Co mi nie wyszło, co się udało? Podsumowanie 2017

podsumowanie-roku-2017

Do tej pory podsumowywałam kolejne lata w formie alfabetu roku. Lubię tę formę, ale po pewnym czasie miałam wrażenie, że hasła, które przychodziły mi do głowy zbyt często się powtarzały. To świetny sposób na zamknięcie roku, ale raczej do stosowania co kilka lat.

Zachęcona świetnymi, dodającymi otuchy wpisami blogerek, które darzę sympatią (Kasi i Natalii), postanowiłam pójść podobnym tropem i podzielić się z Wami moimi mniej i bardziej udanymi wydarzeniami 2017 roku. Miniony rok nie obfitował w zbyt wiele osobistych wpisów i trochę mi brakowało takiego otwartego kontaktu z Wami.

Początkowo wzbraniałam się przed pomysłem stworzenia takiego podsumowania, bo to z pewnością nie był dla mnie rok, po którym chciałabym się chwalić swoimi osiągnięciami. A już na pewno nie chciałabym wyliczać rzeczy, które mi nie wyszły. Pomyślałam jednak, że właśnie o takich sprawach powinno się w sieci pisać częściej. Z kolei z drugiej strony, uznałam że tworzenie tej listy to świetna okazja do znalezienia dobrych stron tego roku, by nie rozpatrywać go dłużej w kategorii porażek. I chyba się udało!

Co mi wyszło w 2017?

przeprowadzka

  • Kupiliśmy nasze pierwsze mieszkanie. Dla mnie to największe wyzwanie 2017 roku. Kosztowało mnie mnóstwo stresu. Chyba dopiero po kilku miesiącach zaczęłam doceniać, że naprawdę wszystkie te formalności i decyzje do podjęcia są już za nami. Dziś wiele rzeczy zrobiłabym pewnie inaczej, ale i tak czuję się bogatsza o mnóstwo nowych doświadczeń.
  • Wdrożyłam wyłączanie komputera po 18. Ustalanie harmonogramu nadal idzie mi różnie, ale jestem szczególnie zadowolona z faktu, że nigdy nie pracuję wieczorami. Po 18 zaczyna się mój czas na relaks przy serialu, książce czy dobrym jedzeniu. Staram się, by był to również czas spędzony głównie offline. To akurat nie zawsze wychodzi, ale sam fakt odcinania się od ważnych spraw w godzinach wieczornych działa na mnie genialnie.
  • Po wielu latach zmagań, migreny w końcu dały mi żyć. Co prawda nie wiem, ile w tym mojej zasługi, a na ile to kwestia chwilowej poprawy, ale od połowy ubiegłego roku funkcjonuję jak zupełnie inny człowiek. W ubiegłych latach ta sprawa bardzo stopowała mnie w jakichkolwiek działaniach – co kilka dni byłam całkowicie wyłączona z życia, zaliczyłam mnóstwo lekarzy, a nawet kilka szpitali. Od jakiegoś czasu bóle pojawiają się o wiele rzadziej i z dużo mniejszym natężeniem. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.

urzadzanie-mieszkania

  • Przetrwałam przeprowadzkę i urządzanie się ze spokojem, z którego jestem dumna. Bałam się, że wpadnę w jakiś rodzaj histerii z cyklu: “Trzeba kupić wszystko już, teraz, zaraz”, a potem będziemy mieszkać w mieszkaniu pełnym rzeczy, których nie lubimy, a wybraliśmy je tylko dlatego, że były… najłatwiej dostępne. Na szczęście mam obok siebie prawdziwego mistrza zen w tych sprawach i dałam się przekonać, że pół roku bez stołu czy kuchni na wymiar to nie koniec świata.
  • Otaczałam się ludźmi, którzy mają na mnie bardzo dobry wpływ. Świadomie ograniczyłam niektóre kontakty, jednocześnie pozwalając sobie na więcej spontaniczności w poznawaniu nowych osób. Pisanie bloga pozwala na stosunkowo łatwe zdobywanie nowych znajomości, a rzadko korzystałam z tej możliwości. Kiedy już spróbowałam, chcę więcej. Rozważam nawet zorganizowanie pogaduchowej kawy z czytelnikami.
  • Zostałam jedną z twarzy linii Moje Deko. Z marką Śnieżka działaliśmy już wiele razy i zawsze wychodziły z tego naprawdę fajne treści. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy miałam okazję promować nową linię produktów do DIY. Nadal nie przywykłam do oglądania swojej twarzy na ulotkach w sklepach budowlanych, ale trzeba przyznać, że to miłe uczucie!

