6 mitów, w które wierzyłam przed założeniem firmy

własna-dzialanosc-mity

W połowie lipca minęły dwa lata od momentu, w którym drżącą ręką podałam pani w okienku wniosek o wpis do ewidencji działalności gospodarczej. Już na długo przed tym momentem byłam pełna obaw, a kolejne rozterki piętrzyły się z szybkością przyprawiającą o zawrót głowy.

Nie miałam pojęcia o prowadzeniu firmy, kompletnie się na tym nie znałam. Do tego miałam wrażenie, że im więcej o tym czytam i im więcej wiem, tym trudniej mi nad tym wszystkim zapanować. Z tego powodu dałam się wpuścić w wiele pułapek myślenia, które czyhają na początkujących przedsiębiorców.

Pomyślałam sobie, że pewnie nie tylko ja im uległam i pewnie jeszcze wiele innych osób da się na nie złapać. Postanowiłam więc zebrać wszystkie te przekonania, które okazały się zdradliwe. Jest wśród nich sporo mitów, o których teoretycznie powinniśmy od początku wiedzieć, a jednak co rusz ktoś daje się złapać w ich sidła. Mam nadzieję, że będą przydatne. Liczę również, że zechcecie opowiedzieć o Waszych doświadczeniach i uzupełnicie ten zbiór swoimi komentarzami (ale także pytaniami – nie bójcie się ich zadawać).

MIT 1: Muszę poczekać na lepszy moment

Oczekiwanie na idealny moment to chyba najczęstszy powód odkładania decyzji o rozpoczęciu działalności. Sama nosiłam się z tą myślą dobre dwa lata. Najpierw wymówką były studia, potem brak doświadczenia, jeszcze później poczucie, że powinnam wszystko doskonale zaplanować w każdym najdrobniejszym calu. Tak naprawdę, gdyby nie kończący się termin przyjmowania wniosków o dotację, zastanawiałabym się pewnie jeszcze dłużej.

Łudzimy się, że kiedyś nadejdzie taki czas, kiedy pozbędziemy się wszystkich powstrzymujących nas problemów i rozterek, ale to nigdy się nie stanie. Zresztą, historie wielu biznesów pokazują, że sukces można osiągnąć nawet zakładając firmę w momencie, który wydaje się najgorszym z możliwych. Spójrzcie chociażby na Pata Flynna – popularnego blogera i podcastera. Jego pierwszy biznes powstał, gdy Pat został zwolniony z pracy, a jego żona była w ciąży z ich pierwszym dzieckiem. Czy można sobie wyobrazić mniej sprzyjające okoliczności? A jednak Pat odniósł sukces, którego można mu pozazdrościć.

Czas nigdy nie będzie odpowiedni, a my nigdy nie będziemy stuprocentowo gotowi. Odkładanie tej decyzji w przyszłość może przynieść co najwyżej zniechęcenie.

MIT 2: Dwa lata preferencyjnego ZUSu to mnóstwo czasu

Przedsiębiorcy, którzy nie prowadzili wcześniej działalności, mogą skorzystać z preferencyjnych stawek ZUS. Oznacza to, że zamiast ponad 1000zł miesięcznie, mogą płacić połowę tej kwoty przez dokładnie dwa lata. To duże ułatwienie, kiedy próbujemy rozwijać działalność, ale także mała pułapka, w którą wiele osób wpada.

Dlaczego? Ponieważ cały czas gdzieś tam z tyłu głowy mamy świadomość, że wydatki związane z firmą w pewnym momencie drastycznie wzrosną i trzeba zrobić wszystko, by zarobki były wtedy na odpowiednio wysokim i stabilnym poziomie, ale jednocześnie ten termin wydaje się strasznie odległy. Przez to przesuwamy te bardziej śmiałe plany o kolejne miesiące, a w pewnym momencie okazuje się, że dwa lata minęły szybciej niż ktokolwiek by się spodziewał.

wlasna-firma-mity

MIT 3: Po co mi księgowa? Ogarnę to sama w 10 minut

Wiele osób podpowiadało mi, że księgowa to strata pieniędzy, bo w jednoosobowej firmie wszystko można policzyć samodzielnie. I faktycznie, można. Tyle że już w pierwszym miesiącu poświęciłam co najmniej kilka dni, by dowiedzieć się, jak rozliczyć poszczególne zlecenia, jak ujmować przychody bezrachunkowe i z jakich ulg mam szansę skorzystać.

