Jak się skupić? Sekrety efektywności i koncentracji

Funkcjonowanie w czasach ery informacji uważamy za najlepsze, co mogło się nam przytrafić. Właściwie trudno temu zaprzeczyć, ale jednocześnie trudno nie zauważyć tej drugiej, mniej korzystnej strony medalu – wiecznego rozproszenia. Ciągle jesteśmy bombardowani mailami, smsami, komunikatami, zdjęciami, wpisami, powiadomieniami. Całe mnóstwo rzeczy walczy o naszą uwagę, a im bardziej staramy się ją podzielić, tym bardziej cierpi na tym nasza koncentracja.

Schemat niemal zawsze wygląda tak samo. Rano budzę się pełna motywacji, planów, pomysłów, z myślą: “Mogę wszystko, dziś nic nie stanie mi na przeszkodzie”. Wiem, z czym muszę się zmierzyć i zakładam, że kilkanaście godzin, które mam przed sobą w zupełności pozwoli mi uporać się z tymi obowiązkami. Zaraz potem siadam przed komputerem i zaczyna się lawina. Nadrabiam odpisywanie na maile, a w międzyczasie pojawiają się powiadomienia o kolejnych. Któryś z maili odsyła mnie do strony internetowej, z której trafiam wprost w otchłań tekstów z kategorii: “Muszę to koniecznie przeczytać”. Potem obowiązkowo Facebook, a tam: bezwiedne przewijanie aktualności i kolejna porcja bardzo ważnych publikacji, kilka wiadomości, pociągających za sobą godzinę plotkowania, sprawdzanie komentarzy na fan page’u, przeglądanie oferty e-sklepów, bo “bardzo atrakcyjna zniżka”. W końcu zabieram się do pracy, przełączam się między kilkoma programami, w międzyczasie dostaję powiadomienia o mailach, które zawsze czytam od razu, odbieram telefon od mamy, przełączam się między playlistami na Spotify, odpisuję na Messengerze, przypominam sobie o wizycie u lekarza, którą muszę przełożyć. W końcu w połowie dnia stwierdzam, że nie zrobiłam jeszcze nic konkretnego, a już chętnie wyłączyłabym komputer, a jeszcze chętniej wyrzuciłabym go przez okno.

Jak to się stało, że nasza koncentracja stała się tak trudna do okiełznania? Dlaczego pozwalamy “przeszkadzaczom” niszczyć naszą kreatywność i zapał do pracy? Wszystko przez nadmiar bodźców i nasze mimowolne uleganie im. Jakiś czas temu postanowiłam powalczyć o lepsze skupienie. Nie jest to równa walka, ani tym bardziej łatwa, ale dowiedziałam się dzięki nim ciekawych rzeczy na temat koncentracji, o których postanowiłam dziś trochę napisać.

1. Planowanie zadań i nadawanie im priorytetów

Bardzo długo bagatelizowałam potęgę tworzenia list z zadaniami. Naiwnie wierzyłam w moc mojej dobrej pamięci, sądząc jednocześnie, że cel spisywania zadań sprowadza się jedynie do pamiętania o nich. Okazuje się jednak, że zapisywanie to również w pewnym sensie oczyszczenie umysłu. Pozbywamy się wówczas tych wszystkich krążących po głowie myśli, przypominających o pozostałych obowiązkach i uniemożliwiających nam skupienie się na konkretnym zadaniu.

Moje planowanie często ma formę zrywów organizacyjnych. To znaczy, że przez tydzień lub dwa zapisuję wszystko, planuję zadania na kolejne dni, a kiedy okazuje się, że ten zaplanowany czas minął mi naprawdę produktywnie, osiadam na laurach, stwierdzam, że już ani trochę nie potrzebuję zapisywania, po czym kolejny tydzień mija mi tak nieefektywnie, że potulnie wracam do swojego notesu. Błędne koło, wiem. Od jakiegoś czasu staram się robić to regularnie.

Kilka zasad mojego zapisywania:

  • Zapisuję wszystkie, nawet najprostsze zadania (np. zrobienie prania), by nie krążyły mi po głowie w czasie tworzenia.
  • Staram się nie zapisywać wielu zadań na każdy dzień. Maksimum to trzy duże zadania.
  • Nadaję zadaniom priorytety. Najczęściej jako najważniejsze zadanie wybieram to, które wymaga największego skupienia, ale jednocześnie przed przystąpieniem do niego pozbywam się rozpraszających małych zadań typu: umówienie się do dentysty.

