boję rozmawiać, bo świat jest po prostu mały i jak się już zejdzie na temat znajomych, to trzeba umiejętnie o nich za dużo nie mówić. A to nie lada wyczyn!

    Myślę więc, że fryzjerzy mimo wszystko powinni brać od nas trochę mniej kasy! W koncu hcesz tylko obciąć włosy, a musisz się przy tym nieźle nagimnastykować ; )

  • O tak, zgadzam się z Tobą. W moim rodzinnym mieście miałam znajomą fryzjerkę i mogłam z nią pogadać, bo było o czym. W Warszawie byłam wczoraj u fryzjera po raz pierwszy. Dowiedziałam się, że biedronkę zamykają, ze “ta kobieta przede mną” jest już w ciąży z czwartym dzieckiem, o tym że fryzjerka lubi chodzić do takiego marketu a nie innego, a jej chłopak to to i tamto. Kobietę widziałam pierwszy raz w życiu:D Na dodatek dowiedziałam się, że powinnam chemicznie wyprostować włosy, wtedy mi się wzmocnią! i jeszcze kilka smaczków. Plus był taki, że nie obcięła mnie źle i zapłaciłam tylko 35zł.

  • Hehehehe dobre :D Ja chodzę od wielu lat do jednej fryzjerki (w zasadzie odkąd byłam podlotkiem), która mnie pamięta jeszcze jako szkraba w wieku coś ok. 7 r.ż. I to jest jedyny fryzjer z którym rozmawiam. Ale po tylu latach można ;) Jak zdarzało mi się iść do kogoś innego, to jakoś nie czułam palącej potrzeby rozmowy. Relaksowałam się masażem głowy i wsłuchiwałam w dźwięk nożyczek. Fryzjerka gadała – ze swoją koleżanką :)

  • W swoim zyciu odwiedzilam mnostwo salonow fryzjerskich. Kazdy inny na swoj sposob. Za kazdym razem bylam zagadywana, nahalnie lub nie. Tak naprawde to my sami decydujemy ile lub czy w ogole chcemy cos powiedziec. Kilka razy bylam ciagnieta za jezyk, ale kulturalnie odpowiadalam skrotowo lub tylko sie usmiechalam. Kazdy z nas w takiej sytuacji domysli sie, ze dana odoba nie ma ochoty na zwierzanie lub rozmowe o czymkolwiek. Zawsze to u mnie pomagalo. Fryzjer/ka odpuszczala i moglam sobie glowkowac. Chyba wiecie o co mi chodzi :))

    Jezeli cos ma byc tajemnica, to wiedza o tym tylko dwie osoby. Jesli wiecej, to juz nie jest sekret. Chyba, ze ktos jest tak bardzo skryty, ze nie mowi ich nikomu. Ja, choc mieszkalam w bardzo duzym miescie, to wokol zawsze mialam plotkary. Sasiadki, ekspedientki w lokalnym sklepie, mamy kolezanek z podworka, pozniej kolezanki w szkolach, itd. Wiedzialam, ze nie mozna im mowic za duzo.

    Od kilku lat chodze do tego samego salonu fryzjerskiego, gdzie na jedenej zmianie pracuje az osiem kobiet plus trzy praktykantki. Tak wiec przewila sie tam cala masa ludzi, glownie kobiet. Gdybym byla pisarka romansidel , to natchnienia szukalabym wlasnie tam.
    Salon odwiedzam raz lub dwa razy do roku, ale chcac nie chcac jestem na biezaco z nJusami lokalnymi :/

    Milego weekendu.

  • Ostatnio nawet slyszałam że fryzierzy to grupa społeczna która często cierpi na depresje i załamania z powodu historii klientów które codziennie muszą wysłuchiwać. Osobiście sama chciałabym znaleźć milczącego fryzjera bo nie lubię sztucznych pogawedek z obcymi.

