Walczę z wymówkami i zmieniam swoje życie! Przyłączysz się?

Myślisz o spontanicznym wyjeździe w góry, planujesz pierwsze zagraniczne wakacje, obiecujesz sobie, że zrzucisz kilka kilogramów, snujesz wizję poszukiwań lepszej pracy, zastanawiasz się czy wybrać się na spotkanie sympatyków Twojej ulubionej książki, a kilka sekund później wszystko rujnują wymówki. Brak czasu, brak pieniędzy, obawa przed niepowodzeniem albo po prostu zwykłe “nie chce mi się”, znasz to? Ja znam doskonale i jakiś czas temu uznałam, że najwyższa pora z tym powalczyć. Dziś mam zamiar przekonać do tego również Ciebie.

Jeśli miałabym opisać Paulę sprzed kilku lat kilkoma słowami, pewnie pojawiłyby się w tym zbiorze określenia takie jak: tchórzliwa; bojąca się własnego cienia; unikająca wyzwań, nowych znajomości; przerażona każdą drobną zmianą w życiu; wiecznie szukająca wymówek. Każda propozycja wydarzenia psującego moją codzienną rutynę sprawiała, że w mojej głowie natychmiast pojawiał się wachlarz usprawiedliwień dla odmowy. Strasznie tego w sobie nie lubiłam, ale jednocześnie nie robiłam nic, by tę cechę zwalczyć.

Moimi największymi wrogami było lenistwo i obawa przed tym jak zostanę odebrana przez innych ludzi. To drugie zawsze wiązało się bezpośrednio z moją chorobą, która z czasem stała się wręcz idealną wymówką do unikania wszelkiego rodzaju wyzwań. Nie zliczę jak wiele fantastycznych wydarzeń ominęło mnie przez moje niczym nieuzasadnione obawy. Zaproszenia na wydarzenia związane z blogiem bardzo często odrzucałam, nawet nie doczytując ich treści do końca, bo w głowie natychmiast miałam myśl: “Przecież ja tam zupełnie nie pasuję, poza tym musiałabym dojechać, zrobić coś w włosami…”. Podobnie sprawa wyglądała z weekendowymi wyjazdami, z tym, że tutaj moją ulubioną wymówką były finanse. Każdy wyjazd przeliczałam na rzeczy materialne, które moglibyśmy za to kupić, a których i tak zwykle nie kupowaliśmy.

Przyszedł jednak w moim życiu taki moment, w którym uświadomiłam sobie, że jeśli czegoś z tym nie zrobię, to za trzydzieści lat będę zgorzkniałą kobietą, która zamiast pięknych wspomnień, będzie mieć jedynie wielki żal do siebie z powodu straconych okazji. Podjęłam wyzwanie i dziś widzę ogromną zmianę w moim podejściu do życia. Oczywiście skłamałabym pisząc, że wyleczyłam się z wymówek, bo ciągle gdzieś tam w głowie siedzą (czasem nawet daję im dojść do głosu), ale coraz częściej udaje mi się je od siebie odsuwać. Jak do tego podeszłam?

1) Wybrałam konkretny moment

Powtarzanie sobie w kółko “Muszę się zmienić” było równie motywujące, co bijący rekordy popularności filmik z chłopakiem wyglądającym jak wystraszone zwierzę i powtarzającym “Jesteś zwycięzcą”. Musiałam wybrać konkretny moment, by w końcu wcielić ten plan w życie. W moim przypadku był to początek roku i zbliżające się spotkanie śląskich blogerów. Dawniej myśl o tego typu wydarzeniu sprawiała, że od razu myślałam: “Zapomnij”. Tym razem jednak postanowiłam, że pójdę choćby nie wiem co i przełamię w końcu lody. Udało się. To był mój początek zmian.