2. Uświadomienie sobie uzależnienia

W pewnym momencie postanowiłam korzystać z maila, Instagrama i Facebooka bardziej świadomie. Wnioski, do których doszłam już po jednym dniu były przerażające. Jestem totalnie uzależniona od sprawdzania poczty, robię to kompulsywnie. Gdy tylko mam w rękach myszkę komputerową, telefon, czy tablet, działam jak automat – Gmail, Instagram, Messenger. Co więcej, nawet czytając książkę na tablecie, czy artykuł na monitorze komputera, co jakiś czas ulegam potrzebie sprawdzenia komunikatorów. Jak mogłam do tego dopuścić?

Przyznanie przed samym sobą, że to rodzaj uzależnienia jest trudne. Lubimy sobie wmawiać, że to nic takiego, żartować, ale prawda jest taka, że przeglądanie mediów społecznościowych dostarcza nam – podobnie jak inne używki – natychmiastowego wzmocnienia pozytywnego. Czujemy, że jesteśmy na bieżąco, że orientujemy się w najnowszych gorących tematach, czujemy się dowartościowani, otrzymując wiadomości i dlatego ulegamy potrzebie ciągłego bycia online. Uświadomienie sobie tego to już spory krok ku lepszej koncentracji.

3. Bycie offline sprzyja skupieniu

Jeśli czynność, na której chcemy się skupić nie wymaga od nas korzystania z internetu, świetną opcją jest odłączenie się od niego. Łatwo się mówi, a wykonanie z reguły bywa tragiczne, wiem, znam to. Zawsze można jednak zacząć od małych kroków. Ja początkowo wyłączałam Facebooka, kiedy oddawałam się ważnemu zadaniu. Z czasem zaczęłam walczyć z potrzebą ciągłego posiadania otwartej zakładki z Gmailem. Potem w ogóle starałam się mieć wyłączoną przeglądarkę w czasie pracy twórczej. Moja reakcja na ten brak możliwości szybkiego przełączenia się do innego okna, tylko potwierdziła moje obawy z poprzedniego punktu. Czułam się jakbym straciła jakiś ważny element mojej pracy. Miało to jednak swój sens, bo gdy w mojej podświadomości pojawiała się potrzeba sprawdzenia Facebooka czy maila, nie otwierałam bezwiednie paska przeglądarki czekającego na ten moment – nie był uruchomiony. To sprawiało, że do mojej świadomości docierało, co właśnie próbuję zrobić i mogłam to w porę zakończyć.

Potęga bycia offline sprawdza się w moim przypadku również w innym aspekcie. Czasem mam takie dni, kiedy nie umiem niczego doprowadzić do końca. W kolejce czeka z dziesięć pomysłów na wpisy, ale gdy tylko zaczynam któryś z nich pisać, stwierdzam, że jest beznadziejny. Zabieram się za kolejny, to samo. Potem następny z tym samym scenariuszem. W międzyczasie oczywiście oglądam setki stron internetowych, przewijam Pinteresta, słucham playlisty na Spotify, wymieniam uwagi na Messengerze, a potem kończę dzień złoszcząc się na siebie, że nic mi nie wyszło. Bardzo pomaga mi wówczas wyłączenie komputera, zabranie książek, notesu, długopisu, ołówka i przeniesienie się do łóżka (dokładnie tak było w przypadku tego wpisu). Zadziwiające jak wiele więcej pomysłów przychodzi do głowy, gdy nie bombardują nas internetowe bodźce.

4. Wielozadaniowość to nie zawsze dobry pomysł

Kojarzycie jak z reguły przedstawia się pracownika w serialach czy filmach? Często to osoba, która dogaduje przez telefon szczegóły jakiegoś bardzo ważnego kontraktu, odpisuje na maila i jednocześnie pokazuje na migi pracownikom co mają robić. Pytanie: kto jest w stanie pracować w ten sposób na dłuższą metę? Nikt. Czasem ulegamy potrzebie robienia wielu rzeczy na raz, bo wydaje nam się, że gdy jesteśmy zapracowani, to postrzega się nas jako osoby zaradne, produktywne. Tymczasem ciągłe przenoszenie swojej koncentracji na różne zadania wywołuje w nas stres, a to ciągnie za sobą spadek efektywności naszej pracy i łatwo wówczas o pomyłkę.

Niejednokrotnie sprawdziłam na sobie, że stuprocentowe skupienie się na jednym zadaniu przynosi o wiele lepsze korzyści, niż slalom pomiędzy obowiązkami. W moim przypadku wyjątkiem są jedynie podobne zadania. Kiedy tworzę jeden projekt i nie mogę już na niego patrzeć, nanosząc trzecią poprawkę, dobrze robi mi przełączenie się do innego, zbliżonego projektu.

“Jeśli gonisz dwa króliki, oba uciekną”.