  • Marzę o milczącym fryzjerze :)

  • W tej branży budowanie więzi z klientem jest bardzo ważne. Nie liczy się tylko to co dana osoba potrafi, ale jeszcze jak czujemy się w jej salonie etc. Ważne jest zaufanie zarówno do umiejętności jak i do samej osoby… Zresztą każdy czasem potrzebuje porozmawiać z kimś poza swojego otoczenia ;) myślę, że nie jest to takie złe

  • Ja bym nie dała rady chodzić do takiego fryzjera, co milczy. Raz poszłam w Krakowie, i pomijając fakt, że obcięła mi grzywkę gorzej niż ciulasto, bo w pół czoła a nie pół milimetra, jak prosiłam, to ona w ogóle nic nie mówiła. Milczała. Mnie po prostu to rozrywało. Czułam się kurde jak wyrzutek, że ona coś robi, ale jakby na siłę. U “mojego” fryzjera ulubionego, to zawsze się o czymś pogada: albo o farbie, ile mi się trzymała, albo o pogodzie, choć to przecież najbanalniejsze, a to właśnie o tej nieudolnej babce fryzjerce… Po prostu chce się do niego iść i spędzić ileś tam czasu, bo chociaż nie będę sama z sobą i głupimi myślami siedziała :D

  • Ja oglądam Salonowe Rewolucje i tam Leszek Czajka powtarza, że zabieg u fryzjera ma być przyjemny, tam człowiek ma się zrelaksować a nie opowiadać plotki i zwierzać się z całego życia.

  • Ja tam uwielbiam ploteczki z moją fryzjerką :) Zawsze znam najświeższe trendy jeśli chodzi o koloryzację i fryzury :)

  • mi bardzo taki “milczek” odpowiada – podobnie jak Tobie :) plotki, newsy osiedlowe i wałkowanie wiadomości z prasy zupełnie mnie nie interesuje i zawsze już w poczekalni odcinam się od tego książką, co często uznawane jest za zniewagę i dziwactwo. mi to jednak odpowiada – jestem bezpieczna i nikt mnie nie bierze na spytki. a rozmowę z fryzjerem ograniczam do ogólnych wskazówek i podziękowania na koniec.
    pozdrawiam, A

  • Anonymous

    O Paulo! Coś mi dzisiaj przyszło do głowy. Jako że często wstawiasz tu użyteczne twory graficzne, może zrobisz etykietki? Takie w Twoim stylu- urocze, ale nie przesłodzone. Przydałyby mi się do przyklejenia z informacją, które przyprawy są , w którym słoiczku, jaki dżem, jaka zawartość pudełka. Co o tym myślisz?
    Pozdrawiam!

  • Rozbawiło mnie stwierdzenie, że fryzjerzy doliczają sobie za seans terapeutyczny. Co do plotkowania to masz rację, sama nie widze sensu w rozmowie z fryzjerem/taksówkarzem. Bo po co niby? Mnie by odpowiadał właśnie taki milczek, który zrobi co ma zrobić i tyle.
    Dawno nie byłam u fryzjera, bo teraz obcinam sie sama, a wcześniej chodziłam do znajomej. Ale kiedy kilka razy byłam u jednej fryzjerki. Zdarzało jej się ładnie ściąć, jednak miała tę cechę, że zamiast skupić się na mnie, to rozmawiała z innym klientem jednocześnie mnie obcinając. Niesamowicie mnie przy tym irytując.

  • Oj ja nie lubię rozmawiać u fryzjera. Jak ktoś mi coś robi z włosami to z tej przyjemności przysypiam a taka paplanina o wszystkim i niczym wybija mnie z tej mojej błogiej drzemki.

  • Oj to fakt, fryzjerzy znają wszystkie plotki i ploteczki z okolicy :)
    Mi podczas ostatniej wizyty u fryzjera bardzo się podobało, tematy pielęgnacji włosów, aktualnych trendów, itp
    Także chyba znalazłam również fajnego fryzjera, gaduła ale gada na temat, ma talent i do tego przystojny ;)
    Cisza mnie męczy :)

  • Oj taaak! Potwierdzam w 100% to, co napisałaś. Jestem fryzjerką i wiem jak ważne jest skupienie podczas pracy i sama tak mam, że całkowicie oddaje się czynności, którą w danym momencie wykonuje. Wizualizuje, myślę nad innymi rozwiązaniami i technikami. Osobiście myślę, że klient powinien odprężyć się podczas wizyty u fryzjera – przecież to zabieg pielęgnacyjny, oczywiście przyjemny :) No, ale z drugiej strony opowiadaja o swoich problemach, bo ktoś, kto nas nie zna ma dystans do wysłuchiwanej sprawy i do osoby, której właśnie słucha, co może być pomocne przy ewentualnym doradzaniu.. :D