2) Powiedziałam o swojej walce znajomym

Publiczna deklaracja chęci zmiany ma ogromną moc, bo o ile sami z łatwością przekonamy siebie, że “Przecież to nie dla mnie”, tak z oszukaniem kogoś, kto zna nas dość dobrze jest już ciężej. O moich próbach przełamywania lodów wie kilka osób i bardzo się cieszę, że im o tym powiedziałam, bo bardzo możliwe, że gdyby nie oni, już dawno odpuściłabym tę walkę. Nie byłabym na fantastycznym wyjeździe w Warszawie, gdyby nie stojąca na straży Alina, nie zrezygnowałabym z podjęcia pracy na etacie, gdyby nie mój chłopak, nie zaliczyłabym pierwszej od czasów podstawówki wizyty w teatrze, gdyby nie moja przyjaciółka. Czasem ich wypominanie mnie irytowało, ale gdy wspominam wszystkie te wydarzenia, jestem im ogromnie wdzięczna, że nie dali mi odpuścić.

3) Zaczęłam tłumaczyć sobie bezsens moich wymówek

Być może uznacie, że rozmawianie z samym sobą zakrawa na jakieś początki choroby psychicznej, ale jest bardzo pomocne przy walce z wymówkami. Kiedy zaczęłam rozkładać swoje wymówki na czynniki pierwsze, w większości przypadków okazywało się, że tak naprawdę nie ma w nich głębszego sensu. Ilekroć od wyjazdu na weekend powstrzymuje mnie myśl w klimacie: “Przecież powinniśmy odkładać ile się da na własne mieszkanie”, zaraz potem zadaję sobie pytanie: “Czy będę w nim szczęśliwa nie mając żadnych pięknych wspomnień”. Czytałam kiedyś świetny tekst o tym, by nie kupować przedmiotów, a wspomnienia, bo to właśnie one dają szczęście i staram się o tym myśleć w takich sytuacjach. Kiedy z kolei coś powstrzymuje mnie przed spotkaniem z nowymi osobami, myślę o tym jak wiele fantastycznych ludzi poznałam właśnie przez moje przełamanie się i jak wiele rozmowy z nimi wniosły do mojego życia. Zawsze staram się wytrącić samej sobie argument “na nie” i zastąpić go czymś pozytywnym.

4) Inspiruję się

Gdy tylko włącza mi się tryb użalania się nad sobą, staram się znaleźć motywację do zmiany tego stanu. Bardzo inspirują mnie historie innych ludzi, którzy mimo przeciwności losu prowadzą życie, którego niejedna osoba mogłaby im pozazdrościć. Wśród nich jest miedzy innymi Nick Vujicic, o którym kiedyś wspominałam przy okazji książkowej wishlisty. Gdy tylko przypominam sobie jego historię, stwierdzam, że moje ograniczenia, które dla innych mogą wydawać się duże, są w porównaniu do jego problemów niczym. To bardzo pomaga zmienić użalanie się nad własnymi przeciwnościami losu we wdzięczność, że dostało się od niego jednak całkiem sporo.

5) Przynajmniej raz w tygodniu staram się wyjść ze strefy komfortu

Nie ma tu znaczenia, czy jest to zwykły spacer, na który zawsze ciężko mnie wyciągnąć, ugotowanie obiadu, którego wizja przygotowania wywołuje we mnie myśl: “O nie, nie mam czasu na spędzenie dwóch godzin w kuchni”, czy spotkanie z osobą poznaną za pośrednictwem bloga. Czasem idzie mi to bardzo opornie, ale staram się zbudować w sobie nawyk nieulegania usprawiedliwieniom. Myślę, że te małe rzeczy mogą być dobrym początkiem do walki z wymówkami pojawiającymi się przy innych, poważniejszych okazjach.

To tyle. Tylko tyle, a może aż tyle, zależy jak do tego podejdziesz. Mam nadzieję, że uda mi się zmotywować choć kilka osób do chęci walki z wymówkami. Jeśli masz wrażenie, że życie przelatuje Ci między palcami, to być może właśnie początek lata jest dobrym momentem, by w końcu to zmienić. Ja ani trochę nie żałuję, że zapoczątkowałam w sobie tę zmianę. To jak wiele dzięki temu zmieniło się w moim życiu sprawia, że czasem nie potrafię w to uwierzyć. Obawy i wymówki zawsze będą się pojawiać, Twoim zadaniem jest odsunięcie ich od siebie i pozwolenie sobie na budowanie pięknych wspomnień.