5. Nic tak nie sprzyja pracy jak przerwa

Absurdalnie to brzmi, ale jest w tym jednak sporo prawdy. Nie da się pozostać w pełnym skupieniu przez kilka godzin, prędzej czy później przerwa jest konieczna. Często, gdy wpadam w wir tworzenia, prędzej czy później trafiam na martwy punkt. Nazywam tak moment, w którym nie wiem jak dalej pociągnąć to, co właśnie tworzę. Wszystkie dopisane słowa wydają się wówczas nie mieć sensu, wszystkie dodane kreski w grafice sprawiają wrażenie kompletnie niepasujących do reszty. To ZAWSZE jest idealny moment na ucieczkę do “przeszkadzaczy”. Nie zliczę, ile razy w takim momencie zaczynałam bezcelową wędrówkę po sieci, która po dwóch godzinach kończyła się stwierdzeniem: “Po co ja tu właściwie zaglądałam?”.

Z czasem nauczyłam się, że martwy punkt, to sygnał krzyczący: “Pora na przerwę”. To dla mnie znak, że pora dać sobie chwilę na relaks, choćby na głupie gapienie się przez okno. Nawet dziesięć minut takiego oderwania się przyniesie o wiele więcej korzyści, niż sześćdziesiąte sprawdzenie poczty i czterdzieste piąte przewijanie powiadomień na Instagramie.

Dobrze jest wyznaczyć sobie konkretny czas na pracę w skupieniu i na przerwę. Najpopularniejsza metoda tego typu zarządzania czasem – Pomodoro – mówi o 5 minutach przerwy po każdych 25 minutach pracy bez rozpraszaczy (plus dłuższa przerwa po 4 cyklach pracy). Te proporcje zależą jednak wyłącznie od Was. Dla mnie te 25 minut pracy to trochę za mało – ledwo zdążę się na nowo wdrożyć i już muszę kończyć. Dlatego jeśli już zakładam jakieś przedziały czasowe (przyznaję, że bywa z tym różnie, jeśli się naprawdę wkręcę w wykonywanie zadania), najczęściej idę na 5-10 minutową przerwę po każdej godzinie pracy.

6. Strony i programy, które pomogą się skupić 


OFFTIME

Aplikacja na telefon i tablet (tylko Android), o której wspominałam przy okazji ostatniego wpisu na temat ulubionych aplikacji mobilnych. Możemy wyciszyć lub całkowicie wyłączyć powiadomienia, a także połączenia przychodzące i smsy. Możemy również stworzyć wyjątki, czyli osoby, od których chcemy otrzymywać połączenia oraz aplikacje, które nie mają zakazu wyświetlania powiadomień. Dobrą opcją jest również fakt, że kiedy w przypływie impulsu zechcemy te blokady wyłączyć, by czterdziesty drugi raz tego dnia sprawdzić maila, musimy najpierw odczekać 60 sekund.

NOISLI
Strona z odgłosami sprzyjającymi koncentracji. Możemy wybierać spośród dźwięków zatłoczonej kawiarni, spokojnego lasu, szumiącego morza, letniej burzy, deszczu i wielu innych.

SELFCONTROL
Aplikacja na Mac OS X, która przez określony przez nas czas blokuje dostęp do rozpraszających stron, do serwera poczty i do wszystkich innych rzeczy, które dodamy na czarną listę. Co ważne, nie da się w żaden sposób wyłączyć aplikacji przed upływem wybranego czasu, nawet poprzez zrestartowanie komputera, czy usunięcie aplikacji.

ZEN PEN
Minimalistyczny edytor tekstu w przeglądarce. Jeśli rozciągniemy okno na całą powierzchnię ekranu, może okazać się świetnym pomocnikiem w koncentracji na pisaniu tekstu.

CALM.COM

Sposób na chwilę relaksu i wyciszenia w lawinie obowiązków. Fajna opcja, w sytuacjach, kiedy nic nie idzie po naszej myśli, a frustracja sięga zenitu. Takie zatrzymanie się bywa czasem świetnym przypomnieniem o naszych priorytetach (a raczej o tym, co powinno być dla nas priorytetami).

LEECHBLOCK

Dodatek do przeglądarki Mozilla Firefox, który blokuje dostęp do wybranych stron internetowych w określonym przez użytkownika czasie.

STAYFOCUSD
Dodatek do przeglądarki Google Chrome. Działanie podobne jak powyżej.

ACTIVITY TIMER (Mac) ORZESZEK TIMER (Windows)

Dwa proste programy służące do odmierzania czasu. Sprawdzą się, gdy chcemy wprowadzić pełne skupienie na zadaniu, przerywane przerwami na odświeżenie umysłu.