madera-polecane-atrakcje

  • Byłam na najfajniejszym urlopie w moim życiu. Nie sądziłam, że po wszystkich mieszkaniowych wydatkach, które piętrzyły się na każdym kroku, będziemy w stanie choćby pomyśleć o urlopie, ale zgodnie uznaliśmy, że po tych stresujących tygodniach, odpoczynek będzie dużo ważniejszy od nowej komody czy krzeseł, bez których i tak świetnie sobie radzimy od kilku miesięcy. To były moje pierwsze tak aktywne wakacje i czułam się po nich jak nowo narodzona.
  • Mimo niewielkiej aktywności na polu zawodowym, jestem zadowolona ze swoich zarobków. Oczywiście nadal jest to poziom, któremu bliżej do “nie jest źle” niż do “jest genialnie”, ale mimo wszystko sprawia, że jestem dla siebie bardziej wyrozumiała, kiedy dopada mnie myślenie o sobie w kategoriach największej leniwej buły blogosfery.

Co mi nie wyszło w 2017?

  • Nie udało się zaprojektować nowego szablonu. To zadanie jest moim największym wyrzutem sumienia – ciągnie się od ponad roku. Właśnie rok temu, przenosząc się na nowy serwer, dowiedziałam się, że mój obecny szablon wymaga zmiany. Mam wstępne koncepcje, działamy nad nimi z niemężem (właściwie to głównie on działa), ale nadal nie widać końca. Mam nadzieję, że wreszcie odhaczę ten cel.
  • Nie stworzyłam kursu. Plany i pomysły chodzą mi po głowie już od jakiegoś czasu, ale strasznie trudno było mi to zamknąć w sensowną całość, która nie odcięłaby mnie z życia na pół roku. Z perspektywy czasu myślę, że po prostu zaczęłam od zbyt grubego kalibru i zbyt szerokiej tematyki. Nie porzucam jednak tej myśli, cały czas będzie kiełkowała i ewoluowała przez kolejne miesiące.
  • Nie wypuściłam swojego pierwszego produktu. Jestem mistrzynią w wymyślaniu, co mogłoby być tym produktem. Niestety, o wiele gorzej idzie mi stawianie pierwszych kroków w realizacji tych pomysłów. Realizacja tego celu to mój priorytet na 2018 – tym razem już bez wymówek.

mieszkanie-urzadzanie

  • Zderzenie wyobrażeń na temat nowego mieszkania z rzeczywistością okazało się bolesne. W serialach i social mediach to zawsze wygląda jak istna sielanka. Spełnione marzenie, euforia, zero rozterek, wątpliwości, przytłoczenia. U mnie tych drugich było sporo, a może nawet więcej. O części z nich wspominałam we wpisie opublikowanym zaraz po przeprowadzce, do tego doszło jeszcze sąsiedztwo, które trudno opisać słowami “spokojne i przyjaźnie nastawione”. Wymusiło to na nas wiele ustępstw w kwestii planów na urządzenie mieszkania i wywołało małe rozgoryczenie, ale z drugiej strony również zmotywowało do rozwoju, by kiedyś zamieszkać we własnym, dobrze przemyślanym domu.
  • Zmęczyło mnie projektowanie grafik na zlecenie. To kiełkowało już pod koniec 2016 roku, ale właśnie w 2017, przytłoczona ilością spraw związanych z blogiem i mieszkaniem, podjęłam decyzję o zawieszeniu projektowania na zlecenie. Przyjmując takie projekty, czułam się jak w błędnym kole, ponieważ zlecenie dla klienta zawsze stało ponad pracą nad własnymi sprawami – blogiem, rozwojem pomysłów, a to wywoływało u mnie wyrzuty sumienia. Z kolei poświęcając się w całości tworzeniu bloga, zarzucałam sobie zastój w dziedzinie projektowania.