Jeśli masz ochotę się przyłączyć, to już połowa sukcesu. Żeby trochę wzmocnić chęć zmian, mam dla Ciebie grafikę, którą możesz wydrukować, wstawić na swoją stronę, bloga lub przykleić w widocznym miejscu. Mam nadzieję, że będzie pomocna w przypominaniu o celu. Pobrać ją można tutaj: Link do pobrania. Oczywiście nie ma przymusu pobierania, ale wiem, że na wielu wzrokowców to działa. Pozostaje mi więc trzymać mocno kciuki i życzyć Ci powodzenia. Nie daj się wymówkom i koniecznie pochwal się, gdy uda Ci się zrobić im na przekór! Życie jest zbyt krótkie i zbyt nieprzewidywalne, by najfajniejsze jego momenty ciągle odkładać na później!

69
Dodaj komentarz

avatar
  Chcę otrzymywać powiadomienia  
najnowszy najstarszy najwyżej oceniany
Powiadom mnie o
Aleksandra E
Gość

Odkąd trafiłam na Twojego bloga, nie mogę się oderwać szczególnie od takich właśnie motywujących postów! Mimo, że są dosyć długie, bardzo lekko się je czyta i przede wszystkim przyjemnie. Mam wrażenie jakbyś w tym poście opisała moją osobę, szczególnie w opisie Twojej osoby sprzed lat – może nie aż w takim stopniu, bo też ze sobą walczę ale jeszcze rok temu byłam dokładnie taką bojącą się wszystkiego, wstydliwą Olą, która najchętniej nie wychodziłaby z domu ( przecież poza domem można spotkać inne żywe istoty, z gatunku Homo sapiens, jeszcze trzeba będzie się do kogoś odezwać ). Przyłączam się do akcji… Czytaj więcej »

Paula | one little smile
Gość

Powodzenia! :)

Agu
Gość

Paula, jakie to prawdziwe… Jakbym czytała o sobie. Cały czas walczę ze sobą bo jestem mistrzem w szukaniu sobie wymówek, usprawiedliwień. Jest coraz lepiej, ale grafikę sobie drukuję i przypinam nad miejscem pracy oraz wklejam do kalendarza. No i biorę się do roboty! ;)

Kashmir Look
Gość

Dziękuję za motywację!

Aneta Wojtiuk
Gość

Oj ja bardzo często stosowałam wymówki, chociażby jeśli chodzi o poprawę własnej sylwetki. Patrzyłam na inne szczupłe dziewczyny i mówiłam “jej, też bym chciała mieć taki płaski brzuszek, taką kondycję” i nic z tym nie robiłam. Do czasu. W końcu się zmotywowałam i to tak porządnie. Od 11 dni ćwiczę a6w dzień w dzień i dokładam sobie inne wyzwania. Może mniejsze, ale to zawsze coś. I odkąd przełamałam swoje lenistwo i swój opór to ćwiczę, jestem pełna energii i mega z siebie zadowolona, że mi się w końcu udało! :) To samo z innymi sprawami, ale do nich znów muszę… Czytaj więcej »

Paula | one little smile
Gość

Super! Prawda, że kiedy już zdecydujemy się coś zrobić wbrew wymówkom, wydaje się to takie proste i oczywiste, że zastanawiamy się czemu tak długo zwlekaliśmy? ;)