A kiedy uznałam, że większość rzeczy ogarnęłam i to wcale nie takie trudne, przyszedł kolejny miesiąc, a z nim zagraniczny przelew od Google, wątpliwości dotyczące kosztów i zlecenie od firmy z innego kraju. Miałam do wyboru dwie opcje: Znowu poświęcić mnóstwo czasu na szukanie, pytanie i doczytywanie, albo powierzyć to komuś, kto zna się na tym lepiej ode mnie. Wybrałam to drugie i z perspektywy czasu ani trochę nie żałuję.

MIT 4: Nie powinnam rezygnować z żadnych propozycji

Praca na własny rachunek bardzo często oznacza nieregularne zarobki, ale również wrażenie, że skoro jesteśmy początkujący, musimy coś udowodnić sobie i światu. To z kolei pociąga za sobą poczucie, że kiedy nie mamy na horyzoncie żadnego większego zlecenia, powinniśmy przyjmować wszystkie propozycje, niezależnie od tego, jak bardzo nam odpowiadają. Stad już prosta droga do frustracji, zmęczenia i zniechęcenia.

Sztukę odmawiania musiałam opanować dość szybko, ale zanim to się stało, zaliczyłam dziesiątki sytuacji, w których byłam potwornie zła na samą siebie. Przyjmowałam oferty, których realizacja pochłaniała wiele dni, a nawet tygodni. Za wynagrodzenie, które otrzymywałam, nie byłabym w stanie opłacić nawet czynszu, a jednocześnie wszystkie sprawy związane z moimi celami stały w miejscu. Warto już na samym początku określić swoje priorytety, a przede wszystkim nie przyjmować zleceń, gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że będziemy tego żałować.

praca-na-wlasny-rachunek

MIT 5: Im dłużej będę pracowała na początku, tym lepiej

Przez pierwsze miesiące siadałam do komputera około godziny 7 rano, a wyłączałam go, gdy za oknem było już ciemno. Wiedziałam, że tak nie powinnam, czytałam tyle mądrych książek, które radziły ustalanie harmonogramu, ale jednocześnie ciągle żyłam w poczuciu, że mnie to tak do końca nie dotyczy, bo przecież DOPIERO ZACZYNAM!

Kiedy wyłączałam się z życia online, nie miałam już siły na nic poza zjedzeniem kolacji i położeniem się do łóżka. Z czasem zorientowałam się również, jak niewielka część tego mojego przesiadywania przed monitorem to faktyczna, przybliżająca mnie do celu praca. Dopiero po kilku miesiącach uznałam, że coś tu nie gra i wcale nie tak powinno to wyglądać. Ustalanie harmonogramu dnia jest piekielnie trudne, ale bez niego łatwo się pogubić.


>> Zobacz też: Rzeczy, których nikt Ci nie powie o pracy w domu


MIT 6: Robię to, co lubię, więc wszystko powinno iść jak z płatka

Nie będę Wam przytaczała tego cytatu o robieniu tego, co się kocha, bo chyba wszyscy zdążyliśmy się nim już zachłysnąć. Czytając wszystkie podobne zdania i historie sukcesów, kompletnie zapominałam o tym, że zarabianie na pasji to nie tylko ta przyjemna część, ale też (w znacznej części) wszystkie związane z tym obowiązki, które są już dużo mniej ciekawe.

Czasem miałam wrażenie, że jeśli chwilami mam dość, jeśli nic nie idzie tak, jak powinno, to znak, że kompletnie nie nadaję się do tego, co robię. Przecież miało być tak pięknie! Warto odpowiednio wcześnie uświadomić sobie, że pasja nie wystarczy, a sytuacje, które sprawiają, że uciekają nam chęci do wszystkiego są równie częste jak momenty dumy i satysfakcji.


Strasznie mnie ciekawi, jak wyglądają Wasze doświadczenia z pracą na własny rachunek. Czy było coś, co w praktyce wyglądało zupełnie inaczej niż w teorii? A może jesteście na tym etapie, na którym ja byłam, wierząc we wszystkie te mity i dopiero zamierzacie postawić swoje pierwsze kroki? Liczę, że rozwieję przynajmniej część wątpliwości. A jeśli chcielibyście zgłębić temat nieco bardziej, poszukajcie książki “Zostań freelancerem” Agnieszki Skupieńskiej z bloga Biznesowe Info. Strasznie żałuję, że nie mogłam przeczytać takiego przewodnika dwa lata temu.

Mam nadzieję, że mity, którymi się z Wami podzieliłam, okażą się przydatne. Jeśli uznacie je za warte uwagi, będzie mi szalenie miło, gdy podzielicie się nimi ze swoimi znajomymi.

Zapisz

Zapisz