7. Kilka dodatkowych wniosków

  • Przed przystąpieniem do pracy w skupieniu, warto zadbać o porządek w najbliższym otoczeniu. Walające się po blacie papiery, kubki, talerze nie sprzyjają koncentracji.
  • Najlepsza pora na skupienie to poranek, niedługo po przebudzeniu. Zauważyłam, że jeśli zwlekam z podjęciem działania, natychmiast pochłania mnie całe mnóstwo innych, pobocznych spraw i najczęściej zaliczam taki dzień do mało udanych.
  • Kiedy czuję, że mam ochotę odłożyć książkę, by sprawdzić maila i jestem bliska kapitulacji, biorę kilka głębokich oddechów, uświadamiam sobie jak głupie jest to, co robię, staram się odsunąć od siebie wszystkie myśli i wracam do lektury.
  • Najgorszy jest moment zabierania się do pracy, rozpoczęcia działania, zwłaszcza, gdy wymaga to dużego skupienia. To właśnie wtedy potrzeba sprawdzania wszystkiego i ulegania rozpraszaczom jest najsilniejsza. W takich chwilach dobrze jest uświadomić sobie, że jeśli się poddamy, tylko odwleczemy w czasie wykonanie zadania, które przecież i tak nas nie ominie.
  • Warto zastąpić nawyk ciągłego odświeżania innym nawykiem. Na przykład robienie kilku przysiadów za każdym razem, kiedy pojawia się potrzeba sprawdzania poczty, albo wypicie szklanki wody, opcji jest całe mnóstwo.
  • Zauważyłam, że kiedy spędzam weekendy bez komputera i poświęcam je na totalny relaks, mój kolejny tydzień zawsze jest o wiele bardziej produktywny, podchodzę do niego z większym zapałem. Umysł czasem potrzebuje oderwania się od natłoku informacji.
  • Wiele daje uświadomienie sobie, że nie musimy być ze wszystkim na bieżąco. Świat się nie zawali, jeśli nie będziemy wiedzieć o dubajskich przygodach polskich modelek, ba, możliwe, że nawet będziemy dzięki temu zdrowsi.

Na zakończenie szybkie pytanie ku refleksji: Ile razy w trakcie czytania tego wpisu mieliście ochotę przełączyć się na chwilę między oknami przeglądarki albo ulec jakiemuś innemu odciągaczowi uwagi?

  • A.

    W trakcie czytania tekstu – ani razu nie miałam ochoty i nie przełączyłam okna :D
    Ja nie umiem się skupić, kiedy jestem do czegoś niechętnie nastawiona. Wtedy widmo wykonywania rzeczy, która i tak mnie nie ominie, którą muszę zrobić sprawia, że robię wszystko, tylko nie to, co powinnam :) A kiedy się za to zbiorę w tym samym czasie sprawdzam pocztę, komunikatory etc.

    • Znam to. Często odkładanie i szukanie wykrętów zajmuje dwa razy więcej czasu, niż spięcie pośladków i wykonanie zadania ;)

  • Ja też ani razu nie miałam nawet ochoty, o przełączeniu okna nawet nie wspominając. Ale to bardzo krótki tekst,a skupić się zazwyczaj muszę na czymś, co ma 50 – 100 stron i jest średniej jakości pdfem, a do tego tekstem naukowym i wtedy jest masakra :( Instagram i Facebook nie nadążają publikowac aktualizacji

  • Agata Matulka

    podobnie jak Ty zauważyłam, że wielokrotnie w trakcie wykonywania jakiegoś zadania, odruchowo sięgałam po telefon i sprawdzałam, czy aktualności na Facebooku i co nowego słychać na Instagramie. poza tym zorientowałam się, że dużo lepsza przerwa to taka, podczas której nie śledzę nowinek internetowych, a zwyczajnie pójdę do kuchni zaparzyć herbatę lub wyjrzeć przez okno w drugim pokoju. przekonałam się już wiele razy, że świat bez portali społecznościowych i innych śmieciowych stron się nie zawali. :) jako przerwę lubię też stosować przeczytanie jednego, wybranego na dany czas, artykułu z pozycji lifestyle. przed 15 minutami padło na One Little Smile i stwierdziłam, że warto poświęcić jeszcze minutkę, żeby to skomentować. :D wszystkie inne, aczkolwiek ciekawe artykuły, na które nie mam czasu w danej chwili wrzucam do aplikacji Pocket, gdzie czekają aż będę miała chwilę, aby przeczytać je w weekend.

    pozdrawiam! stała czytelniczka.

  • ololol

    Muszę wypróbować tę aplikację blokującą strony. To smutne, że sama nie umiem się na tyle zmobilizować, aby nie rozpraszać się np. facebookiem. Ale jeśli ta aplikacja będzie skuteczna, jestem Ci winna przysługę – uratujesz ambitną część mojej osobowości. Zauważyłam, że odkąd coraz więcej czasu spędzam na internecie, mam coraz większy problem z koncentracją. Zaczęło mnie to na poważnie martwić, gdy zaczęłam mieć problemy w skupieniu się np. na czytaniu książki w ciszy.

  • Zgadzam się – tzw. multitasking jest przereklamowany. O wiele lepiej robić jedną rzecz a dobrze, niż kilka naraz – byle jak.