Joanna G
Gość

Od kilku miesięcy staram się walczyć z wiecznym rezygnowaniem z czegoś. Ciągle zastanawiałam się co sobie ktoś pomyśli, jak będę odebrana itp, więc przez to wile rzeczy mnie omijało. Teraz wiem jakie to było bezmyślne z mojej strony. Moje wielkie przełamanie miało miejsce w marcu, kiedy to pierwszy raz w życiu wyszłam sama na koncert. Zawsze na tego typu wyjściach musiałam mieć kogoś do towarzystwa, bo przecież nie mogłam stać sama jak przysłowiowa świeca. Wróciłam cała, zdrowa i szczęśliwa, bo okazało się, że nie tylko ja byłam tam sama. Teraz już nie sprawia mi większego problemu samotne wyjście do kina,… Czytaj więcej »

Paula | one little smile
Gość

W takim razie ogromny szacun! Ja pewnie miałabym wielki problem by wybrać się na koncert czy do kina zupełnie sama. Człowiek jakoś tak głupio przyzwyczaja się do obecności drugiej osoby, a przecież taki samotny wypad może być równie fajny (a może nawet fajniejszy) ;)

Blueberry
Gość

aż muszę spróbować takiego samotnego wypadu.

Och Ola!
Gość

brawo Paula! Trzymam kciuki, sama staram się nie szukać wymówek tylko rozwiązań, do odważnych świat należy! Życie jest zbyt piękne, żeby zamykać się w strefie komfortu!

Marta Borzęcka
Gość

Przyłączam się. Jesteś wielka i bardzo motywująca!:)

Roksana
Gość

Bardzo to prawdziwe. Dla mnie również ogromnym kopniakiem są historie innych ludzi. I to nawet niekoniecznie te pozytywne. Wielką motywacją (i to całkiem niedawno) było dla mnie, kiedy zobaczyłam, że ktoś, kto zajmuje się tym samym co ja robi “karierę”, a ja siedzę i czekam. Stwierdziłam, że to koniec siedzenia ta tyłku. Nic nie stanie się samo. Wzięłam się w garść i staram się robić jak najwięcej. Z różnymi efektami, ale działam :) I czerpię z tego dużo energii, szczęścia i motywacji. Trzymam za nas wszystkie kciuki! :)

olacom
Gość

Bardzo się cieszę z Twojego wyjścia ze strefy komfortu, bo dzięki temu Cię poznałam osobiście :-)

Lusterko Em
Gość

Podpisuję się pod tym :)

Paula | one little smile
Gość

To zdecydowanie jeden z najfajniejszych skutków ubocznych mojego przełamywania lodów :)

Gosia
Gość

Wyjście ze strefy komfortu bardzo opornie mi idzie…

Karotka
Gość

Wprawdzie ja też bywam mistrzem wymówek, ale również staram się z tym walczyć, a już najlepszym motywatorem jest dla mnie mój facet! Ten to dopiero nie boi się żadnych nowości! No prawie… Zawsze się z niego śmieję, że jeśli zaproponować mu nową, lepszą pracę, to decyzję podejmie bez wahania, choćby nie wiem jak lubił tę obecną, ale nowe wyzwania tylko go nakręcają, więc lubi uczyć się nowych rzeczy. Ale jeśli zaproponuję mu nowy obiad, to biedy potrzebuje kilku godzin, jak nie dni, żeby przemyśleć wszelkie obawy. Na szczęście magiczne hasło “jest w tym mięso” często przechyla szalę na moją korzyść… Czytaj więcej »

Paula | one little smile
Gość

My pod względem charakterów dobraliśmy się bardzo podobnie, choć jego pokłady spontaniczności zdecydowanie biją na głowę moje ;)

Milka
Gość

Jakie to prawdziwe, ja jestem mistrzynią wymówek. W tym poście otworzyłaś mi oczy. Czas na zmiany, oby poszło mi tak dobrze jak Tobie :) Grafikę oczywiście pobiorę i będzie moją motywacją :)

vintage atelier
Gość

Kochana trzymam za Ciebie kciuki i przyłączam się, najwyższy czas pewne rzeczy zmienić w swoim życiu, dzięki za rady i motywację. Buziaki.