  • uwielbiam mojego gadułę. dostaję przez niego zmarszczek. od śmiechu :-)
    a sąsiadki – nierzadko – poruszają bardzo osobiste tematy.
    jak u terapeuty :-)

  • No patrz, to ja byłabym dla Ciebie idealną fryzjerką! Nigdy nie rozmawiam z klientami o niczym innym jak o mojej wykonywanej aktualnie pracy. Nie lubię słuchać plotek i innych bzdetów. Nie lubię też na siłę prowadzić sztucznej rozmowy, byle coś mówić. Oczywiście jeśli ktoś już musi się wygadać, to tylko potakuję z grzeczności. Za to zawsze staram się powiedzieć każdemu klientowi coś miłego, np. że ma ładną apaszkę, żeby nie było, że jestem taka aspołeczna czy wredna.

  • Co prawda nie jestem etatową fryzjerką, ale wykonuję podobne usługi i przyznam, że jestem wdzięczna losowi jak przychodzą klientki z którymi nie trzeba dużo rozmawiać. Nie mam podzielności uwagi :)

  • Mam to samo, kocham swoją fryzjerkę za to, że nie gada kiedy pracuje. Czasem się odezwie, coś zagada, ale tylko kiedy ma coś do powiedzenia, a nie ma ochotę na plotki. Kiedyś przyszłam wcześniej niz na umówioną godzinę i żaluję tego po dziś dzień, musiałam poczekać aż fryzjerka skończy strzyc inną klientkę, a ta cały czas coś paplała w dodatku trochę bez ładu i składu, do tego próbowała mnie wciągnąć w tę rozmowę o niczym. Ale do końca życia będę chyba pamiętała udręczoną minę pani fryzjerki i ulge na jej twarzy kiedy ta kobieta już wyszła :p

  • Oj, ja to niestety każdą niemal ciszę uważam za krępującą i zaraz zagajam. U fryzjera również. Największą traumę mam zawsze u dentysty, bo też bym zagaiła, ale nie ma jak (na szczęście moja dentystka coś tam opowiada). Znajomi się ze mnie śmieją bo jak kiedyś byłam na masażu to stwierdziłam, że to mój anty-relaks, bo cały czas wydawało mi się, że powinnam coś mówić, ale pani mi dawała do zrozumienia, że jednak POWINNAM się uciszyć i zrelaksować… Na szkoleniach/spotkaniach/zajęciach kiedy jest runda i może się odezwać obojętnie kto, to po 20 sekundach już odzywam się ja… bo 21 sekund to za długo… Ech… tak mam…

  • szczerze mówiąc, myślałam, ze to tylko się tak zdarza w filmach. Nie zaobserwowałam takiego zjawiska u fryzjerów u których bywałam, choć może trafiłam na nie-ten moment? Ja nigdy nie rozmawiam z fryzjerami a bo niby po co i czemu mam się zwierzać obcej babie czy facetowi ze swoich problemów i spostrzeżeń?Czasem tylko zagadują czy dobrze mnie obcięli i czy taka długość wystarczy, czy może pociąć jeszcze? To wszystko…Pozdrawiam;)

  • Jesli kiedyś postanowisz zostać Mama docenisz ta ciszę jeszcze bardziej;) kiedy jeszcze robiłam blondy uwielbiałem wizyty u fryzjera za 2 godziny relaksu w czasie balejazu ;) tylko ja i fajne czasopismo;)nie wiem czy to świadczy o aspolecznosci czy o akceptowaniu samego siebie? Czuje sie dobrze we własnym towarzystwie, lubie pomilczeć i nie muszę silic sie na bzdetne rozmowy tylko by przerwać ciszę…

  • chciałabym znalezc milczacego fryzjera…

  • swojego fryzjera cenię za komunikatywność :) jestem gadułą i lubię mówić i opowiadać. Pamięta co mówiłam wcześniej i pyta co z tego wynikło. Najczęściej rozmowa krąży wokół pracy, rozrywki, sytuacji dot. mieszkania w gda.
    Rozmowa jest luźna, przyjemna, nie wymuszana.
    Wiesz… chętnie bym się z nim umówiła na kawę. Ale nie wiem czy też jest tym zainteresowany ;)

  • Zawsze dobrze wykorzystać fryzjerkę do tego, by opowiedziała nam cos ciekawego, ale dotyczącego naszych włosów / fryzury / nowinek kosmetycznych itp.