  • Zainstalowałam Stayfocusd, mam nadzieję, że teraz mój licencjat ruszy pełną parą :)

  • Odp na pytanie – ani razu, był na tyle ciekawy, że przeczytałam za jednym zamachem ;p

    W sumie jeśli robię coś, co mnie wciąga albo uniemożliwia sprawdzanie poczty, insta, fejsa (bo nie jestem przy komputerze lub nie wypada mi wyjąć telefonu i się nim zajmować), to nie mam problemu z rozpraszaczami. Doskonale pamiętam pisanie pracy magisterskiej, kiedy po drodze zrobiłam jeszcze doktorat z kwejka i fejsbunia – nie powiem, by temat nie był ciekawy, ale mielenie go enty miesiąc z rzędu powodowało, że się nim znudziłam i bum, co tam słychać na gmailu? ;)

    W kwestii wielozadaniowości nachodzi mnie czasem taka myśl – co będzie, jeśli nasze mózgi, zamiast przystosowywać się do narastającego tempa przetwarzania danych, wskutek przewlekłego stresu ulegną inwolucji? Dziś patrzymy na 2-3-latki obsługujące smartfony lepiej, niż pokolenie moich rodziców. Obyśmy nie musieli patrzeć na wnuki nie ogarniające tabliczki mnożenia..

    • Powinnaś sprzedać tę wizję jakiemuś hollywoodzkiemu reżyserowi, bez dwóch zdań! A tak bardziej serio: rzeczywiście ciekawa i nieco przerażająca kwestia. Wszyscy przeszliśmy do etapu ciągłego bycia online tak szybko, że nie zdążyliśmy pomyśleć o skutkach ubocznych, jakie to za sobą niesie. Ale może to po prostu kwestia wypracowania odpowiednich mechanizmów przystosowawczych?

  • Dochodzę ostatnio do wielu podobnych wniosków, wiele z Twoich zasad stosuję na co dzień. Pytanie kontrolne – 0, więc chyba jest dobrze ;)
    Mam zasadę, że godzinę po przebudzeniu nie włączam komputera. Czasem wychodzi dłużej. Ta godzina to czas na spisanie pomysłów, doprowadzenie do ładu siebie i otoczenia. Od kilku dni poranki dzielę też na bloki (ustalone z dokładnością do 5 minut), w których wykonuję większość drobnych spraw na dany dzień. Telefon i mail? 10 minut. Przygotowanie pola do działania? 10 minut. Zadziwiające, ile rzeczy da się zrobić w, mniej więcej, pierwsze dwie godziny dnia ;)

    • Kusisz! Mniej więcej coś takiego bym chciała u siebie wprowadzić: poranki offline, zajęcie się sobą, wprowadzenie w dobry nastrój, śniadanie. Coś w tym jest, że pierwsza część dnia jest bardziej produktywna.

    • Miałam kilka podejść do takich poranków offline, ale to chyba jeszcze nie ten etap “odwyku”. Zawsze mam wrażenie, że przegapię ten najbardziej efektywny moment w ciągu dnia i potem już wszystko się rozwlecze. Za to ostatnio praktykuję obowiązkowe wyłączanie komputera po 18-19 i bardzo lubię ten moment odsunięcia od siebie wszystkiego, co w nim na mnie czeka.

  • Ani razu! Ten artykuł jest tak świetny, że nie trzeba było – dziękuję! <3

  • Czytając nie miałam ochoty na ucieczkę do innych okienek, ale to zasługa wciągającego posta :). Wszystko co napisałaś bardzo mądre. Podobnie jak Ty i pewnie większość współczesnego społeczeństwa mam ten sam problem “niespokojnej przeglądarki”. Postaram się zastosować kilka Twoich tricków żeby jakoś z tym walczyć. Wish me luck!

    • “Zespół niespokojnej przeglądarki” to mogłaby być całkiem niezła nazwa tego uzależnienia :D

  • Zuza Z

    Ani razu! Artykuł jest świetny i bardzo Ci za niego dziękuję! Jak zwykle trafiłaś w odpowiednim momencie :*

  • Świetny artykuł! Przeczytałam od a do z, na jednym tchu, bez straty uwagi. Na pewno skorzystam zarówno z rad jak i stron/aplikacji, bo z koncentracją u mnie na bakier… Pozdrawiam!

  • Linka

    Świetne! Boskie! Zapisałam sobie linka, żeby wrócić jeszcze do tego postu. Idealny <3 *.*

  • oxinspirationxo blogspot.com

    świetne porady, na pewno mi się przydadzą :) większości stron nie znałam, chętnie je poznam.