    To zmęczenie nasiliło się również przez moje fatalne podejście do wyceny swojej pracy. Dziś patrzę na to zupełnie inaczej, ale dawniej potrafiłam tygodniami siedzieć nad koszmarnym zleceniem za 300zł, byleby tylko zadowolić klienta. Nic dziwnego, że w końcu dopadła mnie frustracja. Właściwie to nie byłam pewna, czy ten punkt powinien znaleźć się w części “Co mi nie wyszło”, bo czuję się z tą decyzją naprawdę dobrze. Zgadzam się wyłącznie na zlecenia, które “czuję” lub takie od osób, z którymi mam dobre doświadczenia z przeszłości i… nigdy nie pracowało mi się lepiej.


Moje ulubione teksty z 2017:

 


Fajne momenty w 2017:

podsumowanie-roku

  • Nasze dwa motywująco-relaksująco-pogaduchowe wypady do Warszawy z Aliną i Moniką. Zaszywałyśmy się na dwa dni w hotelu i rozmawiałyśmy bez końca. Wiem, że dla większości osób to brzmi trochę abstrakcyjnie, ale taka możliwość wymiany doświadczeń z osobami, które nie robią wielkich oczu, słysząc terminy takie jak “unikalni użytkownicy” jest naprawdę cenna. Zwłaszcza dla kogoś, kto jest typem zaszywającego się w domu niedźwiedzia (jak ja).
  • Bezinteresowne maile i wiadomości z podziękowaniami za wpis lub projekt. Sądziłam, że z czasem przestanie mnie to tak bardzo rozczulać, ale nadal uważam, że nie ma lepszej motywacji do tworzenia wartościowych treści.

gory-maj

  • Spontaniczny wyjazd w góry pod koniec maja. Trafiliśmy na najlepszy możliwy moment – nie sądziłam, że w Zakopanem i okolicach może być tak pusto.
  • Zaproszenie na nieoficjalne otwarcie restauracji Śląska Prohibicja. Pierwszy raz uczestniczyłam w czymś takim, a zawsze byłam ciekawa, jak to jest. I jest super!
  • Wszystkie momenty, gdy ktoś podchodził do mnie w miejscach publicznych, by się przywitać. Nadal do tego nie przywykłam i nadal reaguję wielkim speszeniem, ale potem, na spokojnie, wspominam to jako szalenie miłe sytuacje.

podsumowanie-2017

  • Nasze letnie, piątkowe chillouty nad Jeziorem Paprocańskim. Przez kilka tygodni pod rząd urywaliśmy się zaraz po pracy i spędzaliśmy popołudnie aż do zachodu słońca, zajadając lody nad jeziorem. Działało jak detoks dla mózgu po całym tygodniu.

W 2018 chciałabym:

  • Rozprawić się z celami, które nie wyszły mi w ubiegłym roku. Zacznę od pierwszego produktu cyfrowego.
  • Próbować więcej nowych rzeczy. Częściej być “Yes woman”. Chodzą mi po głowie ciekawe warsztaty lub inne wydarzenia. Jeśli możecie coś polecić, będę wdzięczna.
  • Jeszcze bardziej otworzyć się na poznawanie nowych ludzi.
  • Nauczyć się lepszego planowania i delegowania zadań.
  • Zapoznać się z jogą i wrócić do medytacji.
  • Nie żałować sobie odprężających weekendów i urlopu.

To tyle jeśli chodzi o moje podsumowanie. Miałam wątpliwości, czy to dobry pomysł, ale naprawdę warto było je zrobić. Czasem rzeczy, które nam nie wyszły potrafią skutecznie przysłonić to, co dobre i warte docenienia. Jeśli macie ochotę na takie podsumowanie w komentarzu – śmiało, chętnie przeczytam, jak Wam minął rok.