Czy warto przeczytać Książeczkę minimalisty?

Są takie książki, które nie sprzedają nowych prawd o życiu, nie poruszają tematów, o których byśmy wcześniej nie słyszeli, ba, w wielu fragmentach nie pokrywają się nawet do końca z naszymi poglądami, a mimo to sadzają na krześle z myślą: “Warto coś zmienić”. Jedną z takich pozycji była w moim przypadku Książeczka minimalisty. Prosty poradnik szczęśliwego człowieka autorstwa Leo Babauty.

Już od jakiegoś czasu chciałam zapoznać się z filozofią minimalizmu, ale po tę, a nie inną książkę sięgnęłam bez konkretnego powodu. Wpadła mi w oko w czasie zakupów i sprowokowała do wrzucenia jej do koszyka (To takie nieminimalistyczne!). Pierwsze wrażenie: skromnie, cienko, ubogo jakoś. Liczyłam na bardziej szczegółowe zgłębienie tematu. Potem olśnienie – książka na temat minimalizmu zrobiłaby sobie raczej kiepski PR, gdyby była trzystu stronicowym elaboratem. W końcu lektura – rzeczowa, konkretna, dająca do myślenia, aczkolwiek w wielu miejscach kontrowersyjna i wywołująca bunt przed poglądami autora.

Czym właściwie jest minimalizm?

Autor opisuje życie minimalistyczne jako pozbycie się wszelkiego bałaganu, by zrobić miejsce na spokój, wolność i lekkość. Minimalista nie dąży do tego, by mieć więcej, zadowala się tym, co ma i co daje mu szczęście. U podstaw tej życiowej postawy leży uświadomienie sobie, że ma się już wystarczająco dużo oraz maksymalne uproszczenie wszystkich dziedzin swojego życia. Brzmi sensownie, prawda?

Minimalizm i co dalej?

Autor podsuwa zbiór swoich porad i doświadczeń dotyczących wdrażania minimalizmu w różne sfery życia: od organizacji dnia, przez dom, komputer, finanse, po podróżowanie, pielęgnację i jedzenie. Przemierzając wzrokiem spis treści, spodziewałam się wielu frazesów, ale wbrew pozorom znalazło się tam kilka (a może nawet kilkanaście) cennych spostrzeżeń. Najbardziej zapadły mi w pamięć rozdziały dotyczące porządków i pozbywania się przedmiotów, które przechowujemy jedynie z sentymentu, przyzwyczajenia, czy niechęci do ich zmarnowania. Zawsze miałam z tym ogromny problem, a po lekturze Książeczki…, założyłam własne pudełko “Może do wyrzucenia” i chyba jestem na dobrej drodze, by tę cechę zwalczyć. Pewnie niedługo napiszę moim ogarnianiu chaosu odrobinę więcej.

Są jednak takie fragmenty tej książki, które budzą jakiś mój wewnętrzny sprzeciw i jej autor zaczyna jawić się w mojej wyobraźni jako taki trochę minimalistyczny ekstremista. Kiedy wyobrażam sobie opisywany przez niego dom minimalny, przed oczami mam zimne, puste pomieszczenie. Również nie lubię nagromadzenia bibelotów w mieszkaniach oraz przechowywania rzeczy na widoku, ale ograniczanie wyposażenia pokoju do kilku niezbędnych mebli do mnie nie przemawia.

Z podobną reakcją spotkało się stwierdzenie, że powinniśmy zrezygnować z pracy z papierem – zdigitalizować zdjęcia, czytać wyłącznie w formie elektronicznej, przestać drukować umowy. Idea w mniej radykalnej wersji może i byłaby słuszna, ale czy nie również wiejąca hipokryzją ze strony osoby, która wydała w swoim życiu co najmniej kilka książek w wersji papierowej?

Było też kilka budzących sprzeczne odczucia fragmentów dotyczących ogolenia się autora na łyso po to, by uprościć sobie higienę osobistą, czy też ograniczania ilości spożywanego jedzenia jako sposobu na wszelkie zło tego świata. Myślę, że nikt nie miałby problemu ze znalezieniem w tej książce przynajmniej jednego sprzecznego z własną opinią (lub po prostu dziwnego) akapitu, ale autor dość często podkreśla, że to jego droga i wcale nie oznacza, że to właśnie ona jest jedyną słuszną.

Czy warto sięgnąć po ten tytuł?

To zależy. Zależy czy masz odpowiednią ilość dystansu do świata i do cudzych poglądów. Jeśli nie, bardzo możliwe, że już po kilkunastu stronach rzucisz książkę w kąt, twierdząc, że autor to dziwak. Jeśli tak, przymkniesz oko na fragmenty, które sprawiają, że czujesz się jak nowy członek minimalistycznej sekty i wyciągniesz to co najlepsze – motywację do zmiany w Twoim otoczeniu (niekoniecznie prowadzącą do stania się minimalistą).

Te niecałe sto stron nie sprawi, że dostaniemy certyfikat z tytułem: “Od teraz jesteś minimalistą”. Sam autor twierdzi, że minimalizm nie jest celem, lecz drogą. Wyłącznie od nas zależy jak ją poprowadzimy. Dla mnie ta pozycja była ogromną motywacją do porządków. Już jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że wszystkiego mam zdecydowanie za dużo, ale decyzję o pozbyciu się rzeczy, których rolą jest jedynie zajmowanie miejsca w mieszkaniu, ciągle odkładałam w przyszłość. Po przeczytaniu Książeczki… zajęłam się porządkami w szufladach, schowałam niepotrzebnie zajmujące podłogę przedmioty, a w kolejce na podobne “odgruzowanie” czekają kosmetyki i ubrania.

Daleka jestem od nazywania siebie minimalistką, nie wiem czy dałabym radę wyzbyć się chęci posiadania, ale sam fakt nabycia nowej umiejętności pozbywania się rzeczy, które dawniej nazywałam “przydasiami”, strasznie mnie cieszy. Mam nadzieję, że ten zapał do zmiany utrzyma się jak najdłużej.

Ciekawe cytaty:

Na wszystkie prośby powinieneś odpowiadać “już się robi!” lub “nie”. “Niech będzie” nie wchodzi w grę.

Tajemnicą szczęścia nie jest pragnienie więcej, tylko wyuczenie się umiejętności cieszenia się z posiadania mniej.

Kiedy myślisz o kupieniu czegoś, zawsze zadaj sobie pytanie: “Czy będę to nosił cały czas?”.
Jeśli odpowiedź brzmi “nie” lub “nie jestem pewien”, odpuść sobie.