  • Ja zawsze milczę u fryzjera, z resztą moi fryzjerzy też nie są bardzo rozmowni ;)

  • Ja bardzo bardzo lubię gdy ktoś “bawi się moimi włosami, czesze dzieli na pasma etc. Dlatego ja również wolę pomilczeć u fryzjera. To taki mój czas na przyjemność, zwykle zamykam oczy i otwieram na koniec. Gdy zdarzy mi się pójść nie do mojego fryzjera, denerwuje się gdy wyrywa mnie z relaksu głupimi pytaniami, wiem, że chce być miły etc, ale nie każdy oczekuje paplaniny na fotelu fryzjerskim, a to też jest sztuką, odczytać klientkę i jej potrzeby. W pełni rozumiem Twoje uwielbienie :)))

  • ohoho, kolejna notka bez tradycyjnego tytułu:-)
    Ja jeśli już coś mówię to na temat włosów. Kiedyś byłam podciąć końcówki, przyszła pani zrobić fryzurę chyba na pogrzeb. Opowiedziała czyj, w jakich okolicznościach osoba zmarła (historia była faktycznie okropna), wszystko o członkach jej rodziny bla bla bla. Chryste!

  • Mnie zawsze irytowało to, że fryzjerzy do mnie mówią. Strasznie tego nie lubiłam i chyba nadal nie lubię. Ja na fotelu fryzjerskim się resetuję i nie słucham nikogo. A tu się jeszcze trzeba udzielać…

  • Moja fryzjerka również milczy, od czasu do czasu rzuci jakimś żarcikiem i to jest okej :) Za to kosmetyczka… O mój Boże… buzia jej się nie zamyka. Jest przesympatyczna, ale kiedy wychodzę z jej gabinetu nie mam ochoty nikogo słuchać do końca dnia. Tak, bo ona jest taką gadułą, że prowadzi swój własny monolog. A ja nawet gdy chcę coś wtrącić, to nie mogę x) Nie żebym była jakaś szczególnie rozmowna i rozkochana w takim gadaniu dla gadania, ale chamsko też tak nic się nie odzywać, gdy ona wciąż nadaje x)

  • Szczerze mówiąc nigdy się nad tym nie zastanawiałam, jak będę szła w najbliższym czasie do fryzjera to obadam tę kwestię.

  • Z moją fryzjerką najczęściej rozmawiam… o włosach :)

  • Miałam taką milczącą fryzjerkę, ale niestety wyjechała do Anglii i muszę sobie poszukać nowej. Ostatnia, którą odwiedziłam, trajkotała jak najęta o takich pierdołach, że słuchać się tego nie dało. W dodatku brzydko mi podcięła włosy.

  • Też by mi to bardziej odpowiadało. Co prawda moje fryzjerka to moja kumpla z lat gimnazjalnych i sobie gawędzimy, ale to dlatego że się znamy. Jak chodziłam do fryzjera też wolałam ciszę, a wtedy moja fryzjerka była straszną gadułą i to ona raczej mi się zwierzała i miała u mnie sesje terapeutyczną…

  • bo to taki terapeuta, który przy okazji zajmuje się włosami :)

  • Nie chodziłabym do fryzjera, który nieustannie nawija, ale dostałabym szału, gdyby milczał przez 3h…. Najważniejsza jest równowaga. Mało tego, myślę, że to bycie terapeutą jest poniekąd trochę wpisane w ten zawód i jeśli fryzjer nie potrafi sobie z tym poradzić, to … nie powinien być fryzjerem. Jest oczywiście granica pomiędzy nieustannym paplaniem, a przyjemną pogawędką. Ja mam to szczęście, że moja fryzjerka to profesjonalistka w każdym calu.