  • OJ zdecydowanie nie da się skupić mając totalny syf w miejscu pracy. A co do robienia list. Kurczę jakoś nie mogę nauczyć się tego nawyku. Zawsze jak się za to zabiorę, zrobię super listę wszystko super, na wszystko nagle znajduje się czas i wszystko udaje mi się zrobić. Po czym lista się dezaktualnia i nie mam czasu zrobić kolejnej. Jakoś nie mogę się za to zabrać. Potem nagle dostanę olśnienia znów stworzę piękną listę i koło się zamyka. Nie wiem już jak mam się za to zabrać, żeby w końcu się nie zniechęcać ;p

    • Edyta

      Może dobrym pomysłem będzie wpisanie zadania “zrobić następną listę” na każdą listę zadań? :)

    • Poruszam ten temat we wpisie. Ja liczę na to, że w końcu wejdzie mi to w nawyk :)

  • czytając ten wpis miałam przed oczami sesję, kiedy ucząc się zwyczajnie nie mogłam się skupić na nauce. Na następną chyba będę musiała spróbować tych aplikacji blokujących strony :> Z moim wolnym czasem i relaksem jest ostatnio średnio, więc teraz zwyczajnie po powrocie z praktyk mam wszystko gdzieś i daje się ponieść przeglądarkom itp. by chociaż przez chwilę nic nie musieć robić :D
    Moją metodą było zawsze sprawdzenie wszystkiego zanim wezmę się za naukę, ale strasznie to opóźniało zawsze pracę :>
    a jeśli chodzi o końcowe pytanie… w sumie to ani razu, przez chwilę chciałam odpisać na smsa, ale stwierdziłam, że kilka minut mnie nie zbawi :) Może nie jest ze mną tak źle :D
    Pozdrawiam, Majka ;*

  • Natalii

    Racja, ja czasem aż za często sprawdzam Instagram lub piszę z kimś na Facebooku. To bardzo rozprasza, gdy muszę się np uczyć. :)

  • Też mam problem z kompulsywnym sprawdzaniem poczty. I do tego Facebook pogromca mojej efektywności- nie ma to jak sprawdzać co chwilę, czy nic nowego się przypadkiem nie pojawiło. Polecone strony i programy z pewnością się przydadzą :)

  • Gucia

    Dajesz do myślenia, aż wstyd przyznać się przed samym sobą o uzależnieniu od newsów sieciowych.
    I ja właśnie teraz odwlekam…juz 30 minut temu według planu, powinnam pracować.
    Zatem uciekam!

  • Fiołek88

    Fakt, czytałam Twój wpis w kilku odstępach :D a tu coś na fb się pojawiło, a tu 3 telefony zdążyłam odebrać… dzieje się w naszym życiu dużo za dużo takich rzeczy, które odciągają nas od wykonywanych zadań. Łapię się na tym, że zamiast zrobić coś pożytecznego to wolę odkładać to w nieskończoność – zamiast to zrobić to przeglądam pocztę/fb/instagrama/pinteresta/… i potem zostaje mi mało czasu na daną czynność i robię ją “na odwal”… Trzeba nad tym popracować, zaczęłam od sobót, kiedy jest “dzień sprzątania” zdażało mi się odkurzyć jeden pokój i lecieć sprawdzić pocztę albo fb :D a sprzątanie przedłużało się w nieskończoność. Ostatnio powiedziałam sobie STOP! i staram się mieć wyłączony komputer i dopiero jak skończę całość albo chociaż większą część posprzątać włączam komputer :) Muszę popracować nad tym jeszcze w tygodniu :)

  • Biorąc pod uwagę, że z moim planowaniem czasu, jest naprawdę kiepsko – zawsze odkładam “na jutro”, to ten post dał mi kopa. Zrobiłam sobie nawet notatki i ani razu podczas czytania nie zmieniłam kart, żeby odczytać jakieś powiadomienie z FB.
    PS. Czytałaś “Lekko Stronniczego…”, czy na razie tylko stoi na biurku i ładnie wygląda? ;)

    • Czytałam. Przyjemna, lekka lektura :)

  • Bardzo fajne porady, zwłaszcza jak sie pracuje na komputerze to potem trudno jest sie skupić i solidnie odpocząć w domu:-) pozdrawiam

  • świetny tekst. Zapisuję zen pen i noisli do moich zakładek. Kończę bezproduktywne siedzenie i biorę się do pracy :)

  • Przeczytałam cały tekst bez kilkania gdzie indziej, to znaczy, że jest naprawdę dobry ;)

    Niby jest pełno tego rodzaju poradników, ale Twój jest jakiś taki szczery i bardzo uporządkowany. Niektórze rzeczy chyba wdrożę: przede wszystkim tę wtyczkę do Firefoksa, oby pomogła. Nadto, trochę zmieniłaś moje myślenie o listach. Dotąd po prostu wpisywałam wszystko (ok, wszystko bez obowiązków domowych, może to też pora zmienić?) do organizera DesignYourLife. Ale było to dość chaotyczne wpisywanie (choć i tak magia odhaczania dużo pomogła). Może robienie konkretnych list zadaniowych na następny dzień to kolejny, pomocny krok? I przy tym fajny rytuał na dzień następny. Podoba mi się też to nadawanie prorytetów – może różnymi kolorami, żeby zaznaczyć “żabę do zjedzenia” najważniejszą w danym dniu.