Anonymous
Gość
Anonymous

rany, jak ja lubię Twojego bloga :) szkoda,ze go nie odkryłam wcześniej.

przyłączam się ;)

fightthedull
Gość

To bardzo pozytywny post! :) Przeczytałam go z wielką uwagą i gdybym nie miała w mieszka niu 35 stopni, na pewno napisałaym coś twórczego.

O proszę – wymówka! :D

Prezentuje Prezenty (Asia)
Gość

Bardzo fajna akcja! I bardzo popieram, szczególnie to wychodzenie ze strefy komfortu. Jakiś czas temu miałam na drugim blogu wpis o tym jak magiczne rzeczy dzieją się kiedy wychodzimy ze strefy komfortu (nie wiem czy znasz tę grafikę z ‘your comfort zone’ i ‘where magic happens’) i ostatnio niesamowicie doświadczam prawdziwości tego małego obrazka…

Magda
Gość
Magda

Od dawna chciałam Ci to napisać i chyba ten wpis będzie najlepszą okazją. Podziwiam Cię za tę pogodę ducha, za optymizm bijący z Twojego bloga, za to jak wiele pracy i serca w niego wkładasz. Głupio mi o tym pisać, ale kiedyś miałam Cię za jedną z tych blogerek, którym wszystko przychodzi w życiu na skinienie palca, które żyją życiem o którym ja mogę tylko pomarzyć. Spotkałam Cię jednak kiedyś w Galerii Katowickiej i wtedy zmieniłam zdanie. Chciałam wtedy podejść i się przywitać, ale pomyślałam sobie, że głupio tak trochę i do dziś tego żałuję!! Podziwiam to jak świetnie sobie… Czytaj więcej »

Paula | one little smile
Gość

Rzadko rumienię się podczas czytania komentarzy, ale tym razem policzki mi płoną. Dziękuję ;)

Anonymous
Gość
Anonymous

Paula, jesteś wielka! Dziękuję za ten post :* Wkleję sobie twój motywacyjny obrazek do kalendarza i zabieram się do roboty :)

MizzVintage
Gość

Podoba mi się postanowienie dotyczące wychodzenia poza swoją strefę komfortu, chętnie sama wcielę u siebie coś takiego zwłaszcza w sferze zawodowej :)

BlingAlley
Gość

Bardzo chętnie się przyłączę bo za długo tkwię w mojej strefie komfortu.

Atia
Gość

Kiedy opisywałaś dawną siebie, miałam wrażenie, że czytam o sobie. Od dawna planuję coś z tym zrobić, ale nigdy nie potrafiłam zebrać się na tak długi okres czasu, żeby faktycznie było widać jakieś efekty. Chyba będę musiała powiesić sobie zaproponowaną przez ciebie grafikę nad biurkiem, żeby przypominała mi o tym, co powinnam robić :)

Laura
Gość

I takiej motywacji było mi właśnie dziś potrzeba! Dziękuję!

Magiel Codzienny
Gość

Chętnie przyłączę się do Ciebie, choć dla mnie byłby to bardziej powrót do tego jaka byłam kiedyś. Ale przecież chodzi o pokonywanie swoich słabości i pracę nad sobą :) Pozdrawiam i życzę jeszcze więcej pozytywnego!!

Joanna | my healthy style
Gość

Jakie to motywujące, od razu chcę ruszyć do działania!

tutaj malwa
Gość

walczę cały czas zeby codziennie motywować się do walki! każdego rodzaju :D

joule
Gość

Brawo dla Ciebie, na blogu już od jakiegoś czasu widać efekty tej walki ;) Ja już sobie postanowiłam, że wakacje będą okresem produktywności, czyli właściwie zmagam się z czymś podobnym, ale w inny sposób. Życzę wytrwałości!

Arnell
Gość

Bardzo motywujący post :) trzymam kciuki za Ciebie i wszystkich, którzy przyłączą się do codziennej walki :)

Uosia
Gość

Zdecydowanie przyłączam się! Mam czasem wrażenie, że w jestem najmniej spontaniczną osobą w swoim środowisku i – podobnie do Ciebie – wszelkie weekendowe wypady przeliczam na to, ile rzeczy mogłabym za to kupić ;)

Ewka Bloguje
Gość

Dzięki za ten post!