  • Moja mama jest instruktorem zawodu w technikum fryzjerskim. Dla uczniów kontakt z klientem i umiejętność poprowadzenia rozmowy jest elementem wymaganym, ocenianym na egzaminie praktycznym, podczas zajęć w pracowni itd. Oczywiście mozna być osobą relaksująco milczącą jednak wymagana jest odpowiednia etykieta więc chcąc niechcąc i tak się trzeba trochę nagadać… Niestety osoby milczące mają coraz większe problemy z dostaniem się na praktyki :(

  • Sama ogólnie nie jestem gadatliwa i nigdy nie bawiło mnie takie podtrzymywanie rozmowy na siłę. Nawet ostatnio byłam u fryzjera i tak sobie milczałam, ale przyznam, że była to nieco krępująca cisza. Fryzjerka coś czasem zagadywała – ja odpowiedziałam, ale jakoś zwyczajnie nie czułam potrzeby uzewnętrzniania się lub gadania o niczym ;)

  • Też bym wiele dała za milczącą i pojmującą w lot fryzjerkę. Lub fryzjera, whatever. Niestety trafiam w kółko na takie ukryte sadystki, co uwielbiają rozczesywać mokre długie splątane włosy najgęstszym grzebykiem, jaki tylko mają, a potem przygrzewać uszy i skórę gorącym nadmuchem suszarki, bo doznają jakiejś zawieszki totalnej w trakcie układania. O tym, że ciąć nie potrafią i wyobraźni nie mają za grosz to nie wspominam nawet. Ciekawe czy kiedyś spotkam kogoś takiego.

  • Ja rozmawiam z fryzjerką… o włosach. Nie wiem, może dziwna jestem, bo ani mnie to nie wkurza, ani nie krępuje. A kiedy nie mam nastroju na rozmowę, wsadzam nos w gazetę. Na szczęście nie muszę czujnie śledzić każdego ruchu mojej fryzjerki, bo wiem, że ona doskonale zna się na swojej robocie :-)

  • skad ta piekna filizanka w groszki? picie z niej musi od rana wprowadzac w dobry nastrój…

  • O, świetnie to rozumiem. Też nie lubie gadac u fryzjera, na szczęście rzadko bywam, ale miałam kiedyś taki plan, że zrobię kurs fryzjerski i założę swój salon, który będę reklamować jako salon bez pogaduszek z fryzjerką ;D

  • Ja zaczynam swoją przygodę z fryzjerstwem i jestem po tej drugiej strony;) W szkole uczyli nas, ze trzeba być otwarty do klientów, rozmownym, że fryzjer to też troche psycholog, ze kobiety przychodzą się przede wszystkim wygadać, a przy okazji odświeżyć fryzurę :) Post bardzo przypadł mi do gustu, bo ja, co prawda nie mam długiego stażu i doświadczenia, ale po prostu nie umiem skupić się jednocześnie na rozmowie i swojej pracy. Jak wykonuje zabieg klientce to skupiam się na tym w 100%, najbardziej jak potrafię, a każde pytanie, każda “zaczepka” rozmowy jest dla mnie wybiciem z rytmu pracy i aby wysłuchać i ewentualnie coś odpowiedzieć muszę przerywać swoją pracę, a tego nie lubię. Mam nadzieję, że będę miała same takie klientki jaką Ty jesteś, “milczącą” i wyrozumiałą :)
    Pozdrawiam serdecznie! :)

  • Ja tam wolę milczących fryzjerów, chociaż moja fryzjerka zagaja rozmowę, ale w sumie nie plotkuje.

  • a ja nie cierpie gdy ktos przy mnie milczy. Uwielbiam rozmawiać i plotkować, może dlatego, że jestem bardzo kontaktową osobą i bardzo rozmowną :)

  • Mój fryzjer też tak ma! I chodzę do niego już od 6-7 lat, nigdy nie pójdę do innego <3

  • Cieszę się, że to napisałaś. Zawsze czułam się trochę dziwnie z tym, że szłam do fryzjera z nastawieniem “o Boże znowu będzie trzeba gadać o pierdołach”. W końcu udało mi się znaleźć fryzjerkę, która nie wymusza żadnych głupawych pogawędek tylko milczy i to w taki normalny sposób <3 .

  • Fryzjerstwo PJ

    mega dobrze napisane!!! pozwolilismy sobie poublikowac na naszym fp;) Pozdrawiamy Fryzjerstwo PJ (milczący fryzjerzy);)

  • kate

    problem pojawia się wtedy, jak zaczynasz zakochiwać się w swoim małomównym fryzjerze ;) no klops po prostu.

  • Mariola Roberto K

    Hej, podoba mi sie ten tekst bardzo.A gdzie pracuje fryzjer, do którego chodzisz? Właśnie usilnie poszukuje dobrego i milczącego :-)/ pozdrawiam :-)