    Dodałabym też poranki i wieczory offline, tak na uspokojenie i oczyszczenie umysłu, żeby najpierw zająć się innymi, przyjemnymi rzeczami, i odzwyczaić się od tej kompulsywności internetu. I chyba to samo po powrocie do domu.

    Dziękuję za ten wpis!

    • Agata

      Leechblock jest genialny!!! Niesamowicie mi pomógł w walce z uzależnieniem od Fejsbuka. Na pewno się sprawdzi :) Ja jeszcze na dokładkę używam Rescue Time, który co tydzień pokazuje mi ile czasu spędzam na różnego rodzaju aktywności w sieci.

      • Tak się skutecznie wkręciłam w ustawianie tego, że poblokowałam sobie nawet opcje edytowania opcji, przez co nie mogę się dostać do fejsa wcale dzisiaj :D I dobrze!

        • Agata

          Podwójna skuteczność ;)

  • Sama zauważyłam, że kiedy zepsuł mi się komputer i przez 2 tygodnie byłam na przymusowym odwyku, nagle wszystkie zadania wykonałam bez problemowo w dwukrotnie krótszym czasie, a dodatkowo wiele wolnego mi zostało. Taki odwyk offline potrafi naprawdę zdziałać cuda. :)

    Świetny tekst, wiele praktycznych wskazówek, na pewno będę do niego wracać. Pozdrawiam!

  • OlciaJ

    W czasie czytania tekstu ani razu nie miałam ochoty przełączyć się na coś innego :) Tak naprawdę to czytanie tego tekstu było ucieczką od obowiązków, które na mnie czekają ;)
    U mnie świetnie sprawdza się robienie listy zadań w kalendarzu i odhaczanie tych wykonanych. Daje to poczucie, że jednak ten dzień nie był bezproduktywny.
    Osobiście uwielbiam pracować w kawiarni, w fajnym otoczeniu najlepiej skupić mi się na tym co mam do zrobienia :)

  • Wciele to w swoje życie… Podczas czytania tego tekstu, odrywalam się patrząc bez celu w okno myślac o moich sytuacjach kiedy sięgalam po telefon bez znacznego celu… :) albo kiedy cos mnie skuteznie odrywalo od pracy, szczególnie domownicy z mnóstwem pytań o byle… o byle co.

  • Ostatnio na angielskim czytałam artykuł z czasopisma “Scientific American” Supertaskers ant the multitasking brain (próbowałam na szybko wygooglować, ale wszyscy wołają o płatne dostępy). Miał z 8 stron A4, ale podam kluczową informację: tylko 2% badanych osób wykazało zdolność do wielozadaniowości – takiej,w której jedna wyknywana rzecz nie traci na jakości przy łączeniu jej z inną :).

  • Super rady, teraz trzeba tylko zastosować :)

  • Nie miałam ochotu bo tekst był ciekawy. Ale faktycznie zdarza mi się zaglądać raz po raz na powiadomienia, aplikacje, facebooka itd. Dokładnir tak jak mówisz – jak maszyna. Zawsze ten sam schemat.

  • Świetne rady! Mam nadzieję, że z wdrożeniem ich będzie tak łatwo jak z przeczytaniem Twojego tekstu ;*

  • Nie przełączałam się, bo nie miałam innych zakładek otwartych – wszystko czytam po kolei. jednak przyznam, że w międzyczasie zaczęłam myśleć o drugim śniadaniu i o tym, jakie tematy artykułów wymyślić dla klienta :p

  • Kilka rad już wcześniej wprowadziłem, ale jest kilka nowości, które będę testować ;) Ja niestety w ciągu dnia potrzebuję FB do pracy, ale tez go ograniczam ;) Ostatnio staram się też zrobić sobie krótki spacer w ciągu dnia, co działa bardzo dobrze ;)

  • ciekawy artykuł. napisałaś o aplikacjach, o których nigdy wcześniej nie słyszałam, na początek wypróbuję stayfocused, bo za często lubię sprawdzać FB :) dzięki!!