Anonymous
Gość
Anonymous

A ja walczę z wymówkami już od jakiegoś czasu. Skończyłam z siedzeniem w domu i zamykaniem się przed światem. Podczas podejmowania tego wyzwania przeczytałam multum różnych blogów, między innymi Twój i… zadomowiłam się i zostałam na dłużej. Czytając ten post uświadomiłam sobie jak ogromną pracę nad sobą wykonałam w tak stosunkowo krótkim czasie. Kiedy moi znajomi mówią, że czegoś nie da się zrobić, ja zawsze mówię: a założycie się? Wyszłam z mojej strefy komfortu, zorganizowałam się, podjęłam się nowych wyzwań i projektów, a jutro debiutuję na sali sądowej uzbrojona w kodeks i siłę persfazji- i niesamowicie przerażona! Zmieniłam pracę, a… Czytaj więcej »

Paula | one little smile
Gość

Trzymam zatem kciuki za jutro, powodzenia! :)

Nine
Gość

Cholerka trafiłam na Twojego bloga przypadkiem i zostaje na dłużej urzekłaś mnie ;))

BEATA REDZIMSKA
Gość

Mnie zmotwowalas tylko musze tak trzymac na dluzszym dystansie. Po to chyba bede wracac do twojego wpisu

Anna Tabak
Gość

Motywujesz :) moją najgorsza wymówką jest chyba “a co sobie inni pomyślą”. Nie jestem gadułą i ciągle mam takie obawy, że zabraknie mi z kimś tematów do rozmowy, że mnie nie polubi, pomyśli że jestem jakimś gburem. Pewnie mnóstwo fajnych znajomości mnie przez to ominęło. Walczę z tym jak mogę, m. in. pisząc na blogu… a kiedyś może podobnie jak Ty odważę się na jakieś blogowe spotkanie :)

fanaberiiaaa
Gość

Ja nadal mam jestem tą Paulą sprzed kilku lat :/ Ciągle mam wymówki, ale nie tylko żeby czegoś nie zrobić, ale też żeby niczego nie zmieniać. Ciągle myślę co inni powiedzą itp. Założyłam bloga i teraz się martwię co powiedzą znajomi jeśli go zobaczą.. Paranoja..
Muszę się w końcu zmienić bo sama ze sobą zwariuję.
Pozdrawiam
Agnieszka

Catalinka
Gość

Zajrzałam na Twoją wishlistę i zobaczyłam “Zorkownię”, przeczytałaś już? Na mnie wywarła ogromne wrażenie, nigdy tyle nie płakałam nad książką. Dała mi ogromnego motywacyjnego kopa, bo tak jak w przypadku Nicka, tak i tutaj moje problemy były niczym przy problemach bohaterów “Zorkowni”. Ogromnie Ci ją polecam, podobnie jak “Chustkę” Joanny Sałygi

Paula | one little smile
Gość

Niestety jeszcze nie miałam okazji jej przeczytać. Mała kolejka mi się zrobiła w książkach do przeczytania :)

Karolina W
Gość

Jestem mistrzem w wyszukiwaniu wymówek. Zawsze jakąś sobie znajdę, a później żałuję, że czegoś nie zrobiłam, gdzieś nie poszłam, z kimś się nie spotkałam. Bardzo chciałabym to zwalczyć. Mały postęp już zrobiłam, ale jeszcze wiele przede mną.

