4 najlepsze rady, jakie usłyszałam na temat blogowania i prowadzenia firmy

rady-blogowanie-wlasna-firma

Minęło trochę czasu od momentu, w którym stawiałam swoje pierwsze, niepewne kroki w pracy na własny rachunek. Nie wspominając już o tych pięciu długich latach, które spędziłam na regularnym tworzeniu tego miejsca. Lubię czasem spojrzeć na to wszystko z perspektywy czasu i uświadomić sobie, jak wiele się zmieniło. Jak wiele moich przekonań i strategii musiałam przemodelować, jak często błędnie zakładałam, że wiem, co dla mnie dobre, kiedy tak naprawdę błądziłam po omacku, jak często czyjeś spojrzenie na daną sprawę rewolucjonizowało moje podejście.

Jakiś czas temu zaczęłam spisywać takie swoje “kamienie milowe” w spojrzeniu na blog i firmę. Były to rady, wnioski, lekcje, które w pewien sposób odmieniały mój sposób myślenia lub działania. Pomyślałam sobie, że nie tylko fajnie będzie spojrzeć na nie w przyszłości, ale też, że być może będą dla Was równie cenne, jak kiedyś dla mnie. Bardzo możliwe, że niektóre z nich pominęłam albo po prostu jeszcze nie uświadomiłam sobie, jak ważne dla mnie były, ale myślę, że te najważniejsze udało mi się tu uchwycić.

1. Jeśli sama nie będziesz mówić o sobie, nikt inny tego nie zrobi

Bardzo długo funkcjonowałam w przekonaniu, że jeśli tylko będę sumiennie pracować i nie wychylać się nigdzie, gdzie nie jest to konieczne, to pewnego pięknego dnia mój blog zostanie magicznie i zupełnie niespodziewanie odkryty – ukazany całemu światu jako ten godny uwagi. Przecież staram się tak bardzo, poświęcam tyle długich godzin na każdy post – na pewno ktoś prędzej czy później doceni to na wielką skalę. Ależ to było naiwne!

Niestety, sukces nie przychodzi do osób, które czekają z rękami w kieszeniach. Jeśli sami nie będziemy mówić o sobie dobrze i opowiadać światu o tym, czym się zajmujemy, nie możemy liczyć, że ktoś będzie robił to za nas (bo właściwie czemu miałby to robić?). U mnie dopiero ubiegły rok przyniósł duża zmianę w tej kwestii. Dacie wiarę, że dopiero wtedy dodałam informację o blogu na swoim prywatnym profilu na Facebooku i zaczęłam bez skrępowania o tym opowiadać?

Moją perspektywę zmieniło również słuchanie innych blogerów. Kiedy uświadomiłam sobie, że ich sukcesy, czy realizacje oryginalnych pomysłów, opisywane na licznych zagranicznych portalach wcale nie wzięły się z cudownego, zupełnie przypadkowego odkrycia przez dziennikarzy, lecz z ich wytrwałego informowania mediów o swoich poczynaniach, poczułam się jakby ktoś otworzył mi w głowie szczelnie zamkniętą klapkę (wiem, brzmi durnie, ale naprawdę było to dla mnie niesamowite odkrycie). Wtedy też zrealizowałam cel, który towarzyszył mi niemal od początków bloga.

Kiedy publikowałam pierwsze tapety do pobrania, ktoś w komentarzu napisał: “Może kiedyś zobaczymy Twoje tapety na Smashing Magazine”. Smashing Magazine to wielki portal dla projektantów i programistów, który co miesiąc publikuje tapety wybierane ze zgłoszeń grafików z całego świata. Sporo czasu upłynęło od tamtej pory, a ja ciągle o tym myślałam i nic z tym nie robiłam. W końcu zgłosiłam swoją kwietniową tapetę i… udało się! Moja praca pojawiła się wśród kilku propozycji portalu. Towarzyszyło temu uczucie, które raz na zawsze pozbawiło mnie wrażenia, że watro siedzieć w kącie i czekać na odkrycie.

prowadzenie-bloga-rady

2. Nie ma dobrych blogów i biznesów bez inwestowania

Brzmi jak truizm, teoretycznie wszyscy to wiemy, ale pułapki pozornej oszczędności czyhają na każdym kroku. Wiem, jak trudne są początki i jak desperacko szuka się wówczas sposobów na to, by nie wydać zbyt wiele. I choć nie mam zamiaru przekonywać Was do inwestowania ogromnych środków na samym początku, wiem jak szybko takie skromne podejście zmienia się w nawyk i jak wiele utrudnia na dalszych etapach.