  • Jak to się stało, że dopiero teraz do Ciebie trafiłam?! Genialny blog! I ten wpis – ach, od tygodni obiecuję sobie większą dyscyplinę! Odkąd bloguję nie umiem odlepić się od kompa – blogger, mail, facebook, właściwie wszystko na raz – MASAKRA! Muszę zafundować sobie solidy odwyk – bo zamiast działać (tyle pomysłów mam do zrealizowania) to tylko klikam bezmyślnie na lewo i prawo – choć bez tego klikania bym tu nie trafiła hihi. I dzięki za GENIALNE linki :). Noisili mnie rozłożyło na łopatki – słucham burzy :) Pozdrawiam, Aga

    • Dzięki Aga, miło mi! :)

  • Genialny post. Oczywiście najpierw stwierdziłam, że jak to? Ja nie umiem się skoncentrować? Oczywiście że umiem! Podczas czytania posta już gdzieś błądziłam myślami: co na obiad? Czy wstawić pranie? Sprawdzę facebooka. Napiszę do Mamy. Ooo jakaś celebrytka odpadła z jakiegoś programu którego nawet nie oglądam. I wtedy dotarło do mnie że nie umiem się skoncentrować. Zainstalowałam Noisli (nawet nie wiedziałam, że odgłos deszczu i burzy tak kojąco na mnie działa), ZenPen (nie ma tylu rozpraszających ikonek co Word) i Leechblock (zablokowałam pudelki, kwejki itp). Paula dziękuję że dzielisz się niezwykle przydatnymi poradami i aplikacjami. Dzię-ku-ję :)

  • Katarzyna

    Ja bezpośrednio przed sesja zdalam sobie sprawe jak marnuje czas. Gralam w gre na fejsbuku i potrafiłam zmarnowac czasem 3-4 h podczas przerwy w pracy (pracuje jako niania i Gralam kiedy mala spala) zamiast w tym czasie przeczytać na egzamin dwa zagadnienia. Otoz wylaczylam gre, usunelam wszystko z powiadomien tak zeby nie ciagnelo. Z pudelka tez Zrezygnowalam – Nie jestem na czasie ale tak serio to co mnie obchodzi czyjes zycie jak nad własnym nie umiem zapanować a lepiej wiedziałam co sir dzieje u Ani MUCHY niz u mojej przyjaciółki. I żyje mi sie lepiej. Wolniej. Teraz mam tyle zajęc ze nie wiem jak potrafiłam jeszcze cos robic oprócz tego :-D teraz stawiam sobie pytanie jakie jeszcze mam ograniczajace czas rzeczy? Na pewno cos czego noe zauważam a warto sie nad tym zastanowić ;-)

  • archiKasia

    Gdzie byłaś dziewczyno że wcześniej nie trafiłam na Twojego bloga? Przeczytałam już chyba większość postów, i jakkolwiek dziwnie to brzmi, jesteś chyba moją bliźniaczką! Mamy tak zbliżony gust- czcionki, tapety, kartki, pakowanie prezentów, kolory, urządzanie domowego biura, rozpraszacze etc etc… Jestem w szoku! Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie ten blog! Tak więc dzisiejszy dzień nie będzie bezproduktywny- bo znalazłam blog który na pewno będę odwiedzać regularnie! :) pozdrawiam!

    • Dzięki, bardzo mi miło! :)

  • Pingback: Sesja się zbliża |()

  • Pingback: Sesja się zbliża | Andrra()

  • Marek Kłos

    W odpowiedzi na Twoje pytanie na końcu tekstu: ani razu! Za bardzo wciągnął mnie tekst ;D

  • kwiatuszek2104

    Tak ciekawy wpis, ze ani razu

  • No ja przeszłam do innego okna tylko, by sprawdzić dwie z podanych przez Ciebie stron. Ogólnie cały czas próbuje pisać, ale nie rozpraszacze są moim problemem, a słomiany zapał, który kończy każdy mój projekt tekstowy (dłuższy niż wpis na bloga) fiaskiem. Wiesz: lepiej nie zaczynać, niż skończyć po dwudziestu stronach. Boli mniej ;P.
    Bardzo dobrze na mnie działa odpowiednie udźwiękowienie tła. Listy na Spotify (najczęściej OSTy) nie zawsze działają. A Ty podałaś fajną stronkę, w której mogę sobie włączyć… adekwatną (na przykład do sceny) pogodę!
    Dzięki :).

  • Paula napisałaś o sobie, a czytałam ten wpis jakby był o mnie. Robię kropka w kropkę podobnie, a może robiłam, bo powolutku się odzwyczajam od tych złych nawyków i uzależnieniem w ramach bycia bardziej produktywną i zadaniową. Pomaga mi właśnie pomodoro, wyłączenie gmaila, fb, wyciszenie telefonu i dobra herbata lub kawa przygotowane wcześniej. :)W przerwach pomodoro załatwiam spojrzenie przez okno dla higieny wzroku i jakieś inne drobne rozciąganie :) Najgorzej idzie planowanie dnia na dzień wcześniej. Sporo pracy jeszcze przede mną :) Dobrze jednak wiedzieć, że nie tylko ja jestem takim freakiem :)