Malowana Lala
Gość

Bardzo motywujące (: Wyzwanie walki z wymówkami podjęłam, jest mi potrzebne, bo po miesiącu przerwy nie potrafię wrócić do diety i ćwiczeń. Ale banerek pobrałam (jest tu: http://malowanalalachudnie.blogspot.com/) i koniec tego dobrego – czas na lepsze! (;
Dzisiaj poszłam biegać. Trasa ułożona na 30 minut, nie przebiegnięta za jednym zamachem, ale zaliczona :D

Paula | one little smile
Gość

Super! Pękam z dumy jakby to był mój wyczyn :D

Southgirl
Gość

Od tego postu az bije dobra energia, ja rowniez walcze z wymowkami skutecznie od tego roku i mam nadzieje ze coraz wiecej takich walk wygram :)

Patrycja Patdream
Gość

Jestem z Tobą i się dołączam :)

Bilib World
Gość

Najtrudniej jest się przełamać i nie dopuszczać do siebie wymówek. Gdy odważymy się by coś zmienić i postąpić inaczej niż zawsze to zmotywuje nas do kolejnych działań. Gratuluję odwagi i życzę powodzenia.

Bilib World
Gość

Najtrudniej jest chyba przełamać się i nie ulegać wymówkom. Gdy podejmiemy ryzyko i postąpimy inaczej niż zawsze, wyjdziemy ze strefy komfortu i to nas zmobilizuje do kolejnych działań. Gratuluję odwagi i życzę powodzenia.

I am with Mickey
Gość

dzięki za ten post ! akurat potrzebowałam motywacji żeby zacząc uczyć się do obrony :) na chwile podziała :D

Little Silly Thoughts
Gość

Ja mam troszkę inaczej. Zawsze było mnie wszędzie pełno, wszystkiego się podejmowałam, wychodziłam, robiłam, planowałam, organizowałam, namawiałam innych. I wszystko było wspaniale dopóki blisko miałam podobnych ludzi, których zwykle udawało mi się porywać do realizacji moich pomysłów, którzy mnie wspierali, inspirowali i wręcz wypychali poza granice komfortu, bo we mnie wierzyli. Niestety przeprowadzka do nowego miasta i nietrafione pierwsze znajomości, uczucie wykorzystania, jakieś takie lenistwo, brak potrzeby zmiany czegokolwiek w swoim życiu i wszechogarniający hedonizm otaczających mnie ludzi sprawił, że się rozleniwiłam. Robiłam tylko to co muszę, moje minimum. Wolny czas spędzałam na czytaniu i oglądaniu seriali. Gdzieś zamknęłam się… Czytaj więcej »

Emily
Gość

bardzo lubię tu zaglądać, inspiruje mnie to.

Pozdrawiam,
Czytelniczka
Em

Aleksandra FashandRoll
Gość

Pod względem walki z wymówkami 2014 jest dla mnie wyjątkowy. Od kiedy przestałam na wszystko mówić “nie”, czuję się dużo szczęśliwsza. Trzymam za Ciebie kciuki! :)

BLACK DRESSES
Gość

Ja się w końcu zebrałam w tym roku w sobie i zaczęłam dużo więcej biegać. Polecam na początek, połowa problemów z głowy :)

ona
Gość

100% prawdy. Podejmuję walkę!

Monika Woroniecka
Gość

Ja na szczęście nie mam problemu z wymówkami, mimo że należę do osób nieśmiałych. Stosuję jedną prostą zasadę : lepiej żałować, że się coś zrobiła niż że się czegoś nie zrobiło. Naprawdę działa! ;) Dlatego uważam, że zawsze warto gdzieś pójść, spróbować, sprawdzić, nawet jak nie wyjdzie. Ale nie będziemy gdybać “co by było…”I świetne jest to o kupowaniu wspomnień a nie rzeczy! Ja sama nigdy nie żałuję kasy na koncerty, teatr czy wyjazdy. Za to zanim kupię jakiś ciuch czy kosmetyk to zastanawiam sie dłuuugo ;DW każdym razie życzę ci powodzenia, bo choć ‘opuszczanie strefy komfortu’ mnie też nie… Czytaj więcej »

SexiChic
Gość

Świetny post! Bardzo pomocny, pouczający i motywujący! Chyba sama muszę taką walkę wdrożyć bo ostatnio znowu mam milion wymówek na wszystko :/

Margaret
Gość

No i jak tutaj znaleźć wymówkę, żeby się nie przyłączyć?! :D