Nie potrzebuję własnej domeny – jak ktoś chce to i tak mnie znajdzie. Po co inwestować w zdjęcia – lepiej czterdziesty raz przeczeszę darmowe stocki, może jednak znajdę to, czego szukam. Księgowość to strata pieniędzy – poświęcę godzinę i sama to ogarnę. Regulamin sklepu? Logo? No niby mogłabym za to zapłacić, ale przecież wystarczy poszukać, posklejać i coś sama ogarnę.

Nie zrozumcie mnie źle – jestem ostatnią osobą, która chciałaby odwodzić kogokolwiek od samodzielnego tworzenia, ale z perspektywy czasu widzę, że często staje się to pułapką, przez którą tracimy całe mnóstwo czasu, który moglibyśmy poświęcić na rozwój siebie, marki, bloga czy sklepu. Sama długo tkwiłam na Bloggerze, przez pewien czas prowadziłam swoją księgowość, próbowałam sklejać umowy i doskonale wiem, jak wielką ulgę przynosi powierzenie pewnych spraw specjalistom. Wątpliwości z reguły są ogromne, ale niemal zawsze jest to decyzja warta zachodu.

3. Nie wierz temu, co mówią ludzie – wierz temu, co robią

Kiedy pierwszy raz usłyszałam tę radę, byłam trochę zmieszana. Dopiero w miarę jak blog się rozwijał, odkryłam, jak bardzo jest prawdziwa. Przez jakiś czas pojawiała się tu seria postów podsumowujących dany tydzień – ot, parę zdjęć z Instagrama i krótki opis do każdego z nich. W każdej ankiecie dla czytelników czytałam dziesiątki niezadowolonych głosów, twierdzących, że wpisy te są kompletnie niepotrzebne, są zapchajdziurą i generalnie wszyscy omijają je z daleka. Wiecie co wtedy biło u mnie rekordy popularności? Właśnie podsumowania tygodnia!

Inny przykład? Przypomnijcie sobie wszystkie te wielkie zmiany na Facebooku i osoby lamentujące, że teraz to już koniec, usuwają konto, skazują na straty wielką machinę społecznościową, która przecież na pewno nie pozbiera się po ich odejściu. Kojarzycie choć jednego człowieka, który faktycznie to zrobił? To zdumiewające, jak często deklarujemy określone zachowania lub wyrażamy sądy, które ani trochę nie mają pokrycia w tym, co naprawdę robimy.

To niestety ma też drugą stronę – możemy słuchać setek pochwał naszej pracy, obojętnie, czy to rękodzieło które tworzymy, ubrania, które sprzedajemy, czy grafiki które projektujemy, ale dopóki nie mamy ludzi, którzy faktycznie są w stanie zapłacić za to, co oferujemy, trudno mówić o powodzeniu pomysłu. Warto mieć tego świadomość.


>> Zobacz też: Rzeczy, których nikt Ci nie powie o pracy w domu


4. Zmiany się wprowadza, a dopiero potem o nich mówi

Jest taki popularny cytat z “Dnia Świra”: Ileż to razy w myślach osiągałem wszystko. Udało mi się tylko nie być komunistą. Ja mogłabym o sobie powiedzieć: Ileż to razy planowałam spektakularne zmiany. Udało mi się tylko je zapowiedzieć. Przez jakiś czas takie huczne obwieszczanie każdej najmniejsze zmiany, każdego pomysłu było codziennością w blogosferze – ja też temu uległam. Każdy pomysł na nową jakość wydawał się tak genialny i tak prosty w realizacji, że w tej ekscytacji chciałam się nim podzielić ze wszystkimi (niezależnie od tego, jak bardzo ich to interesowało).

Potem entuzjazm trochę opadał, okazywało się, że wcale nie jest to takie proste jak mogłoby się wydawać albo w ogóle stwierdzałam, że to się jednak nie sprawdzi, a ja zostawałam jedynie z wyrzutami sumienia, że zapowiedziałam coś, co w ogóle się nie wydarzy. To nauczyło mnie mówienia o swoich planach dopiero wtedy, gdy są już na półmetku przygotowań, a ja mam pewność, że nic nie popsuje moich zamiarów. Takie studzenie emocji oszczędziło mi już wielu stresujących sytuacji i pewnie wiele jeszcze oszczędzi.


>> Zobacz też: Rzeczy, które chciałabym wiedzieć na początku blogowania


Tyle ode mnie. Mam nadzieję, że rady będą dla Was choć w małym stopniu tak wartościowe, jak dla mnie. A jeśli Wy też macie takie “kamienie milowe”, które totalnie zmieniły Waszą perspektywę w dowolnej dziedzinie życia, chętnie przeczytam o nich w komentarzach!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz